Muzyka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 sezon Poznajmy się. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 1 sezon Poznajmy się. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 października 2015

Rozdział 12: Akademia Jutra





~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Gadałem z Rhodym o tym by pokazać Pepper zbrojownie, skoro wie kim jest Iron Manie i jej ufam to może pomoże nam w zbrojowni, jej ojciec jest agentem FBI będziemy mieć informatora. Rhody poszedł do toalety, bo skacze tak od pół godziny. Wreszcie pozwoliłem mu iść do toalety, a ja postanowiłem pogadać z Pepper, bo od początku jest jakaś nie obecna, myślałem, że coś przykrego Whitney jej powiedziała, ale chyba to coś poważniejszego, ale zaryzykowałem i wtrąciłem o Whitney, chyba musimy jeszcze pogadać, bo to przecież typowa blondynka. Pepper słodko myśli, a szczególnie jak marszczy czoło.



Pepper: A powiesz mi dlaczego zerwaliście ?



Tony:  Zdradzała mnie na prawo i lewo



Pepper: Czyli wy ten tego ?



Tony: Co ?! Nie, kijem bym jej nie dotknął



Pepper: Ale byłeś z nią..



Tony: Bo nie chciałem jej zranić



Pepper: Ale ona to zrobiła... A skąd to wiesz ?



Tony: Nie zraniła mnie. Jestem Iron Manem ja wiem wszystko



Pepper: Hah.. Muszę się zabezpieczyć. Nie możesz mnie tak szybko poznać



Tony: Ja też wolę cię pozna jako Tony, a nie Iron Man, a mogę wiedzieć co cię tak gryzie ?



Pepper: Nic poważnego. Ale mam 2 pytania, 1 gdzie Rhody i 2 a zdradzała cię z tobą tylko nie z tobą no wiesz jako Iron Manem ?



Tony: 1 poszedł do kibla, a 2 a wiesz, że tak. Hahhah



Pepper: Hahaha na serio ? No nie mogę. Dobra spoważniejmy




Tony: Wiesz, że mnie nie oszukasz ja to widzę



Pepper: Zastanawiam się dlaczego mi zaufałeś i czy ja też mogę



Tony: Nie wiem dlaczego ci zaufałem, ale czuję, że to dobra decyzja. Ja ci zaufałem więc ty też możesz mi zaufać. Obiecuje, a jak nie możesz mnie zabić, albo przysięgnę ci na paluszek hehe



 
Pepper: Czy ty oglądasz Hanneh Montanne ? Czy jakiś inny beznadziejny program dla małolat ?



Tony: Heh nie ważne



Po sączonych lekcjach spotkałem się z Rhodym przed szkołą i czekaliśmy na Pepper bo zatrzymał ją dyrektor Nara, ciekawe co od niej chciał, czyżby już pierwszego dnia coś nawywijała, Rhody chyba nadal nie był przekonany do mojego pomysłu, pokazania Pepper zbrojowni no, ale trudno wszystkim nie dogodzę. Zbrojownia to mój drugi dom, więc jeżeli mam zaprzyjaźnić się z Pepper musi wiedzieć gdzie mnie szukać. Po pięciu minutach dołączyła do nas Pepper i ruszyliśmy w kierunku domu Rhodyego wszystko było by pięknie, gdyby nie Gene, czy jak kto woli Mandaryn tylko nie każdy o tym wie. Spotkaliśmy go prawie w centrum. Szedł nie zwracając uwagi do póki nas nie minoł, zatrzymał się i odwrócił



Gene: Pepper ? Czy to na prawdę ty ?


Pepper: Gene. Tak to ja, dawno się nie widzieliśmy


Gene: Nawet nie wiesz jak tęskniłem za tobą, dlaczego wtedy nie przyszłaś ?



Pepper: Ja też tęskniłam i to nie wiesz jak. Tatami zabonił

 
To całe szczęście, że wtedy zabronił, może teraz też tak będzie tak samo. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem znieść widoku jak się tulili, czyż bym był zazdrosny...pff.. a może jednak.. e,, nie Tony nie możesz, nie możesz jej bardziej narażać na bezpieczeństwo, już wie, że jestem Iron Manem, a jeśli jakiś wróg się dowie i postanowi jej coś zrobić. Nie pozwolę na to. Moje życie jest do bani przez podwójne życie. Chciałbym mieć tą jedyną, ale w takim układzie to nie możliwe, więc wolę poświęcić swoje szczęście i dawać ludziom bezpieczeństwo. Po kilku minutach  skończyli już gadać jak to się stęsknili za sobą i w ogóle...bla...bla...bla... A właściwie to od kiedy Gene za kimś tęsknił, albo miał uczucia. Czyżby Pepper była tak ważną dla niego osobą, by tylko dla niej był miły.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



No ja nie wieże przed chwilą spotkałam swojego dawnego przyjaciela i byłego chłopaka, czy ten dzień może być jeszcze lepszy. Poznałam dwójkę nowych znajomych w tym do jednego nabieram większego zaufania.. tak mam na myśli Tonego no i mam przyjaciela, ale według jaszczura mam mu nie ufać, chyba wole posłuchać się jego skoro ten sen okazał się prawdziwy Może powiem o nim właśnie Tonemu, ale to jak udowodni mi, że mogę mu zaufać. Pożegnałam się z Genem i poszliśmy z Rhodym i Toym pod ich dom, tuż za nim stał wielki opuszczony magazyn do którego weszliśmy, myślałam, że sobie ze mnie żarty stroją, niby co tu jest tak ciekawego co mogli by mi pokazać, weszliśmy po schodach tu stały dwa fotele i stary telewizor, do którego podłączona była konsola do gier, a kawałek dalej stał kosz do koszykówki, jednak to nie był koniec wycieczki, bo za następnym zakrętem były kolejne schody tym razem prowadzące w dół, zeszliśmy na sam dół i moim oczom ukazały się przeogromne, metalowe drzwi, prawie ścięło mnie z nóg, a co dopiero będzie w środku. Tony wstukał jakiś kod po czym drzwi się rozsunęły, a my mogliśmy wejść do środka, moim oczom ukazało się jakieś laboratorium z różnymi przedziwnymi rzeczami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, na prawym samym środku stała jakaś żelazna trumna? Przywieszona na środku dźwigu, a dokoła były jakiś sejfy z numerkami na drzwiach. Podeszłam do trumny, gdy ta nagle się sunęła a od tyłu podszedł Tony.



Tony: Poznaj zbroję Markt I, jak z nazwy wynika jest to moja pierwsza zbroja, są także inne



Pepper: Będę mogła je zobaczyć ? Proszę



James: Tony mama dzwoni, muszę lecieć



Tony: Ona to ma wyczucie, Szkoda jak skończę wrócę i może pójdziemy na pizze co ty na to Pepper ?


Pepper: No, spoko to do zobaczenia James


James: Mów mi Rhody, w końcu jesteśmy przyjaciółmi tak ?



Pepper: Postaram się zapamiętać Rhody



James: No od razu lepiej. Do zbaczenia



Tony,Pepper: Pa !



Tony: A więc jesteśmy sami



Pepper: Na to wygląda, no to ja chcę zobaczyć garderobę Iron Mana



Tony: Już się robi



Podszedł do wielkiego komputera i zaczął coś wpisywać, gdy naglę dźwig poruszył się zamykając zbroję Mark I pod sejf numer 1 i przemieszczał się w stronę 2, podeszłam do Tonego, który teraz stał przy tym ustrojstwie, które podaje zbroje.



Tony: To jest zbroja Mark II, jest taka sama jak zwykła lecz jest czerwono-biała i ma ulepszone niektóre opcje, na przykład ma większą moc repursorów.



Pepper: Aham, czyli każda jest inna nie tylko pod względem kolorów



Tony: Tak jakby. Dobra dalej. Zbroja zwiadowcza lub jak kto woli Mark III, wygląda jak podstawowa zbroja, jest granatowa, potrafi stawać się niewidzialna. Jest prawie nieuzbrojona to znaczy ma tylko repulsory. Ok kosmiczna jak sama nazwa wskazuje służy do pobytu w kosmosie. Z tylu posiada coś w rodzaju jetpacka.



Pepper: Kosmiczna inaczej Mark IV, tak ?



Tony: Yhym, pilna uczennica z pani panno Potts



Pepper: Och! Dziękuję profesorze Anthony. No to jedziemy dalej ?



Tony: Hulk Buster, Mark V jest to największa zbroja i najsilniejsza, jej pancerz jest prawie niezniszczalny. Ok. Dalej Arktyczna Mark VI jest zbudowana by przetrwać najzimniejszą temperaturę, mogę być w niej bezpieczny nawet na środku Grenlandii.



Pepper: Wow, to już wszystkie zbroje ?



Tony: Na razie tak, ale buduję specjalną zbroję  dla Rhodyego, mogę ci pokazać, ale nie mów mu to ma być niespodzianka



Pepper: Okay, nie dowie się, chyba że ty mu powiesz hehe



Tony: A więc to jest zbroja dla Rhodyego, nazwa robocza to War Machine, ale w każdej chwili będzie mógł ją zmienić



Pepper: Ja bym zostawiła taką nazwę, a teraz opowiadaj o niej, jestem bardzo ciekawa



Tony: Zbroja służy do walki, ma ulepszone podstawowe wyposażenie zbroi, dodatkowe rakietnice i działka. Zbroja ma podobny rozmiar, pancerz oraz siłę ataku bezpośredniego jak Hulk Buster . Jest wolniejsza i mniej odporna na temperatury od Mark1



Pepper: Wow po raz któryś tam, to chyba fajnie mieć taką zbroje



Tony: Chciałabyś mieć własną zbroję ?



Pepper: I ty się jeszcze pytasz. No jasne



Tony: Da się zrobić



Pepper: Na serio ?



Tony:Yhym. To idziemy po Rhodyego i na pizze ?



Pepper: No to chodźmy



Tony zamknął i zablokował drzwi po czym ruszyliśmy w stronę domu po Rhodyego i na pizze do pizzerii na 4 rogu Manhattanu.

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 11 : Pierwszy dzień w Akademii

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Ta... Poniedziałek, super. Jak mi się nie chce, a dziś jak na złość mój pierwszy dzień szkoły. Leżałam w łóżku i tak se myślałam jak to mi się nie chce iść do szkoły, gdy do mojego pokoju jak wicher wtargnął tata. I chyba jak nigdy dotąd był tak uśmiechnięty. Czy tylko ja nie jestem szczęśliwa z tego powodu, że idę do Akademii. Hahah.... ta nazwa jest bez sensu Akademia Jutra, kto w ogóle ją wymyślił...dobrze, że nie istnieje Akademia Księżniczek, no wtedy to bym jebła i nie wstała. Ok. Kto rano wstaje, ten się nie wysypia...czy jak to tam szło. Po 5 minutach wypełzłam z łóżka kierując się ku łazienki, tu też zwanej łaźni. No dobra czas się ogarnąć umyłam twarz, by nie było widać śpiochów, po skończonej czynności, czyli tak zwanej rannej toalety wróciłam do pokoju. Z szafki wyciągnęłam czerwone rurki i beżowy sweter z serduszkiem na środku całe szczęście, że tu nie trzeba nosić mundurków. Przysiadłam się do toaletki było dopiero 15 minut po 7, więc mam jeszcze czas. Nałożyłam krem korygujący niedoskonałości, pomalowałam rzęsy i eyelinerem namalowałam leciutkie kreski, by podkreślić i nadać gęstość rzęsą. Po doprowadzeniu się do stanu, w którym mogę pokazać się na oczy ludziom przypomniałam sobie o pierścieniu..co ja mogę z nim zrobić zaczęłam rozglądać się po pokoju, gdy mój wzrok przykuła mała maskotka-zawieszka. Bingo to jest to ! Już wiem co zrobię. Podeszłam do półki by wziąć maskotkę był to mały bialutki miś z serduszkiem. Wróciłam z nią do biurka, z szuflady wygrzebałam nożyczki i obcięłam mu łeb, znalazła także plastikową kulkę z automatu też po pierścionku, znalazłam też Magika (klej), wydłubałam trochę waty i wkleiłam połówki kulki do niej schowałam pierścień i przykręciłam głowę. Idealnie, Pep, ale ty jesteś genialna, teraz tylko trzeba spalić listę, ale na razie włożę ją do miśka. Po kończeniu dopięłam miśka do torebki, którą zawszę noszę przy sobie.

Viril: Kochanie ! Śniadanie już na stole schodzisz ?

Pepper: Już idę !

Virgil: Gotowa na dzień w szkolę ?

Pepper Jak powiem, że nie to będę mogła zostać w domu ?

Virgil: Nie ma takiej opcji, a teraz jedź śniadanie i jedziemy

Pepper: Nie jestem głodna, Kupie se drożdżówkę

Virgil: Jak tam chcesz. To jedziemy

Wyszliśmy z domu, gdzieś za dwadzieścia ósma i po kilku minutach już byłam w Akademii. Tata rzucił tylko jakiś tekst w stylu  powodzenia i odjechał, a ja weszła do tego okropnego miejsca, gdzie mieli mnie czegoś nauczyć. Przy wejściu od razu znalazłam sekretariat. Zapukałam do drzwi i weszłam. Przywitała mnie młoda kobieta, wątpię by była dyrektorką, więc albo nauczycielka, albo sekretarka.

