Muzyka

środa, 21 października 2015

Rozdział 9 : Zakupy


~~~~Perspektywa Pepper ~~~~


Gdy już Iron Man odleciał i wypomniałam  sobie, że nie zrobiłam tego co chciałam odwróciłam się i rozglądałam po salonie, było po 5 rano, a ja nie wiedziałam co z sobą zrobić. Ciocia Angela jeszcze spała, więc ja poszłam do kuchni, zrobić sobie śniadanie, bo zaczęło burczeć mi w brzuchu. W szafce znalazłam swoje wczorajszo kupione mussli, wsypałam do miski i zalałam mlekiem . Odłożyłam wszystko na miejsce po czym wróciłam do salonu i włączyłam telewizor, zaczęłam przeszukiwać kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego i trafiłam na " Harrego Pottera " leciały po kolei wszystkie czesci, akurat udało mi się na pierwszą " Kamień Filozoficzny ". Oglądałam zaciekawiona i pałaszowałam mussli. W przerwie na reklamy zaniosłam miskę do zmywarki, po czym zauważyła, że ciocia wstała, a teraz stała w drzwiach.



Angela:   Widzę, że jednak mężczyźni umieją wychowywać dobrze dziecidzieci

Pepper: O ! Ciocia obudziłam cię ? Jak tak to przepraszam

Angela: Nie, nie obudziłaś. To ja też zjem i jedziemy do księgarni i centrum handlowego na małe zakupy

Pepper: Tak szybko ? Dopiero 8:30

Angela: No co szkoda dnia

Moją ciocia zjadła śniadanie, po czym ubrałyśmy  się. Ja ubrałam czrne leginsy, czarną podkoszulkę, a na to zarzuciłam mój przy duży biały sweterek-to chyba moje najlepsze ciuchy. Ciocia Angela jak zwykle wygląda świetnie, białą luźną koszulę z ćwiekami na kołnierzu wsadzone w miętowe rurki, a do tego wszystkiego szpilki w kolorze spodni, jednak ja wolę moje trampki. Wyszłyśmy z domu i zmierzałyśmy ku windzie, gdy ciotka przeszukując torebkę w poszukiwaniu kluczy, które zostały na szafce. Ciocia wróciła po nie po czym zjechałyśmy na parter i wsiadłyśmy do samochodu. Jechaliśmy do księgarni. Miałam już wszystkie książki, teraz tylko po zeszyty. Najlepiej do marketu.

Pepper: To do marketu ?

Angela: Nie do Empika. To jest NY muszę cię wyposażyć w najlepsze rzeczy

Pepper: A tatę na to stać. Za dłużej wypłaty to on nie ma

Angela: Pep, spokojnie. Wszystko pod kontrolą

Po 20 minutach wyszłyśmy z empika. Miałam zeszyty najlepszej jakości, piurnik, długopis, zakreślacze BIG i korektor. Zmierzałyśmy w stronę centrum handlowego by kupić mi nowe ubrania, które będą z pewnością lepsze od tych co mam teraz. Minęły 2 godziny od kond tu jesteśmy, ja cała opakowana torbami, a ciocia non stop przynosi mi jakieś ciuchy, które mam mierzyć i jak pasują mam brać. Zwiedziłyśmy wszystkie sklepy i z dosłownie każdego wychodziłam z całą torbą. Wyszłyśmy z ostatniego sklepu i zjechałyśmy na podziemny parking, wszystkie torby wrzuciłam do bagażnika i odjechałyśmy, po drodze ciocia wskoczyła jeszcze do spożywczaka po produkty na obiad.



Pepper: Ciociu możemy zajechać jeszcze do drogerii ?

Angela: Tak. Właśnie muszę kupić nową szminke, a ty czego potrzebujesz ??

Pepper: Dopełnić kosmetyczkę, bo jadę na rezerwach. Prawie wszystko już zużyłam i nie mam czym się malować. Nie potrzebuje dużo, bo mocno się nie maluje.

Angela: Okej. Dobra akurat po drodze jest fajna drogeria. Fajnie że się malujesz, ale czemu tak słabo ?

Pepper: Nie lubię mieć tony tapety na twarzy

Angela: Nie przesadzaj

Pepper: Ale ja nie przesadzam

Dojechałyśmy do drogerii. Znalazłam wszystkie potrzebne kosmetyki, czyli krem BB rozświetlający, nawilżający mam w domu , eyeliner, tusz do rzens oraz moją ulubioną truskawkową pomadke do ust z witaminami , niestety bardzo często mi pękają. Wpakowałam się do samochodu i odjechałyśmy do domu. Obładowana weszłam do " swojego" pokoju, rozpakowałam rzeczy do szkoły i ubrania , co było bez sensu bo jutro wieczorem wracam już do swojego domu. Wykończona wyszłam na balkon odpocząć. Myślałam o Iron Manię, chciałabym z nim pogadać. Czułam, że mogę mu zaufac, bardziej niż komuś innemu. Dziwne znam go przelotnie, ale chyba jak jest bohaterem to musi przecież być godnym zaufania. Po za tym chyba jesteśmy w tym samym wieku. Fajnie z jego strony, że zabrał mnie na małą " wycieczkę " po NY.

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Po tym jak odstawiłem ją z powrotem na balkon, z którego ją wziołem, normalnie niczym współczesna wersja Romeo i Juli tylko oni byli kochankami. Wróciłem do zbrojowni by naprawić zbroję. Dziewczyna jest bystra, tak jak przypuszczałem, bo szybko zorientowała się kim jest Iron Man, ale coś czuje, że mogę jej zwufać. Mam nadzieję, że spotkam ją w Akademii Jutra, bo jest blisko jej domu. Siedziałem w zbrojowni i ulepszałem zbroje, a mianowicie zwiększam moc repursorów. Stwierdziłem, że przyda się po ostatnim spotkaniu z Whiplashem, a i jeszcze zbroja zwiadowcza, gdyby taka akcja jak z Maggią się powtórzyła, co mam nadzieję, że nie, ale wierząc w ich możliwość, oprócz spiskowania z Tong i na padania właśnie na banki, no na nic więcej ich nie stać, brak, zero ambicji. Pod czas moich rozmyślań do zbrojowni wszedł Rhody

James: Co tym razem majsterkujesz ? Nie mow, że nową zbroję

Tony:Nie, naprawiam starą zbroję i zwiększa moc repursorów

James:Zwiadowczą ?! Tony ona nadaje się tylko na złom, czyli jak byś budował nową

Tony:Nie przesadzaj, w zbroi Mark 1 skończyłem już z repursorami, a w zwiadowczej nie ukrywam trochę pracy będzie, ale jak się streszcze to jeszcze dzisiaj skończe jestem w połowie

James: Tony wiesz, że nie możesz się tak przemęczać

Tony: Tak mamusiu. Wiem, ale to mnie odpręża

James: Odpręża cię ! Chyba, aż za bardzo, bo zqpominasz o ładowaniu implantu !

Tony:Dobra nie denerwuj się ! Bo miałem ci coś ważnego do powiedzenia, ale skoro wrzeszczysz już teraz to po tym na zawał zejdziesz !

James:Ok jestem już spokojny. Gadaj co nawywijałeś

Tony: Ja nic ! Ale ktoś jeszcze wie kim jest Iron Man, ale nie wie jak się nazywam

James: Co ? Jak to ? Nie wie kim jest Anthony Stark ?

Tony:No nie wie, ale wkrótce się przekona . Może nawet pokaże jej zbrojownię ?

James:Tony nie mów, że powiedziałeś to tej całej córce agenta FBI. Ile ty ją znasz ?

Tony: Sama się domyśliła, a po za tym ufam jej

James:  Jak cię wyda nie chcę mówić a nie mówiłem i pocieszsć cie, że sekret Iron Mana się wydał

Tony:Dramatyzujesz

Rhody wyszedł ze zbrojowni pewnie poczytać o czymś z historii, a ją wziąłem się za zbroję zwiadowczą może dodam jeszcze trochę uzbrojenia. To tak na wypadek gdyby ktoś mnie zaatakował. Szybko mi z leciały 4 godziny, ale skończyłem to chyba mój rekord. Podłączyłem implant do ładowania. Usiadłem na fotelu i znów moje myśli przeszły na rudą... Czemu cały czas o nie  myślę... Tony ogarni się... Może przelece się po mieszcie. Tak to jest myśl polece na patrol. Leciałem nad miastem, miałem nadzieję spotkać rudą i pogadać, ale nigdzie jej nie było, wróciłem do zbrojowni. Żadnych alarmów, no nic chyba pójdę się zdrzemnąć. Tak to jest myśl. Zablokowałem drzwi i poszedłem do domu. Byłem w swoim pokoju i ległem na łóżku po czym zasnąłem.

>>>>>.....<<<<<

Dziś rozdział trochę krótszy, ale myśle, że się spodoba. Jutro może pojawić się kontynuacja one shota więc zapraszam :)

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 8 : 2 dniowa przeprowadźka






~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Iron Man podrzucił mnie do domu i odleciał. To dziwne, ale chyba lubię metalową puszkę, która może nawet nie być człowiekiem. Świetnie Pep teraz jeszcze wystarczy, że zakolegujesz się z telewizorem i tosterem, będzie super. Oprócz tego zastanawiałam się kim był ten chłopak, który mnie z tam tond wydostał, Iron Man jest strasznie szybki ciekawe jak tak szybko go odstawił do domu ? Chyba, że ten chłopak jest Iron Manem.... Nie bzdury już plotę, chyba te porwanie już mi wali na głowę, rzeczywiście muszę odpocząć bo za 3 dni, licząc od jutra idę do szkoły. W trakcie moich rozmyśleń nad pytaniem "czy Iron Man jest człowiekiem i kim jest mój wybawca", zadzwonił tata i przekazał mi, żebym spakowała rzeczy na 2 dni, bo będę nocować u ciotki. Nawet się cieszę, bo dawno jej nie widziałam i bardzo ją lubię. Pamiętam jak byłam jeszcze mała i ciocia przyjechała do Orlando na urodziny mamy i upiekłyśmy pełno mufinek i ciastek z czekoladą. Poszłam do pokoju i zaczęłam pakować rzeczy, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, tata uprzedzał, że przyjedzie po mnie ciocia, ale że aż tak szybko. No nic zeszłam na dół i przez wizjer ujrzałam ciotkę. Otworzyłam jej drzwi, a ona weszła do środka z uśmiechem



Angela: Cześć skarbie, gotowa ?



Pepper: No nie do końca dopiero zaczęłam się pakować

Angela: Dobra to ja poczekam, a ty idź



Pepper: Zaraz wrócę



Angela: Może ci pomóc ?



Pepper: Nie. Poradzę sobie



Wbiegłam na górę, stanęłam przed szafą i zaczęłam przeglądać. Bosze jakie ja mam beznadziejne ubrania, ale ok poproszę jutro tatę o kasę na nowe. Wzięłam kilka koszulek, sweter, bluzę, piżamę i kilka par spodni. Pędem pognałam do łazienki po kosmetyczkę i wrzuciłam do walizki, dorzuciłam jeszcze ładowarki i laptopa. Zasunęłam zamki i razem z walizką zeszłam na dół. Ciocia uśmiechnęła się do mnie i wsadziła walizkę do bagażnika. Zamknęłam dom i usiadłam na miejscu pasażera obok cioci i ruszyliśmy do jej mieszkania w samym środku miasta. Angela nie ma męża, a to dziwne bo jest naprawdę ładna, ma super ciuchy w ogóle podoba mi się jej styl. Oparłam się o szybę i patrzyłam na mijane domy, budynki, sklepy, gdy naglę odezwała się ciocia



Angela: Nie martw się będzie dobrze. Jutro idziemy kupić ci książki i do centrum handlowego. Czeba jakoś wyglądać w pierwszym dniu szkoły



Pepper: Wiem, ale tato mówi, że wygląd się nie liczy tylko to co mamy w środku



Angela: Z charakterem się zgodzę, ale nie z wyglądem



Pepper: Heh. Nie nawiedzę swojego wyglądu



Angela: No coś ty Pep jesteś śliczna tylko muszę ci to pokazać



Ciocia uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam gest. Ja śliczna, chyba ciocia oczu nie ma, nie dość, że chuda jak kościotrup to na dodatek ruda. W starej szkole przezywali mnie od Marchewek po przez Papryczki i deski bo nie mam tak dużego biustu jak inne dziewczyny, ale ci co mnie w chociaż jakimś  stopniu mówili mi Pepper, bardzo przyzwyczaiłam się do tego przezwiska, więc często nie reaguję na imię Virginia. Dojechałyśmy na miejsce, ciocia chciała wziąć ode mnie walizkę, ale ja powiedziałam, że dam radę i weszłyśmy do windy po czym do mieszkania, było schludne i przytulne, ciotka pokazała mi tymczasowy mój pokój po czym poszła robić kolację. Chciałam jej pomóc, a ona powiedziała, żebym się rozpakowała, powiedziała mi też, że w sofie znajdę pościel, a na dnie szafy są poszewki. Pościeliłam sobie posłanie i poszłam do kuchni zobaczyć jak idzie cioci z kolacją, akurat kończyła układać kanapki na talerzu.  Podeszłam do blatu zalałam kubki z herbatą po czym skierowałyśmy się na kanapę do  salonu. Włączyłyśmy telewizor i zajadałyśmy kanapki. Po skończonej kolacji pomogłam pozmywać naczynia. Wróciłam do swojego tymczasowego pokoju, dorwałam się do laptopa i wyskoczyło, że Laura jest dostępna, ale czy to dobry pomysł by teraz do niej pisać, może jest zajęta i nie ma czasu. Od kiedy pamiętam Laura wszystko przekładała na wieczór i czasami nie mogła się wyrobić. Jutro na niej napisze jak tylko wkrótce z miasta.



