Muzyka

sobota, 31 października 2015

Rozdział 13: Spięcie





~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Byliśmy w zbrojowni, Tony opowiadał mi o zbrojach, co mnie bardzo zaciekawiło. Wcześniej nic oprócz "swoich" spraw mnie nie obchodziło, nawet lekcje. Powiedział, że może zbudować mi zbroje. Hymm.. może jak ją dostanę to oddam mu za śmieciarkę.. trzeba to rozmyślić, kurde znowu odzywa się ta diaboliczna strona. Dobra spokój, idziemy teraz po Rhodyego i do pizzerii " Las Palmas"na Midtown. Nigdy tam jeszcze nie byłam, ale Tony z Rhodym mówią, że robią tam najlepszą pizze w Nowym Jorku, pozostaje mi tylko uwierzyć im na słowo. Po 15 minutach byliśmy już przy pizzerii, nie mogę z tej nazwy "Las Palmas". Weszliśmy do pizzerii i siadaliśmy w ostatnim wolnym stoliku, super akurat jest przy oknie. Uwielbiam patrzyć przez okno, mogę dostrzec świat innych ludzi normalnie kino na żywo, zaczęliśmy gadać, gdy podeszła do nas kelnerka. Zamówili dwie pizze, na pytanie dlaczego aż dwie dostałam odpowiedź, że Rhody ma duży apetyt. Kelnerka przyniosła nam pizze, mieli racje jest pyszna, po dwuch kawałkach miałam, bo naprawdę duża ta pizza i na serio Rhody potrafi dużo zjeść, gdzie to mu się mieści, no nic chyba muszę do toalety.



Pepper: To ja zaraz, muszę pilnie do toalety



James: Tylko nie do takiej toalety jak Tony



Pepper: Czyli .. ?



James: Że idzie i nie wraca



Pepper: Tony nie mów, że w kiblu się spłukujesz hhaha ! Ok ja zaraz wracam



Tony: Ja się w kiblu nie spłukuje !



Weszłam do pomieszczenia z kabinami i kogo spotkałam pannę słodka gadka do Tonego, tak chodzi mi o tą całą Whitney. To ja próbuję być dla niej miła, a ta uważa mnie za jakiegoś śmiecia, no ja kiedyś nie wytrzymam i jej przypierdolę !! Ale na początku będę miła.



Pepper: Hejka Whitney



Whitney: My się znamy. Bo sobie nie przypominam, żadnej rudej szkarady



Pepper: Chodzimy do tej samej klasy i nie jestem żadną szkaradą !!



Whitney: To ty lustra w domu nie masz






Pepper: No faktycznie, pożyczyłam ci jak powiedziałaś, że ci pękło jak się przeglądałaś. To kiedy mogę je odzyskać



Whitney: Nie będę zniżać się do twojego poziomu



Pepper: Chyba podwyższać, bo ja żeby zniżyć się do twojego musiałabym się na podłodze położyć, ale i tak będę na wyższym. No to żegnaj, nie miłego dnia i ciuss...



Hahha! Chyba siadłam na jej ambicje, bo zrobiła się czerwona jak cegła i wyszła trzaskając drzwiami. Oj chyba blondi ciśnienie skoczyło hahaha. Wyszłam z kabiny, umyłam ręce i z powrotem wróciłam do chłopaków. Zdziwiło mnie to, że tak szybko zniknęła pizza, no cóż przynajmniej mniej siedzenia bezczynnie. Usiadłam obok Rhodyego, bo znowu pojawiła się pewna osoba, która zajęła moje miejsce, tak to znowu Whitney i zaczęła kleić się do mojego nowo poznanego kolegi, a może już przyjaciela, nie wiem cza by było z nim pogadać, czy moglibyśmy zostać przyjaciółmi.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



W czasie gdy Pepper była w toalecie ja z Rhodym kończyłem jeść pizze, nagle z hukiem otworzyły się drzwi od kibla, myślałem, że to Pepper się na coś zdenerwowała, ale nie to była Whitney, czyżby było jakieś spięcie i mnie przy tym nie było ? Miałem nadzieje, że pani Perfekcyjna nas nie zauważyła, ale byłem w wielkim błędzie, bo zaledwie po kilku sekundach na miejscu w którym siedziała Pepper teraz siedzi Whitney.. i ten jej przesłodzony głosik.



Whitney: Hej Tony mogę się przysiąść ?



Tony: Przecież już siedzisz



Pepper: Już.. je...stem..... Co ty tu robisz ?



Whitney: Tony mnie zawołał bym się przysiadła



Tony: Co?? Ja..



Pepper: Okay spoko, Rhody posuniesz się chciałabym siąść koło okna



James: Już się przesuwam. Dobra to może ja pójdę po coś do picia, to co chcecie ?



Tony: To ja poproszę sok marchewkowo-jabłkowo-bananowo, a ty Pepper co byś chciała



Pepper: Sok wieloowocowy, dzięki



Whitney: Mi weź dietetyczną colę



James: Okay, czyli sok marchewkowo-jabłkowo-bananowo, wieloowocowy i cole



Whitney: Dietetyczną !



