Muzyka

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 sezon Sprawy Makluan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2 sezon Sprawy Makluan. Pokaż wszystkie posty

piątek, 29 lipca 2016

Rozdział 17 : Makluańska krew




~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Dziwnie się czułam, chyba znów odleciałam tak jak wtedy w szkole, tylko tym razem było inaczej, nie wiem ile jestem nie przytomna, ale zdaje mi się, że tamtym razem było to o wiele krócej. To zabrzmi nie logicznie nie wiedziałam co się dookoła dzieje, ale wiedziałam, tylko winnej formie, a skąd, miałam informatora, jeżeli myślicie, że słyszałam Rhodyego, pielęgniarkę czy też lekarkę to jesteście w błędzie, a jeśli myślicie, że to ten cały makluański jaszczur to macie rację, on był moim informatorem, dotychczas tylko go słyszałam, ale dziś dopiero go ujrzałam. Przez dwa dni byłam w tak jakby transie. Jaszczur mówił, że to ma mnie przygotowywać do jakieś wielkiej wojny między światami i z Mandarynem, powiedział mi, że wysłałam go do innego wymiaru, ale on z tam tond może się wydostać, ale nie za szybko, bo stracił pierścień teleportacji i że muszę go szybko zabrać, jak tylko wyjdę, podał mi miejsce, w który się znajduję. A teraz nauka z jaszczurem oko w oko.



Makluańczyk: Dobrze moje dziecko, informowałem cię co się dzieję, ale nie powiedziałem ci istotnej rzeczy



Pepper: A to niby czemu nie mogłeś mi powiedzieć ?



Makluańczyk: Bo musimy o tym pogadać, a w transie przygotowawczym nie mogłaś rozmawiać



Pepper: No to co było, aż tak ważnego, że nie mogłeś mi powiedzieć , tylko musimy to przedyskutować ?



Makluańczyk: Otóż jak już wiesz zasiałem w tobie smocze nasienie co oznacza, że masz makluańską krew



Pepper: No okey, ale dlaczego to takie ważne ?



Makluańczyk: Gdy ty byłaś w hibernacji, doktorka pobrała ci krew do badań, od razu mówię, że nie wyjdą dobrze przez zmienioną strukturę.



Pepper: I co w związku z tym mam zrobić ?



Makluańczyk : Do wyboru są dwa wyjścia, albo upozoruję twoją śmierć wyłączając u ciebie funkcje życiowe, ale osobiście nie jestem za tym



Pepper: A te drugie wyjście ? Bo chyba nie chcę być uważana za trupa



Makluańczyk: Powiesz wszystką prawdę lekarce, bo gdy będzie potrzebna ci pomoc, ktoś musi ci jaj udzielić



Pepper: Ta bo mi uwierzy, prędzej w psychiatryku mnie zamknie !



Makluańczyk: Dlatego przez hibernacje obudziłem jeden z twoich darów, wystarczy gdy w chwil, kiedy ci nie uwierzy złapiesz ją za rękę i popatrzysz głęboko w oczy. Ujrzy w nich prawdę, ja tego dopilnuję



Pepper: Dobra, czyli mam z nią pogadać !



Makluańczyk: To do zobaczenia moje dziecko. Pamiętaj lud makluan jest z tobą



I tymi słowami wybudził mnie z transu, wiedziałam, że jestem w szpitalu, ale i tak byłam zdziwiona. Zaczęłam rozglądać się po sali,  której leżałam, miałam podpiętą kroplówkę i był środek nocy, ale na korytarzu świeciły się światła, nie słyszałam by ktoś chodził więc wyszłam z sali i kierowałam się w stronę barku, prze całą tą hibernację strasznie zgłodniałam.



~~~~Perspektywa Gena~~~~



Demony zaczęły krążyć po całym labiryncie już nie wiedziałem gdzie mam iść, miałem nadzieję, że  mnie nie zauważą, ale w ciągu kilku sekund okrążyły mnie, zamykając w czarnej kuli, muszę ją przełamać by się wydostać. Demony przechodzą także z wymiaru do wymiaru, czyli muszę iść w stronę, gdzie jest ich najwięcej, użyłem pierścienia ognia, udało się przełamałem demonowom uwięź i zacząłem szukać źródła skąd wylatują. Nie mało brakowało, przejście do drugiego wymiaru miałem tuż przed nosem, ale znów labirynt zmienił położenie, muszę rozszyfrować te zmiany, by dotrzeć do drugiego wymiaru, nie wytrzymałem strzeliłem chmurę kwasu, by zniszczyła ścianę, ale stało się odwrotnie chmura odbiła się od ściany labiryntu i wleciała we mnie, aktywowałem pole siłowe i chmura rozproszyła się. Zacząłem szukać spokojniejszego miejsca, ale także takiego bym mógł obserwować jak się zmienia. Obawiam się, że to może zająć mi więcej czasu niż na początku myślałem. Siadłem na najwyższym punkcie, którym znalazłem. Zauważyłem wcześniej, że układ zmienia się co pół godziny, ale nie wiedziałem w jakim schemacie i to muszę odkryć.



 ~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Powoli zacząłem się wybudzać z narkozy, w sali było ciemno, ledwo co widziałem, więc albo umarłem, albo jest środek nocy. Mam nadzieję, że to drugie, bo nie chcę jeszcze umierać. Usiadłem na łóżku, a światła na korytarzu trochę oświetlały salę, poczułem, że coś jest nie tak, a poza tym strasznie bolało mnie wokół implantu. Chciałem już wstać i iść do doktora Yinsena by dał mi coś na ten ból, gdy nagle coś przemknęło przez korytarz, a ja zauważyłem tylko cień, który szybko zniknął. Byłem ciekawy co to było, mam nadzieję, że żaden wróg nie wie, że tu jestem, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. Odpiąłem się od kroplówki i kardiomonitora. Na palcach podszedłem do drwi, po cichu je otwierając, rozglądnąłem się czy nikt nie idzie. Droga wolna, poszedłem w stronę gdzie zniknął cień. Doszedłem za nim do toalet, cień wszedł do damskiej, więc to ona i pewnie jest pacjentką, lub pracownicą, nic tu po mnie, ale za nim wrócę pójdę sobie kupić coś na ząb. Doktor Yinsen jest  pewnie zajęty, więc nie będę mu przeszkadzać, poproszę o leki później. Wszedłem do pomieszczenia z maszynami, w której były różne przekąski, zimne i gorące napoje. Z kieszeni wygrzebałem drobne i wrzuciłem do maszyny wybierając kod, rogalik miał już wypaść, gdy zablokował się o szybę.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Gdy szłam do barku usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Na początku myślałam, że to moja chora wyobraźnia płata mi figle, ale gdy zobaczyłam cień za sobą, szybko weszłam do toalety. Kroki oddalały się, aż w końcu ich nie słyszałam i wyszłam z toalet zmierzając w wcześniej ustalony cel, czyli barek. Gdy byłam blisko usłyszałam jakieś hałasy dobiegające z pomieszczenia do którego właśnie zmierzałam. Powoli weszłam do środka, bałam się, że to jakiś bandyta co chce monety z maszyny. Odetchnęłam  z ulgą gdy ujrzałam Tonego, po pierwsze, że żył, a po drugie, że to nie bandyta. Podeszłam bliżej, a on siłował się z automatem, nie powiem ten widok był prze zabawny.



Pepper: Haha. Czekaj pomogę ci, mam w tym wprawę



Tony: O Pepper, co ty tu robisz ?



Pepper: Trzymaj. Nie wiem dopiero się obudziłam. A ty jak się czujesz ?



Tony:Dzięki. Ja dopiero też co wstałem. A gdzie Rhody ? Nie ma go z tobą ?



Pepper: Nie, za dużo to ja nie wiem o twojej operacji tu leżę



Tony: A tobie też coś zrobił ?



Pepper: Nie, nic mi nie zrobił po prostu. Nie ważne pogadamy o tym kiedy indziej.



Tony: Dlaczego ?



Pepper: Tony to nie jest na to miejsce i czas, jak z tond wyjdziemy to ci wszystko wyjaśnię



Tony: Okej, ale wiesz, że jesteśmy przyjaciółmi i możesz na mnie liczyć



Pepper: Tak wiem, a ty na mnie. Tony



Tony: Tak Pepper ?



Pepper: Chyba zgubiłeś koszulkę



Tony: Hehe.....no chyba właśnie zgubiłem, bo nie wiem gdzie jest



Pepper: Oj Tony, Tony. Cieszę się, że żyjesz



Tony: Ja też



Z tego szczęścia miałam ochotę go przytulić, lecz nasz geniusz chyba umie czytać w myślach i zrobił to przede mną, tą chwilę przerwała nam doktorka, która chyba nie była zadowolona z tego, że w środku nocy tak głośno się zachowujemy.



Anna: Widzę panno Potts, że już się lepiej czujemy, zresztą pan też panie Stark, ale to nie oznacza, że musicie od razu budzić cały szpital.



Pepper Tony: Przepraszamy



Anna: Przeprosiny przyjęte, a teraz wracać do swoich sal



Pepper: Tylko kupię sobie wodę do picia



Anna: Dobra, rano powinny być panny wyniki badań krwi, będziemy musiały pogadać



Pepper: Tak, będziemy musiały pogadać. To dobranoc



Anna: Dobranoc.



Lekarka odeszła, wstukałam kod wody i gdy wypadła wzięłam ją i od razu odkręciłam, upijając łyk zauważyłam, że Tony jaszcze nie odszedł i patrzył na mnie wyczekującym wzrokiem, chyba jeszcze dziś będę musiała mu wszystko powiedzieć, ale Pepper Potts postanowiła udawać głupią blondynkę, która nie wie o co chodzi.



Pepper: Coś nie tak ?



Tony: Tak, mi nie chcesz nic powiedzieć, a z jakąś lekarką będziesz gadać ?



Pepper: Dobra, powiem ci wszystko, ale w miejscu gdzie nikt nas nie usłyszy



Tony: To może chodźmy do mojej sali, z tego co wiem to tylko ja leżę na sali po operacyjnej.



Pepper: To chodźmy



Tony objął mnie ramieniem i poszliśmy do jego sali. Gdy weszliśmy Tony siadł na łóżku w miejscu gdzie ma znajdować się głowa, a ja po turecku w miejscu nóg. Zaczęłam mu mówić o hibernacji i o mkluańskiej krwi i dlaczego muszę porozmawiać z lekarką, powiedziałam mu też, że wysłałam Mandaryna w inny wymiar i o tym,  że zgubił pierścień teleportacji, który musimy znaleźć jak wyjdziemy. Po tym wyznaniu płożyliśmy się koło siebie i zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się, a ja nawet nie wiem kiedy usnęłam.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Leżałem z Pepper i gadaliśmy, lecz gdy zadałem jej pytanie nie odpowiedziała, popatrzyłem na jej twarz. Zasnęła, ale ona słodko śpi.....Tony ogar to twoja przyjaciółka.... Przykryłem nas kołdrą i sam zasnąłem.



>>>>>.......<<<<<



Koniec rozdziału 17, mam nadzieję, że się podoba i  czekam na komentarze :)
Bardzo proszę o nie bo dzięki nim wiem, że mam dla kogo pisać :) Komentarze od anonimów także miło widziane. A zdjęcie przedstawia demony, które otoczyły Mandaryna.
Czekam także na pytania :)

Rozdział 23: Ósmy pierścień Makluan