~~~~Perspektywa Tonego ~~~~



Wyszedłem że zbrojowni blokując wszystko. W głębi duszy miałem nadzieję, że Roberta już śpi, albo nie będzie się pytać dlaczego uciekłem, ale chyba zgłupiałem, Roberta nigdy nie odpuszcza. To dziwne jestem Iron Manem prawie codziennie mam do czynienia z większym zagrożeniem, przed którym każdy tchórzy, a ja się z tym zmierzam, a boje się matki swojego kumpla. Czy oby ja jestem do końca zdrowy umysłowo, czy lepiej zgłosić się do psychiatry. Do mojego tymczasowego domu chciałem jak najdłużej nie wracać, ale to by tylko pogorszyło sprawę no cóż raz kozie śmierć jak to się mówi. Wszedłem do domu, ledwo zamknąłem drzwi, a w progu od salonu już stała pełna furii Roberta



Roberta: Anthony Edwardzie Starku gdzieś ty był i dlaczego uciekłeś w trakcie, gdy musieliśmy porozmawiać o ważnej sprawie, mając to na myśli mówię szkoła









Tony: Ja byłem się przejść musiałem coś przemyśleć, a tu nie mogłem się skupić






Pan Rhods: Kłamie !! To Tony powiedź jak facet, facetowi, która ci tak zakręciła w głowie. Czyż by chodzi o tą córkę Stena ?      



Tony: Z Whitney już dawno skończyłem, nawet nie wiem dlaczego z nią byłem......zaraz wiem... ale to moja sprawa. Ale chyba jest pewna osoba, która rzeczywiście zawróciła mi w głowie



Roberta: Czyli mam rozumieć, że ta cała akcja to tylko dlatego, że się zakochałeś ?



Tony: Ale ja się n.....






James: Tak mamo Tony się zakochał w dziewczynie, którą poznał przypadkiem. A teraz możemy iść chcę, żeby Tony pomógł mi fizyki, bo jutro mamy sprawdzian



Roberta: Dobrze odpuszczę ci ten jeden raz Tony, ale rozmowa o szkole i tak cię nie ominie



Tony: Dobrze rozumiem, to się już więcej nie powtórzy



Rhody szturchnął mnie łokciem dając znak, żebyśmy już poszli do swoich pokoi. Wchodziliśmy po schodach, a Roberta bezczynnie opadła na sofę i zaczęła rozmawiać o czymś z mężem. Jems poszedł do swojego pokoju, a ja do łazienki, umyć się i przebrać w piżamę. Wziąłem krótki prysznic po czym gotowy do spania wróciłem do swojego pokoju. Leżałem już w łóżku, gdy naglę przypomniała mi się akcja z Rhodym. Czym prędzej pognałem do jego pokoju



Tony: Co to miało być ?!