Świetnie ja chcę z tond wyjść jak najszybciej, no może mógł bym tu posiedzieć, ale bez Whitney. A Rhody wymyślił sobie napoje, no okay. Po kilku minutach wrócił z tacą pełną napoi, czego chyba Pepper, bo wpatrzona była w okno, chyba nie polubiły się z Whitney, ba na pewno, a w ogóle kto lubi Whitney, chyba tylko ten kto nie poznał jaj drugiej strony, czyli połowa szkoły. Nie znoszę jak robi z siebie ofiarę, a wszyscy jej wierzą. Wziąłem swój sok i Pepper.



Tony:  Pepper... Pepper... ziemia do Pep, nie śpimy żyjemy...



Pepper: Jestem, jestem.. mówiłeś coś ?



Tony: Rhody wrócił z napojami, proszę to twój



Pepper: Dzięki, to ja jeszcze pójdę po słomkę i wracam



  
Tony: Siedź ja pójdę



Pepper: Nie musisz, ja zaraz wrócę... Widzę że masz ciekawsze zajęcie



Whitney: No właśnie nie musisz. Tony ma o wiele więcej ciekawszych zajęć niż usługiwanie takim rudym małpą jak ty



Pepper: Właśnie widzę musi usługiwać takiemu poczwarnemu pustakowi, który nic nie potrafi, a i nadal czekam na lustro



Jej ten konflikt robi się coraz bardziej zażarty, chyba za niedługo przerobi to się w otwartą wojnę. Pepper poszła po słomkę, a Whitney poniżona siedziała z fochniętą miną, chwile potem wróciła ruda ze słomką i zajęła miejsce na przeciwko Whitney, co chyba obydwóm się bardzo nie podobało. Zaczęliśmy gadać o różnych sprawach, ale Pep znowu była nie obecna. Whitney pod pozorem pójścia do toalety wstała i z premedytacją wylała na Rudą całą swoją cole, według niej to był nie chcący, ale my widzieliśmy te "nie chcący" teraz to będzie zadyma.



Whitney: Oj wybacz..



Pepper: Osz tyy... małpo ja ci zaraz pokażę, co to znaczy zadrzeć ze mną



Tony: Odpuść nie warto



James: Popieram. Lepiej chodźmy



Za późno Pepper rzuciła się na plecy Whitney, oczywiście była o wiele lżejsza od Whitney, więc ta nawet się nie zachwiała, ale ma słaby punkt, tak obcasy, Pepper najpierw waliła jak popadnie, przez co wyproszono je z knajpy, ale prawdziwa wojna rozpoczęła się na ulicy próbowałem je rozdielić, ale nic z tego. Blondyna, która kiedyś chodziła na lekcje obrony zaczęła je wykorzystywać, ale ruda i tak sobie świetnie dawała radę najpierw pociągła ją za włosy i kopnęła w kostkę przez co straciła równowagę i upadła pociągając za sobą Pep zaczęły się na wzajem przygwożdżać do ziemi, na początku przewagę miała większa, czyli Whitney, ale ruda zrobiła coś czego się nie spodziewaliśmy, wyślizgła się z pod blondyny i przywaliła prosto w nos. Whitney zaczęła lecieć krew i pobiegła do pobliskiego baru, pewnie do toalety. Podszedłem do niej i pomogłem wstać było widać, że jest bardzo zmęczona po walce, ledwo co stała na nogach, ale upierała się, że da radę lecz chwilę potem upadła, znów pomogłem jej wstać i znów upierała się przy swoim "dam radę sama" właśnie widzę, gdy znów miała upaść złapałem ją i wziąłem na ręce, próbowała się wyrwać, ale ni dała rady. Razem z Rhodym postanowiliśmy zabrać ją do nas, bo Roberta jest na rozprawię i raczej do wieczora jej nie będzie, gadaliśmy szeptem, gdyż Pepper usnęła, ale słodko wygląda...Tony opanuj się to twoja przyjaciółka.... Dotarliśmy do domu, położyłem ją na sofie w salonie i poszedłem po apteczkę i lód by opatrzyć jej rany, nie były zbyt poważne małe zadrapania po paznokciach, kilka siniaków i zdarty lewy łokieć i do tego od walnięci w nos spuchnięty prawy nadgarstek, nie źle jej przywaliła, ale należało się jej, przynajmniej nie będzie z nią zadzierała. Gdy wróciłem z potrzebnymi rzeczami Pepper miała otwarte oczy i nieprzytomny wzrok.



Pepper: Gdzie ja jestem ? Co się stało



Tony: Jesteś u nas, nie pamiętasz bójki z Whitney ?



Pepper: Coś tam pamiętam...Aućć boli mnie ręka



Tony: No, nie za dobrze ona wygląda, masz przyłóż lód, trochę złagodzi



Pepper: Dzięki. Fuj cała się lepie



Tony: Po coli, mogę ci pożyczyć jakieś ubrania o ile zgodzisz się założyć męskie ciuchy



Pepper: Byłabym bardzo wdzięczna



Tony: Nie ma sprawy zaraz przyniosę i pokażę ci gdzie jest łazienka.