~~~~Perspektywa Tonego~~~~


Lecieliśmy około trzech godzin Pep spała, a ja chodziłem nerwowo po samolocie. Bałem się, że wypadek znów się powtórzy,że Mandaryn zaraz się pojawi, że znów stracę najbliższe mi osoby, że stracę Pepper, dla której warto żyć. Na początku próbowałem się uspokoić siedząc na miejscu i tłumacząc sobie, że Mandaryn jest w innym wymiarze, ale kto wie czy on nie wróci ? Poszedłem po wodę do picia i już nie wróciłem na miejsce zacząłem " latać " po samolocie. I chyba tym przebudziłem Pepper.


Pepper: Już dolecieliśmy ?


Tony: Nie, śpij. Wszystko jest dobrze


Pepper: To dlatego chodzisz jak wściekły po całym samolocie ?


 Tony: To wszystko po tym wypadku, boje się, że to może się powtórzyć


Powolnym krokiem podeszła do mnie i położyła ręce na ramionach, po czym przytuliła, a ja ją.


Pepper: Rozumiem i widzę, że w ogóle przez to oka nie zmrużyłeś


Tony: Aż tak to widać ?


Pepper: Wyglądasz jak zombie. Chodź


Podała mi swoją dłoń, a z naszych siedzeń wzięła poduszkę i koc po czym rozłożyła jedno z siedzeń z przodu i powiedziała bym się położył, a sama usiadła na siedzeniu za moją głową. Zaczęła bawić się moimi włosami. Po czym poczułem jej dłonie na twarzy, a na ustach jej usta.


Pepper: Prześpij się trochę


Tony: Ale...


Pepper: Proszę bez żadnych, ale będę cały czas przy tobie, obiecuję 


Zamknąłem oczy i czułem tylko jak mnie głaska i całe emocje jakie we mnie były jakby naglę opadły. Teraz wiedziałem, że mogę spokojnie zasnąć. Pepper przemieściła się i siadła obok mnie łapiąc mnie za rękę. Po kilku minutach zasnąłem miałem z początku fajny sen, który z czasem zmienił się w koszmar. Leciałem z Pepper na wakacje do Włoch wszystko było dobrze, rozmawiałem przez telefon z Rhodeym, który tam się przeprowadził i miał odebrać nas z lotniska. Pepper poszła na tył samolotu by przygotować się do lądowania, gdy znów ten oślepiający błysk, warkot gasnącego silnika i wybuch. Zdążyłem założyć zbroję i biec w stronę Pepper, ale nie było jej tam. Samolot zaczął płonąć i spadać, a ja nadal nie mogłem jej znaleźć. Spostrzegłem jak coś spada i to była ona, Jak najszybciej zerwałem się do lotu, ale nie mogłem jej dogonić. Leżała już na ziemi i nie żyła, pozwoliłem jej zginąć....
Ze snu wybudziła mnie Pepper, która siedziała obok, a Rhodey stał nade mną


Pepper: Tony ! Obudź się ! Jestem tu, nic się nie dzieje !


James: Tony to tylko zły sen


Tony: Pepper ?!


Pepper : Tak, jestem tu


Odetchnąłem z ulgą, że wszyscy jesteśmy bezpieczni za pół godziny powinniśmy wylądować. Rhodey poszedł do toalety, a ja zostałem z Pepper. Jej twarzy nie opuszczał wyraz troski, przytuliłem ją by się trochę rozweseliła.


Pepper: Tony martwię się o Ciebie, nie chcę by stała ci się krzywda


Tony: Ja też się o Ciebie martwię, nawet nie wiesz jaki miałem okropny sen


Pepper: Na szczęście to tylko sen. A co z Rhodeym powiemy mu o nas ?


Tony: Jak on powie nam o Olivi


Pepper: Heh sam z siebie chyba tego nie powie


Tony: Ja już zadbam o to by powiedział


Wylądowaliśmy w stanie Montana teraz wystarczy znaleźć świątynie makluan. Zatrzymaliśmy pierwszą taksówkę jaką zobaczyliśmy i pojechaliśmy za miasto. Na miejscu zastaliśmy podmokły teren, z którego ziem wysunęła się świątynia. Ostrożnie weszliśmy do środka pacząc pod nogi by nie uruchomić żadnej pułapki. Doszliśmy do komnaty, w której znajdował się pierścień był on w ustach strażnika. Podszedłem do strażnika i wyciągnąłem pierścień tym samym aktywując test. Grim Reaper wziął do ręki kosę a ja z Rhodey założyliśmy zbroję.


Tony: Pepper schowaj się gdzieś, a ja z Rhodeym zdamy test


Pepper: Pomogę wam


Tony: To zbyt niebezpieczne, a do tego pallad w twoich pierścieniach


Reaper: Czy jesteś godzien ?


James: Standardowa gadka musi być. No to co niszczymy gościa i spadamy


Tony: Taki mam zamiar


Zaczęliśmy atakować Reapera, ale nasze ataki na nic się nie zdawały, on atakował nas swoją kosą, a my go repursorami. Rhodey wypuścił na niego prawie cały swój arsenał, ale to i tak nic nie dawało.


Tony: Jaki jest cel testu ?


Reaper: By opanować przyszłość musisz znieść ból z przeszłości. Zapanuj nad bólem


Dostałem od "mrocznego żniwiarza" i poleciałem na ścianę, a pierścień wypadł mi z ręki. Rhodey pobiegł by podnieść pierścień, ale z nim pojawił się Reaper i przeciął go w pół swoją kosą, a jego zbroja wyłączyła się  po czym skoczył na mnie, wystrzeliłem w niego z unibeamu. Zniknął.


Tony: No i po problemie


Pepper: Tony uważaj !


Odwróciłem się, ale z późno. Zostałem przecięty kosą 


~~~~Perspektywa Pepper~~~~


To było straszne, najpierw Rhodey, a teraz Tony ich zbroje nie działały. Schowałam się z kolumną by ta mumia mnie nie zobaczyła. Rozglądnęła się dookoła po czym wróciła na swoje miejsce. Chciałam ich jakoś wybudzić, bo wpadli w jakiś trans. Podeszłam najpierw do Tonego


Pepper: Tony, skarbie słyszysz mnie ?


Odpowiedziała ni cisza, chciałam jakoś ściągnąć hełm, ale nie mogłam, zaczęłam walić pięściami w zbroję


Pepper: Tony, proszę nie zostawiaj mnie tu samej. Wróć do mnie  


~~~~Perspektywa Tonego~~~~


Howard: Tony, synu słyszysz mnie ?


Tony: Tato ?! ty żyjesz ?!


Howard: Z tego co mi wiadomo to tak. To musiał być nie zły sen


Tony: Rozrusznik, gdzie on jest. Wszystko jest po staremu. Mam nadzieję, że to był tylko sen, bo nie należał do miłych


Howard: No, ale już po wszystkim


Tony: Nie, nie jest jesteśmy w samolocie. Tym samolocie. Tato jesteśmy w niebezpieczeństwie !


Znów ten sam ból i spadanie jakby w nicość. Później szpital, Rhodey, początki Iron Mana, pierwsza misja, pierwszy widok Pepper na lotnisku, bank, maggia i reszta misji.


~~~~Perspektywa Pepper~~~~


Nadal krzyczałam do Tonego, nie wiedziałam co mam robić, ogarnęłam mnie panika. Dobra Pepper weź się w garść, co by zrobił Rhodey, gdyby mu się zdarzyła taka sytuacja, myśl !


~~~~Perspektywa Rhodeya~~~~


Biegłem za jakimiś krzykami, dotarłem na swoje podwórko, a tam był Tony w rozbitej zbroi. Od razu zadzwoniłem po karetkę, gdy przyjechała i go zabrała, a za nią pojechałem z mamą. Dotarliśmy na miejsce. Operowali go, gdy po kilku godzinach wyszedł doktor Yinsen. Zabrał moją mamę na bok by z nią pogadać po czym podeszła do mnie.