James: Ocaliłem ci tyłek



Tony: Zakochał się w przypadkowo poznanej dziewczynie   



James: Ale przynajmniej dała ci spokój



Tony: A jak będzie chciała ją poznać ??



James: To do tej pory jakąś znajdziesz



Tony: Ty nic nie rozumiesz !!



Zdenerwowany wyszedłem z jego pokoju czy on nie rozumie, że ja mam dosyć pustych lal, które tylko lecą na mój majątek i sławę. Jeżeli bym chciał mieć dziewczynę to na pewno taką, która pokochała by mnie takiego jakim jestem, a nie mój spadek po ojcu, żeby darzyła mnie prawdziwym, szczerym uczuciem, kochała za błędy, była ze mną mimo wszystko, ale czy taka istnieje, wątpię więc do końca życia będę sam ! . A z drugiej strony jest ta nowo poznana Virginia, jest ładna co z pewnością znaczy, że jest jak te inne, ale chciałbym dać jej szanse, bo wydaje się w porządku. Sam już pogubiłem się w swoich myślach. W głębi wieżę, że jest inna, ale przecież mogę się mylić dlatego chce ją poznać mam nadzieje, że nie okaże się tylko ładna. Po tych rozmowach, krótkich rozmowach ze mną jako Iron Manem mam wrażenie, że jest szczera i bystra kompletne przeciwieństwo Whitney, która okazała się fałszywą materialistką. Nie mogłem zasnąć cały czas myślałem o rudej, czy to możliwe, że ja naprawdę się zakochałem, nie ja nie chcę się zawieść, nie chcę cierpieć przez głupotę. Przecież to nie możliwe, gdybym mógł kochać nie zerwał bym z Whitney, ale ja do niej nic nie czułem, byłem z nią, bo nie chciałem zranić jej uczuć, które swoją drogą okazały się fałszywe. Budzę si po 3 w nocy i nie mogę zasnąć. Ubrałem spodnie i bluzę po czym wykradłem się do zbrojowni. Dochodziła 4 nad ranem i postanowiłem się przelecieć po mieście.



~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Zasnęłam późno, nie mogłam poukładać sobie w głowię dlaczego tata tak nagle odsyła mnie do ciotki, żeby mnie się pozbyć, czy żeby zaopiekowała się mną, bym nic głupiego nie zrobiła po tym porwaniu. Nie jestem aż tak głupia, mam silną psychikę i byle co jej nie złamię. Zasnęłam około godziny 2 w nocy i co ? i znowu ten sam sen, tylko tym razem widziałam twarz chłopca.... zaraz, zaraz czy to nie ten sam co wyrwał mnie z rąk Maggi, czemu bierze udział w moim śnie ? dlaczego w nim ginie ? Cały sen wydawał się taki sam poza szczegółem z chłopcem tym razem widzę jego śmierć. Chłopaka porywa wielki, czarny ptak ląduje z nim między innymi trupami, które tworzą okrąg, a jego ciało leży na samym środku. Co to ma być ? Ptak wydziera mu coś dziobem z klatki piersiowej, to coś świeci na niebiesko po czym gaśnie, ptak pazurami przecina mu brzuch po czym odlatuje. Podbiegam do niego on niewyraźnie wypowiada "Zawszę będę przy Tobie" po czym umiera i znów pojawia się czarna postać i mówi nie zrozumiale i celuje we mnie mieczem. Znów budzę się oblana zimnym potem i nie mogę zasnąć. Jest 4 nad ranem a ja nie mam co ze sobą zrobić więc po cichu wychodzę na balkon. Stoję jakieś niecałe 5 minut, gdy przede mną pojawia się Iron Man



Tony: Dzień dobry, a co to nie możemy spać ?



Pepper: Dzień dobry, a czy dobry to się okaże i tak nie mogę spać



Tony: To widzę, że nie jestem jedyny



Pepper: To dziwnie zabrzmi, ale czy ty w ogóle jesteś człowiekiem ?



Tony: W 100 procentach, a dlaczego się pytasz ?



Pepper: Odpowiedź jest jeszcze dziwniejsza



Tony: A więc słucham



Pepper: Chyba cię lubię, wydajesz się być spoko



Tony: To mi miło, mogę ci co pokazać ?



Pepper: No jasne



Blaszka wziął mnie w pasie i  odlecieliśmy, lecieliśmy nad miastem było jeszcze przed świtem. Miasto spało, a ja podziwiałam widok miasta z góry było piękne.



Pepper: Ale piękny widok



Tony: Zgadzam się jest cudowny, ale chce ci pokazać coś jeszcze lepszego



Wylądowaliśmy na pochodni "Statuy wolności" właśnie wschodził świt, słońce dopiero wyłaniało się za horyzontu. Nieziemski widok, podeszłam trochę bliżej, mimo, że miałam na sobie długi rękaw było mi zimno.



Tony: Zimno ci ?



Pepper: Troszkę, ale to nic. Tu jest tak pięknie ta chwila mogła by trwać wieczność



Tony: Zgadzam się, ale nie pozwolę ci się rozchorować. Chodź lecimy



Pepper: Okej. Mam jeszcze jedną sprawę, która mnie gryzie



Tony:  Tak ?



Pepper:  Bo wiesz wydaje mi się, że ten chłopak to ty



Tony: Co ?! Ja.... nie.... nie jestem...... tym chłopakiem



Pepper: Nie umiesz kłamać słychać to, ale nie martw się twój sekret jest bezpieczny nikomu ni powiem, masz moje uroczyste słowo



Tony: Dobra masz mnie ! Ale obiecujesz że nikomu nie powiesz?



Pepper:  Tak obiecuje, a nawet jeśli to nie mam komu



Tony: To do zobaczenia ?



Pepper: Do zobaczenia. Nie martw się milczę jak grób



Tony: Mam nadzieję, bo jak nie to zraz wezmę cię i zrzucę do wody



Pepper: Na serio ?



Tony: Nie przecież żartuję

Uśmiechnęłam się do niego zamykając balkon, a on odleciał. Mam nadzieję, że jeszcze go spotkam, może nawet chodzi do tej samej szkoły co ja mam iść. Zobaczymy, ale z tego wszystkiego zapomniałam zapytać się do jak ma na imię. Szlag by to, ale wkrótce się dowiem, przede mną nie ma tajemnic.            



>>>>>>>...........<<<<<<<<
Koniec rozdziału 8 mam nadzieję, że się spodoba.



One shot 1


~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Szykowałem się do wyjścia do szkoły Rhody, jak zwykle wyszedł przede mną. Wziąłem plecak i szedłem po Pepper, gdyż powiedziałem wczoraj, że po nią przyjdę. Pewnie znów będę musiał czekać z jakieś 10 minut na rudą, ale mnie to nie przeszkadza nawet to lubię, bo gdy ruda się śpieszy to się wnerwia, a gdy się wnerwia jest urocza. Tak w końcu mogę się przyznać, że jestem zakochany w Pep, ale boje się jej to wyznać, nie wiem jak zareaguje. Byłem już prawie w połowie drogi, gdy na mój telefon przyszło powiadomienie o alarmie w zbrojowni, ale na szczęście miałem przy sobie zbroje w plecaku. Wszedłem w jakąś uliczkę, gdzie nikogo nie było i założyłem zbroję. Nie wiedziałem gdzie dokładnie znajduje się zagrożenie, więc wzbiłem się w powietrze by to sprawdzić. Okazało się, że to niedaleko domu Pepper. Nakazałem zbroi, by połączyła mnie z nią

Tony: Hallo Pepper ? Gdzie jesteś ?

Pepper: Jeszcze w domu, a co ?

Tony: Mogła byś nie wychodzić przez chwilę ?

Pepper: Tony co się dzieję ?

Tony: Jakiś robot jest nie daleko twojego domu, ale zaraz to załatwię i będę u ciebie

Pepper: Dobrze, ale nie rozłączaj się chce wiedzieć co się dzieje

Tony: Ok

Byłem już przy tym robocie, gdy nagle koło niego pojawił się jakiś czerwony dym i usłyszałem

Randy: Bomba dymna

Tony: Co ninja nie wierze własnym oczom, co to ma być ?

Pepper: Na serio ninja. Woo chciała bym to zobaczyć

Tony: Co on robi ?

Pepper: Chyba robi ci konkurencje. Oj grubo, grubo !!

Tony: Pepper to nie jest śmieszne !