Sekretarka: Dzień dobry ty pewnie jesteś Virginia Patricia Potts zgadza się ?

Pepper Tak to ja w całej okazałości

Sekretarka: Super! Dyrektor Nara zaraz powinien się pojawić

Pepper: Dobrze, to ja mam poczekać na korytarzu ?

Sekretarka: Nie usiądź sobie tu. Może wody do picia. Dyrektor się trochę spóźni, więc nie będziesz od początku lekcji

Pepper: Nie dziękuję, a mogę wiedzieć co mam pierwsze ?

Sekretarka: Ty jesteś klasa 1C, więc ma pierwszą masz fizykę, zaraz skseruję ci plan lekcji

Pepper: Dziękuję, a dyrektor nie musi się spieszyć, nie lubię fizyki

Sekretarka: Jak chyba prawie każdy uczeń w tej szkolę

Pepper: A istnieje taki ktoś kto lubi fizykę ?

Naszą miłą pogawędkę przerwał zdyszany dyrektor, który nie zwracając a nic innego uwagi. Dał mi gest ręką, żebym weszła do jego gabinetu. Wyjaśnił mi zasady bezpieczeństwa i te inne duperele po czym skierowaliśmy się w stronę sali fizycznej, gdzie jak nazwa wskazuje odbywają się lekcje fizyki. Dotarliśmy pod salę 220, z której było słychać jak ktoś dawał wykład na temat pól magnetycznych, na pewno to nie był nauczyciel tylko jakiś uczeń, ale...zaraz, zaraz ja znam ten głos. Tak ja doskonale znam ten głos to przecież głos Iron Mana, który pokłócił się z modulatorem głosu, albo i z całą zbroją. Dyrektor otworzył drzwi i wszedł pierwszy, a ja zaraz zanim i co zgadłam przy tablicy stał chłopak, który jest Iron Manem, uśmiechnął się o mnie o ja odwzajemniłam. nauczyciel kazał mu wrócić do ławki, która była w rzędzie przy, którym stałam.

Tony: Znowu się spotykamy

Pepper: Na to wygląda

Prof. Klein:   Panie Anthony Stark, do ławki już !

Tony: No przecież idę, idę

Dyrektor Nara: Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam w prowadzeniu lekcji, ale chciałbym przedstawić wam nową uczennicę. Oto Virginia Patricia Potts, od dzisiaj wasza nowa koleżanka.

Pepper:  Hejka


Prof. Klein: Dobrze panno Potts usiądź dziś koło panny Stane, a od kolejnej lekcji będziesz mogła już zmienić miejsce

Pepper: Dobrze, a która to panna Stane ?


Dyrektor Nara: Ta blondynka w środkowym rzędzie, obok pana Starka, który jak zauważyłem panią zna i oprowadzi pannę po Akademii, bo ja mam dużo spraw do załatwienia. Zgadza się panie Stark

Tony: Z miłą chęcią oprowadzę pannę Potts po akademii

Dyrektor Nara wyszedł z klasy, a ja udałam się do wyznaczonego mi miejsca czyli koło panny Stane, chciałam, być miła i gdy siadłam przy niej podałam jej rękę i chciałam powiedzieć "Hej nazywam się Pepper" ledwo wypowiedziałam Hej, a ona burkła i odwróciła się w stronę Anthonego i coś mówiła do niego słodziutkim głosem, od którego zaczęło przewracać mi się w jelitach. Po skończonej lekcji fizyki, musiałam znaleźć swoją szafkę C11, ale miałam ułatwione zadanie, bo miałam przewodnika, którego gdzieś mi wcięło jak się pakowałam. No nic trzeba se poradzić samej. Zamyślona wychodziłam z klasy, gdy przed oczami wyskoczyła mi blondyna

Whitney: Tony jest mój ! I masz się trzymać od niego z daleka

Pepper: Ale my się nawet nie znamy. On mnie ma tylko oprowadzić po szkolę

Whitney: To czemu się ta na ciebie patrzy ?

Pepper: Jak patrzy nie rozumiem ?

Tony: Whitney zostaw ją w spokoju. Chodź ze mną Virginio

Pepper: Ok. Idę

Rozeszliśmy się w dwie różne strony, a ja nadal byłam pogrążona w myślach, a szczególnie przy śnie i jakim cudem pierścień ze snu jest prawdziwy. Z zamyśleń wyrwał mnie o głowę wyższy brunet.

Tony: Jaki masz numer szafki ?

Pepper: YY.... Co ? A szafka C11

Tony: O super czyli mamy wszyscy razem ja mam C10, a Rhody C09. Virginio ?

Pepper: Nie mów mi Virginia, ja jestem Pepper

Tony: Podoba mi się, chciałbym zapoznać cię z Rhodym, to ten ciemnoskóry przy szafce z książką od historii-to chyba jego jedyna miłość heh

Pepper: Hha na serio ?

Tony: Tak poświęca jej 24 na dobę

Pepper: Skąd to wiesz ?

Tony: Mieszkam z nim od czasu, gdy jego mama stała się moją prawną opiekunką. O! Rhody to jest Pepper, Pepper to jest Rhody

Pepper,James: Cześć

James: Idziemy na dach, teraz mamy wolne, chyba że ty Pepper masz jakieś zajęcia ?

Pepper: Nie, na nic się jeszcze nie zapisałam, a angielski ma ta druga grupa jak mi wiadomo

Tony: No to na dach chyba jesteśmy jedyni, bo reszta w tym czasie jest w sklepiku, albo na boisku więc możemy porozmawiać

Pepper: A niby o czym nie możemy przy innych rozmawiać, przecież każdy gada o czym chce

Tony: Ale nie każdy wie, że jestem Iron Manem. Poznałaś mój sekret, więc po lekcjach chciałbym ci cos pokazać. Ale na razie tylko ja i Rhody znamy te miejsce, więc ufamy ci, że nikomu nie powiesz



Pepper: Przecież obiecałam, a ja obietnic nie łamie

Chłopaki coś omawiali, a ja usiadłam na murku i znowu pogrążyłam się w myślach nie tylko o śnie, Makluanach, Mandarynie i całym tym przeznaczeniu, myślałam czy mogę im zaufać skoro oni zaufali mi. Zadzwonił dzwonek, czeka mnie 45 minut siedzenia. Zauważyłam, że Rhody zniknął a do mnie podszedł Tony.

Tony: Nie przejmuj się Whitney, to zwykła zouza

Pepper: A ja myślałam że twoja dziewczyna ?

Tony: Nie to już czas przeszły. Zerwaliśmy, bo okazała się jak już wspomniałem zouzą 

sobota, 24 października 2015

Rozdział 10 : Smocze nasienie




~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Dziś była sobota, jest późne popołudnie, a ja siedzę bezczynnie i nie mam pojęcia co z sobą zrobić. Może zacznę się pakować, bo za kilka godzin przyjedzie po mnie tata i wrócimy do domu, co do czego, ale ja bym chciała jeszcze tu zostać. Ciocia powiedziała, że tato specjalne gadał z szefem by dał mu wolne, gdyż chciał spędzić ze maną czas za nim pójdę do szkoły. To miłe weście spędzi ze mną czas, może też da się namówić na park rozrywki ?? Cza będzie to przemyśleć. No nic biorę się za pakowanie, zacznę od książek i zeszytów pójdą na sam dół walizki, myślałam, że zajmą trochę więcej miejsca, ale urania i tak wszystkie mi się nie zmieszczą, a jeszcze miejsce na laptopa. Ciocia Angela przed chwilą wyszła do sklepu więc będzie za jakieś 15 minut. Poukładałam osobno w walizce koszulki i spodnie oraz inne części garderoby, starałam upchać się jak najwięcej. Próbując zamknąć ją siadłam na niej, skakałam, ale to nie pomogło... Oj Pepper czeba przytyć do takich spraw...Gdy tak siłowałam się z walizką ciocia wróciła ze sklepu



Angela:Pep, słońce co ty robisz ?



Pepper: Pakuję się



Angela: Może ci pomogę ?



Pepper: Yhym.. tym razem poproszę o pomoc



Angela: Dobra ja siądę, a ty spróbuj zapiąć



Pepper: Ok, ale nadal nie idzie



Angela: To siadaj obok mnie, może razem się uda



Jak postanowiłyśmy tak zrobiłyśmy, ale nadal nic, zero efektu. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, pewnie tata już przyjechał, ciotka poszła otworzyć drzwi, a jak nadal walczyłam z walizką.



Virgil: Gotowa ?



Angela: Walczymy jeszcze z walizką. Pomożesz nam ?



Virgil: No dobra. Co z nią jest ?



Pepper: Cześć tatku, pomożesz ?



Virgil: A mam inne wyjście....



Pepper: No za bardzo nie masz



Angela: Dobra wskakuj na walizkę, a my zamykamy



Pepper: Jest! udało się, ale jeszcze trochę rzeczy zostało



Virgil: To weżnie się je na luza do auta, albo do tory ci się  jeszcze zmieści



Tata wziął walizkę i poszedł na dół zanieść do samochodu ja w tym czasie do torby spakowałam kosmetyki, laptopa i ładowarki oraz dociskałam jak najwięcej ubrań, a resztę spakowałam do reklamówki i zeszłam za tatą do samochodu. Pożegnaliśmy się jeszcze z ciocią i odjechaliśmy do domu. Do domu nie mieliśmy zbyt daleko jakieś 15 minut drogi, ale to Nowy Jork tu życie rozpoczyna się po zmroku, więc utchneliśmy w kilku kilometrowym korku. no świetnie, po około godzinnym staniu w korku wreszcie dotarliśmy do domu. Byłam tak zmęczona, e nawet nie miałam siły przebrać się w piżamę, więc położyłam się spać w ubraniach. Wtuliłam się w poduszkę i powoli zasnęłam i znowu sen z cyklu tych chorych, ale tym razem był zupełnie inny, ponieważ nie było już parku, ani mojego "przyjaciela", ani nigdzie nie widziała tej czarnej postaci przypominającego rycerza. Stałam przed jakąś świątynią ?? Nie wiem co to było, ale to mnie z jednej strony przerażało, a z drugiej czułam, że muszę tam wejść. Nie namyślając się długo weszłam do tej dziwnej świątyni, na portalu drzwi widniały jakieś chińskie znaczki, które po chwili rozmyły się i widniały dwa napisy. Pierwszy to Świątynia Makluan, a więc trafiłam to jest jakaś świątynia, a drugi to Czy jesteś godzien, ale jak mam być godna skoro nawet nie wiem o co chodzi, nagle napis znów się zmienił: Jeśli jesteś godzien drzwi same się przed tobą otworzą. Czyli rozumiejąc to mam podejść do drzwi, a jeśli jestem godna to się otworzą. Ok. Podeszłam do drzwi i dotknęłam ręką. Nagle cała ziemia zaczęła się część, a drzwi do świątyni otworzyły się. Niepewnie weszłam do środka, gdy rozbłysnął się jakiś promień i ujrzałam wielki fotel przypominający tron. Tron zaczął się obracać, a ja ujrzałam jakąś przerośniętą jaszczurkę



Makluańczyk: Nie lękaj się moje dziecko






Pepper: Nie jestem twoim dzieckiem      



Makluańczyk: Nie do końca moim, ale z mojej krwi, jesteś moją potomkinią



Pepper: Nie, nie prawda jestem człowiekiem, a ty, ty jakąś jaszczurką !