Roberta: James bardzo mi przykro, ale już więcej nie zobaczysz Tonego


James: Nie, nie to przecież nie możliwe


Roberta: Ależ tak, musisz się z tym pogodzić


Od środka rozdzierał mnie wewnętrzny ból, którego nie mogłem opisać, to tak strasznie bolało. Jakby ktoś zabrał mi część siebie i wrzucił do miksera po czym zmiksował i kazał samemu się pozbierać.


~~~~Perspektywa Tonego~~~~


Przeniosłem się w inne miejsce. Byłem w firmie, gdzie był Stane i rada zarządu dyskutująca o... nie ja w to nie wieże Stane wyprodukował całą masę pancerzy, takich jak mój i sprzedał wojsku, ale jak to się stało.. jak on zdobył schematy ? Podszedłem do okna, a tam ulicą maszerowały w pierwszym rzędzie Halkbustery, zaraz za nimi zbroje zwiadowcze, mark I i Iron Monger, a na dodatek wszystkie nazywały się zbroje Stane, nawet firma Stane Internasional nie mogłem pojąć jak do tego doszło. A ten stary dziad mnie zwolnił, mnie, firma była moja, to mój ojciec razem ze mną ją budował, a nie ta podstępna gnida. Ubrałem zbroję by raz na zawsze rozprawić się z ty łysielcem, gdy do środka wleciały zbroje War-Machine i otoczyły mnie dookoła. Strzeliłem w nie repulsorami, ale to na nic. Przecież stworzyłem na nich prawie nie zniszczalny pancerz. Otoczyłem się polem energetycznym. Zbroja była poważnie uszkodzona.


Stane: Poddasz się w końcu Stark ?


Pepper: Dalej Tony, walcz nie poddawaj się. Bądź silny


I wtedy zrozumiałem to był ten test. Miałem zapanować nad bólem przeszłości i przyszłości


Tony: Stane wbij sobie do tego łysego, durnego łba ja się nigdy nie poddam


Stane: Zetrzeć go na proch !


Tony: To jet moja zbroja, on mi nic nie zrobi to ja ją zaprogramowałem. To tylko durny sen


Zbroje zniknęły, a za oknem pojawił się Reaper, który ponownie machnął kosą przecinając wszystko, a ja wróciłem do rzeczywistości.


~~~~Perspektywa Pepper~~~~


Siły mi opadały, ale uparcie waliłam w zbroję krzycząc by do mnie wrócił. Nie miałam już siły, klękłam przed nim na podłodze, a po moich policzkach spłynęły łzy.


Pepper: Tony ja cię proszę wróć do mnie, co ja zrobię, gdy zabraknie cię w moim życiu. Proszę ocknij się już z tego durnego transu


I tu się chyba zdarzył cud zbroja ponownie się aktywowała, a on podszedł do mnie i pomógł mi wstać


Tony: Byłem, jetem i zawszę będę przy tobie, już nigdy cię nie opuszczę


Pepper: Tony na reszcie, nawet nie wiesz co ja czułam. Ale wróciłeś


Tony: To dzięki tobie


 Żniwiarz znów nas zaatakował, a ja próbowałam obudzić Rhodeya


Tony: To już nie jest sen, żniwiarz chce mnie porąbać na kawałki. Pepper co ty robisz ?


Pepper: Próbuję go obudzić, a co ?!


Tony: Schowaj się i nie wychodź, ja to zrobię


Pepper: O nie. Drugi raz na przecięcie was tą kosą gościowi nie pozwolę


Założyłam wszystkie pierścienie co miałam, a moje ciało pokryło się zbroją księżnej i wystrzeliłam w strażnika jednym z pierścieni, poleciał na drugi koniec komnaty, a Tony wziął się za obudzenie Rhodyego


Tony: No Rhodey czas się obudzić


~~~~Perspektywa Tonego~~~~


Wniknąłem do głowy Rhodeygo by go wybudzić uświadamiając go, że to tylko zły sen udało mu się on także przezwyciężył swój lęki i był razem z nami. Reaper znów na nas biegł, ale jego gorący temperament ugasiła Pepper, zamieniając go w bryłę lodu, a ja strzeliłem w niego repursorem, rozwalając na milion drobnych kawałków. Udało nam się zdaliśmy test i mogliśmy wracać do domu.


~~~~Perspektywa Pepper~~~~


Udało się zdobyliśmy kolejny pierścień i zostały jeszcze dwa. Radość mnie rozpierała. Podeszłam do Tonego który pomagał wstać Rhodeymu. Ściągnęłam pierścienie chowając do torebki, gdy zrobiło się mi słabo, chciałam coś powiedzieć, ale nogi mi się załamały i upadłam powoli tracąc świadomość. Podbiegli do mnie, a świat mi się zamazywał.


Tony: Pepper trzymaj się za nie długo będziemy w samolocie


James: Co z nią ?


Tony: Długa historia


~~~~Perspektywa Tonego~~~~


Pepper znów po użyciu zemdlała, ale miałem w samolocie coś na ten wypadek mianowicie chlorofil, który miał spowalniać działanie palladu w organizmie. Wziąłem ją na ręce, co nie było dla mnie problemem, bo była bardzo lekka i zabrałem do samolotu po czym dożylnie podałem jej substancję zawierającą śladowe ilości chlorofilu. Po godzinie ocknęła się, ale znów skutki, prawie nic nie pamiętała. Gdy Pepper była nie przytomna miałem czas by wszystko wyjaśnić Rhodeymu, ale to go chyba zanudziło i zasnął.


Tony: Hej już wszystko w porządku, mamy kolejny pierścień


Pepper: O fajnie. Gratuluję


Tony: Ale to ty załatwiłaś strażnika


Pepper: Na serio ?


Tony:  Tak, za nie długo wszystko sobie przypomnisz, a teraz odpoczywaj, a ja przyniosę ci wodę


Pepper: Dziękuję


~~~~Perspektywa Pepper~~~~


Dolecieliśmy na miejsce, a ja już pamiętałam wszystko, nawet najmniejszy szczegół. Była szósta rano, a ja po mimo, że przez pół drogi spałam położyłam się na kanapie w zbrojowni i usnęłam.


~~~~Perspektywa Tonego~~~~


Pepper zasnęła na kanapie, więc przykryłem ją kocem by nie zmarzła. O ósmej Rhodey postanowił wrócić do domu, a ja zostałem z śpiącą Pep w zbrojowni, sam poczułem lekkie zmęczenie i postanowiłem się rozłożyć na fotelu obok kanapy. Powieki zrobiły się ciężkie po czym całkowicie się zamknęły.


>>>>....<<<<


Koniec kolejnego rozdziału myślę, że się spodobał :)


Kolejna część we wtorek :)


Skomentuj notkę bym wiedziała, że mam dla kogo pisać :)


Masz dla mnie radę, napisz ją w komentarzu :)


Każda rada się przyda :)














































































































piątek, 11 grudnia 2015

Rozdział 24 : Przypadkowe odkrycie