Pepper: Oj Tony nie przejmuj się i choć do mnie ten ninja na pewno sobie poradzi

Ten koleś w stroju ninji, był całkiem nie zły, ale musi poszukać sobie innego miasta do obrony, bo Nowy Jork ma już swojego bohatera, czyli mnie, Iron Mana. Oczom nie dowierzałem załatwił tego robota w zaledwie 5 minut. Stwierdziłem, że nic tu po mnie i poleciałem po Pep. Akurat wyszła przed dom. Podleciałem do niej

Tony: Gotowa do szkoły ?

Pepper: Chyba tak

Tony: To lecimy ?

Pepper: Zaraz, zaraz nie zdejmujesz zbroi ?

Tony: Wiesz do dzwonka jest zaledwie 10 minut chyba nie chcesz się spóźnić ?

Pepper: No ok lećmy już. Słyszałeś, że dziś ma dołączyć do nas jakiś nowy uczeń ?

Tony: Na serio ? Nie wiedziałem, wiesz kto to ?

Pepper: Nie za bardzo Wiem tylko, że nazywa się Randy Cunningham

Tony: Dziwne nazwisko, ciekawe skąd pochodzi ?

Pepper: Nom. Jak myślisz fajny będzie ? może zaprzyjaźnimy się z nim ?

Tony: Przekonamy się w szkole czy fajny, a na przyjaźń nie za szybko ?

Pepper: Przecież my też przyjaźnimy się od pierwszego dnia szkoły

Tony: To fakt, ale to nie to samo

Dolecieliśmy do szkoły, wylądowałem za budynkiem, żeby nikt nas nie zobaczył do początku lekcji zostało kilka minut, razem z Pepper, poszliśmy do szafek, zabrać jeszcze kilka, rzeczy na szczęście na pierwszej lekcji mieliśmy fizykę, strasznie mnie to cieszy, ale chyba tylko mnie bo ruda miała skwaszoną minę, gdy tylko usłyszała słowo fizyka. Moim żywiołem są nauki ścisłe, ale Pep se z nimi nie radzi. Chyba zaoferuje jej dzisiaj pomoc, bo sama nigdy tego nie zrobi. Pepper wyciągnęła z szafki fizykę i gdy ją zamykała zadzwonił dzwonek. Czym prędzej pognaliśmy pod sale, nauczyciel podał nam klucz, byśmy weszli i przygotowali do lekcji, a on zaraz przyjdzie. Pepper na tej lekcji siedziała z Emilią, a Rhody z Happym, więc ja musiałem siedzieć. Z jednej strony fajnie, bo nikt mi nie przeszkadza, ale nie mam się do kogo odezwać. Do klasy wszedł profesor Klain.

Prof. Klain: Dzień dobry klaso

Klasa: Dzień dobry profesorze

Prof. Klain: Mam zaszczyt przedstawić wam nowego ucznia. Przedstaw się chłopczę 

Randy: Hej jestem  Randy Cunningham i od dziś będę chodził z wami do klasy

Prof. Klain: Dobrze proszę siąść koło pana Starka

~~~~Perspektywa Randyego ~~~~

Dziś jest pierwszy mój pierwszy dzień w Akademii Jutra. Trafiłem na pierwszą lekcję, nauczyciel przedstawił manie klasie i kazał siąść koło chłopaka, który chyba coś malował, podszedłem do niego z uśmiechem

Randy: Cześć, jestem Randy mam nadzieje, że się zakolegujemy

Tony: OO cześć, sorry zamyśliłem się. Nazywam się Anthony Stark, ale mów mi Tony

Randy: Okej, Tony mam pytanie ?

Tony: Tak, słucham

Randy: Jak ma na imię ta ruda dziewczyna, tam przy oknie ?

Tony: To jest Pepper, moja przyjaciółka

Randy: Ładna jest..

Jeju Randy czy ty umiesz trzymać język za zębami ? Poznajesz gościa i od razu mówisz kto ci się spodobał. Od razu, gdy zobaczyłem tą rudą przyciągnął moją uwagę, jaka ona jest piękna. Siedziałem na lekcji myśląc o dziewczynie, którą nazywają Pepper, pierwszy raz chyba tak szybko się zauroczyłem. No cóż nie była brzydka, był ładna, co ja mówię ona jest zjawiskowa, nie powtarzalna, cudna.... Chyba się zatraciłem, bo profesor coś do mnie mówił, a ja nie wiem co ?

Randy: Mówił pan coś ?

Prof. Klain: Pytałem pana Cunningham, czy wie pan o co chodzi w trzeciej zasadzie dynamiki Newtona

Randy: No.. trochę. Przepraszam to mój pierwszy dzień po prostu muszę się przyzwyczaić

Prof. Klain: Dobra odpuszczę panu, ale to ma być mi ostatni raz !

Randy: Tak jest !

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Czy on właśni powiedział, że moja Pep jest ładna, co ? Nie żeby Pepper, nie była ładna, była śliczna. Nie dość, że mówi mi takie rzeczy to się na nią gapi.... Zaraz, zaraz Tony czy ty jesteś zazdrosny ? Przecież wy nawet nie jesteście razem... Ok, wdech i wydech. Zaraz lekcja się skończy. I jest jeszcze sprawa jego głos mam wrażenie, że już gdzieś go słyszałem.... A tak dziś rano, nie to nie możliwe, ale to by się zgadzało, najpierw pojawił się ninja, a teraz ten cały Randy. Z zamyśleni wyrwała mnie Pepper, bo lekcja już się skończyła, a ja nadal siedziałem w ławce, gdy wszyscy się pakowali.

Pepper: Halo ! Tony ! Słyszysz mnie !

Tony: YY... Tak, tak

Pepper: Zamyśliłeś się, lekcja już się skończyła. Idziesz ?

Randy: O hej, jestem Randy Cunningham

Pepper: Hej jestem Virginia Potts, ale mów mi Pepper. Idziesz z nami jak chcesz mogę cię oprowadzić po szkolę ?

Randy: Naprawdę. Dzięki yyy... wiesz gdzie jest szafa 132 ?

Pepper: OO... masz szafkę tuż obok nas ja mam 133, a Tony 134

Randy: Jak fajnie

Tony: No, to idziemy, czy będziecie tak stać i gadać

Pepper: No już już nie gorączkuj się już idziemy

Szliśmy w stronę naszych szafek , byłem lekko poddenerwowany, że Pepper nie zwraca na mnie uwagi tak jak  zawszę tylko na tego nowego.

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Ten nowy jest całkiem fajny i zabawny, a nawet przystojny. Zastanawiam się czy zostali byśmy przyjaciółmi. To może być nawet zabawnie, ale co się dzieje z Tonym, od rana, a raczej od momentu pojawienia się ninij i tego nowego. Chyba muszę z nim o tym pogadać

Pepper: Przepraszam Cię Randy, muszę pogadać z Tonym. Spotykamy się dzisiaj po szkolę ? Pójdziemy do kawiarni, wezmę ze sobą Tonego i Rhodyego. Co ty na to ?

Randy: No spoko

Pepper: Jak coś czekaj na nas przed szkłom

Randy: Spoko

Pomachałam mojemu nowo poznanemu koledze i poszłam w stronę Tonego, który stał oparty o ścianę

Pepper: Tony co się dzieję ?

Tony: To się dzieję, że ninja i ten nowy

Pepper: A co ci zrobił Randy?

Tony Nie zauważyłaś, że to ta sama osoba ?

Pepper: Na serio ? Na jakiej podstawie to stwierdzasz

Tony: Bo pojawili się w tym samym czasie

Pepper: A może ty jesteś zazdrosny ? 

Tony: Co ? ..... Ja ?..... nie... no może trochę

Pepper: Nie martw się nikt o Iron Manie nie zapomni

Tony: No nie do końca chodzi o to ja jestem zazdrosny no o <zaczął się jąkać>

Pepper: Czy ty jesteś zazdrosny o mnie ?

Tony: No chyba tak

Pepper: Oj Tony

Przytuliłam go by poczuł, że nie musi być o mnie zazdrosny, bo ja przecież potajemnie go kocham, na ale tego mu nie powiem. Zajmuje w moim sercu najważniejsze miejsce i nikt na jego miejsce nie wstąpi. Tony odwzajemnił uścisk

Pepper: Już dobrze

Tony: yhymm.... idziemy na dach ?

Pepper: A Randy może iść z nami?

Tony: Jak już musi

Pepper: Dziękuję, dziękuję !!

I tu zrobiłam co czego się nie spodziewałam, cmoknęłam Tonego w policzek i pierwszy raz zobaczyłam jak on pali buraka. No dobra niech się otrząśnie, a ja poszukam Randyego.

>>>>>>.......<<<<<<
Pierwszy one shot, jeśli się podoba skomentuj, a może pojawi się dalsza część :)
Jeszcze dziś może pojawić się kolejny rozdział :) czy prawniczka da się oszukać ? Czy Pep późną swojego wybawce bliżej? Przekonany się :)









niedziela, 18 października 2015

Rozdział 7: Tajemniczy wybawca



~~~~Perspektywa Virgila ~~~~

Wyszedłem z samochodu i zmierzałem w stronę szefa spytać się o kilka wolnych dni  i żeby zadzwonił do psychologa policyjnego, by po wszystkim porozmawiał z Virginią. Nie wiem czy będzie z nim chciała gadać, ale przyda to się jej. Właśnie w poniedziałek idzie do szkoły muszę zaopatrzyć ją w podręczniki, ale chyba najpierw jechać do jej szkoły po wykaż książek

Virgil:   Przepraszam pana mogli byśmy chwilę porozmawiać ?