Pepper: Okej



Poszedłem do pokoju po jakieś rzeczy dla Pepper, Z szafy wygrzebałem jakąś koszulkę, ale nie mam żadnych spodni, które by na nią pasowały, a jej są całe z coli no nic może zaraz jeszcze coś znajdę. Wróciłem do salonu i podałem jej koszulkę mówiąc, że nie mam jej dać jakich spodni i zaprowadziłem do łazienki. Powiedziałem że jak chce może umyć głowę. Gdy ubrała koszulkę, która długością sięgała połowy ud i umyła głowę, wszedłem do środka stała oparta o wannę, a ja nastawiłem jej pranie dorzucając kilka swoich rzeczy.



Pepper: Mówiłeś, że to koszulka nie sukienka haha






    
Tony: Przynajmniej nie potrzebne ci spodnie. Idziemy coś oglądać. Rhody właśnie wyszedł na jakiś wykład, więc zostaliśmy sami.



Pepper: Okej jestem za, a masz jakieś ciekawe filmy ??



Tony: Zobaczy się co leci w telewizji, jeśli nic nie znajdziemy przekopiemy płyty DVD.



Pepper: No to chodźmy



Zeszliśmy do salonu oglądać telewizję, jak zwykle nic ciekawego wspólnie postanowiliśmy przypomnieć się dzieciństwo i obejrzeć  "Gdzie jest Nemo". W środku bajki dołączył do nas Rhody i w trójkę oglądaliśmy bajkę. Wieczorem ubrania Pepper były już suche, więc mogła się przebrać i iść, co też uczyniła, chciałem ją odprowadzić, ale ból w kratce przypominał o ładowaniu. Ból był prawie nie do wytrzymania, zgoił mnie w pół.



Pepper: Tony nic ci nie jest ??

     
Tony: Nic mi nie jest wszystko gra



James: Powiedzmy jej, ale najpierw chodźmy do zbrojowni



Tony: Dobra, to chodźmy, chodź Pepper z nami, muszę ci coś ważnego powiedzieć



Doszliśmy do zbrojowni ściągnąłem bluzkę i podłączyłem implant do ładowarki. Wyjaśniłem Pepper co to za mechanizm, dlaczego go mam i w jaki sposób w ogóle doszło do tego, że go mam.



Pepper: Czyli te kółeczko utrzymuje cię przy życiu. Tak ?



Tony: To kółeczko to implant i tak bez tego nie mogę żyć



Pepper: Tok mi przykro z tego wszystkiego. To się nie mieści w głowie ile nieszczęścia cię spotkało, a ja narzekałam że mój ojciec spędza ze mną za mało czasu



Tony: Nie ma co się smucić, ja się cieszę, że żyję i mam takich wspaniałych przyjaciół jak ty i Rhody



James: Się wie. No to co idziemy cię odprowadzić Pepper ?



Pepper: Jak chcecie to możecie



Poszliśmy odprowadzić Pepper. Po 30 minutach byliśmy z powrotem, poszedłem pod prysznic i do łóżka przed zaśnięciem moje myśli zaprzątała mała, chuda, rudowłosa, wojownicza dziewczyna, czyż bym na serio się zakochał ??



>>>>.......<<<<



Oto rozdział. W komentarzach wyraźcie swoją opinie, czekam. Miał być trochę wcześniej, ale miałam problemy z internetem, ale jest nie długo kolejny :**   

wtorek, 27 października 2015

Rozdział 12: Akademia Jutra





~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Gadałem z Rhodym o tym by pokazać Pepper zbrojownie, skoro wie kim jest Iron Manie i jej ufam to może pomoże nam w zbrojowni, jej ojciec jest agentem FBI będziemy mieć informatora. Rhody poszedł do toalety, bo skacze tak od pół godziny. Wreszcie pozwoliłem mu iść do toalety, a ja postanowiłem pogadać z Pepper, bo od początku jest jakaś nie obecna, myślałem, że coś przykrego Whitney jej powiedziała, ale chyba to coś poważniejszego, ale zaryzykowałem i wtrąciłem o Whitney, chyba musimy jeszcze pogadać, bo to przecież typowa blondynka. Pepper słodko myśli, a szczególnie jak marszczy czoło.



Pepper: A powiesz mi dlaczego zerwaliście ?



Tony:  Zdradzała mnie na prawo i lewo



Pepper: Czyli wy ten tego ?



Tony: Co ?! Nie, kijem bym jej nie dotknął



Pepper: Ale byłeś z nią..



Tony: Bo nie chciałem jej zranić



Pepper: Ale ona to zrobiła... A skąd to wiesz ?



Tony: Nie zraniła mnie. Jestem Iron Manem ja wiem wszystko



Pepper: Hah.. Muszę się zabezpieczyć. Nie możesz mnie tak szybko poznać



Tony: Ja też wolę cię pozna jako Tony, a nie Iron Man, a mogę wiedzieć co cię tak gryzie ?



Pepper: Nic poważnego. Ale mam 2 pytania, 1 gdzie Rhody i 2 a zdradzała cię z tobą tylko nie z tobą no wiesz jako Iron Manem ?