~~~~Perspektywa Pepper~~~~

 Spałam chyba około godziny, przebudziłam się po tym jak ujrzałam zbrojownie, nie wiedziałam na początku co się dzieję. Wstałam z kanapy i ujrzałam śpiącego na fotelu Tonego wzięłam koc by go okryć. Jak spał wyglądał strasznie uroczo, ale gdzie jest Rhodey, spojrzałam na zegarek było po dziewiątej więc pewnie wrócił do domu. Podeszłam do swojej torby by wyciągnąć telefon i sprawdzić czy nie mam żadnych nowych wiadomości, było kilka od taty, nic szczególnego pytał tylko kiedy będę w domu. W końcu przydało by się wrócić i przygotować do szkoły w końcu jutro szkoła. Siadłam na obrotowym krześle by posłuchać radia i włamać się na nie, które raporty policyjne, ale nawet tam nudy. Podłączyłam słuchawki do telefonu i zaczęłam słuchać muzyki, gdy do zbrojowni wszedł Rhodey z dwoma miskami płatków.
James: Widzę, że Tony zasnął
Pepper: Nie ogląda powieki
James: Co to znowu za złości ?
Pepper: Jakieś !
James: Spokojnie, ja tylko przyniosłem wam śniadanie
Pepper: Dziękuję i przepraszam, po prostu po tej misji nie mogę się odstresować
James: Spokojnie to zrozumiałe, że jesteś zestresowana, ale już wszystko dobrze możesz wyluzować
Pepper: Ok, postaram się. I jeszcze raz dziękuję. Mam pytanie ?
James: Tak ?
Pepper: Co czułeś jak Reaper przeciął cię kosą ?
James: Jak mnie przeciął nic. Jak bym normalnie zasną, ale próba bolała jak diabli
Pepper: A na czym dokładniej polegał ten test ?
James: Na zapanowaniem nad bólem, musiałem zmierzyć się ze swoim największym koszmarem jakim jest utrata Tonego, jest on dla mnie jak brat
Pepper: Wiem jesteście ze sobą bardzo blisko
James: Tak. Idziesz ze mną do domu, mojej mamy nie ma możemy coś pooglądać w telewizji, a jak Tony się obudzi to do nas dołączy
Pepper: Dzięki, ale wolę zostać z nim tu
Rhodey postawił miski na stoliku obok kanapy i poszedł do domu. No cóż chyba czas przerwać drzemkę naszemu geniuszowi. Podeszłam i lekko poszturchałam go w ramię, ale on nic tylko odwrócił się w drugą stronę, ale ja się tak szybko nie poddam koniec spania, szturchnęłam go mocniej, ale znów żadnych skutków, o nie tak się nie będziemy bawić. Zaczęłam go gilgotać, a jednak coś czuł, bo się uśmiecha.
Pepper: No już Toneczku pora wstawać
Tony: Śpię
Pepper: Znalazła się śpiąca królewna
Tony: Yhym
Pepper: A jak mam obudzić tą księżniczkę ?
Nic mi nie odpowiedział tylko się uśmiechnął. Ja już wiem o co mu chodzi i tak łatwo tego nie dostanie. Nalałam do kubka wodę i postanowiłam zrobić mu małą kąpiel. Stanęłam, opierając się na oparciu i lekko przechylając kubek zaczęłam wylewać mu wodę na głowę. Gdy poczuł, że coś mu ścieka od razu wstał na równe nogi. A ja gdy ujrzałam go w tych mokrych, oklapniętych włosach nie mogłam wytrzymać ze śmiechu.
Tony: Pepper zwariowałaś, jestem cały mokry !!
Pepper: Jakoś musiałam obudzić śpiącą królewnę
Tony: Jakoś w bajkach książę inaczej budził księżniczkę !!
Pepper: Ale ja napisałam własną historię śpiącej królewny
Tony: A może ja napiszę ciąg dalszy
Pepper: Co ?!
Tony: Księżniczka w odwecie za to, że książę oblał ją wodą i zniszczył super, fajny fryz nalała do kubka wodę i teraz oboje byli mokrzy
Pepper: Tony ?! Odłóż ten kubek
Tony: Ty jakoś nie odłożyłaś
Pepper: No dobra przepraszam, a teraz ładnie proszę odłóż ten kubek
Tony: A jeśli nie odłożę ?
Pepper: No kochanie nie bądź taki
Tony: No dobra, choć się teraz przytul do swojej księżniczki
Tony odłożył kubek i rozłożył ręce bym się do niego przytuliła. Podeszłam do niego i przytuliłam się. I to był błąd, bo on tylko uśpił moją czujność. Sięgnął po kubek z wodą i wylał mi na głowę. Tak chce się bawić, no to proszę bardzo, wzięłam miskę. Wzięłam z miej garść namokniętych płatków i rzuciłam w niego, najwięcej rozprysło się na klatce piersiowej i kilka płatków przykleiło mu się na brodzie, ale znów nie pozostawał dłużny i zaczął atakować mnie nabojami płatków, miałam je dosłownie i w przenośni wszędzie później w moje ręce wpadł jakiś sok, a w jego cola. Po zakończonym sporze kleiliśmy się jak muchy do lepu.
Pepper: Okej mi się już skończyła amunicja
Tony: Tak samo jak mi
Pepper: Czyli koniec wojny, przyznaje byłeś godnym przeciwnikiem księżniczko
Tony: Ty też książę. Cały się kleje po tym soku
Pepper: Ja mam wszędzie płatki i włosy oblane colą
Tony: No to chyba musimy się wymyć
Pepper: To chyba najmądrzejsze słowa jakie dzisiaj powiedziałeś, tylko trzeba jakoś zdobyć moje rzeczy, bo moje te co miałam są na helikarierze
Tony: Znajdę ci coś w mojej szafie, a później polecimy na helikarier.  Trzeba będzie zmierzyć ci poziom palladu
Pepper: No to chodźmy
Za nim wyszliśmy ze zbrojowni Tony zbliżył się do mnie i popatrzył mi prosto w oczy po czym zbliżył usta do moich i namiętnie pocałował. Pocałunek trwał do puki nie zabrakło nam powierza, jeszcze raz popatrzyliśmy w sobie w oczy.
Tony: Słodko wyglądasz z tymi płatkami we włosach
Pepper: A ty z tymi ulizanymi włosami
Wziął mnie na ręce mimo moich protestów i wyszliśmy ze zbrojowni.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Wyniosłem Pepper ze zbrojowni i zaniosłem pod drzwi domu. Roberty nie było, gdyż miała sprawę w sądzie, a Rhodeygo nie było, dziwne. Otworzyłem drzwi i puściłem Pepper przodem zamykając za nami drzwi. Ściągnęliśmy buty, a ja odwiesiłem nasze kurtki i weszliśmy do salonu, po czym na górę do mojego pokoju. Pozwoliłem jej wybrać sobie jakieś ubrania.
Tony: Wybierz coś z mojej szafy, a ja już pójdę się umyć
Pepper:  Okej, mogę wziąć co chcę ?
Tony: Tak, no to zostawiam cię z moją szafą
Pepper: Haha dzięki
Poszedłem do łazienki biorąc czyste ubrania.
~~~~Perspektywa Rhodeygo~~~~
**kilka minut wcześniej**
 Siedziałem w salonie oglądając jakiś film, gdy zadzwoniła do mnie Olivia, moja pierwsza dziewczyna. Kochałem się w niej od pierwszego wejrzenia. Zaprosiłem ją na bal po czym zostaliśmy parą, jest naprawdę cudowna, piękna i mądra.
Olivia: Hej kochanie, przyjdziesz do mnie, pójdziemy na spacer
James: Okej zaraz będę
Olivia: To czekam, całuski
James: Do zobaczenia
Jak najszybciej ubrałem się i wyszedłem z domu. Tony chyba ma swoje klucze, a jak coś będzie dzwonił. Byłem już pod domem Olivii, zadzwoniłem dzwonkiem, a drzwi otworzyła mi pani Jonson.
James: Dzień dobry pani Jonson ja przyszedłem do Olivii
P.Jonson: Witaj James, zaraz zejdzie, wejdź proszę
James: Dziękuję
P.Jonson : Olivia James przyszedł !
Olivia: Już idę !
Zeszła na dół, ubrała kurtkę i buty po czym wyszliśmy i poszliśmy w stronę miasta, przez park. Postanowiliśmy iść do naszego ulubionej kawiarni Everyman Espresso. Zmówiliśmy po ciastku z malinami i małej kawie i zaczęliśmy rozmawiać.
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Tony się mył, a ja szukałam coś do ubrania w jego szafie, miał naprawdę świetne ciuchy, a zawsze widzę go w koszulce i jeansach, jak by koszulę go gryzły. Z tego co widzę to bardzo lubi czerwony, bo ma pełno czerwonych ubrań. Wybrałam czarne spodenki i białą bluzkę. Siadłam na łóżku i zaczęłam przeszukiwać telefon, przeglądałam zdjęcia, było tam pełno zdjęć z Orlando razem z Laurą. Nie zauważyłam nawet jak Tony wszedł do pokoju. Musiałam w końcu skontaktować się z Laurą. Ciekawe jak tam w Orlando.
Tony:Okej. Już jestem w łazience masz ręczniki
Pepper: Dobra to idę się umyć
Tony: Drugie drzwi po lewej
Pepper: Dzięki
Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro, we włosach miałam pełno płatków, więc wzięłam się z wybieranie ich, po czym weszłam pod prysznic, dokładnie je myjąc. Po kilku minutach wyszłam, ubrałam się i wróciłam do pokoju Tonego, który przeglądał mój telefon, czy on dostał na to pozwolenie, nie, nie dostał. Przystaną na zdjęciu, które nie spodziewanie zrobiła mi Laura, gdy rozmawiałam z jej mamą czy może u mnie nocować.
Pepper: Pozwoliłam ci przeglądać moje zdjęcia ?!
Tony: Prześlesz mi  te zdjęcie ?
Pepper: Po co ci ?
Tony: Słodko na nim wyszłaś
Pepper: Na serio ?
Tony: Yhym.. no wyślesz ?
Pepper: No okay
Wysłałam mu zdjęcie, o które prosił, siedzieliśmy oglądając jego zdjęcia, więc skorzystałam z okazji i też chciałam jego zdjęcie, które chyba zrobione było, gdy się tego nie spodziewał. Zdjęcie się przesyłało, gdy w mój brzuch zaczął burczeć, zaczęliśmy się śmiać, bo za chwilę brzuch Tonego także zaczął się odzywać.
Tony: Chyba pora coś zjeść
Pepper: Przed chwilą nasze śniadanie mieliśmy na sobie
Tony: Skąd w ogóle w zbrojowni wzięły się płatki ?
Pepper: Rhodey przyniósł jak spałeś
Tony: Aha. No to chodźmy do kuchni
Pepper: Jestem tuż za tobą
Zeszliśmy do kuchni, a Tony wyciągnął z lodówki wszystko co potrzebne do zrobienia kanapek. Zrobiliśmy wspólnie kilka kanapek, a ja zalałam herbatę po czym udaliśmy się do salonu by je zjeść. Dorwałam pilota i zaczęłam skakać po kanałach, aż natrafiłam na jakiś film, który wydawał się być ciekawy, ale znudził mi się po kilku minutach i znów postanowiłam podokuczać Tonemu, zaczynając od dźgania palcem w ramię. Oczywiście on długo nie pozostawał dłużny, chwycił mnie za rękę i pociągnął i leżałam na jego kolanach, a on zaczął mnie gilgotać. Jak ja tego nienawidzę.
Pepper: Tony przestań
Tony: Co tam mówisz ? Nie słyszę, za głośno się śmiejesz
Pepper: Nie gilgocz
Tony: A może magiczne słowo ?
Pepper: Hokus pokus
Tony: A jakieś inne ?
Pepper: Czary mary
Tony: Przykro mi czarownico, ale to nie te słowa
Pepper: Ja ci zaraz pokaże czarownicę
Tony: Zamienisz mnie w ropuchę ?
Pepper: A nawet i w coś gorszego
Tony: Już się boję. Wielka czarownica z Oz Pepper Potts
Pepper: Ooo ! Przegiąłeś