Makluańczyk: Nie jestem jaszczurką, jestem Makluańczykiem, a w tobie jest smocze nasienie więc urodziła cię moja wybranka, w której zasiałem te nasienie, ale wiedz, że w pewnym mężczyźnie też je zasiałem, jego potomek szuka pierścieni, ale on nie ma w sercu tyle dobra co ty musisz więc przeszkodzić mu i zdobyć je, by na świecie pozostało dobro, potomek ten chce rządzić światem, wprowadzić tyranie i tylko ty możesz go powstrzymać









Pepper: Ty sobie jaja robisz ? Nie wierze ci jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni



Makluańczyk: Przewidywałem, że mi nie uwierzysz, ale przekonam cię do tego na sam koniec. A teraz powiem ci co masz zrobić. Kilka tysięcy lat temu Mandaryn ten, w którym zasiałem nasienie miał 4 synów, ale żaden z nich nie był godzien posiadać 10 pierścieni, więc porozrzucał je po świecie do każdego z nich dając test godności, a mi zostawił 10 i oddaje go tobie. Nikomu go nie pokazuj. Zdobądź sojuszników, którym zaufasz, ale pod żadnym pozorem nie ufaj starym przyjaciołom znajdź nowych, godnych, którzy ci w tym pomogą w misji zdobycia pierścieni



Pepper: Nadal w to nie wierze



Makluańczyk: Podejdź tu moje dziecko. Oto przekazuję ci ten pierścień, który ma za zadanie cię chronić, gdy go założysz staniesz się księżną Makluan. Powstrzymasz to i uratujesz wszechświat Makluanie liczą na ciebie. I dlatego też miewałaś te sny, by cię przygotowały do spotkania ze mną, ja teraz przez sny także będę się konsultował. Życzę powodzenia



Pepper: Co ? ja... nic...nie rozumiem



Zanim skończyłam mówić świątynia wróciła, do wyglądu przed rozmową z istotą, która sądzi że jestem jej potomkinią. Nagle zaczęłam spadać w ciemną otchłań i dopiero się obudziłam. W dłoni poczułam, że trzymam jakiś przedmiot. Co ? Nie wierze czy to ten sam pierścień co w moim śnie?? Czy to wszystko prawda?? Ja już kompletnie ni nie rozumiem.....Poukładajmy to co powiedziała mi ta przerośnięta jaszczurka, ale dopiero jest 5 rano. No nic lepiej zrobię to teraz by nie zapomnieć.
Wzięłam do ręki jakąś kartkę i długopis i zaczęłam analizować fakty:



     






   Fakty od jaszczura :
  1. Świat leży w moich rękach
  2. Nie ufać nikomu, a przede wszystkim dawnym przyjaciołom
  3. Znaleźć sojuszników ( nowych przyjaciół)
  4. Znaleźć pierścienie
  5. Przeszkodzić Mandarynowi (ten czarny rycerz) w misji
  6. Moim przodkami są jaszczurki
  7. Jaszczurka będzie mnie przygotowywać do znalezienia pierścieni
  Dobra nadal nie mogę pokładać myśli. I jak to się stało, że mam pierścień ze snu. Ok muszę się jeszcze zdrzemnąć chwile. Kartę z zapiskami schowałam, by nikt jej nie znalazł i tylko ja mogę o niej wiedzieć. I to samo muszę zrobić z pierścieniem, może zrobię zawieszkę, by zawsze mieć go przy sobie. Później nad tym pomyślę. Położyłam się z powrotem do łóżka, lecz zasnąć już nie mogłam. Postanowiłam iść się przebrać i przede wszystkim wymyć. Poszłam do łazienki, weszłam pod prysznic i pozwoliłam odprężyć się moim wszystkim mięśniom. Ciepła woda spływała po mnie a ja czułam się spokojniejsza. Wyszłam z pod prysznica, wytarłam i ubrałam. Wróciwszy do pokoju zaczęłam szukać kosmetyczki i rozpakowywać się, znalazłam ją po 10 minutach. Usiadłam przy toaletce i zaczęłam się malować. Po skończonym make-up'ie poczułam jak dopadł mnie głód  i zeszłam do kuchni zrobić mi i tacie śniadanie. Wstawiłam wodę na herbatę i wzięłam się za robienie kanapek. Po zaledwie 15 minutach do kuchni wszedł tata.

Pepper: Dzień dobry tatku. Śniadanie i herbata gotowe

Virgil: Widzę, że ktoś ma tu dobry dzień

Pepper: Nie wiem czy do końca bym nazwała dobrym, ale jest okay

Virgil: To może jak zjemy pójdziemy na ścianę wspinaczkową na hale ?

Pepper: Mi tam pasi. Lubię się wspinać

Virgil: To świetnie. Ten dzień spędzimy razem, na różnych atrakcjach

Pepper: Tak się cieszę, że będziemy razem. Tylko ty i ja, żadnej pracy

Virgil: Tak żadnej pracy

Po skończonym śniadaniu posprzątałam i poszłam się przygotować do wspinaczki, ale ja się cieszę, e spędzę tą niedziele z tatą, bo jutro muszę już iść do szkoły. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Przebrałam się w sportowe ciuchy, a tata w dresy i pojechaliśmy na hale sportową, by pospinać się. Założyłam się z tatą o 5 dolców, że o wiele szybciej wejdę na samom górę, ojciec przyjął zakład

Pepper: Już po tobie

Virgil: Zobaczymy

Na trzy ruszyliśmy w górę. Przyznam tata ma wigor i to nie mały, z początku byliśmy na równi, ale wyprzedziłam tatę gdzieś w połowie ścianki. I tak  5 dolców moje !!

>>>>>......<<<<<<
Koniec kolejnego rozdziału. Czekam na waszą opinie jak się podoba.
I w sprawie ankiety. Nie wiem dlaczego ale nie chce pojawić się jej tytuł, a mianowicie "Co sądzisz o moich one shotach, czy podoba ci się moje łączenie postaci" chciałabym, żebyście na nią odpowiedzieli :) To do kolejnego :)

środa, 21 października 2015

Rozdział 9 : Zakupy


~~~~Perspektywa Pepper ~~~~


Gdy już Iron Man odleciał i wypomniałam  sobie, że nie zrobiłam tego co chciałam odwróciłam się i rozglądałam po salonie, było po 5 rano, a ja nie wiedziałam co z sobą zrobić. Ciocia Angela jeszcze spała, więc ja poszłam do kuchni, zrobić sobie śniadanie, bo zaczęło burczeć mi w brzuchu. W szafce znalazłam swoje wczorajszo kupione mussli, wsypałam do miski i zalałam mlekiem . Odłożyłam wszystko na miejsce po czym wróciłam do salonu i włączyłam telewizor, zaczęłam przeszukiwać kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego i trafiłam na " Harrego Pottera " leciały po kolei wszystkie czesci, akurat udało mi się na pierwszą " Kamień Filozoficzny ". Oglądałam zaciekawiona i pałaszowałam mussli. W przerwie na reklamy zaniosłam miskę do zmywarki, po czym zauważyła, że ciocia wstała, a teraz stała w drzwiach.



Angela:   Widzę, że jednak mężczyźni umieją wychowywać dobrze dziecidzieci

Pepper: O ! Ciocia obudziłam cię ? Jak tak to przepraszam

Angela: Nie, nie obudziłaś. To ja też zjem i jedziemy do księgarni i centrum handlowego na małe zakupy

Pepper: Tak szybko ? Dopiero 8:30

Angela: No co szkoda dnia

Moją ciocia zjadła śniadanie, po czym ubrałyśmy  się. Ja ubrałam czrne leginsy, czarną podkoszulkę, a na to zarzuciłam mój przy duży biały sweterek-to chyba moje najlepsze ciuchy. Ciocia Angela jak zwykle wygląda świetnie, białą luźną koszulę z ćwiekami na kołnierzu wsadzone w miętowe rurki, a do tego wszystkiego szpilki w kolorze spodni, jednak ja wolę moje trampki. Wyszłyśmy z domu i zmierzałyśmy ku windzie, gdy ciotka przeszukując torebkę w poszukiwaniu kluczy, które zostały na szafce. Ciocia wróciła po nie po czym zjechałyśmy na parter i wsiadłyśmy do samochodu. Jechaliśmy do księgarni. Miałam już wszystkie książki, teraz tylko po zeszyty. Najlepiej do marketu.

Pepper: To do marketu ?

Angela: Nie do Empika. To jest NY muszę cię wyposażyć w najlepsze rzeczy

Pepper: A tatę na to stać. Za dłużej wypłaty to on nie ma

Angela: Pep, spokojnie. Wszystko pod kontrolą

Po 20 minutach wyszłyśmy z empika. Miałam zeszyty najlepszej jakości, piurnik, długopis, zakreślacze BIG i korektor. Zmierzałyśmy w stronę centrum handlowego by kupić mi nowe ubrania, które będą z pewnością lepsze od tych co mam teraz. Minęły 2 godziny od kond tu jesteśmy, ja cała opakowana torbami, a ciocia non stop przynosi mi jakieś ciuchy, które mam mierzyć i jak pasują mam brać. Zwiedziłyśmy wszystkie sklepy i z dosłownie każdego wychodziłam z całą torbą. Wyszłyśmy z ostatniego sklepu i zjechałyśmy na podziemny parking, wszystkie torby wrzuciłam do bagażnika i odjechałyśmy, po drodze ciocia wskoczyła jeszcze do spożywczaka po produkty na obiad.



Pepper: Ciociu możemy zajechać jeszcze do drogerii ?

Angela: Tak. Właśnie muszę kupić nową szminke, a ty czego potrzebujesz ??

Pepper: Dopełnić kosmetyczkę, bo jadę na rezerwach. Prawie wszystko już zużyłam i nie mam czym się malować. Nie potrzebuje dużo, bo mocno się nie maluje.

Angela: Okej. Dobra akurat po drodze jest fajna drogeria. Fajnie że się malujesz, ale czemu tak słabo ?

Pepper: Nie lubię mieć tony tapety na twarzy

Angela: Nie przesadzaj

Pepper: Ale ja nie przesadzam

Dojechałyśmy do drogerii. Znalazłam wszystkie potrzebne kosmetyki, czyli krem BB rozświetlający, nawilżający mam w domu , eyeliner, tusz do rzens oraz moją ulubioną truskawkową pomadke do ust z witaminami , niestety bardzo często mi pękają. Wpakowałam się do samochodu i odjechałyśmy do domu. Obładowana weszłam do " swojego" pokoju, rozpakowałam rzeczy do szkoły i ubrania , co było bez sensu bo jutro wieczorem wracam już do swojego domu. Wykończona wyszłam na balkon odpocząć. Myślałam o Iron Manię, chciałabym z nim pogadać. Czułam, że mogę mu zaufac, bardziej niż komuś innemu. Dziwne znam go przelotnie, ale chyba jak jest bohaterem to musi przecież być godnym zaufania. Po za tym chyba jesteśmy w tym samym wieku. Fajnie z jego strony, że zabrał mnie na małą " wycieczkę " po NY.

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Po tym jak odstawiłem ją z powrotem na balkon, z którego ją wziołem, normalnie niczym współczesna wersja Romeo i Juli tylko oni byli kochankami. Wróciłem do zbrojowni by naprawić zbroję. Dziewczyna jest bystra, tak jak przypuszczałem, bo szybko zorientowała się kim jest Iron Man, ale coś czuje, że mogę jej zwufać. Mam nadzieję, że spotkam ją w Akademii Jutra, bo jest blisko jej domu. Siedziałem w zbrojowni i ulepszałem zbroje, a mianowicie zwiększam moc repursorów. Stwierdziłem, że przyda się po ostatnim spotkaniu z Whiplashem, a i jeszcze zbroja zwiadowcza, gdyby taka akcja jak z Maggią się powtórzyła, co mam nadzieję, że nie, ale wierząc w ich możliwość, oprócz spiskowania z Tong i na padania właśnie na banki, no na nic więcej ich nie stać, brak, zero ambicji. Pod czas moich rozmyślań do zbrojowni wszedł Rhody

James: Co tym razem majsterkujesz ? Nie mow, że nową zbroję

Tony:Nie, naprawiam starą zbroję i zwiększa moc repursorów

James:Zwiadowczą ?! Tony ona nadaje się tylko na złom, czyli jak byś budował nową

Tony:Nie przesadzaj, w zbroi Mark 1 skończyłem już z repursorami, a w zwiadowczej nie ukrywam trochę pracy będzie, ale jak się streszcze to jeszcze dzisiaj skończe jestem w połowie

James: Tony wiesz, że nie możesz się tak przemęczać

Tony: Tak mamusiu. Wiem, ale to mnie odpręża

James: Odpręża cię ! Chyba, aż za bardzo, bo zqpominasz o ładowaniu implantu !

Tony:Dobra nie denerwuj się ! Bo miałem ci coś ważnego do powiedzenia, ale skoro wrzeszczysz już teraz to po tym na zawał zejdziesz !

James:Ok jestem już spokojny. Gadaj co nawywijałeś

Tony: Ja nic ! Ale ktoś jeszcze wie kim jest Iron Man, ale nie wie jak się nazywam

James: Co ? Jak to ? Nie wie kim jest Anthony Stark ?

Tony:No nie wie, ale wkrótce się przekona . Może nawet pokaże jej zbrojownię ?

James:Tony nie mów, że powiedziałeś to tej całej córce agenta FBI. Ile ty ją znasz ?

Tony: Sama się domyśliła, a po za tym ufam jej

James:  Jak cię wyda nie chcę mówić a nie mówiłem i pocieszsć cie, że sekret Iron Mana się wydał

Tony:Dramatyzujesz

Rhody wyszedł ze zbrojowni pewnie poczytać o czymś z historii, a ją wziąłem się za zbroję zwiadowczą może dodam jeszcze trochę uzbrojenia. To tak na wypadek gdyby ktoś mnie zaatakował. Szybko mi z leciały 4 godziny, ale skończyłem to chyba mój rekord. Podłączyłem implant do ładowania. Usiadłem na fotelu i znów moje myśli przeszły na rudą... Czemu cały czas o nie  myślę... Tony ogarni się... Może przelece się po mieszcie. Tak to jest myśl polece na patrol. Leciałem nad miastem, miałem nadzieję spotkać rudą i pogadać, ale nigdzie jej nie było, wróciłem do zbrojowni. Żadnych alarmów, no nic chyba pójdę się zdrzemnąć. Tak to jest myśl. Zablokowałem drzwi i poszedłem do domu. Byłem w swoim pokoju i ległem na łóżku po czym zasnąłem.

>>>>>.....<<<<<

Dziś rozdział trochę krótszy, ale myśle, że się spodoba. Jutro może pojawić się kontynuacja one shota więc zapraszam :)

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 8 : 2 dniowa przeprowadźka






~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Iron Man podrzucił mnie do domu i odleciał. To dziwne, ale chyba lubię metalową puszkę, która może nawet nie być człowiekiem. Świetnie Pep teraz jeszcze wystarczy, że zakolegujesz się z telewizorem i tosterem, będzie super. Oprócz tego zastanawiałam się kim był ten chłopak, który mnie z tam tond wydostał, Iron Man jest strasznie szybki ciekawe jak tak szybko go odstawił do domu ? Chyba, że ten chłopak jest Iron Manem.... Nie bzdury już plotę, chyba te porwanie już mi wali na głowę, rzeczywiście muszę odpocząć bo za 3 dni, licząc od jutra idę do szkoły. W trakcie moich rozmyśleń nad pytaniem "czy Iron Man jest człowiekiem i kim jest mój wybawca", zadzwonił tata i przekazał mi, żebym spakowała rzeczy na 2 dni, bo będę nocować u ciotki. Nawet się cieszę, bo dawno jej nie widziałam i bardzo ją lubię. Pamiętam jak byłam jeszcze mała i ciocia przyjechała do Orlando na urodziny mamy i upiekłyśmy pełno mufinek i ciastek z czekoladą. Poszłam do pokoju i zaczęłam pakować rzeczy, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, tata uprzedzał, że przyjedzie po mnie ciocia, ale że aż tak szybko. No nic zeszłam na dół i przez wizjer ujrzałam ciotkę. Otworzyłam jej drzwi, a ona weszła do środka z uśmiechem



Angela: Cześć skarbie, gotowa ?



Pepper: No nie do końca dopiero zaczęłam się pakować

Angela: Dobra to ja poczekam, a ty idź



Pepper: Zaraz wrócę



Angela: Może ci pomóc ?



Pepper: Nie. Poradzę sobie



Wbiegłam na górę, stanęłam przed szafą i zaczęłam przeglądać. Bosze jakie ja mam beznadziejne ubrania, ale ok poproszę jutro tatę o kasę na nowe. Wzięłam kilka koszulek, sweter, bluzę, piżamę i kilka par spodni. Pędem pognałam do łazienki po kosmetyczkę i wrzuciłam do walizki, dorzuciłam jeszcze ładowarki i laptopa. Zasunęłam zamki i razem z walizką zeszłam na dół. Ciocia uśmiechnęła się do mnie i wsadziła walizkę do bagażnika. Zamknęłam dom i usiadłam na miejscu pasażera obok cioci i ruszyliśmy do jej mieszkania w samym środku miasta. Angela nie ma męża, a to dziwne bo jest naprawdę ładna, ma super ciuchy w ogóle podoba mi się jej styl. Oparłam się o szybę i patrzyłam na mijane domy, budynki, sklepy, gdy naglę odezwała się ciocia



Angela: Nie martw się będzie dobrze. Jutro idziemy kupić ci książki i do centrum handlowego. Czeba jakoś wyglądać w pierwszym dniu szkoły



Pepper: Wiem, ale tato mówi, że wygląd się nie liczy tylko to co mamy w środku



Angela: Z charakterem się zgodzę, ale nie z wyglądem



Pepper: Heh. Nie nawiedzę swojego wyglądu



Angela: No coś ty Pep jesteś śliczna tylko muszę ci to pokazać



Ciocia uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam gest. Ja śliczna, chyba ciocia oczu nie ma, nie dość, że chuda jak kościotrup to na dodatek ruda. W starej szkole przezywali mnie od Marchewek po przez Papryczki i deski bo nie mam tak dużego biustu jak inne dziewczyny, ale ci co mnie w chociaż jakimś  stopniu mówili mi Pepper, bardzo przyzwyczaiłam się do tego przezwiska, więc często nie reaguję na imię Virginia. Dojechałyśmy na miejsce, ciocia chciała wziąć ode mnie walizkę, ale ja powiedziałam, że dam radę i weszłyśmy do windy po czym do mieszkania, było schludne i przytulne, ciotka pokazała mi tymczasowy mój pokój po czym poszła robić kolację. Chciałam jej pomóc, a ona powiedziała, żebym się rozpakowała, powiedziała mi też, że w sofie znajdę pościel, a na dnie szafy są poszewki. Pościeliłam sobie posłanie i poszłam do kuchni zobaczyć jak idzie cioci z kolacją, akurat kończyła układać kanapki na talerzu.  Podeszłam do blatu zalałam kubki z herbatą po czym skierowałyśmy się na kanapę do  salonu. Włączyłyśmy telewizor i zajadałyśmy kanapki. Po skończonej kolacji pomogłam pozmywać naczynia. Wróciłam do swojego tymczasowego pokoju, dorwałam się do laptopa i wyskoczyło, że Laura jest dostępna, ale czy to dobry pomysł by teraz do niej pisać, może jest zajęta i nie ma czasu. Od kiedy pamiętam Laura wszystko przekładała na wieczór i czasami nie mogła się wyrobić. Jutro na niej napisze jak tylko wkrótce z miasta.