Tony: 1 poszedł do kibla, a 2 a wiesz, że tak. Hahhah



Pepper: Hahaha na serio ? No nie mogę. Dobra spoważniejmy




Tony: Wiesz, że mnie nie oszukasz ja to widzę



Pepper: Zastanawiam się dlaczego mi zaufałeś i czy ja też mogę



Tony: Nie wiem dlaczego ci zaufałem, ale czuję, że to dobra decyzja. Ja ci zaufałem więc ty też możesz mi zaufać. Obiecuje, a jak nie możesz mnie zabić, albo przysięgnę ci na paluszek hehe



 
Pepper: Czy ty oglądasz Hanneh Montanne ? Czy jakiś inny beznadziejny program dla małolat ?



Tony: Heh nie ważne



Po sączonych lekcjach spotkałem się z Rhodym przed szkołą i czekaliśmy na Pepper bo zatrzymał ją dyrektor Nara, ciekawe co od niej chciał, czyżby już pierwszego dnia coś nawywijała, Rhody chyba nadal nie był przekonany do mojego pomysłu, pokazania Pepper zbrojowni no, ale trudno wszystkim nie dogodzę. Zbrojownia to mój drugi dom, więc jeżeli mam zaprzyjaźnić się z Pepper musi wiedzieć gdzie mnie szukać. Po pięciu minutach dołączyła do nas Pepper i ruszyliśmy w kierunku domu Rhodyego wszystko było by pięknie, gdyby nie Gene, czy jak kto woli Mandaryn tylko nie każdy o tym wie. Spotkaliśmy go prawie w centrum. Szedł nie zwracając uwagi do póki nas nie minoł, zatrzymał się i odwrócił



Gene: Pepper ? Czy to na prawdę ty ?


Pepper: Gene. Tak to ja, dawno się nie widzieliśmy


Gene: Nawet nie wiesz jak tęskniłem za tobą, dlaczego wtedy nie przyszłaś ?



Pepper: Ja też tęskniłam i to nie wiesz jak. Tatami zabonił

 
To całe szczęście, że wtedy zabronił, może teraz też tak będzie tak samo. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem znieść widoku jak się tulili, czyż bym był zazdrosny...pff.. a może jednak.. e,, nie Tony nie możesz, nie możesz jej bardziej narażać na bezpieczeństwo, już wie, że jestem Iron Manem, a jeśli jakiś wróg się dowie i postanowi jej coś zrobić. Nie pozwolę na to. Moje życie jest do bani przez podwójne życie. Chciałbym mieć tą jedyną, ale w takim układzie to nie możliwe, więc wolę poświęcić swoje szczęście i dawać ludziom bezpieczeństwo. Po kilku minutach  skończyli już gadać jak to się stęsknili za sobą i w ogóle...bla...bla...bla... A właściwie to od kiedy Gene za kimś tęsknił, albo miał uczucia. Czyżby Pepper była tak ważną dla niego osobą, by tylko dla niej był miły.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



No ja nie wieże przed chwilą spotkałam swojego dawnego przyjaciela i byłego chłopaka, czy ten dzień może być jeszcze lepszy. Poznałam dwójkę nowych znajomych w tym do jednego nabieram większego zaufania.. tak mam na myśli Tonego no i mam przyjaciela, ale według jaszczura mam mu nie ufać, chyba wole posłuchać się jego skoro ten sen okazał się prawdziwy Może powiem o nim właśnie Tonemu, ale to jak udowodni mi, że mogę mu zaufać. Pożegnałam się z Genem i poszliśmy z Rhodym i Toym pod ich dom, tuż za nim stał wielki opuszczony magazyn do którego weszliśmy, myślałam, że sobie ze mnie żarty stroją, niby co tu jest tak ciekawego co mogli by mi pokazać, weszliśmy po schodach tu stały dwa fotele i stary telewizor, do którego podłączona była konsola do gier, a kawałek dalej stał kosz do koszykówki, jednak to nie był koniec wycieczki, bo za następnym zakrętem były kolejne schody tym razem prowadzące w dół, zeszliśmy na sam dół i moim oczom ukazały się przeogromne, metalowe drzwi, prawie ścięło mnie z nóg, a co dopiero będzie w środku. Tony wstukał jakiś kod po czym drzwi się rozsunęły, a my mogliśmy wejść do środka, moim oczom ukazało się jakieś laboratorium z różnymi przedziwnymi rzeczami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, na prawym samym środku stała jakaś żelazna trumna? Przywieszona na środku dźwigu, a dokoła były jakiś sejfy z numerkami na drzwiach. Podeszłam do trumny, gdy ta nagle się sunęła a od tyłu podszedł Tony.



Tony: Poznaj zbroję Markt I, jak z nazwy wynika jest to moja pierwsza zbroja, są także inne



Pepper: Będę mogła je zobaczyć ? Proszę



James: Tony mama dzwoni, muszę lecieć



Tony: Ona to ma wyczucie, Szkoda jak skończę wrócę i może pójdziemy na pizze co ty na to Pepper ?


Pepper: No, spoko to do zobaczenia James


James: Mów mi Rhody, w końcu jesteśmy przyjaciółmi tak ?



Pepper: Postaram się zapamiętać Rhody



James: No od razu lepiej. Do zbaczenia



Tony,Pepper: Pa !