 Wyrwałam się z jego objęć i powaliłam na łóżko wskakując na jego tułów i teraz to ja go gnębiłam, a on śmiał się niepohamowanie, gdy nagle zlecieliśmy z łóżka i teraz bez gilgotania śmialiśmy się w niebo głosy. Po kilku minutach śmiech już trochę opadł.
Tony: Możemy już lecieć na helikarier ?
Pepper: Tak, chodź przyznam, że polubiłam te twoje ubrania
Tony: A ja jednak wolę cię w twoich
Pepper: Ty byś się chyba cieszył jak bym chodziła w samej bieliźnie
Tony: Nom
Pepper: Świntuch ! Z tobą gorzej niż z dzieckiem !
Tony: Oj wiem, wiem. A teraz ubieraj się lecimy
Pepper: Gotowa
Tony: Nie będzie ci zimno w tych spodenkach, może idź poszukaj jakiś spodni
Pepper: Dam radę
Tony: Żebyś mi tylko chora nie była
Tony ubrał kurtkę i wyszliśmy z domu do zbrojowni by udać się na helikarier. Lecieliśmy już w górę, gdy po wylocie ze zbrojowni ogarnęło mnie lodowate powietrze, a jednak miał trzeba było ubrać dłuższe spodnie, dolecieliśmy na helikarier i weszliśmy do skrzydła medycznego. Znalazłam swoją torbę z rzeczami i poszłam do łazienki by się przebrać. Znów na sobie miałam sweter z serce i jeasy. Wyszłam z łazienki, a w tym czasie podszedł do mnie Tony.
Tony: Przyłóż tu swój palec
Pepper: Okej
Tony: Lekko zakuję. Muszę pobrać krew by zbadać poziom palladu
Pepper: Auć !
Tony: Już, dziękuję byłaś bardzo grzeczną pacjentką. Proszę plasterek
Pepper: Znalazł się lekarz od siedmiu boleści
Tony: Jestem tylko twoim lekarzem
Pepper: Czuję się tym faktem zaszczycona, a teraz pozwól, że popatrzę się na miasto
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Pobrałam krew i mogłem zbadać poziom palladu, gdy jedna z probówek mi się zbiła. Zbierając ją z podłogi kawałki szkła przeciąłem się jednym z nich. Przejściowo szukając plastra popatrzyłem na poziom palladu we krwi Pep, z każdym kolejnym użyciem poziom zatrucia wzrasta, ostatnio wynosił 29 %, a dziś już 49%. Gdy zakładałem plaster, kilka kropel krwi wleciało do probówki z jej krwią, najpierw zmienił się kolor teraz nie była czerwona, a błękitna i to nie koniec niespodzianek poziom zatrucia zmalał wynosił tylko 15%, co oznacza, że lekiem na zatrucie palladu jest kylid z mojej krwi. Teraz mogłem całkowicie uzdrowić Pepper, wystarczy, że zmieszam i wszcznę. Do probówki wcisnąłem jeszcze trochę mojej krwi, aż poziom palladu wynosił 0%. Podszedłem do Pep mówiąc, że znalazłem rozwiązanie była strasznie szczęśliwa tym faktem. Delikatnie wstrzyknąłem jej odtrutkę po czym ponownie zmierzyłem poziom, wynosił 0%








wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 22 : Czy to sen ?




~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Obudziły mnie jakieś hałasy i straszliwy ból głowy. Ociężale wstałam z fotela by sprawdzić źródło hałasu i nie mógł być to nikt inny jak Tony, walący pięściami w konsole od komputera, pewnie nadal szuka odtrutki na pallad. Podeszłam do niego od tyłu i objęłam.



 Pepper: Tony wyluzuj, bicie komputera i tak tu nic nie da.

Tony:O Pepper, przepraszam, że cię obudziłem, ale mnie poniosło.

Pepper: Nic nie szkodzi i tak już miałam wstawać. Masz może coś na ból głowy ?

Tony: Niestety nie. A! na stoliku masz śniadanie i twój nowy przysmak

Pepper: Wielki mi to przysmak.

Tony: Działa trochę jak alkohol, więc możesz wielu spraw nie pamiętać i to też jest przyczyną bólu głowy.

Pepper:I to wszystko wyjaśnia. Jak tam ci noc minęła ?

Podeszłam do stolika by wżąć bidon z jakże przepysznym napojem po czym wróciłam na wcześniejsze miejsce i siadłam na fotelu by wysłuchać chłopaka. Miał rację, że nie pamiętam, a mianowicie nie pamiętam wczorajszego wieczoru, ale za to pamiętam sen, w którym tańczyłam z Tonym i on wtedy powiedział, że mu bardzo na mnie zależy na co odpowiedziałam mu tym samym.



Tony: Bardzo dobrze, spałem jak niemowlę, a ci ?



Pepper: Mi też, ale miałam bardzo dziwny sen



Tony: Mogę wiedzieć jaki ?



Pepper: Że widziałam co robi Rhodey na imprezie, a później tańczyliśmy tu na helikarierze



Tony:To nie był sen



Pepper: Na serio ?! Czyli...



Tony: Tak, ja cię kocham Pep



Nie mogłam w to uwierzyć on mnie naprawdę kocha, no chyba, że to znowu działanie chlorofilu, ale chcę prawdę, bo ja też go kocham. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia, do dziś pamiętam jak lecieliśmy razem przez miasto, a potem wylądowaliśmy na czubku statuy wolności i patrzeliśmy na wschód słońca. To było niesamowite przeżycie tak jak te wczoraj i te teraz, każda chwila z nim jest niesamowita.



Pepper: Ja ciebie też i to nawet nie wiesz jak bardzo.



Tony: Chyba wiem, bo czuje to samo do ciebie



Te cudowną chwilę jak zawsze musiał ktoś przerwać to była jedna z agentek T.A.R.C.Z.Y , która przyszła sprawdzić co robimy po czym pewnie zdać szczegółowy raport Furyemu już se to wyobrażam "Anthony Stark i Virginia Potts nie pracują gdyż są zajęci wymianą śliny". Agentka nic nie powiedziała tylko przeszła się po skrzydle i wyszła zostawiając nas samych.



Tony: To na czym skończyliśmy ? A! tak



Znów nasze twarze zbliżyły się do siebie, ale odezwał się alarm, że Tony musi się naładować w tym celu musi lecieć do zbrojowni. Wyłączył alarm i wziął się z ubieranie zbroi, chciałam z nim lecieć więc przed wyjściem go zatrzymałam by na mnie poczekał, widziałam, że chce już coś powiedzieć by została, lecz nie pozwoliłam mu na to i ubrałam kurtkę. Wylecieliśmy z helikariera i po chwili byliśmy w zbrojowni, w której było zimniej niż na Grenlandii i on w takim zimnie chce ściągać koszulkę. Przecież się rozchoruję, a ja na to nie pozwolę.



Pepper: I ty masz zamiar siedzieć w takim zimnie



Tony: Nie. Zaraz powinno włączyć się ogrzewanie



Pepper: Yhym. Widzę, że myślałeś o zimie tworząc ją



Tony: Heh, tworzyłam ją po zimie, gdzie było dość zimno więc pomyślałem i o klimatyzacji na lato



Pepper: Mądra głowa



Ogrzewanie zaczęło działać, a Tony ładować. Usiadłam obok niego na kanapie po godzinie ładowania implant miał 100% i mogliśmy wracać na helikarier, gdy ubierałam kurtkę rozległ się alarm, a do zbrojowni wszedł Rhodey. Tony podszedł do komputera, był to kolejny pierścień Makluan, musimy jak najszybciej się tam znaleźć.

Pepper: Gdzie tym razem jest pierścień

Tony: Prawie na miejscu

James: Czyli w Ameryce Północnej ?

Tony: Tak w stanie Montana

Pepper: Czyli czeka nas wycieczka ?

James: Trzeba wymyślić jaką wymówkę dla mojej mamy

Pepper: I dla mojego

Tony:To wy coś wymyślicie, a ja załatwię samolot   

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Załatwiłem już nam samolot wylecimy jak już będzie ciemno. Wszystko było dobrze, ale coś wewnątrz mnie mówiło, że tak nie jest. Może Mandaryn powrócił ? A jeśli zrobi coś Pepper mają po trzy pierścienie, ale ich szanse nie są wyrównane, bo Pep jest przez nie osłabiona, a na niego nie mają one żadnego wpływu. Zapakowałem do plecaka potrzebne rzeczy i oczywiście zbroję i to jest chyba odpowiedni moment by War-Machine dać Rhodeyemu .

Tony: Macie już coś ?

Pepper: Że ja nadal jestem na helikarierze, a Rhodey nocuję u jakiegoś kumpla

Tony: A my mamy samolot o 19:30

James: Wysłałem mamie esemesa, jest na jakieś sprawie więc możemy iść wziąć jakieś rzeczy

Tony: To ty idź nas spakuj, a ja pójdę razem z Pepper po jej rzeczy

Pepper: Nie musisz idź spakuj siebie, a ja pójdę spakować siebie

Tony: Ale ja chcę iść z tobą

Pepper: To chodźmy

Wyszliśmy ze zbrojowni i skrótami szliśmy do jej domu, jej ojca nie ma więc powinno pójść szybko i bez tłumaczeń. Po kilku minutach byliśmy już w jej pokoju, pakowała do torby jakąś bluzkę i spodnie oraz ładowarkę, powiedziałem, że może jeszcze wziąć jakąś poduszkę i koc, bo po w samolocie nie ma. Gdy mieliśmy już wychodzić Pepper poszła do toalety, a jak wyszła to coś mi nie grało.

Tony: Skarbię, o co chodzi ?

Pepper: To nic ważnego

Tony: Przecież widzę. Mi możesz wszystko powiedzieć

Pepper: Coś to wszystko mi nie gra, mam jakieś złe przeczucia. Chyba się boję  

Tony: Nic się nie martw, jak coś będzie to zawszę cię obronię

Pepper: A jeśli ci coś się stanie ?

Tony: Ej mycha przecież jestem Iron Manem

Przytuliłem ją by dodać jej otuchy i żeby poczuła się bezpieczniej. Teraz nam chyba nic nie przeszkodzi. Odchyliłem jej głowę do góry i popatrzyłem jej prosto w oczy, widziałem w nich tyle troski, czy to możliwe, że to właśnie ona może być tą jedyną na całe życie ? Tak, to ona jestem przekonany, że będę ją kochać do końca swojego życia. Zbliżałem się powoli by ją pocałować, na początek delikatnie musnąłem jej usta, po czym przedłużyłem pocałunek, a ona odwzajemniła gest, na reszcie nikt nam nie przeszkadzał. Trwaliśmy tak przez kilka minut, gdy uznaliśmy, że musimy już wracać do Rhodeygo. Wziąłem jej torbę, a on zamknęła drzwi i wróciliśmy do zbrojowni, gdzie czekał Rhodey z naszymi rzeczami. Dałem mu War-Machin, który też zmieniał się w plecak, był nieźle zaskoczony i podobała mu się nazwa, więc nie chciał jej zmieniać, po drodze będzie miał czas by poczytać instrukcję.  Teraz wystarczyło zadzwonić po taksówkę by zawiozła nas na lotnisko. Po piętnastu minutach byliśmy na lotnisku, a do startu zostało dziesięć minut. Weszliśmy na pokład i zajęliśmy miejsca Rhodey koło okna, po środku Pepper i ja. Lot będzie trwał około pięciu godzin, według naszego czasu będziemy tam o wpół do drugiej w nocy, a według nich dwie godziny wcześniej. Po godzinie lotu byłem już ledwo żywy, a nie chciałem spać. Pepper spała na moim ramieniu, a Rhodey zasnął oparty o okno samolotu, a ja czuwałem.