Szef FBI: Jasne agencie Potts. Jak się trzymasz to musi być straszne ciężkie

Virgil: Jest dobrze, ale mógł by pan zadzwonić do psychologa bardzo by się przydał Virgini jak to się skończy

Szef FBI: Też o tym myślałem i miałem iść do ciebie i pytać czy się zgadzasz

Virgil: Tak wyrażam i jest jeszcze jedno

Szef FBI:  Słucham

Virgil: Mógłbym dostać kilka dni wolnego, chciałbym pobyć z córką

Szef FBI: Mając na myśli kilka czyli ?

Virgil: z 4 dni do poniedziałku

Szef FBI:  Virgil wiesz dobrze, że mamy napięty grafik najwyżej mogę dać ci 2 dni. Możesz wybrać jakie to będą, a sprawdzę czy będą pasować. Zgoda

Virgil: Zgoda mógł by pan sprawdzić niedziele i poniedziałek

Szef FBI: Już sprawdzam

Otworzył drzwi od samochodu i ze schowka wyjął swój dzienniczek. Kartkował kartki aż doszedł do niedzieli przeglądną zapiski i tak samo z poniedziałkiem. Po ponad 2 minutach odezwał się.

Szef FBI: No agencie Potts wygląda na to, że ma pan szczęście i mogę dać panu te dwa dni. W tych dniach są szkolenia, ale pan już wszystko wie, więc nie mam podstaw panu kazać tego powtarzać

Virgil: Dziękuje panu bardzo

Podziękowałem i odszedłem dalej by zadzwonić do mojej kuzynki z pytaniem czy przez te 2 dni posiedzi z Virginią by podtrzymać ją na duchu. Wybrałem numer Angeli, odebrała po trzech sygnałach.

Angela: Virgil, kuzynie witaj mogę w czymś pomóc?

Virgil: Tak, mogła byś się przez dwa dni zająć Virginią ?

Angela: Chodzi o te porwanie jako zakładniczki ?

Virgil: Tak. Nie chcę zostawiać jej samej, bo po prostu nie wiem jak sobie z tym poradzi

Angela: Jasne nie ma sprawy. Przywieź ją jutro rano jak będziesz jechać do pracy ja już nie śpię od 5, bo mam masę spraw do załatwienia. Teraz pracuje w domu mam w nim własny gabinet.
  
Virgil: Dziękuje

Angela: Nie ma sprawy. Zawszę do usług

Powiedziała ostatnie zdanie i rozłączyła się. Kamień spadł mi z serca, że nie muszę zostawiać jej samej sobie przez te 2 dni. Mam nadzieje, że Iron Man zaraz ją uwolni i będzie wszystko dobrze. Mijają godziny od kont Virginia tam jest, ale wiem także, że jeśli jest Iron Man wszystko jest dobrze. Jesteśmy tu tylko kilka dni, a on już nie raz minie o tym przekonał.

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Zaczyna się już ściemniać, a ja nie mam żadnego planu. Znaczy się mam, ale nie jestem pewny czy wypali jak należy. No cóż do odważnych świat należy. Muszę zadzwonić do Rhodyego przyda mi się jego pomoc.

Tony: Komputer ! połącz mnie z zbrojownią i Rhodym

< Nawiązuję połączenie ze zbrojownią. Proszę czekać >

Tony: Proszę Rhody bądź w zbrojowni i odbierz to

<Nawiązano połączenie ze zbrojownią>

Tony:  Jest ! Rhody jesteś tam ?

James: Jestem, jestem a gdzie niby mam być. Będziesz się tłumaczył mojej mamie, jest nieźle wkurzona

Tony: Jeżeli wyjdę z tego cało. A teraz słuchaj mnie uważnie mam plan jak wydostać z tam tond Virginię

James: No słucham cię

Tony: Więc mój plan jest taki skradnę się do środka, ale bez zbroi. I tu będziesz potrzebny mi ty, a mianowicie przejmiesz kontrole nad zbroją. Nie martw się będziemy cały czas w kontakcie

James: Twój pomysł jest idiotyczny !!

Tony: Wiem i dlatego może się udać

James: Ok, mam nadzieję że uda ci się to

Tony: Na pewno się uda

James: Czyli ty się tam skradasz, wyciągasz ją, a ja po co mam pilotować zbroją ?

Tony: Przecież nie może dowiedzieć się kim jest Iron Man, więc musisz go udawać, a mianowicie wyjdziemy na tył banku tylnym wyjściem.

James: Ok i co dalej

Tony:  Przylecisz tam lub będziesz czekać, zabierzesz szybko mnie i polecimy na dach i tu się kończy twoja rola, bo ubiorę zbroję i polecę po nią odstawiając ją do domu. I zawiadomię jej ojca

James: Nadal myślę, że to poroniony pomysł

Tony: Dobra zaczynamy. Przełączam na bezprzewodową słuchawkę i wchodzę. Życz mi szczęścia

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Członek Maggi: Mam nadzieję, że podobało ci się życie, bo już niedługo się z nim pożegnasz

Powiedział odwracając mnie w swoją stronę i śmiejąc się na cały głos

Pepper: Oj uwierz było wyśmienite

Powiedziałam z ironią w głosie a on zaczął się jeszcze bardziej śmiać i opowiadać plany co ma się ze mną stać. Spostrzegłam jakąś skradającą się osobę, która pokazywała, żebym była cicho.

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Wszedłem przez tylne drzwi do banku. Zdziwiłem się, że nikogo tu nie było, wszedłem w głąb i ukryłem się za rogiem, gdyż spostrzegłem jednego z członków Maggi, który szedł do sejfu. Podniosłem jakiś metalowy przedmiot, by się w razie czego obronić. Byłem nie daleko sejfu i słyszałem jego śmiech. Wszedłem i pokazałem dziewczynie, żeby była cicho. Powoi podchodziłem do mężczyzny, gdy byłem na tyle blisko i z całej siły uderzyłem go w łeb.

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Tajemnicza postać w końcu znikła mi z oczu. Członek Maggi był nade mną pochylony i gadał mi jakieś obleśne rzeczy do ucha, gdy nagle upadł na ziemie, a mnie pokazał się mój wybawca

Tony: Ciiii.... zaraz cię z tond wydostane tylko bądź cicho. Zgoda

Pepper: Okay. Co ty mu zrobiłeś ? Czy on nie żyje ? Wiesz co ci może za to grozić ? W ogóle co ty tu robisz ?

Tony: Ogłuszyłem go i jest nie przytomny, ale nic m nie będzie

Chłopak zaczął  rozwiązywać mi nogi i ręce, a ja nie wiedziałam co mam o tym sądzić. Czy zaufać mu skoro go nie znam ?. W ogóle mam do niego wiele pytań.

Tony: Chodź, idziemy

Wstałam z krzesła, a on złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia z sejfu. Sprawdził czy droga wolna, nikt nie stał nam na drodze do wyjścia. Chciałam wyjść głównym wyjściem, ale chłopak prowadził mnie w całkiem inną stronę w głąb banku. No jasne tylne wyjście. Zatrzymaliśmy się na rogu, bo ktoś szedł

Pepper: Kim ty jesteś ?