Tony: A więc jesteśmy sami



Pepper: Na to wygląda, no to ja chcę zobaczyć garderobę Iron Mana



Tony: Już się robi



Podszedł do wielkiego komputera i zaczął coś wpisywać, gdy naglę dźwig poruszył się zamykając zbroję Mark I pod sejf numer 1 i przemieszczał się w stronę 2, podeszłam do Tonego, który teraz stał przy tym ustrojstwie, które podaje zbroje.



Tony: To jest zbroja Mark II, jest taka sama jak zwykła lecz jest czerwono-biała i ma ulepszone niektóre opcje, na przykład ma większą moc repursorów.



Pepper: Aham, czyli każda jest inna nie tylko pod względem kolorów



Tony: Tak jakby. Dobra dalej. Zbroja zwiadowcza lub jak kto woli Mark III, wygląda jak podstawowa zbroja, jest granatowa, potrafi stawać się niewidzialna. Jest prawie nieuzbrojona to znaczy ma tylko repulsory. Ok kosmiczna jak sama nazwa wskazuje służy do pobytu w kosmosie. Z tylu posiada coś w rodzaju jetpacka.



Pepper: Kosmiczna inaczej Mark IV, tak ?



Tony: Yhym, pilna uczennica z pani panno Potts



Pepper: Och! Dziękuję profesorze Anthony. No to jedziemy dalej ?



Tony: Hulk Buster, Mark V jest to największa zbroja i najsilniejsza, jej pancerz jest prawie niezniszczalny. Ok. Dalej Arktyczna Mark VI jest zbudowana by przetrwać najzimniejszą temperaturę, mogę być w niej bezpieczny nawet na środku Grenlandii.



Pepper: Wow, to już wszystkie zbroje ?



Tony: Na razie tak, ale buduję specjalną zbroję  dla Rhodyego, mogę ci pokazać, ale nie mów mu to ma być niespodzianka



Pepper: Okay, nie dowie się, chyba że ty mu powiesz hehe



Tony: A więc to jest zbroja dla Rhodyego, nazwa robocza to War Machine, ale w każdej chwili będzie mógł ją zmienić



Pepper: Ja bym zostawiła taką nazwę, a teraz opowiadaj o niej, jestem bardzo ciekawa



Tony: Zbroja służy do walki, ma ulepszone podstawowe wyposażenie zbroi, dodatkowe rakietnice i działka. Zbroja ma podobny rozmiar, pancerz oraz siłę ataku bezpośredniego jak Hulk Buster . Jest wolniejsza i mniej odporna na temperatury od Mark1



Pepper: Wow po raz któryś tam, to chyba fajnie mieć taką zbroje



Tony: Chciałabyś mieć własną zbroję ?



Pepper: I ty się jeszcze pytasz. No jasne



Tony: Da się zrobić



Pepper: Na serio ?



Tony:Yhym. To idziemy po Rhodyego i na pizze ?



Pepper: No to chodźmy



Tony zamknął i zablokował drzwi po czym ruszyliśmy w stronę domu po Rhodyego i na pizze do pizzerii na 4 rogu Manhattanu.

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 11 : Pierwszy dzień w Akademii

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Ta... Poniedziałek, super. Jak mi się nie chce, a dziś jak na złość mój pierwszy dzień szkoły. Leżałam w łóżku i tak se myślałam jak to mi się nie chce iść do szkoły, gdy do mojego pokoju jak wicher wtargnął tata. I chyba jak nigdy dotąd był tak uśmiechnięty. Czy tylko ja nie jestem szczęśliwa z tego powodu, że idę do Akademii. Hahah.... ta nazwa jest bez sensu Akademia Jutra, kto w ogóle ją wymyślił...dobrze, że nie istnieje Akademia Księżniczek, no wtedy to bym jebła i nie wstała. Ok. Kto rano wstaje, ten się nie wysypia...czy jak to tam szło. Po 5 minutach wypełzłam z łóżka kierując się ku łazienki, tu też zwanej łaźni. No dobra czas się ogarnąć umyłam twarz, by nie było widać śpiochów, po skończonej czynności, czyli tak zwanej rannej toalety wróciłam do pokoju. Z szafki wyciągnęłam czerwone rurki i beżowy sweter z serduszkiem na środku całe szczęście, że tu nie trzeba nosić mundurków. Przysiadłam się do toaletki było dopiero 15 minut po 7, więc mam jeszcze czas. Nałożyłam krem korygujący niedoskonałości, pomalowałam rzęsy i eyelinerem namalowałam leciutkie kreski, by podkreślić i nadać gęstość rzęsą. Po doprowadzeniu się do stanu, w którym mogę pokazać się na oczy ludziom przypomniałam sobie o pierścieniu..co ja mogę z nim zrobić zaczęłam rozglądać się po pokoju, gdy mój wzrok przykuła mała maskotka-zawieszka. Bingo to jest to ! Już wiem co zrobię. Podeszłam do półki by wziąć maskotkę był to mały bialutki miś z serduszkiem. Wróciłam z nią do biurka, z szuflady wygrzebałam nożyczki i obcięłam mu łeb, znalazła także plastikową kulkę z automatu też po pierścionku, znalazłam też Magika (klej), wydłubałam trochę waty i wkleiłam połówki kulki do niej schowałam pierścień i przykręciłam głowę. Idealnie, Pep, ale ty jesteś genialna, teraz tylko trzeba spalić listę, ale na razie włożę ją do miśka. Po kończeniu dopięłam miśka do torebki, którą zawszę noszę przy sobie.