~~~~Perspektywa Tonego ~~~~



Wyszedłem że zbrojowni blokując wszystko. W głębi duszy miałem nadzieję, że Roberta już śpi, albo nie będzie się pytać dlaczego uciekłem, ale chyba zgłupiałem, Roberta nigdy nie odpuszcza. To dziwne jestem Iron Manem prawie codziennie mam do czynienia z większym zagrożeniem, przed którym każdy tchórzy, a ja się z tym zmierzam, a boje się matki swojego kumpla. Czy oby ja jestem do końca zdrowy umysłowo, czy lepiej zgłosić się do psychiatry. Do mojego tymczasowego domu chciałem jak najdłużej nie wracać, ale to by tylko pogorszyło sprawę no cóż raz kozie śmierć jak to się mówi. Wszedłem do domu, ledwo zamknąłem drzwi, a w progu od salonu już stała pełna furii Roberta



Roberta: Anthony Edwardzie Starku gdzieś ty był i dlaczego uciekłeś w trakcie, gdy musieliśmy porozmawiać o ważnej sprawie, mając to na myśli mówię szkoła









Tony: Ja byłem się przejść musiałem coś przemyśleć, a tu nie mogłem się skupić






Pan Rhods: Kłamie !! To Tony powiedź jak facet, facetowi, która ci tak zakręciła w głowie. Czyż by chodzi o tą córkę Stena ?      



Tony: Z Whitney już dawno skończyłem, nawet nie wiem dlaczego z nią byłem......zaraz wiem... ale to moja sprawa. Ale chyba jest pewna osoba, która rzeczywiście zawróciła mi w głowie



Roberta: Czyli mam rozumieć, że ta cała akcja to tylko dlatego, że się zakochałeś ?



Tony: Ale ja się n.....






James: Tak mamo Tony się zakochał w dziewczynie, którą poznał przypadkiem. A teraz możemy iść chcę, żeby Tony pomógł mi fizyki, bo jutro mamy sprawdzian



Roberta: Dobrze odpuszczę ci ten jeden raz Tony, ale rozmowa o szkole i tak cię nie ominie



Tony: Dobrze rozumiem, to się już więcej nie powtórzy



Rhody szturchnął mnie łokciem dając znak, żebyśmy już poszli do swoich pokoi. Wchodziliśmy po schodach, a Roberta bezczynnie opadła na sofę i zaczęła rozmawiać o czymś z mężem. Jems poszedł do swojego pokoju, a ja do łazienki, umyć się i przebrać w piżamę. Wziąłem krótki prysznic po czym gotowy do spania wróciłem do swojego pokoju. Leżałem już w łóżku, gdy naglę przypomniała mi się akcja z Rhodym. Czym prędzej pognałem do jego pokoju



Tony: Co to miało być ?!



James: Ocaliłem ci tyłek



Tony: Zakochał się w przypadkowo poznanej dziewczynie   



James: Ale przynajmniej dała ci spokój



Tony: A jak będzie chciała ją poznać ??



James: To do tej pory jakąś znajdziesz



Tony: Ty nic nie rozumiesz !!



Zdenerwowany wyszedłem z jego pokoju czy on nie rozumie, że ja mam dosyć pustych lal, które tylko lecą na mój majątek i sławę. Jeżeli bym chciał mieć dziewczynę to na pewno taką, która pokochała by mnie takiego jakim jestem, a nie mój spadek po ojcu, żeby darzyła mnie prawdziwym, szczerym uczuciem, kochała za błędy, była ze mną mimo wszystko, ale czy taka istnieje, wątpię więc do końca życia będę sam ! . A z drugiej strony jest ta nowo poznana Virginia, jest ładna co z pewnością znaczy, że jest jak te inne, ale chciałbym dać jej szanse, bo wydaje się w porządku. Sam już pogubiłem się w swoich myślach. W głębi wieżę, że jest inna, ale przecież mogę się mylić dlatego chce ją poznać mam nadzieje, że nie okaże się tylko ładna. Po tych rozmowach, krótkich rozmowach ze mną jako Iron Manem mam wrażenie, że jest szczera i bystra kompletne przeciwieństwo Whitney, która okazała się fałszywą materialistką. Nie mogłem zasnąć cały czas myślałem o rudej, czy to możliwe, że ja naprawdę się zakochałem, nie ja nie chcę się zawieść, nie chcę cierpieć przez głupotę. Przecież to nie możliwe, gdybym mógł kochać nie zerwał bym z Whitney, ale ja do niej nic nie czułem, byłem z nią, bo nie chciałem zranić jej uczuć, które swoją drogą okazały się fałszywe. Budzę si po 3 w nocy i nie mogę zasnąć. Ubrałem spodnie i bluzę po czym wykradłem się do zbrojowni. Dochodziła 4 nad ranem i postanowiłem się przelecieć po mieście.



~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Zasnęłam późno, nie mogłam poukładać sobie w głowię dlaczego tata tak nagle odsyła mnie do ciotki, żeby mnie się pozbyć, czy żeby zaopiekowała się mną, bym nic głupiego nie zrobiła po tym porwaniu. Nie jestem aż tak głupia, mam silną psychikę i byle co jej nie złamię. Zasnęłam około godziny 2 w nocy i co ? i znowu ten sam sen, tylko tym razem widziałam twarz chłopca.... zaraz, zaraz czy to nie ten sam co wyrwał mnie z rąk Maggi, czemu bierze udział w moim śnie ? dlaczego w nim ginie ? Cały sen wydawał się taki sam poza szczegółem z chłopcem tym razem widzę jego śmierć. Chłopaka porywa wielki, czarny ptak ląduje z nim między innymi trupami, które tworzą okrąg, a jego ciało leży na samym środku. Co to ma być ? Ptak wydziera mu coś dziobem z klatki piersiowej, to coś świeci na niebiesko po czym gaśnie, ptak pazurami przecina mu brzuch po czym odlatuje. Podbiegam do niego on niewyraźnie wypowiada "Zawszę będę przy Tobie" po czym umiera i znów pojawia się czarna postać i mówi nie zrozumiale i celuje we mnie mieczem. Znów budzę się oblana zimnym potem i nie mogę zasnąć. Jest 4 nad ranem a ja nie mam co ze sobą zrobić więc po cichu wychodzę na balkon. Stoję jakieś niecałe 5 minut, gdy przede mną pojawia się Iron Man



Tony: Dzień dobry, a co to nie możemy spać ?



Pepper: Dzień dobry, a czy dobry to się okaże i tak nie mogę spać



Tony: To widzę, że nie jestem jedyny



Pepper: To dziwnie zabrzmi, ale czy ty w ogóle jesteś człowiekiem ?



Tony: W 100 procentach, a dlaczego się pytasz ?



Pepper: Odpowiedź jest jeszcze dziwniejsza



Tony: A więc słucham



Pepper: Chyba cię lubię, wydajesz się być spoko



Tony: To mi miło, mogę ci co pokazać ?



Pepper: No jasne



Blaszka wziął mnie w pasie i  odlecieliśmy, lecieliśmy nad miastem było jeszcze przed świtem. Miasto spało, a ja podziwiałam widok miasta z góry było piękne.



Pepper: Ale piękny widok



Tony: Zgadzam się jest cudowny, ale chce ci pokazać coś jeszcze lepszego



Wylądowaliśmy na pochodni "Statuy wolności" właśnie wschodził świt, słońce dopiero wyłaniało się za horyzontu. Nieziemski widok, podeszłam trochę bliżej, mimo, że miałam na sobie długi rękaw było mi zimno.



Tony: Zimno ci ?