Tony: Twoim wybawcą, ciii... idzie ktoś

Koło nas przeszedł jeden z nich, na szczęście nas nie zauważył i pobiegliśmy dalej, aż do wyjścia

Pepper: Wytłumaczysz mi co tu się dzieje. Co ty tu robisz ? Skąd się tu wziąłeś?

Tony: Nie za dużo na raz tych pytań ?

Pepper: Nie

Tony: Przyszedłem cię uratować, niestety nie mam za dużo czasu więc poznamy się innym razem

Podleciał do nas Iron Man, ten to ma wyczucie czasu, akurat gdy wyszłam to się zjawia. Gdyby nie ten chłopak, nie wiem jak bym skończył. Bardzo zainteresował mnie mój wybawca, był nawet przystojny.... yyy Pep co ty wyprawiasz nawet go nie znasz i już się zakochujesz....skarciłam się w myślach. Nasz cudowny blaszak postanowił się odezwać

James: Hej widzę, że jesteś cała i zdrowa policja i FBI już wiedzą, że już jesteś bezpieczna

Pepper: Jak widać tak       

James: To może ja was odstawie do domu

Tony :Był bym bardzo wdzięczny

Iron Man wziął chłopaka i polecieli, a ja co mam robić ? Chyba zaczekam, może wróci po mnie. Długo nie czekałam.

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Na dachu włożyłem zbroję i zleciałem po dziewczynę, by odstawić ją do domu. na szczęście stała tam, a policja i FBI zajęli się Maggią. Wziąłem dziewczynę na ręce. "Boże jaka ona lekka, ona w ogóle coś je czy żyje powietrzem''. Leciałem nad miastem i patrzyłem w jej oczy, były duże i piękne. To dziwnie zabrzmi nie dawno zerwałem z Whitney, a już myślę o innej. Tony ogarnij się

Pepper: Kim był tamten chłopak ?

Tony: YYY... Synem mojego starego przyjaciela, nie miałem pomysłu, a on zaoferował swoją pomoc

Pepper: A ty nie mogłeś tego zrobić ?

Tony: Jeżeli ja bym tam wszedł to, by mnie od razu usłyszeli i zrobili ci krzywdę. A w ogóle jak tam sukienka

Chciałem zmienić temat, bo czułem się nie zręcznie. Jak ją rozwiązywałem zauważyłem naszyjnik. Fajnie, że jej się spodobał

Pepper: Jest cudna dziękuję, ale wiesz, że nie musiałeś jej wcale kupować

Tony: Wiem, ale chciałem się zrewanżować za ten nie fortunny upadek 

Pepper: Hehheh nie ma to jak prezent przeprosinowy od samego Iron Mana. Dobra jesteśmy możesz mnie odstawić.

Tony: No miło się gadało mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pogadamy

Pepper: Oj  uwierz, że tak, bo bardzo często wpadam w kłopoty. To do zobaczenia

Tony: Do zobaczenia

Zniknęła w drzwiach, a ja poleciałem do zbrojowni nie mogąc przestać o niej myśleć. Chyba dołączy do naszej Akademii, bo bardzo chciałby ją poznać i zaprzyjaźnić się. Znaczy znam ją jako Iron Man, ale chciałbym ją poznać bliżej jako Tony Stark. Nim się spostrzegłem byłem już w zbrojowni. Nikogo nie było Rhody pewnie poszedł już do domu na kolację. Muszę wymyślić wymówkę dla Roberty....

sobota, 17 października 2015

Rozdział 6 : Nadzieja, matką wierzących

~~~~Perspektywa Tonego ~~~~

Coś działo się na mieście, na telefon przekierowany był alarm, że zbrojowni. Roberta zabroniła mi wychodzić z domu i siedziała ze mną, gdyż czekaliśmy na jej męża bo miał nam cos ważnego do przekazania, a przy najmniej tak uważał. Pan Rhods przyszedł po ponad godzinie i poszedł ze swoją żoną do kuchni ja korzystając z okazji wybiegłem z domu kierując się do zbrojowni. Sprawdziłem ci się dzieje okazało się, że Maggia napadła na bank i mają jakiegoś zakładnika. "Im to się chyba nigdy nie znudzi" pomyślałem, ubrałem zbroję wcześniej przesyłając dane i wyleciałem. Wokół budynku było pełno policji i agentów FBI wśród, których dostrzegłem agenta Pottsa. Podleciałem do Virgila dowiedzieć się co jest zgrane.

Tony: Panie Potts co tu się dzieje ?

Virgil: Maggia napadła na bank, mają Virginie i żadne negocjacje nie pomagają

Tony: Ile już to wszystko trwa ? Ile już pana córka siedzi ?

Virgil: Ponad godzinę. Proszę Iron Manie ratuj ją !

Tony: Na pewno będzie cała i zdrowa, obiecuję !

Virgil: Dziękuję

Podczas rozmowy z agentem Pottsem zastanawiałem się jak wciągnąć z tam tond Virginię. Jeżeli po prostu tam wejdę mogą jej coś zrobić, a zbroja maskująca nie jest w pełni sprawna. Myśl Tony, myśl co by tu zrobić w tej zbroi się nie skradnę, bo od razu usłyszą. Jak to zrobić ?

~~~~Perspektywa Pepper~~~~

Siedzę w tym durnym banku już ponad godzinę ci głupi zamachowcy nie chcą się zgadzać na żadną ugodę nawet na propozycję policji i FBI. Pół godziny wcześniej zaczęli coś knuć za mnie przyczepili jakimś sznurem do krzesła, ręce z tego uścisku normalnie mi odpadały nie wspomnę o kostkach, w ogóle krew do nich dopływa ? nie wiem czucie straciłam z jakieś 10 minut temu. Przywiązana do krzesła siedziałam w opustoszałym sejfie i czekałam na cud, który nie chciał nadejść. Wszyscy członkowie Maggi razem z Hrabią Neffarią weszli do kolejnego sejfu, by obmyślić plan. Świetnie nawet nie mam z kim pogadać. Wtedy usłyszałam czyjeś kroki, tylko kogo tu ciągnie chyba w 5 minut całego planu nie obmyślili. Chciałam spojrzeć kto to, ale był jeden problem do wejścia byłam odwrócona tyłem. Słyszałam, że osobnik jest coraz bliżej, chciałam zacząć krzyczeć lecz osobnik się odezwał.


~~~~Perspektywa Jamesa~~~~

Roberta: James! Gdzie wcięło Tonego !

James: Skąd mam wiedzieć, przecież wybiegł stąd jak poparzony. A teraz przepraszam muszę iść się przewietrzyć

Roberta: Dobrze, ale wróć szybko i jak byś widział się z Tonym każ mu szybko wracać

James: Dobrze

Wyszedłem z domu i pobiegłem w stronę zbrojowni by dowiedzieć się co było takiego ważnego, że Tony wybiegł z domu omal nie rozwalając drzwi. Wstukałem kod odblokowujący drzwi i podbiegłem do fotela, by obadać sprawę, okazało się, że na bank w mieście napadła Maggia, ale żeby Tony tak długo rozprawiał się z nimi. To nie możliwe, może w telewizji się coś dowiem. Włączyłem na komputerze wiadomości online i kliknąłem przekaz online

Prezenterka: Właśnie na bieżąco komentujemy wydarzenie napadu na bank w środkowym Manhattanie. Znana grupa przestępcza Maggia pod przewodnictwem Hrabi Neffari napadli na bank. Z tego co wiemy w środku mają zakładniczkę jest to córka agenta FBI Virgila Pottsa, dziewczyna nie wiedziała co ją czeka po prostu szła ulicą, gdy wyskoczył jeden zamaskowany członek Maggi i wciągnął do środka i nie wiadomo co się z nią dzieje. Niedawno pojawił si tu ron Man i chyba też nie bardzo wie co ma robić ? Czy Virginia Patrycja Potts przeżyje ten napad na bank ? Czy może już leży martwa w jednym z sejfów ? . Jeżeli chcecie wiedzieć wracamy po przerwie.

James: O Boże !! Tony musi ją uratować. Ona musi żyć, na pewno ją wyciągnie z tego cało

Prezenterka: Witamy po przerwie jesteśmy pod bankiem gdzie policja i FBI próbuje już od półtora godziny negocjować z zamachowcami, ale nie przynosi to żadnych skutków. Iron Man zniknął i nie wiadomo co się dzieję. Czy to się kiedyś skończy ? Chcieliśmy porozmawiać z ojcem Virgini, ale nie dopuścili nas do niego. Jedyne co nam pozostało to czekać na dalszy ciąg wydarzeń dla was mówiłam Angela Werting.

Tony musi wpaść na jakiś pomysł, gdybym nie wiedział, że jest geniuszem pomyślał bym, że życie tej dziewczyny jest już przeliczone. Tony Stark i Iron Man to ta sama osoba tak ? więc Rhody nie masz się co martwić będzie dobrze.