Viril: Kochanie ! Śniadanie już na stole schodzisz ?

Pepper: Już idę !

Virgil: Gotowa na dzień w szkolę ?

Pepper Jak powiem, że nie to będę mogła zostać w domu ?

Virgil: Nie ma takiej opcji, a teraz jedź śniadanie i jedziemy

Pepper: Nie jestem głodna, Kupie se drożdżówkę

Virgil: Jak tam chcesz. To jedziemy

Wyszliśmy z domu, gdzieś za dwadzieścia ósma i po kilku minutach już byłam w Akademii. Tata rzucił tylko jakiś tekst w stylu  powodzenia i odjechał, a ja weszła do tego okropnego miejsca, gdzie mieli mnie czegoś nauczyć. Przy wejściu od razu znalazłam sekretariat. Zapukałam do drzwi i weszłam. Przywitała mnie młoda kobieta, wątpię by była dyrektorką, więc albo nauczycielka, albo sekretarka.

Sekretarka: Dzień dobry ty pewnie jesteś Virginia Patricia Potts zgadza się ?

Pepper Tak to ja w całej okazałości

Sekretarka: Super! Dyrektor Nara zaraz powinien się pojawić

Pepper: Dobrze, to ja mam poczekać na korytarzu ?

Sekretarka: Nie usiądź sobie tu. Może wody do picia. Dyrektor się trochę spóźni, więc nie będziesz od początku lekcji

Pepper: Nie dziękuję, a mogę wiedzieć co mam pierwsze ?

Sekretarka: Ty jesteś klasa 1C, więc ma pierwszą masz fizykę, zaraz skseruję ci plan lekcji

Pepper: Dziękuję, a dyrektor nie musi się spieszyć, nie lubię fizyki

Sekretarka: Jak chyba prawie każdy uczeń w tej szkolę

Pepper: A istnieje taki ktoś kto lubi fizykę ?

Naszą miłą pogawędkę przerwał zdyszany dyrektor, który nie zwracając a nic innego uwagi. Dał mi gest ręką, żebym weszła do jego gabinetu. Wyjaśnił mi zasady bezpieczeństwa i te inne duperele po czym skierowaliśmy się w stronę sali fizycznej, gdzie jak nazwa wskazuje odbywają się lekcje fizyki. Dotarliśmy pod salę 220, z której było słychać jak ktoś dawał wykład na temat pól magnetycznych, na pewno to nie był nauczyciel tylko jakiś uczeń, ale...zaraz, zaraz ja znam ten głos. Tak ja doskonale znam ten głos to przecież głos Iron Mana, który pokłócił się z modulatorem głosu, albo i z całą zbroją. Dyrektor otworzył drzwi i wszedł pierwszy, a ja zaraz zanim i co zgadłam przy tablicy stał chłopak, który jest Iron Manem, uśmiechnął się o mnie o ja odwzajemniłam. nauczyciel kazał mu wrócić do ławki, która była w rzędzie przy, którym stałam.

Tony: Znowu się spotykamy

Pepper: Na to wygląda

Prof. Klein:   Panie Anthony Stark, do ławki już !

Tony: No przecież idę, idę

Dyrektor Nara: Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam w prowadzeniu lekcji, ale chciałbym przedstawić wam nową uczennicę. Oto Virginia Patricia Potts, od dzisiaj wasza nowa koleżanka.

Pepper:  Hejka


Prof. Klein: Dobrze panno Potts usiądź dziś koło panny Stane, a od kolejnej lekcji będziesz mogła już zmienić miejsce

Pepper: Dobrze, a która to panna Stane ?


Dyrektor Nara: Ta blondynka w środkowym rzędzie, obok pana Starka, który jak zauważyłem panią zna i oprowadzi pannę po Akademii, bo ja mam dużo spraw do załatwienia. Zgadza się panie Stark

Tony: Z miłą chęcią oprowadzę pannę Potts po akademii

Dyrektor Nara wyszedł z klasy, a ja udałam się do wyznaczonego mi miejsca czyli koło panny Stane, chciałam, być miła i gdy siadłam przy niej podałam jej rękę i chciałam powiedzieć "Hej nazywam się Pepper" ledwo wypowiedziałam Hej, a ona burkła i odwróciła się w stronę Anthonego i coś mówiła do niego słodziutkim głosem, od którego zaczęło przewracać mi się w jelitach. Po skończonej lekcji fizyki, musiałam znaleźć swoją szafkę C11, ale miałam ułatwione zadanie, bo miałam przewodnika, którego gdzieś mi wcięło jak się pakowałam. No nic trzeba se poradzić samej. Zamyślona wychodziłam z klasy, gdy przed oczami wyskoczyła mi blondyna

Whitney: Tony jest mój ! I masz się trzymać od niego z daleka

Pepper: Ale my się nawet nie znamy. On mnie ma tylko oprowadzić po szkolę

Whitney: To czemu się ta na ciebie patrzy ?

Pepper: Jak patrzy nie rozumiem ?