Pepper: Troszkę, ale to nic. Tu jest tak pięknie ta chwila mogła by trwać wieczność



Tony: Zgadzam się, ale nie pozwolę ci się rozchorować. Chodź lecimy



Pepper: Okej. Mam jeszcze jedną sprawę, która mnie gryzie



Tony:  Tak ?



Pepper:  Bo wiesz wydaje mi się, że ten chłopak to ty



Tony: Co ?! Ja.... nie.... nie jestem...... tym chłopakiem



Pepper: Nie umiesz kłamać słychać to, ale nie martw się twój sekret jest bezpieczny nikomu ni powiem, masz moje uroczyste słowo



Tony: Dobra masz mnie ! Ale obiecujesz że nikomu nie powiesz?



Pepper:  Tak obiecuje, a nawet jeśli to nie mam komu



Tony: To do zobaczenia ?



Pepper: Do zobaczenia. Nie martw się milczę jak grób



Tony: Mam nadzieję, bo jak nie to zraz wezmę cię i zrzucę do wody



Pepper: Na serio ?



Tony: Nie przecież żartuję

Uśmiechnęłam się do niego zamykając balkon, a on odleciał. Mam nadzieję, że jeszcze go spotkam, może nawet chodzi do tej samej szkoły co ja mam iść. Zobaczymy, ale z tego wszystkiego zapomniałam zapytać się do jak ma na imię. Szlag by to, ale wkrótce się dowiem, przede mną nie ma tajemnic.            



>>>>>>>...........<<<<<<<<
Koniec rozdziału 8 mam nadzieję, że się spodoba.



niedziela, 18 października 2015

Rozdział 7: Tajemniczy wybawca



~~~~Perspektywa Virgila ~~~~

Wyszedłem z samochodu i zmierzałem w stronę szefa spytać się o kilka wolnych dni  i żeby zadzwonił do psychologa policyjnego, by po wszystkim porozmawiał z Virginią. Nie wiem czy będzie z nim chciała gadać, ale przyda to się jej. Właśnie w poniedziałek idzie do szkoły muszę zaopatrzyć ją w podręczniki, ale chyba najpierw jechać do jej szkoły po wykaż książek

Virgil:   Przepraszam pana mogli byśmy chwilę porozmawiać ?

Szef FBI: Jasne agencie Potts. Jak się trzymasz to musi być straszne ciężkie

Virgil: Jest dobrze, ale mógł by pan zadzwonić do psychologa bardzo by się przydał Virgini jak to się skończy

Szef FBI: Też o tym myślałem i miałem iść do ciebie i pytać czy się zgadzasz

Virgil: Tak wyrażam i jest jeszcze jedno

Szef FBI:  Słucham

Virgil: Mógłbym dostać kilka dni wolnego, chciałbym pobyć z córką

Szef FBI: Mając na myśli kilka czyli ?

Virgil: z 4 dni do poniedziałku

Szef FBI:  Virgil wiesz dobrze, że mamy napięty grafik najwyżej mogę dać ci 2 dni. Możesz wybrać jakie to będą, a sprawdzę czy będą pasować. Zgoda

Virgil: Zgoda mógł by pan sprawdzić niedziele i poniedziałek

Szef FBI: Już sprawdzam

Otworzył drzwi od samochodu i ze schowka wyjął swój dzienniczek. Kartkował kartki aż doszedł do niedzieli przeglądną zapiski i tak samo z poniedziałkiem. Po ponad 2 minutach odezwał się.

Szef FBI: No agencie Potts wygląda na to, że ma pan szczęście i mogę dać panu te dwa dni. W tych dniach są szkolenia, ale pan już wszystko wie, więc nie mam podstaw panu kazać tego powtarzać

Virgil: Dziękuje panu bardzo

Podziękowałem i odszedłem dalej by zadzwonić do mojej kuzynki z pytaniem czy przez te 2 dni posiedzi z Virginią by podtrzymać ją na duchu. Wybrałem numer Angeli, odebrała po trzech sygnałach.

Angela: Virgil, kuzynie witaj mogę w czymś pomóc?

Virgil: Tak, mogła byś się przez dwa dni zająć Virginią ?

Angela: Chodzi o te porwanie jako zakładniczki ?

Virgil: Tak. Nie chcę zostawiać jej samej, bo po prostu nie wiem jak sobie z tym poradzi

Angela: Jasne nie ma sprawy. Przywieź ją jutro rano jak będziesz jechać do pracy ja już nie śpię od 5, bo mam masę spraw do załatwienia. Teraz pracuje w domu mam w nim własny gabinet.
  
Virgil: Dziękuje

Angela: Nie ma sprawy. Zawszę do usług

Powiedziała ostatnie zdanie i rozłączyła się. Kamień spadł mi z serca, że nie muszę zostawiać jej samej sobie przez te 2 dni. Mam nadzieje, że Iron Man zaraz ją uwolni i będzie wszystko dobrze. Mijają godziny od kont Virginia tam jest, ale wiem także, że jeśli jest Iron Man wszystko jest dobrze. Jesteśmy tu tylko kilka dni, a on już nie raz minie o tym przekonał.

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Zaczyna się już ściemniać, a ja nie mam żadnego planu. Znaczy się mam, ale nie jestem pewny czy wypali jak należy. No cóż do odważnych świat należy. Muszę zadzwonić do Rhodyego przyda mi się jego pomoc.

Tony: Komputer ! połącz mnie z zbrojownią i Rhodym

< Nawiązuję połączenie ze zbrojownią. Proszę czekać >

Tony: Proszę Rhody bądź w zbrojowni i odbierz to

<Nawiązano połączenie ze zbrojownią>

Tony:  Jest ! Rhody jesteś tam ?

James: Jestem, jestem a gdzie niby mam być. Będziesz się tłumaczył mojej mamie, jest nieźle wkurzona

Tony: Jeżeli wyjdę z tego cało. A teraz słuchaj mnie uważnie mam plan jak wydostać z tam tond Virginię

James: No słucham cię

Tony: Więc mój plan jest taki skradnę się do środka, ale bez zbroi. I tu będziesz potrzebny mi ty, a mianowicie przejmiesz kontrole nad zbroją. Nie martw się będziemy cały czas w kontakcie

James: Twój pomysł jest idiotyczny !!

Tony: Wiem i dlatego może się udać

James: Ok, mam nadzieję że uda ci się to

Tony: Na pewno się uda

James: Czyli ty się tam skradasz, wyciągasz ją, a ja po co mam pilotować zbroją ?

Tony: Przecież nie może dowiedzieć się kim jest Iron Man, więc musisz go udawać, a mianowicie wyjdziemy na tył banku tylnym wyjściem.

James: Ok i co dalej

Tony:  Przylecisz tam lub będziesz czekać, zabierzesz szybko mnie i polecimy na dach i tu się kończy twoja rola, bo ubiorę zbroję i polecę po nią odstawiając ją do domu. I zawiadomię jej ojca

James: Nadal myślę, że to poroniony pomysł

Tony: Dobra zaczynamy. Przełączam na bezprzewodową słuchawkę i wchodzę. Życz mi szczęścia

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Członek Maggi: Mam nadzieję, że podobało ci się życie, bo już niedługo się z nim pożegnasz

Powiedział odwracając mnie w swoją stronę i śmiejąc się na cały głos

Pepper: Oj uwierz było wyśmienite

Powiedziałam z ironią w głosie a on zaczął się jeszcze bardziej śmiać i opowiadać plany co ma się ze mną stać. Spostrzegłam jakąś skradającą się osobę, która pokazywała, żebym była cicho.

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Wszedłem przez tylne drzwi do banku. Zdziwiłem się, że nikogo tu nie było, wszedłem w głąb i ukryłem się za rogiem, gdyż spostrzegłem jednego z członków Maggi, który szedł do sejfu. Podniosłem jakiś metalowy przedmiot, by się w razie czego obronić. Byłem nie daleko sejfu i słyszałem jego śmiech. Wszedłem i pokazałem dziewczynie, żeby była cicho. Powoi podchodziłem do mężczyzny, gdy byłem na tyle blisko i z całej siły uderzyłem go w łeb.

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Tajemnicza postać w końcu znikła mi z oczu. Członek Maggi był nade mną pochylony i gadał mi jakieś obleśne rzeczy do ucha, gdy nagle upadł na ziemie, a mnie pokazał się mój wybawca

Tony: Ciiii.... zaraz cię z tond wydostane tylko bądź cicho. Zgoda

Pepper: Okay. Co ty mu zrobiłeś ? Czy on nie żyje ? Wiesz co ci może za to grozić ? W ogóle co ty tu robisz ?

Tony: Ogłuszyłem go i jest nie przytomny, ale nic m nie będzie

Chłopak zaczął  rozwiązywać mi nogi i ręce, a ja nie wiedziałam co mam o tym sądzić. Czy zaufać mu skoro go nie znam ?. W ogóle mam do niego wiele pytań.

Tony: Chodź, idziemy

Wstałam z krzesła, a on złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia z sejfu. Sprawdził czy droga wolna, nikt nie stał nam na drodze do wyjścia. Chciałam wyjść głównym wyjściem, ale chłopak prowadził mnie w całkiem inną stronę w głąb banku. No jasne tylne wyjście. Zatrzymaliśmy się na rogu, bo ktoś szedł

Pepper: Kim ty jesteś ?

Tony: Twoim wybawcą, ciii... idzie ktoś

Koło nas przeszedł jeden z nich, na szczęście nas nie zauważył i pobiegliśmy dalej, aż do wyjścia

Pepper: Wytłumaczysz mi co tu się dzieje. Co ty tu robisz ? Skąd się tu wziąłeś?

Tony: Nie za dużo na raz tych pytań ?

Pepper: Nie

Tony: Przyszedłem cię uratować, niestety nie mam za dużo czasu więc poznamy się innym razem

Podleciał do nas Iron Man, ten to ma wyczucie czasu, akurat gdy wyszłam to się zjawia. Gdyby nie ten chłopak, nie wiem jak bym skończył. Bardzo zainteresował mnie mój wybawca, był nawet przystojny.... yyy Pep co ty wyprawiasz nawet go nie znasz i już się zakochujesz....skarciłam się w myślach. Nasz cudowny blaszak postanowił się odezwać

James: Hej widzę, że jesteś cała i zdrowa policja i FBI już wiedzą, że już jesteś bezpieczna

Pepper: Jak widać tak       

James: To może ja was odstawie do domu

Tony :Był bym bardzo wdzięczny

Iron Man wziął chłopaka i polecieli, a ja co mam robić ? Chyba zaczekam, może wróci po mnie. Długo nie czekałam.

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Na dachu włożyłem zbroję i zleciałem po dziewczynę, by odstawić ją do domu. na szczęście stała tam, a policja i FBI zajęli się Maggią. Wziąłem dziewczynę na ręce. "Boże jaka ona lekka, ona w ogóle coś je czy żyje powietrzem''. Leciałem nad miastem i patrzyłem w jej oczy, były duże i piękne. To dziwnie zabrzmi nie dawno zerwałem z Whitney, a już myślę o innej. Tony ogarnij się

Pepper: Kim był tamten chłopak ?

Tony: YYY... Synem mojego starego przyjaciela, nie miałem pomysłu, a on zaoferował swoją pomoc

Pepper: A ty nie mogłeś tego zrobić ?

Tony: Jeżeli ja bym tam wszedł to, by mnie od razu usłyszeli i zrobili ci krzywdę. A w ogóle jak tam sukienka

Chciałem zmienić temat, bo czułem się nie zręcznie. Jak ją rozwiązywałem zauważyłem naszyjnik. Fajnie, że jej się spodobał

Pepper: Jest cudna dziękuję, ale wiesz, że nie musiałeś jej wcale kupować

Tony: Wiem, ale chciałem się zrewanżować za ten nie fortunny upadek 

Pepper: Hehheh nie ma to jak prezent przeprosinowy od samego Iron Mana. Dobra jesteśmy możesz mnie odstawić.

Tony: No miło się gadało mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy

Pepper: Oj  uwierz, że tak, bo bardzo często wpadam w kłopoty. To do zobaczenia

Tony: Do zobaczenia

Zniknęła w drzwiach, a ja poleciałem do zbrojowni nie mogąc przestać o niej myśleć. Chyba dołączy do naszej Akademii, bo bardzo chciałby ją poznać i zaprzyjaźnić się. Znaczy znam ją jako Iron Man, ale chciałbym ją poznać bliżej jako Tony Stark. Nim się spostrzegłem byłem już w zbrojowni. Nikogo nie było Rhody pewnie poszedł już do domu na kolację. Muszę wymyślić wymówkę dla Roberty....

sobota, 17 października 2015

Rozdział 6 : Nadzieja, matką wierzących

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Coś działo się na mieście, na telefon przekierowany był alarm, że zbrojowni. Roberta zabroniła mi wychodzić z domu i siedziała ze mną, gdyż czekaliśmy na jej męża bo miał nam cos ważnego do przekazania, a przy najmniej tak uważał. Pan Rhods przyszedł po ponad godzinie i poszedł ze swoją żoną do kuchni ja korzystając z okazji wybiegłem z domu kierując się do zbrojowni. Sprawdziłem ci się dzieje okazało się, że Maggia napadła na bank i mają jakiegoś zakładnika. "Im to się chyba nigdy nie znudzi" pomyślałem, ubrałem zbroję wcześniej przesyłając dane i wyleciałem. Wokół budynku było pełno policji i agentów FBI wśród, których dostrzegłem agenta Pottsa. Podleciałem do Virgila dowiedzieć się co jest zgrane.

Tony: Panie Potts co tu się dzieje ?

Virgil: Maggia napadła na bank, mają Virginie i żadne negocjacje nie pomagają

Tony: Ile już to wszystko trwa ? Ile już pana córka siedzi ?

Virgil: Ponad godzinę. Proszę Iron Manie ratuj ją !

Tony: Na pewno będzie cała i zdrowa, obiecuję !

Virgil: Dziękuję

Podczas rozmowy z agentem Pottsem zastanawiałem się jak wciągnąć z tam tond Virginię. Jeżeli po prostu tam wejdę mogą jej coś zrobić, a zbroja maskująca nie jest w pełni sprawna. Myśl Tony, myśl co by tu zrobić w tej zbroi się nie skradnę, bo od razu usłyszą. Jak to zrobić ?