~~~~Perspektywa Virgila~~~~

Jestem kłębkiem nerwów, bo nie wiem co się dzieje z moją córką, przecież jak coś jej się stanie ja sobie tego nie wybaczę, wystarczy że straciłem Adelajdę i nie dam skrzywdzić Virgini jest moim największym skarbem. To nie do wiary, że właśnie w takich momentach człowiek uświadamia sobie co tak naprawdę się dla niego liczy . w głowie miałem już najgorsze scenariusze, że moja córcia leży tam już martwa, a to wszystko przeze mnie, nie Virgil ogarnij się Iron Man obiecał, że wszystko będzie dobrze więc tak będzie. Siedziałem w samochodzie myśląc jak wydostać córkę z rąk Maggi, gdy przysiadł się Jack

Black: Jak się trzymasz ?

Virgil: Jestem na skraju wyczerpania nerwowego. Straciłem Adelajdę i nie mogę stracić Vigini jest dla mnie najważniejsza

Black: Wiem Virgil, wiem sam to czułem, gdy Whiplash porywał agentów, bałem się o Anet i Julię, odchodziłem od zmysłów, ale Iron Man mi pomógł i jestem mu za to wdzięczny

Virgil: Wiem, ufam Iron Manowi i wieżę, że uratuję Virginię
  
Black: Uwierz mi na słowo na pewno cię nie zawiedzie. Uratuje ją z rąk tych padalców, a teraz trzymaj się idę sprawdzić, czy coś się zmieniło.

Virgil: Dobra, a czasami już twoja zmiana nie dobiegła już końca ?

Black: Tak, ale chciałem zostać do puki nie odzyskamy Virgini, chcę cię wspierać, nie tylo przez powiedzenie będzie dobrze, ale też być przy tobie fizycznie

Virgil: Dziękuję

Uśmiechnąłem się, pojawiła się we mnie iskra nadziei, że mojej kochanej córeczce nic nie będzie. Może pójdę po psychologa, może przydać się Virgini, gdy już będzie po wszystkim. Na pewno będzie rozczęsiona tym co się jej przytrafiło, liczy się dla mnie tylko to by była cała, zdrowa i uśmiechnięta jak zawszę. Zajdę jeszcze do szefa by dał mi kilka dni wolnego chociaż do poniedziałku, by Virginia miała oparcie za nim pójdzie do Akademii, może nawet ją zawiozę i zostanę do momentu kiedy wejdzie do klasy. Na pewno znajdzie przyjaciół, którzy będą z nią szczerzy jak ona z nimi. Od kont pamiętam była szczera i mówiła to co myśli bez żadnych pohamowań, jednym słowem była wygadana co jest kolejną cechą, którą odziedziczyła po matce. Na myśl o Adelajd, przypomniało mi się wszystko i chyba pierwszy raz  poleciała mi pojedyncza łza, którą szybko wytarłem i poszedłem zadzwonić po psychologa i pogadać z szefem o dniach wolnych w końcu to tylko 4 dni, nic się nie stanie. Oby , bo chcę w tym okresie być jak najbliżej córki, a jeżeli nie zadzwonię do kuzynki czy, by mogła zająć się przez kilka dni Virginią.

>>>>>.........<<<<<<
Koniec rozdziału 6 mam nadzieję, że się podoba. Będę wdzięczna jak swoją opinię wyrazisz w komentarzu :)
Daj mi znać, że zaglądasz tu :)
Możesz podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami, opinią , podejrzeniami oczekiwaniami :)
Każdy komentarz jest ważny, bo wiem, że mam dla kogo pisać :)  