~~~~Perspektywa Gena~~~~

Rozgryzłem labirynt i przeszedłem już do szesnastego wymiaru, jeszcze cztery i będę w domu. Nic mnie już nie powstrzyma, zgładzę Iron Mana i Księżną Makluan. Będę najpotężniejszy na całym świecie, wprowadzę nową monarchię, wszyscy będą mi posłuszni, a każdy kto mi się sprzeciwi zginie marnie. Ale opanowanie świata mi nie wystarczy, opanuję także wszechświaty, upadłe anioły i wszystkie inne demony staną się moimi sługami. Mam trzy pierścienie i ta cała księżna też, chyba, że zdobyła ich już więcej, ale to i tak nic nie zmienia, bo je odzyskam. Szedłem przez szesnasty wymiar, wymiar Miasto Kości, naprawdę ohydne miejsce, nie dość, że śmierdzi śmiercią to na każdym kroku pod moimi nogami chrupią kości, a nie spałem już przez sześć dni i padam z nóg, ale nie poddam się zmęczeniu, ja muszę wypełnić przeznaczenie.

>>>>.....<<<<<

Koniec rozdziału 22. Mam nadzieję, że was nie nudzę i czekam na komentarze pod postem :).

Kolejny post w czwartek :)

Jak masz pytanie to napisz w komentarzu lub wyślij email :)

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 21 : Zrobię wszystko




~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Znów siedziałem w sali Pepper myśląc o tym czy w jej przypadku nie wystąpi tak samo jak w przypadku Arthura, gdy byłem już blisko rozwiązania, dlaczego uprząż energetyczna zmieniła jego strukturę, nastąpiły nie spodziewane komplikacje i teraz musiałem uważać by nie popełnić tego samego błędu, dziewczyna jest dla mnie zbyt ważna. Siedziałem na krześle najpierw próbowałem na telefonie zapisywać ważne informacje, muszę jak najszybciej rozgryźć te zagadkę. Poczułem lekkie zmęczenie i oparłem ręce o brzeg łóżka, a na nich ułożyłem głowę po czym zasnąłem. Następnego dnia obudziła mnie pielęgniarka, która przyszła podać jakieś leki Pepper i zmienić kroplówkę. Po czym wyszła, a ja rozciągnąłem obolałe kości. Postanowiłem obudzić rudą, być może będzie na mnie zła, ale musimy się jak najszybciej dostać na helikarier im szybciej, tym lepiej.



Tony: Pepper pobudka, musimy gdzieś iść i to szybko



Pepper: Ok, dobra już wstaję, a co to takiego ?



Tony: Wrócę od Anny i wszystko ci wytłumaczę. Tylko mi zaufaj



Pepper: Przecież wiesz, że ci ufam



Tony: To się ubieraj, a ja zaraz wracam 



Wybiegłem z sali i czym prędzej zmierzałem do gabinetu lekarki, Musiałem chwilę zaczekać, gdyż z tego co mi powiedziała jedna z dyżurnych poszła sprawdzić stan jakiegoś dziecka, które przejechało w nocy karetką. Po kilku minutach już siedziałem w jej gabinecie i czekałem jak skończy wypisywać wypis. W nocy jeszcze napisałem esemesa, żeby Rhody "podrzucił" mi auto jak na zamówienie, auto czekało na parkingu, a Rhody powiedział, że ma jeszcze coś do załatwienia przed balem Halloweenowym , on ewidentnie coś przede mną ukrywa, ale dobrze, że mam auto. Wróciłem po Pepper, która była już gotowa. Zanieśliśmy wypis i mogliśmy jechać, oczywiście do zbrojowni, bo moje auto nie umie latać.



Pepper: No to o co chodzi ?



Tony: Rozmawiałem z doktor Anną o twoich wynikach, pierścienie cię zatruwają cię palladem, a ja postaram się to powstrzymać. Oczywiście będziesz mogła używać pierścieni, ale nie będą wywierać już tak dużego wpływu na twój organizm.



Pepper: A jak ci się to nie uda ?



Tony: Raz już byłem blisko odkrycia, ale pewien osobnik mi przeszkodził i wszystko poszło w kąt, ale ciebie "wyleczę" za wszelką cenę



Pepper: Tony, ale ja się zaczynam bać



Tony: Nie masz czego, nic ci przy mnie nie grozi



Dojechaliśmy do zbrojowni by za chwile polecieć na helikarier. Otworzyłem jej drzwi by wyszła, a z tyłu wziąłem jej torbę z rzeczami i poszliśmy do środka zbrojowni. Wpisałem kod dostępu i przywitał nas dobrze znany widok, podszedłem do komputera i wybrałem zbroję Mark I, gdy zjechała na dół ubrałem ją i spytałem Pepper, czy jest gotowa w odpowiedzi usłyszałem "chyba tak" podeszła do mnie, a ja wziąłem ją na ręce i wylecieliśmy ze zbrojowni, a po kilku minutach byliśmy na helikarierze, gdzie "przywitała" nas agentka Hill, która za zadanie miała zaprowadzić nas do Furego, a on z nami do skrzydła medycznego. Doszliśmy do miejsca gdzie czekał na nas Fury, jego twarz jak zwykle nie wyrażała żadnych emocji.



Fury: Witaj Stark, wiesz, że w tym na co ci pozwalam strasznie narażam się komisji



Tony: Wiem i bardzo dziękuję za to, że mi na to pozwoliłeś. A oto właśnie Pepper, wam znana jako księżna



Fury: Nie zmniernie miło poznać, a co dokładnie jest nie tak



Pepper: Mi też miło, zawsze marzyłam by poznać pana. A co do mnie to ja sama nie wiem co ze mną



Tony: Chodzi o pallad, który wchodzi w skład pierścieni i zatruwa organizm, musimy to czym wcześniej zneutralizować, bo w gorszym wypadku możesz......umrzeć






Fury: Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo tylko ty możesz powstrzymać Mandaryna



Pepper: A jeśli mi się nie uda, przecież jest Iron Man



Tony: Ale na razie Mandaryn jest ode mnie silniejszy i staje się taki z każdym jednym pierścieniem



Pepper: Właśnie, mogę cię na chwilę, co z tym pierścieniem ?



Tony: Spokojnie mam go, jak przyleciałem pytać Furego o zgodę od razu poleciałem po pierścień



Pepper: To dobrze czyli mamy trzy pierścienie, a Mandaryn



Tony: Też trzy, bo stracił pierścień teleportacji



Pepper: Czyli mamy teleportacji, generacji i wskrzeszania



Fury: Dobra Stark pogadacie przy romantycznej kolacji, a teraz chodźcie



Szliśmy za Furym do skrzydła medycznego, znów dostałem mnóstwo zasad co mi można, a czego nie, jakbym tego nie wiedział z poprzedniej wizyty. Dostałem do dyspozycji całe skrzydło, ale tym razem nie otaczali nas agenci, uzbrojeni po uszy, nikt praktycznie nas nie pilnował, oprócz kilku agentów za drzwiami by nikt tu nie wchodził, oraz kamer, których i tak pewnie nie sprawdza.



Tony: No to zaraz możemy zaczynać, nie martw się



Pepper: Ok, ale jeśli coś pójdzie nie tak ?



Tony: Pepper wszystko będzie dobrze, ja wiem co robię



Pepper: Dobra wierze ci, a teraz z innej beczki pytanie. Jak podczas tego wszystkiego z pierścieniami oszaleje ?



Tony: Nie oszalejesz, w końcu jesteś po tej dobrej stronie, chyba tak



Pepper: Hehe tak, ale obiecaj mi coś



Tony: Zależy co ?



Pepper: Jeśli oszaleje, zrób wszystko by ocalić świat, nie patrz na mnie. Zabierz mi pierścienie, odetnij ręce, a nawet zabij, ale ocal niewinnych. Nie patrz na to, że robisz mi krzywdę, po prostu to zrób



Tony: Nie zrobię tego, jesteś dla mnie ważna, znajdę inny sposób.



Pepper: A jeśli innego sposobu nie będzie ?



Tony: To postaram się je znaleźć



Pepper: Jesteś wspaniałym przyjacielem



Tony: Staram się, no to zaczynamy ?



Pepper: Jasne



Tony: Ok, to teraz przeskanuje twój organizm, musisz wejść do tej szklanej komory



Pepper: Nie wejdę tam, mam klaustrofobię



Tony: To potrwa chwilę, rozmawiaj z mną, a nawet nie zauważysz kiedy się skończy



Pepper: A jak to się zatnie i nie będę mogła się wydostać ?



Tony: Zrobię wszystko by cię stamtąd wydostać, mówiąc prościej rozwalę to



Weszła do środka, a ja włączyłem skaner. Po półtora minucie miałem wszystkie informacje o jej organizmie teraz tylko wystarczyło zmierzyć poziom palladu we krwi i znaleźć rozwiązanie, które wbrew pozorom może okazać się trudne. Byliśmy na herikarierze już kilka godzin, dochodziła już godzina piętnasta, poziom palladu w jej organizmie wynosił 19 %, a z każdym użyciem pierścienia zatrucie palladem wzrasta.  Więc musimy wziąć się za dalsze zwalczanie objawów. Pepper podeszła do miejsc gdzie było widać całą panoramę miasta, a na dworze robiło się już ciemno co oznaczało, że niedługo impreza Halloweenowa się zacznie, ciekawe c tam u Rhodyego. Pomyślałem by na razie objawy neutralizować chlorofilem, ale to na długo nie wystarczy, ponieważ objawy mogą dalej dawać o sobie znać. Przygotowałem "pyszny" sok chlorofilowy i podałem jej do picia.



Tony: Nie za dobre, ale pomaga



Pepper: Co to jest ?