~~~~Perspektywa Pepper~~~~

Siedzę w tym durnym banku już ponad godzinę ci głupi zamachowcy nie chcą się zgadzać na żadną ugodę nawet na propozycję policji i FBI. Pół godziny wcześniej zaczęli coś knuć za mnie przyczepili jakimś sznurem do krzesła, ręce z tego uścisku normalnie mi odpadały nie wspomnę o kostkach, w ogóle krew do nich dopływa ? nie wiem czucie straciłam z jakieś 10 minut temu. Przywiązana do krzesła siedziałam w opustoszałym sejfie i czekałam na cud, który nie chciał nadejść. Wszyscy członkowie Maggi razem z Hrabią Neffarią weszli do kolejnego sejfu, by obmyślić plan. Świetnie nawet nie mam z kim pogadać. Wtedy usłyszałam czyjeś kroki, tylko kogo tu ciągnie chyba w 5 minut całego planu nie obmyślili. Chciałam spojrzeć kto to, ale był jeden problem do wejścia byłam odwrócona tyłem. Słyszałam, że osobnik jest coraz bliżej, chciałam zacząć krzyczeć lecz osobnik się odezwał.


~~~~Perspektywa Jamesa~~~~

Roberta: James! Gdzie wcięło Tonego !

James: Skąd mam wiedzieć, przecież wybiegł stąd jak poparzony. A teraz przepraszam muszę iść się przewietrzyć

Roberta: Dobrze, ale wróć szybko i jak byś widział się z Tonym każ mu szybko wracać

James: Dobrze

Wyszedłem z domu i pobiegłem w stronę zbrojowni by dowiedzieć się co było takiego ważnego, że Tony wybiegł z domu omal nie rozwalając drzwi. Wstukałem kod odblokowujący drzwi i podbiegłem do fotela, by obadać sprawę, okazało się, że na bank w mieście napadła Maggia, ale żeby Tony tak długo rozprawiał się z nimi. To nie możliwe, może w telewizji się coś dowiem. Włączyłem na komputerze wiadomości online i kliknąłem przekaz online

Prezenterka: Właśnie na bieżąco komentujemy wydarzenie napadu na bank w środkowym Manhattanie. Znana grupa przestępcza Maggia pod przewodnictwem Hrabi Neffari napadli na bank. Z tego co wiemy w środku mają zakładniczkę jest to córka agenta FBI Virgila Pottsa, dziewczyna nie wiedziała co ją czeka po prostu szła ulicą, gdy wyskoczył jeden zamaskowany członek Maggi i wciągnął do środka i nie wiadomo co się z nią dzieje. Niedawno pojawił si tu ron Man i chyba też nie bardzo wie co ma robić ? Czy Virginia Patrycja Potts przeżyje ten napad na bank ? Czy może już leży martwa w jednym z sejfów ? . Jeżeli chcecie wiedzieć wracamy po przerwie.

James: O Boże !! Tony musi ją uratować. Ona musi żyć, na pewno ją wyciągnie z tego cało

Prezenterka: Witamy po przerwie jesteśmy pod bankiem gdzie policja i FBI próbuje już od półtora godziny negocjować z zamachowcami, ale nie przynosi to żadnych skutków. Iron Man zniknął i nie wiadomo co się dzieję. Czy to się kiedyś skończy ? Chcieliśmy porozmawiać z ojcem Virgini, ale nie dopuścili nas do niego. Jedyne co nam pozostało to czekać na dalszy ciąg wydarzeń dla was mówiłam Angela Werting.

Tony musi wpaść na jakiś pomysł, gdybym nie wiedział, że jest geniuszem pomyślał bym, że życie tej dziewczyny jest już przeliczone. Tony Stark i Iron Man to ta sama osoba tak ? więc Rhody nie masz się co martwić będzie dobrze.

~~~~Perspektywa Virgila~~~~

Jestem kłębkiem nerwów, bo nie wiem co się dzieje z moją córką, przecież jak coś jej się stanie ja sobie tego nie wybaczę, wystarczy że straciłem Adelajdę i nie dam skrzywdzić Virgini jest moim największym skarbem. To nie do wiary, że właśnie w takich momentach człowiek uświadamia sobie co tak naprawdę się dla niego liczy . w głowie miałem już najgorsze scenariusze, że moja córcia leży tam już martwa, a to wszystko przeze mnie, nie Virgil ogarnij się Iron Man obiecał, że wszystko będzie dobrze więc tak będzie. Siedziałem w samochodzie myśląc jak wydostać córkę z rąk Maggi, gdy przysiadł się Jack

Black: Jak się trzymasz ?

Virgil: Jestem na skraju wyczerpania nerwowego. Straciłem Adelajdę i nie mogę stracić Vigini jest dla mnie najważniejsza

Black: Wiem Virgil, wiem sam to czułem, gdy Whiplash porywał agentów, bałem się o Anet i Julię, odchodziłem od zmysłów, ale Iron Man mi pomógł i jestem mu za to wdzięczny

Virgil: Wiem, ufam Iron Manowi i wieżę, że uratuję Virginię
  
Black: Uwierz mi na słowo na pewno cię nie zawiedzie. Uratuje ją z rąk tych padalców, a teraz trzymaj się idę sprawdzić, czy coś się zmieniło.

Virgil: Dobra, a czasami już twoja zmiana nie dobiegła już końca ?

Black: Tak, ale chciałem zostać do puki nie odzyskamy Virgini, chcę cię wspierać, nie tylo przez powiedzenie będzie dobrze, ale też być przy tobie fizycznie

Virgil: Dziękuję

Uśmiechnąłem się, pojawiła się we mnie iskra nadziei, że mojej kochanej córeczce nic nie będzie. Może pójdę po psychologa, może przydać się Virgini, gdy już będzie po wszystkim. Na pewno będzie rozczęsiona tym co się jej przytrafiło, liczy się dla mnie tylko to by była cała, zdrowa i uśmiechnięta jak zawszę. Zajdę jeszcze do szefa by dał mi kilka dni wolnego chociaż do poniedziałku, by Virginia miała oparcie za nim pójdzie do Akademii, może nawet ją zawiozę i zostanę do momentu kiedy wejdzie do klasy. Na pewno znajdzie przyjaciół, którzy będą z nią szczerzy jak ona z nimi. Od kont pamiętam była szczera i mówiła to co myśli bez żadnych pohamowań, jednym słowem była wygadana co jest kolejną cechą, którą odziedziczyła po matce. Na myśl o Adelajd, przypomniało mi się wszystko i chyba pierwszy raz  poleciała mi pojedyncza łza, którą szybko wytarłem i poszedłem zadzwonić po psychologa i pogadać z szefem o dniach wolnych w końcu to tylko 4 dni, nic się nie stanie. Oby , bo chcę w tym okresie być jak najbliżej córki, a jeżeli nie zadzwonię do kuzynki czy, by mogła zająć się przez kilka dni Virginią.

>>>>>.........<<<<<<
Koniec rozdziału 6 mam nadzieję, że się podoba. Będę wdzięczna jak swoją opinię wyrazisz w komentarzu :)
Daj mi znać, że zaglądasz tu :)
Możesz podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami, opinią , podejrzeniami oczekiwaniami :)
Każdy komentarz jest ważny, bo wiem, że mam dla kogo pisać :)  