czwartek, 15 października 2015

Rozdział 5: Sen...


~~~~Perspektywa Pepper~~~~

Dzisiaj był kolejny dzień bezczynnego siedzenia w domu, bo dopiero za kilka dni idę do szkoły. Ile razy my już z tatą się przeprowadzaliśmy, przestałam już liczyć, ale to był pierwszy raz, gdy przeprowadzamy się po za Orlando, czyli od dziś muszę pogodzić się, że nie będę widzieć Laury codziennie, nie będę chodzić po każdej kłótni do parku Jeffersona, ani huśtać się na starej, rozpadającej się huśtawce na zapomnianym przez prawie wszystkich placu zabaw. Pewnie zapomniano o nim, bo dookoła wyrósł mały liściasty las. A więc Nowy Jork, muszę się wybrać na jego zwiedzanie, może znajdę sobie takie miejsce jak w Orlando, a może prawdziwych przyjaciół, a może miłość....... woooooo..... Pepper zagalopowałaś się za daleko, skarciłam się. To wszystko przez to, że dziś tak wcześnie wstałam.

Kilka godzin wcześniej

Byłam w Orlando, biegałam i śmiałam się, miałam przyjaciela, ale go nie znałam wiedziałam, że nie potrzebne nam były słowa, rozumieliśmy się bez słów. Twarz chłopaka widziałam przez mgłę, ale nie przejmowałam się tym ważne, że byłam szczęśliwa jak nigdy. Biegliśmy w stronę placu zabaw, by pohuśtać się na mojej ulubionej huśtawce o dziwo plac wyglądał jakby dopiero go wybudowali. Naglę usłyszałam jakiś hałas, mojego towarzysza nie było wszystko dookoła poszarzało, plac wyglądał jakby miał ponad 100 lat. Stałam nie wiedziałam co mam robić , stwierdziłam że poszukam swojego towarzysza, szłam coraz bardziej podenerwowana i pełna strachu zmierzałam w stronę ciemnego lasu poprzez upiorną alejkę. Poczułam, że ktoś oprócz mnie tu jest i to nie mój przyjaciel, zobaczyłam jakiś cień i pobiegłam za nim, to co zobaczyłam przerosło mnie i z pewnością odbije się na mojej psychice. Wokół mnie było pełno martwych ludzi byli cali we krwi, zobaczyłam chłopca, z którym przed chwilą biegłam szczęśliwa, leżał w kałuży krwi, chciał coś powiedzieć, ale zniknął w miejscu którym leżał pojawiła się jakaś czarna postać...... Nie wytrzymałam obudziłam się cała oblana potem, była 4 nad ranem i nie mogłam już zasnąć, więc siedziałam na łóżku rozmyślając nad snem, kim był ten chłopak i tajemnicza, czarna postać. Słyszałam jak tata wychodzi do pracy, poszłam biegiem do łazienki, przemyłam twarz zimną wodą i wróciłam do pokoju, była 6 rano postanowiłam, że wezmę prysznic, wzięłam czyste ubrania i poszłam. Puściłam ciepłom wodę i trochę się rozluźniłam, po czym wyszłam zrobić sobie śniadanie.

Teraźniejszość 

Dochodziła godzina wpół do drugiej, a ja oglądałam telewizję, bo nic ciekawszego do roboty nie miałam. Nagle rozległo się głośne pukanie do moich drzwi....."Boże pali się, czy co ?"..... zapytałam samą siebie i poszłam otworzyć drzwi. Wyszłam przed drzwi lecz nikogo nie było zaczęłam rozglądać się dookoła. Musiało to komicznie wyglądać, pewnie jakieś dziecko zrobiło sobie ze mnie żarty i śmiało się gdzieś za rogiem, chciałam już wejść do domu, gdy spostrzegłam jakieś ozdobne pudełko z przypiętą karteczką. Podniosłam paczkę byłam mocno zaskoczona, gdy pojrzałam na sam dół kartki "Przepraszam jeszcze raz Iron Man" , pewnie gdzieś jest jeszcze w pobliżu nie zastanawiając się spojrzałam na dach przeciwnego budynku i dostrzegłam blaszaka, pomachał mi i odleciał. Weszłam do środka nie zwracając uwagi co jest w środku, rzuciłam na fotel i zaczęłam czytać "liścik".

....." Droga Virginio Potts, chciałbym cię przeprosić za te nie dogodne lądowanie, podczas naszego ostatniego spotkania, chciałem cię złapać, ale wtedy uciekłby mi Whiplash i było by większe zagrożenie, że po ciebie wróci i cię skrzywdzi. Mylę że już widziałaś prezent i trafiłem z rozmiarem (przyznaje brałem na oko :) ). Jeśli tak nie przyjmuje zwrotów, a jak nie to napisz rozmiar to postaram się wymienić. Wiem co czujesz, bo sam kiedyś miałem przygodę ze śmieciarką i jest mi niezmiernie przykro, że też musiałaś to przeżywać. A co do sukienki mam nadzieję że kiedyś cię w niej ujrzę. Z wyrazami współczucia za nie przyjemne lądowanie. Przepraszam jeszcze raz Iron Man.
  
Nie wiem dlaczego, ale po przeczytaniu tego mimowolnie się uśmiechnęłam i otworzyłam prezent wiedziałam już, że to sukienka. Otworzyłam paczkę i ujrzałam prześliczną sukienkę tylko ciekawe na jaką okazje ja mam ją założyć. No nic poszłam przymierzyć sukienkę była idealna, składają ją z powrotem do pudełka spostrzegłam łańcuszek w kształcie serduszka z napisem Przepraszam, również był przepiękny więc od razu go założyłam. Poszłam ze sukienką do swojego pokoju i schowałam w pudełku do szafki i poszłam z powrotem do salonu zastanawiając się jak się za to oddźwięczę Iron man'owi , doszłam do wniosku, że i tak nic nie wymyślę  jak będę tak siedzieć. Wyszłam z domu zmierzając przed siebie, przechodząc koło banku Maggia wzięła mnie jako zakładniczkę, by dostać okup, a policja i FBI byli bez czynni nic nie mogli zrobić, a po Iron Manie ani śladu co ja teraz mam zrobić, jeżeli przeżyje to tata mnie zabije, bo kazał mi siedzieć w domu, a ja jak zawsze go nie posłuchałam głupia, głupia ja cza było siedzieć w domu i oglądać telewizję do powrotu taty. Dobra muszę się skupić jak się stąd wydostać i nie zostać ranna. Siedzimy tu ponad dobrą godzinę i nadal nic, zaczęłam nawet z nimi negocjować, że jak mnie wypuszczą dam im czas do ucieczki, ale oni nic. Jesu czy oni w ogóle odzywają się do zakładników czy tylko między sobą.

>>>>>>>.........<<<<<<<<
Przepraszam za krótką nn, ale szkoła itd. Nie miałam czasu. Możecie mnie skrytykować. Postaram się to wam jakoś wynagrodzić.  Mam nadzieje, że czekać będziecie na nexa i pozdrawiam was serdecznie :) 

wtorek, 13 października 2015

Rozdział 4: Idealna

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Następnego dnia obudził mnie Rhody, że śniadanie już gotowe i gdy się ogarnę mam zejść na dół , bo po śniadaniu idziemy do szkoły. Zdradził także, że są to grzanki z syropem klonowym mniam... Wstałem z łóżka i udałem się w stronę łazienki, a z niej własnym oczom nie wierzyłem po prawie tygodniu widzę pana Rhodsa. Po pierwszym szoku ogarnąłem się

Tony: Dzień dobry panu. Kiedy n przyjechał

Pan Rhods: Witaj Tony miło cię widzieć przyjechałem o 4 na ranem. Ogarnij się i schodź na śniadanie dziś są grzanki z syropem klonowym

Tony: Wiem James mi już powiedział

Pan Rhods: A to gaduła !

Zaśmiał się i zeszedł po schodach do kuchni skąd było słychać jak Roberta i Rhody o czymś gadali, ja w tym czasie wszedłem do łazienki i przemyłem twarz oraz przebrałem się w czyste rzeczy dziś los przewidział dla mnie czarne dżinsy i biała koszulka. "Ułożyłem" włosy czyli przeczesałem je grzebieniem i zszedłem na śniadanie po skończonym śniadaniu poszedłem do pokoju po swój plecaki i razem z Rhodm wyszliśmy w stronę przystanku.  Czekając na autobus przypomniał mi się wczorajszy incydent z rudowłosą, która wpadła do śmieciarki, na szczęście bo nie wiem co bym zrobił, gdyby przeze mnie coś się jej stało, ale było mi strasznie głupio, gdyż sam pamiętam jak wpadłem do śmietnika i przez 3 dni chodziłem z cudownym zapachem jak skunks. Po szkole poszukam dla niej prezentu na przeprosiny mam nadzieje, że m wybaczy to, że zamiast niej wybrałem pościg za Whiplashem . Całą drogę myślałem jak udobruchać Virginię aż zamyśleń wyrwał mnie przyjaciel:

James:  Tony ! hallo ! Jesteś ! stary !

Tony: Rhody mówiłeś coś ?

James: Całą drogę do ciebie mówię a ty masz głowę w chmurach i tylko potakujesz jak Happy na matmie

Tony: Sorry. Rhods po prostu się zmyśliłam

James:  Nie mów, że...

Tony: Nie. Nie o wypadku o wczorajszym dniu, a dokładniej myślałem o incydencie z Virginią i śmieciarce chciałbym jej to jakoś wynagrodzić

James:  Od kiedy ty taki dobroduszca. Nie wiem kup jej jakiś prezent bluzkę, kolczyki, sukienke, wisiorek przecież panny przepadają z błyskotkami i rozmaitymi ubraniami co nie ?

Tony: Masz racje po szkole pochodzę po sklepach i czegoś poszukam. Pomożesz mi ?

James: Wiesz że nie przepadam za zakupami poradzisz sobie

Autobus dotarł pod Akademie Jutra więc wysiadaliśmy z Jemesem i udaliśmy się pod sale 314, gdzie mieliśmy matme nie ma to jak zacząć na dzień dobry z naukami ścisłymi kocham to później fizyka, chemia historia kochanka mojej niańki polski i ja mam już wolne bo Rhody ma języki więc ja udałem się do centrum po przeprosi nowy prezent dla córki Virgila. Szedłem właśnie koło jubilera, gdy na wystawie zobaczyłem ładny, złoty naszyjnik w kształcie serduszka. Podszedłem do sprzedawcy

Tony: Dzień dobry chciałbym zakupić ten złoty naszyjnik z serduszkiem, który jest na wystawie

Sprzedawca: Świetny wybór może jakiś napis ? Na przykład Kocham Cię

Tony: Hymm.. mówi pan napis może pan napisać przepraszam ?

Sprzedawca: Taki młody a już se nagrabił

Tony: Można tak powiedzieć

Sprzedawca: Proszę o to naszyjnik. A mogę wiedzieć co takiego zrobiłeś

Tony: Powie tak źle wybrałem

Sprzedawca: Yhymm.. życzę powodzenia

Tony: Dzięki przyda się

Podziękowałem i zapłaciłem sprzedawcy wychodząc ze sklepu. Szedłem podziwiając naszyjnik, gdy dostrzegłem idealnie padującą do niego sukienkę nie wiem jaki ruda ma rozmiar, ale myślę że na oko trafię. Pobiegłem do sklepu kupiłem sukienkę i ozdobne złote pudełko z różową wstążką i poszedłem w stronę zbrojowni. Po drodze musiałem kupić papier do drukarki. Wstukałem kod by wejść do zbrojowni. Napisałem i wydrukowałem tekst na kartce i przyczepiłem spinaczem do papieru do wstążki. Ubrałem zbroje i poleciałem pod dom rudej, żeby tylko mnie nie zobaczyła, bo nici z niespodzianki. Podłożyłem paczkę pod drzwi, zapukałem i po cichu podleciałem na przeciwległy dach. Drzwi otworzyła Virginia, bo pewnie Virgil był w pracy no cóż praca w FBI nie jest prosta. Nie miała pojęcia co się dzieje rozglądała się do okoła i patrząc w dół zobaczyła paczkę je mina była nie ziemska, nawet z tej odległości ją widziałem. No cóż ruda zaczęła czytać kartkę i spojrzała w moją stronę ją jej tylko pomachałem i odleciałem.


>>>>>......<<<<<<<
Za nami kolejny rozdział w tym widzimy tylko z perspektywy Tonego, ale myślę że się podoba :) postarał posty dodawać regularnie. Papatki do zobaczenia :) Pytajcie, oceniajcie w komentarzach. Dziś notka trochę krótsza :), ale w kolejnym dowiemy się więcej o dołączonej kartce i o reakcji Pep na sukienkę.