Tony: Whitney zostaw ją w spokoju. Chodź ze mną Virginio

Pepper: Ok. Idę

Rozeszliśmy się w dwie różne strony, a ja nadal byłam pogrążona w myślach, a szczególnie przy śnie i jakim cudem pierścień ze snu jest prawdziwy. Z zamyśleń wyrwał mnie o głowę wyższy brunet.

Tony: Jaki masz numer szafki ?

Pepper: YY.... Co ? A szafka C11

Tony: O super czyli mamy wszyscy razem ja mam C10, a Rhody C09. Virginio ?

Pepper: Nie mów mi Virginia, ja jestem Pepper

Tony: Podoba mi się, chciałbym zapoznać cię z Rhodym, to ten ciemnoskóry przy szafce z książką od historii-to chyba jego jedyna miłość heh

Pepper: Hha na serio ?

Tony: Tak poświęca jej 24 na dobę

Pepper: Skąd to wiesz ?

Tony: Mieszkam z nim od czasu, gdy jego mama stała się moją prawną opiekunką. O! Rhody to jest Pepper, Pepper to jest Rhody

Pepper,James: Cześć

James: Idziemy na dach, teraz mamy wolne, chyba że ty Pepper masz jakieś zajęcia ?

Pepper: Nie, na nic się jeszcze nie zapisałam, a angielski ma ta druga grupa jak mi wiadomo

Tony: No to na dach chyba jesteśmy jedyni, bo reszta w tym czasie jest w sklepiku, albo na boisku więc możemy porozmawiać

Pepper: A niby o czym nie możemy przy innych rozmawiać, przecież każdy gada o czym chce

Tony: Ale nie każdy wie, że jestem Iron Manem. Poznałaś mój sekret, więc po lekcjach chciałbym ci cos pokazać. Ale na razie tylko ja i Rhody znamy te miejsce, więc ufamy ci, że nikomu nie powiesz



Pepper: Przecież obiecałam, a ja obietnic nie łamie

Chłopaki coś omawiali, a ja usiadłam na murku i znowu pogrążyłam się w myślach nie tylko o śnie, Makluanach, Mandarynie i całym tym przeznaczeniu, myślałam czy mogę im zaufać skoro oni zaufali mi. Zadzwonił dzwonek, czeka mnie 45 minut siedzenia. Zauważyłam, że Rhody zniknął a do mnie podszedł Tony.

Tony: Nie przejmuj się Whitney, to zwykła zouza

Pepper: A ja myślałam że twoja dziewczyna ?

Tony: Nie to już czas przeszły. Zerwaliśmy, bo okazała się jak już wspomniałem zouzą 

sobota, 24 października 2015

Rozdział 10 : Smocze nasienie




~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Dziś była sobota, jest późne popołudnie, a ja siedzę bezczynnie i nie mam pojęcia co z sobą zrobić. Może zacznę się pakować, bo za kilka godzin przyjedzie po mnie tata i wrócimy do domu, co do czego, ale ja bym chciała jeszcze tu zostać. Ciocia powiedziała, że tato specjalne gadał z szefem by dał mu wolne, gdyż chciał spędzić ze maną czas za nim pójdę do szkoły. To miłe weście spędzi ze mną czas, może też da się namówić na park rozrywki ?? Cza będzie to przemyśleć. No nic biorę się za pakowanie, zacznę od książek i zeszytów pójdą na sam dół walizki, myślałam, że zajmą trochę więcej miejsca, ale urania i tak wszystkie mi się nie zmieszczą, a jeszcze miejsce na laptopa. Ciocia Angela przed chwilą wyszła do sklepu więc będzie za jakieś 15 minut. Poukładałam osobno w walizce koszulki i spodnie oraz inne części garderoby, starałam upchać się jak najwięcej. Próbując zamknąć ją siadłam na niej, skakałam, ale to nie pomogło... Oj Pepper czeba przytyć do takich spraw...Gdy tak siłowałam się z walizką ciocia wróciła ze sklepu



Angela:Pep, słońce co ty robisz ?



Pepper: Pakuję się



Angela: Może ci pomogę ?



Pepper: Yhym.. tym razem poproszę o pomoc



Angela: Dobra ja siądę, a ty spróbuj zapiąć



Pepper: Ok, ale nadal nie idzie



Angela: To siadaj obok mnie, może razem się uda



Jak postanowiłyśmy tak zrobiłyśmy, ale nadal nic, zero efektu. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, pewnie tata już przyjechał, ciotka poszła otworzyć drzwi, a jak nadal walczyłam z walizką.



Virgil: Gotowa ?



Angela: Walczymy jeszcze z walizką. Pomożesz nam ?



Virgil: No dobra. Co z nią jest ?



Pepper: Cześć tatku, pomożesz ?



Virgil: A mam inne wyjście....