czwartek, 15 października 2015

Rozdział 5: Sen...


~~~~Perspektywa Pepper~~~~

Dzisiaj był kolejny dzień bezczynnego siedzenia w domu, bo dopiero za kilka dni idę do szkoły. Ile razy my już z tatą się przeprowadzaliśmy, przestałam już liczyć, ale to był pierwszy raz, gdy przeprowadzamy się po za Orlando, czyli od dziś muszę pogodzić się, że nie będę widzieć Laury codziennie, nie będę chodzić po każdej kłótni do parku Jeffersona, ani huśtać się na starej, rozpadającej się huśtawce na zapomnianym przez prawie wszystkich placu zabaw. Pewnie zapomniano o nim, bo dookoła wyrósł mały liściasty las. A więc Nowy Jork, muszę się wybrać na jego zwiedzanie, może znajdę sobie takie miejsce jak w Orlando, a może prawdziwych przyjaciół, a może miłość....... woooooo..... Pepper zagalopowałaś się za daleko, skarciłam się. To wszystko przez to, że dziś tak wcześnie wstałam.

Kilka godzin wcześniej

Byłam w Orlando, biegałam i śmiałam się, miałam przyjaciela, ale go nie znałam wiedziałam, że nie potrzebne nam były słowa, rozumieliśmy się bez słów. Twarz chłopaka widziałam przez mgłę, ale nie przejmowałam się tym ważne, że byłam szczęśliwa jak nigdy. Biegliśmy w stronę placu zabaw, by pohuśtać się na mojej ulubionej huśtawce o dziwo plac wyglądał jakby dopiero go wybudowali. Naglę usłyszałam jakiś hałas, mojego towarzysza nie było wszystko dookoła poszarzało, plac wyglądał jakby miał ponad 100 lat. Stałam nie wiedziałam co mam robić , stwierdziłam że poszukam swojego towarzysza, szłam coraz bardziej podenerwowana i pełna strachu zmierzałam w stronę ciemnego lasu poprzez upiorną alejkę. Poczułam, że ktoś oprócz mnie tu jest i to nie mój przyjaciel, zobaczyłam jakiś cień i pobiegłam za nim, to co zobaczyłam przerosło mnie i z pewnością odbije się na mojej psychice. Wokół mnie było pełno martwych ludzi byli cali we krwi, zobaczyłam chłopca, z którym przed chwilą biegłam szczęśliwa, leżał w kałuży krwi, chciał coś powiedzieć, ale zniknął w miejscu którym leżał pojawiła się jakaś czarna postać...... Nie wytrzymałam obudziłam się cała oblana potem, była 4 nad ranem i nie mogłam już zasnąć, więc siedziałam na łóżku rozmyślając nad snem, kim był ten chłopak i tajemnicza, czarna postać. Słyszałam jak tata wychodzi do pracy, poszłam biegiem do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą i wróciłam do pokoju, była 6 rano postanowiłam, że wezmę prysznic, wzięłam czyste ubrania i poszłam. Puściłam ciepłom wodę i trochę się rozluźniłam, po czym wyszłam zrobić sobie śniadanie.

Teraźniejszość 

Dochodziła godzina wpół do drugiej, a ja oglądałam telewizję, bo nic ciekawszego do roboty nie miałam. Nagle rozległo się głośne pukanie do moich drzwi....."Boże pali się, czy co ?"..... zapytałam samą siebie i poszłam otworzyć drzwi. Wyszłam przed drzwi lecz nikogo nie było zaczęłam rozglądać się dookoła. Musiało to komicznie wyglądać, pewnie jakieś dziecko zrobiło sobie ze mnie żarty i śmiało się gdzieś za rogiem, chciałam już wejść do domu, gdy spostrzegłam jakieś ozdobne pudełko z przypiętą karteczką. Podniosłam paczkę byłam mocno zaskoczona, gdy pojrzałam na sam dół kartki "Przepraszam jeszcze raz Iron Man" , pewnie gdzieś jest jeszcze w pobliżu nie zastanawiając się spojrzałam na dach przeciwnego budynku i dostrzegłam blaszaka, pomachał mi i odleciał. Weszłam do środka nie zwracając uwagi co jest w środku, rzuciłam na fotel i zaczęłam czytać "liścik".

....." Droga Virginio Potts, chciałbym cię przeprosić za te nie dogodne lądowanie, podczas naszego ostatniego spotkania, chciałem cię złapać, ale wtedy uciekłby mi Whiplash i było by większe zagrożenie, że po ciebie wróci i cię skrzywdzi. Mylę że już widziałaś prezent i trafiłem z rozmiarem (przyznaje brałem na oko :) ). Jeśli tak nie przyjmuje zwrotów, a jak nie to napisz rozmiar to postaram się wymienić. Wiem co czujesz, bo sam kiedyś miałem przygodę ze śmieciarką i jest mi niezmiernie przykro, że też musiałaś to przeżywać. A co do sukienki mam nadzieję że kiedyś cię w niej ujrzę. Z wyrazami współczucia za nie przyjemne lądowanie. Przepraszam jeszcze raz Iron Man.
  
Nie wiem dlaczego, ale po przeczytaniu tego mimowolnie się uśmiechnęłam i otworzyłam prezent wiedziałam już, że to sukienka. Otworzyłam paczkę i ujrzałam prześliczną sukienkę tylko ciekawe na jaką okazje ja mam ją założyć. No nic poszłam przymierzyć sukienkę była idealna, składają ją z powrotem do pudełka spostrzegłam łańcuszek w kształcie serduszka z napisem Przepraszam, również był przepiękny więc od razu go założyłam. Poszłam ze sukienką do swojego pokoju i schowałam w pudełku do szafki i poszłam z powrotem do salonu zastanawiając się jak się za to oddźwięczę Iron man'owi , doszłam do wniosku, że i tak nic nie wymyślę  jak będę tak siedzieć. Wyszłam z domu zmierzając przed siebie, przechodząc koło banku Maggia wzięła mnie jako zakładniczkę, by dostać okup, a policja i FBI byli bez czynni nic nie mogli zrobić, a po Iron Manie ani śladu co ja teraz mam zrobić, jeżeli przeżyje to tata mnie zabije, bo kazał mi siedzieć w domu, a ja jak zawsze go nie posłuchałam głupia, głupia ja cza było siedzieć w domu i oglądać telewizję do powrotu taty. Dobra muszę się skupić jak się stąd wydostać i nie zostać ranna. Siedzimy tu ponad dobrą godzinę i nadal nic, zaczęłam nawet z nimi negocjować, że jak mnie wypuszczą dam im czas do ucieczki, ale oni nic. Jesu czy oni w ogóle odzywają się do zakładników czy tylko między sobą.

>>>>>>>.........<<<<<<<<
Przepraszam za krótką nn, ale szkoła itd. Nie miałam czasu. Możecie mnie skrytykować. Postaram się to wam jakoś wynagrodzić.  Mam nadzieje, że czekać będziecie na nexa i pozdrawiam was serdecznie :) 

wtorek, 13 października 2015

Rozdział 4: Idealna

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Następnego dnia obudził mnie Rhody, że śniadanie już gotowe i gdy się ogarnę mam zejść na dół , bo po śniadaniu idziemy do szkoły. Zdradził także, że są to grzanki z syropem klonowym mniam... Wstałem z łóżka i udałem się w stronę łazienki, a z niej własnym oczom nie wierzyłem po prawie tygodniu widzę pana Rhodsa. Po pierwszym szoku ogarnąłem się

Tony: Dzień dobry panu. Kiedy n przyjechał

Pan Rhods: Witaj Tony miło cię widzieć przyjechałem o 4 na ranem. Ogarnij się i schodź na śniadanie dziś są grzanki z syropem klonowym

Tony: Wiem James mi już powiedział

Pan Rhods: A to gaduła !

Zaśmiał się i zeszedł po schodach do kuchni skąd było słychać jak Roberta i Rhody o czymś gadali, ja w tym czasie wszedłem do łazienki i przemyłem twarz oraz przebrałem się w czyste rzeczy dziś los przewidział dla mnie czarne dżinsy i biała koszulka. "Ułożyłem" włosy czyli przeczesałem je grzebieniem i zszedłem na śniadanie po skończonym śniadaniu poszedłem do pokoju po swój plecaki i razem z Rhodm wyszliśmy w stronę przystanku.  Czekając na autobus przypomniał mi się wczorajszy incydent z rudowłosą, która wpadła do śmieciarki, na szczęście bo nie wiem co bym zrobił, gdyby przeze mnie coś się jej stało, ale było mi strasznie głupio, gdyż sam pamiętam jak wpadłem do śmietnika i przez 3 dni chodziłem z cudownym zapachem jak skunks. Po szkole poszukam dla niej prezentu na przeprosiny mam nadzieje, że m wybaczy to, że zamiast niej wybrałem pościg za Whiplashem . Całą drogę myślałem jak udobruchać Virginię aż zamyśleń wyrwał mnie przyjaciel:

James:  Tony ! hallo ! Jesteś ! stary !

Tony: Rhody mówiłeś coś ?

James: Całą drogę do ciebie mówię a ty masz głowę w chmurach i tylko potakujesz jak Happy na matmie

Tony: Sorry. Rhods po prostu się zmyśliłam

James:  Nie mów, że...

Tony: Nie. Nie o wypadku o wczorajszym dniu, a dokładniej myślałem o incydencie z Virginią i śmieciarce chciałbym jej to jakoś wynagrodzić

James:  Od kiedy ty taki dobroduszca. Nie wiem kup jej jakiś prezent bluzkę, kolczyki, sukienke, wisiorek przecież panny przepadają z błyskotkami i rozmaitymi ubraniami co nie ?

Tony: Masz racje po szkole pochodzę po sklepach i czegoś poszukam. Pomożesz mi ?

James: Wiesz że nie przepadam za zakupami poradzisz sobie

Autobus dotarł pod Akademie Jutra więc wysiadaliśmy z Jemesem i udaliśmy się pod sale 314, gdzie mieliśmy matme nie ma to jak zacząć na dzień dobry z naukami ścisłymi kocham to później fizyka, chemia historia kochanka mojej niańki polski i ja mam już wolne bo Rhody ma języki więc ja udałem się do centrum po przeprosi nowy prezent dla córki Virgila. Szedłem właśnie koło jubilera, gdy na wystawie zobaczyłem ładny, złoty naszyjnik w kształcie serduszka. Podszedłem do sprzedawcy

Tony: Dzień dobry chciałbym zakupić ten złoty naszyjnik z serduszkiem, który jest na wystawie

Sprzedawca: Świetny wybór może jakiś napis ? Na przykład Kocham Cię

Tony: Hymm.. mówi pan napis może pan napisać przepraszam ?

Sprzedawca: Taki młody a już se nagrabił

Tony: Można tak powiedzieć

Sprzedawca: Proszę o to naszyjnik. A mogę wiedzieć co takiego zrobiłeś

Tony: Powie tak źle wybrałem

Sprzedawca: Yhymm.. życzę powodzenia

Tony: Dzięki przyda się

Podziękowałem i zapłaciłem sprzedawcy wychodząc ze sklepu. Szedłem podziwiając naszyjnik, gdy dostrzegłem idealnie padującą do niego sukienkę nie wiem jaki ruda ma rozmiar, ale myślę że na oko trafię. Pobiegłem do sklepu kupiłem sukienkę i ozdobne złote pudełko z różową wstążką i poszedłem w stronę zbrojowni. Po drodze musiałem kupić papier do drukarki. Wstukałem kod by wejść do zbrojowni. Napisałem i wydrukowałem tekst na kartce i przyczepiłem spinaczem do papieru do wstążki. Ubrałem zbroje i poleciałem pod dom rudej, żeby tylko mnie nie zobaczyła, bo nici z niespodzianki. Podłożyłem paczkę pod drzwi, zapukałem i po cichu podleciałem na przeciwległy dach. Drzwi otworzyła Virginia, bo pewnie Virgil był w pracy no cóż praca w FBI nie jest prosta. Nie miała pojęcia co się dzieje rozglądała się do okoła i patrząc w dół zobaczyła paczkę je mina była nie ziemska, nawet z tej odległości ją widziałem. No cóż ruda zaczęła czytać kartkę i spojrzała w moją stronę ją jej tylko pomachałem i odleciałem.


>>>>>......<<<<<<<
Za nami kolejny rozdział w tym widzimy tylko z perspektywy Tonego, ale myślę że się podoba :) postarał posty dodawać regularnie. Papatki do zobaczenia :) Pytajcie, oceniajcie w komentarzach. Dziś notka trochę krótsza :), ale w kolejnym dowiemy się więcej o dołączonej kartce i o reakcji Pep na sukienkę.  

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 3 : Bliskie spotkanie


~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Leciałem nad taksówką pana Pottsa i wpatrywałem czy nigdzie na horyzoncie nie widać Whiplasha, nigdzie  nie było go widać Pottsowie bezpiecznie dodali do miejsca zamieszkania. Gdy chciałem odlecieć pojawił się Whiplash, który bacznie obserwował dom w którym miała zamieszkać ruda wraz ze swoim ojcem. Wiedziałem, że to się źle skończy, chcąc zmylić Whiplasha wleciałem za jakiś budynek, że niby już odleciałem i rybka Whiplash połknęła haczyk. Na swoim dysku podleciał gdy na horyzoncie pojawiła się Virginia, czyli działa według zasady by Virgil zanim sam umrze jak najbardziej cierpiał, nie zbyt sprytne, łatwe do przewidzenia, ale jednak okrutne. Przecież tak naprawdę o agent Potts nic nie zrobił Fixowi, żeby ten za zamknięcie jego zbijał mu żonę, córkę a na końcu jego. Zamyśliłem się i Whiplash był już za ledwie kilka metrów od dziewczyny więc czym prędzej poleciałem do niego, lecz nie zdążyłem, bo ten pacyfał miał już miał córkę Virgila w rękach. Z całej siły strzeliłem  repursorów i Whiplash i ruda zaczęli spadać, ale porywacz wskoczył na swój dysk i odleciał

Tony: Komputer jakie jest podobieństwo, że złapie dziewczynie i dogonię Whiplasha

< Podobieństwo wynosi mniej niż 10 % >

Tony: A podobieństwo, że jak dziewczyna wpadnie do śmieciarki i nic jej się nie stanie

< Upadek nie będzie groźny może skończyć się jedynie siniakami i drobnymi zadrapaniami>
Skoro nic rudej nie groziło poleciałem za Whiplashem by skończyć z nim raz na zawsze.

~~~~Perspektywa Pepper~~~~~

Normalnie ten dzień nie mógł być lepszy nie dość, że leciałam jakimś rozklekotanym samolotem to jeszcze przekonałam się co to znaczy być wyrzucanym śmieciem jeju cuchnę jak 100 tonowa cuchnąca zużyta pielucha, a to wszystko przez tego zmutowanego kościotrupa i niby bohaterskiego Iron Mana, który ratuje cię pozwalając, żebyś wpadł do śmieciarki i został wywieziony a śmietnisko za miasto i wrócić powrotem na Manhattan na nogach cuchnąc. Po trzech godzinach doszłam do domu a tata jak nigdy nic zapytał

Virgil: Jeju córcia co ci się stało ?

Pepper: Przez kochanego Whiplasha i cudownego Iron Mana miałam bliskie spotkanie z zawartością śmieciarki

Virgil: Idź się umyć i od razu wrzuć te cuchnące ubrania do pralki i nastaw

Pepper: Obawiam się, że te ubrania to naj mniej cuchną

Z prędkością światła pognałam do łazienki się umyć włosy myłam chyba ze 100 razy, gdy po godzinie wyszłam z łazienki udałam się do salonu oglądać telewizje. Obok mnie usiadł tata i po pierwsze na stole postawił kanapki tak mój obiad to kanapki, po czym siadł i zatkał nos


Virgil: Na pewno dokładnie się umyłaś


Pepper: Tato myłam się bardzo dokładnie ale tego smrodu nie da się wybawić żadnym płynem ze skóry a tym bardziej z włosów


Tata się tylko zaśmiał i zaczął zajadać kanapki, a ja straciłam apetyt. Zaczęłam latać po kanałach  telewizji. No błagam prawie 200 kanałów i nic, kompletnie nic ?. Przekazałam władze w ręce taty i poszłam do swojego pokoju  i zalogowałam się na Skype akurat była na nim Laura nie zastaniawiając się długo napisałam do niej


Patricjuna51: Hej Laura nie wiesz nawet jak ja się cieszę, że mogę w końcu pogadać z kimś kto myśli tak samo jak ja

Laurentyna96: OOOO Pep jak miło cię znowu czytać opowiadaj jak tam w NY

Patricjuna51:  Nie ma o czym gadać miałam dzisiaj nie miłe spotkanie ze śmiećmi i śmierdzę jak skunks po mimo godzinnej kąpieli

Laurentyna96: Ojojoj nie zazdroszczę. Ale będzie dobrze poznasz nowych znajomych. Kiedy idziesz pierwszy raz do szkoły i jaka ta szkoła ?