Tony:  Chlorofil, pomoże zniwelować objawy zatrucia palladem



Pepper: Fuj. Którą mamy godzinę ?



Tony: Dochodzi w  pół do dziewiątej, a co ?



Pepper: Bal się rozkręca, a Rhodey świetnie się z Olivią bawi



Tony: Skąd o tym wiesz ?



Pepper: Widziałam to. Kolejna moc makluan się odblokowała  



Tony: Mam się zacząć bać ?! Hahaha



Pepper: Spokojnie, na razie za dużo z tą mocą nie umiem zrobić. A nie wolał byś być na imprezie niż tu ze mną



Tony: A ty chciałabyś być na tej imprezie ?!



Pepper: Od dawna na żadnej nie byłam więc tak



Tony: No to zrobimy ją tu, na herikarierze



Wziąłem telefon, do którego podłączałem słuchawki podałem jej jedną prosząc do tańca. W słuchawkach leciała piosenka "What you mean to me"  , a my bujaliśmy się wtuleni do siebie w jej rytm i w jednej chwili zdobyłem się na odwagę by jej to powiedzieć.



Tony:Pepper, chciałbym ci powiedzieć, że zależy mi na tobie i to bardzo



Pepper: Ooo, Tony to bardzo miłe, też mi na tobie zależy i nie chciałabym cię stracić



Tony: I chciałbym ci powiedzieć, że cię kocham



Nie odpowiedziała mi nic na to tylko cmoknęła mnie w policzek i bardziej we mnie wtuliła i tak nam upłynęła reszta wieczoru tańcząc i wygłupiając się do różnych piosenek, ale w mich myślach zostanie tylko taniec do tej pierwszej, bo wyraża wszystko co czuję do Pepper. Gdy dochodziła już pierwsza w nocy zaczęliśmy odczuć zmęczenie i usnęliśmy na wielkim, skurzanym fotelu. Przykryłem nas kocem i mogliśmy w spokoju spać, czułem od niej ciepło, którego dawno nie czułem, a w serce jak by zabiło, miałem teraz wrażenie, że moje serce bije od teraz tylko dla niej.



>>>>.....<<<<



Witam po przerwie, mi mniejszym oświadczam, że blok jest odwieszony i wraca do życia z podwójną siłą. Pewnie zauważyliście, że wygląd bloga się zmienił, a co najważniejsze mam nadzieje, że się podoba. Czekam na wasze komentarze co do notki i do zobaczenia w krotce :). Martuśka wita was z powrotem i mam nadzieje, że was nowym notkami nie zanudzę. Pamiętajcie każdy kom jest dla mnie ważny, nawet anonimowy, więc napisz, a jeśli chcesz coś wiedzieć prywatnie napisz e-mail :)


wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 20 : Plan niby idealny, ale nie

~~~~Perspektywa Whitney~~~~
Kilka godzin przed atakiem Virgila



Długo myślałam nad planem zemsty na tym rudzielcu, a tu taka niespodzianka, jej ojciec ma wypadek i trafia do szpitala. Biedna Pepper zostanie sierotką i już nikt jej nie obroni przede mną, będę mogła w spokoju się jej pozbyć i Tony znów będzie należał do mnie, tylko do mnie i nikt już nigdy mi go nie odbierze. Z szuflady biurka wygrzebałam maskę, a z szafy wyciągnęłam swój czarny kombinezon. Poczekam tylko jak się ściemni i zakradnę się do Stark International, potrzebuję kilka rzeczy z sejfu Starka i laboratorium i mogę iść do szpitala. Mamy jesień więc około siedemnastej powinno się zacząć ściemniać, więc muszę wyruszyć. Było po siedemnastej wyszłam na dach swojego domu i sprawdzałam czy mam wszystko co mi potrzebne do wejścia do firmy. Biegłam po dachach, aż w końcu dotarłam. Przez lornetkę sprawdziłam czy teren przed firmą jest czysty. Przed budynkiem stało kilku ochroniarzy, chyba cza skorzystać z tylnego wejścia. Sunęłam się po ścianie na linie, do drzwi przyczepiłam pluskwę, która wysadziła zamek i mogłam wejść do środka. Sejf znajdował się na pierwszym piętrze, gdzie jest najwięcej ochrony, przez którą muszę się przedrzeć nie zauważona. Czyżby tu szedł nas kochany O' Brian, sługusek tatusia.



Whitney: Dzień dobry, a może raczej dobranoc



O' Brian: Co ty tu robisz ? Zaraz wezwę ochronę



Whitney: Raczej nie






  
Poraziłam go paralizatorem i padł, a ja przyjęłam jego formę. Szłam wzdłuż korytarza odsyłając gdzieś agentów  dając im fałszywy alarm, zostawiłam tylko tego co ma hasło do sejfu.



Whitney: Ty zostań i otwórz mi drzwi, pan Stane prosił bym mu przyniósł pewną rzecz



Ochroniarz: Już się robi panie O' Brian



Whitney: Dziękuję



Także potraktowałam go paralizatorem i wciągnęłam do środka. W środku znalazłam broń oraz jakiś latający dysk, po czym kierowałam się na piąte piętro do laboratorium tym razem zmieniając się w jakąś kobietę, która tam pracowała. Do kieszeni chowałam różne przydatne  ubstancję by przyrządzić substancję, która spowoduję zatrzymanie się serca. Znalazłam wszystkie potrzebne substancję. Wyszłam z laboratorium i z firmy, udało mi się. Ściągnęłam maskę, szłam w stronę domu by tam w spokoju sporządzić. Już prawie koniec, teraz tylko czekać by wszystko dobrze się złączyło. Po 22 tata wrócił z pracy. Jak zawszę nawet nie zwrócił na mnie uwagi, traktuję mnie jak powietrze, a jak już to tylko mnie poniża. Ja bardzo podziękuję za takiego ojca, jeszcze pożałuje, że tak mnie traktował. Nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha, a co dopiero przytulił. Schowałam szkatułkę z substancją pod łóżko. Rano jak tylko ojciec wyjdzie do pracy ja pójdę do szpitala na małe odwiedzinki do agenta Pottsa.



Następny dzień



Było po 4 leżałam w łóżku i słyszałam jak za ścianą wstaję mój ojciec. Koło 5 wyszedł z domu, jako szef bardzo szybko do niej wychodzi, ale to lepiej dla mnie. Ubrałam strój i wyciągnęłam z pod łóżka szkatułkę. Wyszłam przez okno zmierzając do szpitala, gdzie leży mój cel. Dotarłam tam w niecałe pół godziny zmieniając się w pielęgniarkę weszłam do środka. Na liście chorych znalazłam nazwisko i numer sali. Virgil Potts sala 201, o rudy szympans też tu jest, ale nim zajmę się kiedy indziej. Weszłam do jego sali mijając się z lekarką, która nic nie podejrzewała. Podeszłam do niego zmieniając się już w siebie.



Whitney: Haha, dzień dobry panie Potts, był pan cudownym agentem, ale na każdego przychodzi pora. Czasami za późno, czasami za wcześnie, ale teraz czas na pana



Virgil: Kim...kim ty... jesteś ? Czego chcesz ?



Whitney: Jestem twoim koszmarem, ostatnim co zobaczysz w swoim życiu, twoją śmiercią. Jestem Madam Mask i pragnę zemsty na pana córce, pragnę się pana pozbyć



Virgil: Nie waż się nawet jej tknąć



Whitney: Bo co mi zrobisz dziadziusiu ?



Do kroplówki wlałam zwartość flakonika ze szkatułki. Po czym wymknęłam się ze szpitala. Na szczęście nikt mi mnie nie zauważył, bo nikt ni wezwał ochrony. Weszłam na przeciwny dach by obserwować czy coś się dzieje. Po chwili przed szpital wyszedł Tony, a mi w głowie siedział widok mnie i jego już na zawszę.



Whitney: Już nie długo będziesz mój   



Tony wrócił z powrotem do szpitala, a ja do domu, muszę obmyślić plan co dalej. Teraz muszę odsunąć Starka od Potts i zadać jej ból, będę powoli ją męczyć, dręczyć aż po woli z bólu skona.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Nie wiedziałam co się dzieje, nie mogłam pozbierać myśli. Siedzę z Tonym w sali, przychodzi do nas lekarka i mówi, że z tatą jest już wszystko dobrze, a gdy idę do niego dostaje jakiegoś ataku, nie wiadomo skąd późnij go inkubują, a ja znów czuję ten strach, znów jestem w klatce. Nie mam wyjścia, znów zaczynam płakać, czuje się bez silna, nie mogę nic zrobić. Siedzę teraz na korytarzu, a obok mnie Tony trzymający moją dłoń w akcie, że jest przy mnie i wspiera mnie. Po kilku minutach z sali wyszła doktor Anna, a za nią Ho. Razem z Tonym podeszłam do lekarzy by dowiedzieć się co z tatą.



Anna: Pepper, spokojnie oddychaj



Pepper: Jak mam być spokojna skoro nie wiem co z moim ojcem !!



Dr. Yinsen: Możesz być spokojna, z twoim tatą jest już wszystko dobrze. Za niedługo może opuścić już szpital



Tony: Widzisz Pepper już wszystko w porządku. Chodźmy może napić się herbaty, co ty na to ?



Pepper: Yhym..



Dr. Yinsen: Anthony co ty tu robisz ? Myślałem, że jak tylko dostałeś wypis od razu stąd wyszłeś



Tony: Ale teraz bardziej potrzebny jestem tutaj



Anna: Nawet nie wiesz jak bardzo



Poszliśmy z Tonym do barku i po raz kolejny kupił mi herbatę. Przynajmniej w tym wszystkim mam przyjaciela, na którym mogę zawsze polegać, ale jak znając życie ściągnę na niego wszelkie nieszczęście. Siadłam przy stoliku, a Tony podał mi kubeczek z herbatą w sumie to nie miałam na nic ochoty. Skrzyżowałam ręce na piersiach i wpatrywałam się w kubek z herbatą i rozmyślając co sę dzieje.



Tony: No to słucham



Pepper: Co ?



Tony: No słucham co cię gryzie ?



Pepper: Mnie ? Nic, nic takiego



Tony: Właśnie widzę



Pepper: Dlaczego tu jesteś ? Czemu mnie wspierasz ?



Tony: Jestem tu, bo jesteś moją przyjaciółką i zostanę z tobą do puki stąd nie wyjdziesz



Pepper: Nie zostaniesz, mówisz tak tylko by mnie pocieszyć. Takie coś jak przyjaźń w moim przypadku nie istnieje. Przekonałam się o tym już nie raz, tylko czekali aż się potchne by tylko mnie dobić !



Tony: Spokojnie Pepper, jestem przy tobie i będę do puki będę mógł



Pepper: Czyli przez chwilę. A gdzie Rhodyego zgubiłeś ?!



Tony: Właśnie w tej chwil czeka bez sensu czeka na mnie w zbrojowni, bo ja tracę tu czas by ciebie wspierać !!! A ty masz to wszystko w nosie !!



Pepper: To na co jeszcze czekasz idź do niego, idź do tej swojej puszki !!



Tony: No to idę



Tony wstał z krzesła przewracając je na podłogę, a mi do oczu cisnęły się łzy. Może źle zrobiłam wrzeszcząc na niego. Nie wytrzymałam łzy postanowiły wyjść, a ja postanowiłam dogonić Tonego i go przeprosić. Wstałam z miejsca, miałam gdzieś, że byłam w koszuli szpitalnej, miałam gdzieś, że jestem na boso, miałam gdzieś że na dworze padał deszcz i było zimno. Wybiegłam z szpitala by dogonić Tonego był już na końcu wjazdu do szpitala. Biegłam co sił w nogach i wołałam go. Odwrócił się, a ja rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.









 
Pepper: Tony ja cię przepraszam, ty byłeś cały czas przy mnie, a ja...



Tony: Nie Pepper to ja przepraszam nie potrzebnie się uniosłem. Przeżywasz teraz ciężkie chwile, a ja na siłę staram ci się pomóc, gdy ty potrzebujesz spokoju. Ja już lepiej pójdę



Pepper: A jeżeli ja nie chcę, żebyś poszedł, albo ja chcę iść z tobą



Tony: No to zostanę z tobą, bo wątpię by cię wypuścili. A teraz wracajmy, bo się rozchorujesz



Wróciliśmy do szpitala, jak ja nienawidzę takich miejsc. Byłam tam kilka minut, a zmokłam do suchej nitki Tony miał kurtkę więc tak nie zmókł, wróciliśmy do mojej sali. Było mi strasznie zimno, więc pierwsze co zrobiłam to przebrałam się w suche ubrania i wskoczyłam pod kołdrę, Tony chciał usiąść na krześle, ale ja wskazałam mu miejsce koło siebie, posłuchał mnie i położył się koło mnie. Nie wiem czy tak zachowują się przyjaciele, ale tak czułam się lepiej. Leżałam, a szczęka sama mi latała.



Tony: Zimno ci



Pepper: No może troszeczkę



Tony: To nie było pytanie tylko stwierdzenie. Przytul się do mnie. Ja nie gryzę



Pepper: Ale czy tak się zachowują przyjaciele ?



Tony: Ale ty zimna jesteś. A co masz na myśli ?



Pepper: No leżą razem w łóżku, przytulają się w nim, spędzają  ze sobą tyle czasu



Tony: Myślę, że tak właśnie zachowują się  przyjaciele



Pepper: A z kim idziesz na bal Halloweenowy ?



Tony: Sam, a chciałem iść z tobą



Pepper: Na serio ? Ale ja już obiecałam Genowi, że z nim pójdę






Tony: Pepper ja muszę ci coś powiedzieć i to bardzo ważnego, ale nie gniewaj się na mnie



Pepper: No okej, obiecuję że nie będę na ciebie zła



Tony: Bo tak na prawdę Gene jest Mandarynem



Pepper: Teraz żartujesz sobie ze mnie. Wysłałam jednego ze swoich przyjaciół gdzieś do jakiegoś wymiaru. Więc jaszczur miał racje, żebym nie ufała starym przyjaciołom.



Tony: Przykro mi, ale to czysta prawda. Możesz mi uwierzyć, albo nie, ale ja też się z nim przyjaźniłem, uważałem za najlepszego przyjaciela tuż po Rhodym, a on wbił mi nóż w plecy



Pepper: To nie Gene, którego znam, a znam go od małego. Prawdę mówiąc to razem się wychowaliśmy, nasze matki się przyjaźniły, ale Zang i mój ojciec nie przepadali za sobą, więc po śmierci mojej mamy tylko ja trzymałam się z Genem, był zawsze obok gdy mi dokuczali, wspierał mnie najbardziej po śmieci mamy i w każdej innej sytuacji. Jednym słowem był dla mnie jak brat.



Tony: Ten Gene już dawno umarł. Teraz jest Gene zaślepiony władzą przejęcia pierścieni, gotowy posunąć się do najgorszego świństwa.



Pepper: Dzięki za ostrzeżenie



Tony: Ej, nie smuć się. Będzie dobrze



Pepper: Teraz już wiem, bo jesteś tu



Tony: I będę zawsze, gdy będziesz mnie potrzebować



Pepper: Dziękuje.           Za wszystko



Tony: Oglądamy coś ?



Pepper: Jak zauważyłeś nie ma tu telewizora



Tony: Wiem, ale ja mam telefon, a w nim wszystko



Pepper: No to oglądamy



Tony włączył jakiś film, w który się wciągnęłam. Był na prawdę fajny, ale co dobre to się szybko kończy, było już koło północy, a mnie oczy prawie same się zamykałam, poczułam, że Tony wstaję , a gdy spytałam gdzie idzie odpowiedział, że do toalety i, że zaraz wraca. Niestety nie wiem czy wrócił, bo zasnęłam.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Wyszedłem do toalety, a gdy wróciłem Pepper już spała, przykryłem ją kołdrą i wyłączyłem telefon. Siedziałem obok jej łóżka i patrzyłem jak śpi, może ja faktycznie ją kocham ? Jak jest przy mnie to czuję się inaczej, nie umiem tego określić te uczucie, gdy ją pierwszy raz zobaczyłem, gdy mnie dotknie czuję się spokojniejszy. Gdy tak myślałem do sali weszła pielęgniarka. Pokazałem jej by była cicho, a ona tylko uśmiechnęła się i ostrożnie zamknęła drzwi. A mi si przypomniała rozmowa z doktor Anną, chyba pójdę z nią pogadać. Kierowałem się do jej gabinetu, ostrożnie zapukałem, bo nie chciałem jej przeszkadzać. Podziwiam lekarzy jak tak długo muszą tu siedzieć.



Anna: Proszę



Tony: Dobry wieczór, ja chciałbym porozmawiać o Pepper



Anna: O Anthony, siadaj. A co tam u niej ?



 Tony: Zasnęła, a  chciałbym się dowiedzieć czemu tak jest



Anna: Po tym jak dowiedziałam się o tej Makluańskiej krwi zrobiłam szczegółowe badania. I tu nie chodzi  o samom krew, ale to do czego jest potrzebna, czyli do uaktywnienia tych całych pierścieni. Pepper po prostu nie jest przygotowana na ich moc. Gdy uruchomi się cykl komórki krwi bardziej się uaktywniają, przez co robi się słabsza, a stres tylko to potęguje



Tony: A można coś z tym zrobić ?



Anna: Niestety nie. Nie wyczyścimy jej organizmu, ale możemy to zniwelować, czyli będzie używać pierścieni, ale nie będą tak na nią wpływać, ale tu jest kolejny problem






Tony: Jaki ?



 Anna: Nie wiem jak to zrobić



Tony: Mogę zobaczyć wyniki ?



Anna: Proszę bardzo



Tony: Jestem pewien, że ja już kiedyś wdziałem. Tak ja już na pewno to widziałem



Anna: Ale, jak ? Wiesz co czeba  zrobić ?



Tony: Tak wiem, ale muszę coś załatwić, a pani musi mi zaufać



Anna: Dobrze, postaram się



Wyszedłem z gabinetu lekarki i czym prędzej  musiałem dostać się do zbrojowni, gdyż takie coś widziałem tylko u jednej osoby, tak u Living Laser też takie miał. Czas złożyć wizytę T.A.R.C.Z.Y. a raczej Furemu. Muszę go poprosić o pozwolenie korzystania z tych  urządzeń co wtedy jak badałem Arthura. Ubrałem zbroje i wyleciałem na helikarier. Dostałem się do środka i poprosiłem o spotkanie z Nickiem. Wszedłem do bazy głównej, już czekał na mnie Fury



Fury: Co cię do mnie sprowadza Stark ?



Tony: Pamiętasz jak pomagałem Arthurowi Parxowi jak przez uprząż jego organizm był zatruty ?



Fury: No kojarzę, ale co to ma do rzeczy ?


Tony: Pewnie już wiesz, że pojawiła się mieście konkurentka Mandaryna



Fury: Tak przy okazji wysyłając go w inny wymiar



Tony: To moja przyjaciółka ona potrzebuję pomocy, bo inaczej umrze



Fury: I zapewne chcesz prosić o sprzęt badawczy

 
Tony: Tak. Proszę tylko ona będzie potrafiła je zniszczyć



Fury: Ale jak nabałaganisz to będziesz sprzątać



Tony: Dziękuję



Widziałem, że wahał się codo podjęcia decyzji, ale zgodził się. Wróciłem do szpitala by o wszystkim powiadomić lekarkę i do Pepper.  Powiedziała tylko bym przyszedł z nią jutro po wypis. Muszę rano o wszystkim ją powiadomić i jak najszybciej dostać się z nią na helikrier.



>>>>.......<<<<



Koniec rozdziału
Postaram się dodawać regularnie, czyli wtorki, czwartki, sobotę a nie raz w niedzielę