Patricjunia51: Ja i nowi znajomi hahah dobre do szkoły idę w przyszły poniedziałek do Akademii Jutra

Laurentyna96: W ogóle moja odwieczna sympatia zaprosiła mnie na randkę

Patricjuna51: Wow gratuluje, że Mark się w końcu odważył. Kiedy idziecie

Laurentyna96: Za 15 minut więc muszę już kończyć papatki :*

Patricjuna51: to życzę udanej randki papatki pozdrów go ode mnie :)

Laurentyna96: Na pewno :)

Wyszła a ja zaraz za nią i położyłam się na łóżku słuchając Eda Sheeran - Thinking Out Loud i zasnęłam



~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Leciałem za Whiplashem, gdy znaleźliśmy się na obrzeżach miasta tuż koło portu i wtem zaatakowałem go z nie nacka w skutek czego stracił jeden ze swoich biczy i reszta poszła z górki, ale bez obrażeń się nie obeszło. Miałem już odlatywać, gdy zadzwoniła do mnie Whitney ta sobie zawsze znajdzie moment

Whitney: Hej Tony kochanie bądź gotowy za 15 minut podjedzie po ciebie moja limuzyna jedziemy na bankiet

Tony: Co ?! Czemu ja nic nie wiem ?! Nie idę !

Whitney: Nie przyjmuje takiej opcji jestem gwiazdą, która chodzi z najprzystojniejszym szesnastolatkiem według Hot Top, musimy się pokazywać najsłynniejsze gwiazdy tam będą a w tym Robert Pattinson i muszę  go poznać

Tony: To mi przykro, ale poznasz ich sama

Whitney: Nie ma mowy będą robić zdjęcia parą i musisz być !!!

Tony: Nic nie muszę !

Whitney: Skoro taki odważny jesteś to albo idziesz ze mną albo z nami koniec

Tony: Whiney kochanie... uroczyście oświadczam ci, że z nami konie z resztą jesteś pustą blond lalą, która leci tylko a kasę przyznaj słonko byłaś ze mną tylko dla tego, że zabierałem cię na zakupy na mój koszt. Męczysz mnie tylko i nic więcej więc żegnaj

Whitney: Co ?! Nikt nie zrywa z Whitney Stane

Tony: O To ci niespodzianka jestem pierwszy


Coś tam jeszcze krzyczała, ale nie miałem ochoty jej słuchać więc się rozłączyłem i poleciałem do zbrojowni zdjąć zbroje i iść spać nic tak nie wykańcza jak walka z Whiplashem i rozmowa z Whitney w sumie cieszę się, że uwolniłem się od tej żmii lecącej tylko na kasę. wszedłem do swojego pokoju wziąłem potrzebne rzeczy i poszedłem się myć. Po skończonej kąpieli zgłodniałem i poszedłem zrobić se kanapki i wróciłem na górę posiedzieć na necie, gdyż James miał wieczorny wykład z historii a Roberta siedziała w kancelarii przygotowując się do rozprawy. Postanowiłem dowiedzieć się czegoś o naszym nowo poznanym rudzielcu, zadziornym rudzielcu co muszę przyznać chyba ją polubiłam jest inna niż inne dziewczyny, ale w  dobrym znaczeniu tego słowa. No nic za dużo się nie dowiedziałem więc postanowiłem oglądnąć jakiś film na zalukaj może "Agent 47" niech będzie. Włączyłem film, ale gdzieś w połowie zasnąłem. 


>>>>.......<<<<<  
Oto kolejny rozdział. Wątki z Withney i Tonym się pojawią, ale to będą tylko wspomnienia. więc jeśli ci się podobało lub masz jakieś pytania napisz w komentarzu. Kolejny rozdział już wkrótce więc wypatruj go do zobaczenia :) 

niedziela, 11 października 2015

Rozdział 2 : Obietnica

~~~~Perspektywa Jamesa ~~~~

   Chyba nie potrzebne nakrzyczałem na Tonego bo chyba się obraził, bo wątpię, żeby naprawa radaru w hełmie aż tyle trwała. Są trzy opcje pierwsza obraził się, bo usiadłem na jego ego, druga jest z Whitney..... albo jak można się łatwo buduję nomą zbroję. No nic idę sprawdzić czy jest w zbrojowni i go przeproszę pewnie siedzi tam cały tydzień, a blondi do niego wydzwania. Wyszedłem z domu i poszedłem pod zbrojownie, wpisałem kod i drzwi otworzyły się jednak się nie myliłem Tony tam był i nad czymś głęboko myślał.

James: Tony siedzisz tu już dwa dni idź do domu doprowadzić się do porządku bo wyglądasz jak zombie i nie lepiej pachniesz.

Tony :Hej Rhody, na serio tyle już zleciało. Musiałem naprawić hełm wprowadziłem kilka ulepszeń i zauważyłem, że porwane osoby to różne osoby z FBI i nie mogę odgadnąć czym Fix się posługuje się w pojmaniu ich

James: Może ci agenci wiedzą coś co Fix także chce wiedzieć

Tony: Tak możesz mieć racje teraz tylko cza się dowiedzieć co to za wiadomość

James: To może poleć do siedziby FBI i dowiedź się o co chodzi

W pięć minut Tony był nad ich siedzibą i próbował złamać ich zabezpieczenia, ale chyba nie za dobrze mu szło skoro klnoł pod nosem. Hasła albo są takie łatwe i oczywiste, że Tony za bardzo myśli albo ktoś swoim geniuszem przewyższa naszego geniusza, wydawało mi się to bez sensu, bo już pół godziny próbuje się dostać do tych komputerów, ale nic z tego.

James: Tony wracaj to bez sensu ! próbujesz to złamać już bite pół godziny

Tony: Może skoro nie da się przez komputer to może twarzą w twarz ?

James: Nie wiem, ale może się udać

Tony: Czekaj widzę jak jakiś agent wychodzi, polecę do niego pogadać

James: Tylko uważaj na siebie

Tony: Dobrze mamo !

 ~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Podleciałem do pierwszego agenta FBI, który wyszedł ze swojej zmiany by z nim porozmawiać o porwaniach . Mam nadzieje, że pomoże mi to powstrzymać Fixa.

Tony: Witam szanownego pana...yyy..

Agent: Jestem agent Back

Tony: Dobrze więc tak panie Black możemy chwile porozmawiać

Agent: Pewnie chcesz rozmawiać o ostatnich porwaniach, które dokonuje Whiplash

Tony: Tak właśnie chciałem z panem porozmawiać

Agent: Ale możemy udać się w bardziej ustronne miejsce ?

Tony: Oczywiście, możemy iść do pana domu ?

Agent: Tak właśnie chodźmy do mnie tam wszystko ci wytłumaczę, ale ty Iron Manie musisz mi coś w zamian obiecać

Tony: Dobrze, a co mam panu obiecać ?

Agent: Jeśli zginę dopilnuj, żeby moja rodzina była bezpieczna

Tony: Obiecuje, ale też dopilnuje by pan nie zginoł

Wziąłem agenta Blacka i polecieliśmy w stronę jego domu, powiedział, że jego żona jest całą noc w pracy. Dolecieliśmy na miejsce i chyba ktoś tu był bo całe drzwi są rozwalone jakby ktoś potraktował je jak największego wroga.

Agent: Fix już pewnie mnie szuka musze to jutro zgłosić w pracy

Tony: Tej osoby już tu nie ma pomogę panu naprawić drzwi i przejdziemy do sprawy porwań

Wstawiliśmy  drzwi co prawda nie te same tylko z piwnicy, ale lepsze to niż nic.

Agent: Nie jesteśmy do końca pewni, ale znikają agenci, którzy 10 lat temu brali udział w misji pod przewodnictwem jednego z lepszych agentów

Tony: A konkretnie jakiej misji i co z tym agentem ?

Agent: Misja powiodła się, agent Potts żyje i ma się świetnie, ale jego żona nie miała tyle szczęścia

Tony: I te wszystkie porwania mają związek z agentem Potts co on takiego zrobił?

Agent: 10 lat temu mielimy misję w Orlando właśnie dołączyłem do FBI i to była moja pierwsza misja, mieliśmy aresztować Fixa . Agent Potts jest dobry w te klocki, bo nikt na misji nie ucierpiał. Wszystko było b dziś dobrze gdybym nie ja. Zamknąłem źle cele i Fix uciekł Virgil był bardzo wyrozumiały i ni miał mi za złe tego w raporcie zapisał, że Fix wykradł klucz swoimi dorobionymi łańcuchami, o których nie wiedzieliśmy

Tony: I co się dzieje, że Fix atakuje dopiero po 10 latach

Agent: Po tej akcji wyjechał do Nowego Jorku,ale zanim to zrobił zamscił się na Virgilu, agent Potts mieszkał w Orlando, ale postanowili go przenieść tu ma tu przyjechać jutro. Przypuszczamy, że Fix się o tym dowiedział

Tony: Więc ma nie dokończone porachunki, a o której dokładnie przylatuje samolot, będę chronić pana Pottsa

Agent: Samolot przylatuje o 10 rano, ale to nie w stylu Fixa mścić się bez pośrednio na ofierze

Tony: Czyli kogo ma pan na myśli, przecież żona pana Pottsa nie żyje

Agent: Bo Fix ją zabił, ale wtedy mieli sześcioletnią córkę Virginie

Tony: Więc Fix wybrał ją, żeby porwać by zemścić się na nim

Agent: Tak przypuszczamy więc będą mieć ochronę po wyjściu z samolotu, ale będzie bezpiecznie jak ty też tam będziesz

Tony: I na pewno będę, Fix może porwać jego córkę tak i co ?

Agent: Zabije i to samo zrobi z Virgilem

To mnie przeraziło, podziękowałem agentowi Blackowi i poleciałem do zbrojowni by podzielić się z tym Rhodym. Pewnie na mnie czeka i będę się musiał tłumaczyć Robercie gdzie byłem no cóż kto powiedział że podwójne życie jest proste.

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

   Dzisiaj wyjeżdżam, ale tata od ostatniej rozmowy milczy, chodzi po całym domu dzwoni, gada, odbiera liczne telefony. No nic jak przylecę to się dowiem gdzie . W głębi miałam nadzieje, że to Nowy Jork zawsze chciałam go zobaczyć. Tata wszedł do mojego pokoju po ostatnie rzeczy co znaczyło, że już wyjeżdżamy wzięłam torebkę  i walizkę ostatni raz popatrzyłam na mój pusty pokój i na różowo-żółte ściany i wyszłam zamykając białe drzwi. Furgonetka już stała więc wsiadaliśmy. Po nie całym kwadransie byliśmy na lotnisku, na tablicy lotów sprawdziłam nasz samolot i co lecę do Nowego Jorku, ale się cieszę, chyba będzie dobrze, może odnajdę Gena i znów będziemy przyjaciółmi, a może poznam nowych no jak to się mówi ,,Nowy Jork, nowe możliwości''. Wsiedliśmy do samolotu lot na początku był straszny nie wiem jak ja zniosłam te zmianę ciśnienia, była okropna. Zbliżaliśmy się do lądowania, gdy spostrzegłam, że na lotnisku czekają na nas, kto? chyba cała służba FBI i jakiś dziwny czerwono-złoty robot. Tata wstał i gestem ręki dał mi znak, że wysiadamy.

Agent: Witaj Virgil, ale twoja córa urosła w końcu co się dziwić minęło 10 lat

Virgil: Witaj przyjacielu. Virginio podejdź tu

Pepper: Już. Dzień dobry panie...

Agent: Agent Black, ale mów mi Jack

Pepper: Dobrze panie Jack

Agent: Pewnie mnie nie pamiętasz  jak się ostatnim razem widzieliśmy miałaś 6 lat. Virgil chciał bym wam kogoś przedstawić

Virgil: Czyś by jakiś nowy agent ?

Agent: Raczej bohater Nowego Jorku oto Iron Man

Tony: Dzień dobry panie Potts miło poznać mi tak szanowanego agenta, od dzisiaj będę czuwał nad pana bezpieczeństwem

Virgil: Ja sę poradzę, ale będę czuł się bezpiecznie jeżeli będziesz czuwał nad moją córką Virginią

Pepper: Nie potrzebuje opieki jakieś puszki poradzę se sama !

Tony: Nie jestem puszką !

Zignorowałam tego blaszaka i weszłam do taksówki, która ma nas zabrać do naszego nowego domu z tego co zauważyłam w notatkach taty to gdzieś w pobliżu Manhattanu. Tata usiadł obok mnie i pojechaliśmy nad nami leciał ten jak mu tam... a ..... Iron Man, tylko co to ma znaczyć ta cała ochrona?, czy to ma związek z tatą? , czy każdego agenta FBI tak witają jak tylko zjawi się w Nowym Jorku ? . No nic czas wszystko wyjaśni .

>>>>>.........<<<<<<<
Koniec rozdziału drugiego myślę, że się podoba miał być wcześniej, ale miałam problemy z internetem na szczęście już jest dobrze :). Posty nie będą regularnie bo mam szkołę, ale będzie dobrze :) . To zobaczymy co Pep spotka w kolejnych rozdziałach znajdzie nowych przyjaciół a może wrogów. Też pojawi się wątek z Whitney i Tonym więc wypatrujcie kolejnego działu :) :) :) .