Pepper: No za bardzo nie masz



Angela: Dobra wskakuj na walizkę, a my zamykamy



Pepper: Jest! udało się, ale jeszcze trochę rzeczy zostało



Virgil: To weżnie się je na luza do auta, albo do tory ci się  jeszcze zmieści



Tata wziął walizkę i poszedł na dół zanieść do samochodu ja w tym czasie do torby spakowałam kosmetyki, laptopa i ładowarki oraz dociskałam jak najwięcej ubrań, a resztę spakowałam do reklamówki i zeszłam za tatą do samochodu. Pożegnaliśmy się jeszcze z ciocią i odjechaliśmy do domu. Do domu nie mieliśmy zbyt daleko jakieś 15 minut drogi, ale to Nowy Jork tu życie rozpoczyna się po zmroku, więc utchneliśmy w kilku kilometrowym korku. no świetnie, po około godzinnym staniu w korku wreszcie dotarliśmy do domu. Byłam tak zmęczona, e nawet nie miałam siły przebrać się w piżamę, więc położyłam się spać w ubraniach. Wtuliłam się w poduszkę i powoli zasnęłam i znowu sen z cyklu tych chorych, ale tym razem był zupełnie inny, ponieważ nie było już parku, ani mojego "przyjaciela", ani nigdzie nie widziała tej czarnej postaci przypominającego rycerza. Stałam przed jakąś świątynią ?? Nie wiem co to było, ale to mnie z jednej strony przerażało, a z drugiej czułam, że muszę tam wejść. Nie namyślając się długo weszłam do tej dziwnej świątyni, na portalu drzwi widniały jakieś chińskie znaczki, które po chwili rozmyły się i widniały dwa napisy. Pierwszy to Świątynia Makluan, a więc trafiłam to jest jakaś świątynia, a drugi to Czy jesteś godzien, ale jak mam być godna skoro nawet nie wiem o co chodzi, nagle napis znów się zmienił: Jeśli jesteś godzien drzwi same się przed tobą otworzą. Czyli rozumiejąc to mam podejść do drzwi, a jeśli jestem godna to się otworzą. Ok. Podeszłam do drzwi i dotknęłam ręką. Nagle cała ziemia zaczęła się część, a drzwi do świątyni otworzyły się. Niepewnie weszłam do środka, gdy rozbłysnął się jakiś promień i ujrzałam wielki fotel przypominający tron. Tron zaczął się obracać, a ja ujrzałam jakąś przerośniętą jaszczurkę



Makluańczyk: Nie lękaj się moje dziecko






Pepper: Nie jestem twoim dzieckiem      



Makluańczyk: Nie do końca moim, ale z mojej krwi, jesteś moją potomkinią



Pepper: Nie, nie prawda jestem człowiekiem, a ty, ty jakąś jaszczurką !



Makluańczyk: Nie jestem jaszczurką, jestem Makluańczykiem, a w tobie jest smocze nasienie więc urodziła cię moja wybranka, w której zasiałem te nasienie, ale wiedz, że w pewnym mężczyźnie też je zasiałem, jego potomek szuka pierścieni, ale on nie ma w sercu tyle dobra co ty musisz więc przeszkodzić mu i zdobyć je, by na świecie pozostało dobro, potomek ten chce rządzić światem, wprowadzić tyranie i tylko ty możesz go powstrzymać









Pepper: Ty sobie jaja robisz ? Nie wierze ci jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni



Makluańczyk: Przewidywałem, że mi nie uwierzysz, ale przekonam cię do tego na sam koniec. A teraz powiem ci co masz zrobić. Kilka tysięcy lat temu Mandaryn ten, w którym zasiałem nasienie miał 4 synów, ale żaden z nich nie był godzien posiadać 10 pierścieni, więc porozrzucał je po świecie do każdego z nich dając test godności, a mi zostawił 10 i oddaje go tobie. Nikomu go nie pokazuj. Zdobądź sojuszników, którym zaufasz, ale pod żadnym pozorem nie ufaj starym przyjaciołom znajdź nowych, godnych, którzy ci w tym pomogą w misji zdobycia pierścieni



Pepper: Nadal w to nie wierze



Makluańczyk: Podejdź tu moje dziecko. Oto przekazuję ci ten pierścień, który ma za zadanie cię chronić, gdy go założysz staniesz się księżną Makluan. Powstrzymasz to i uratujesz wszechświat Makluanie liczą na ciebie. I dlatego też miewałaś te sny, by cię przygotowały do spotkania ze mną, ja teraz przez sny także będę się konsultował. Życzę powodzenia



Pepper: Co ? ja... nic...nie rozumiem



Zanim skończyłam mówić świątynia wróciła, do wyglądu przed rozmową z istotą, która sądzi że jestem jej potomkinią. Nagle zaczęłam spadać w ciemną otchłań i dopiero się obudziłam. W dłoni poczułam, że trzymam jakiś przedmiot. Co ? Nie wierze czy to ten sam pierścień co w moim śnie?? Czy to wszystko prawda?? Ja już kompletnie ni nie rozumiem.....Poukładajmy to co powiedziała mi ta przerośnięta jaszczurka, ale dopiero jest 5 rano. No nic lepiej zrobię to teraz by nie zapomnieć.
Wzięłam do ręki jakąś kartkę i długopis i zaczęłam analizować fakty:



     






   Fakty od jaszczura :
  1. Świat leży w moich rękach
  2. Nie ufać nikomu, a przede wszystkim dawnym przyjaciołom
  3. Znaleźć sojuszników ( nowych przyjaciół)
  4. Znaleźć pierścienie
  5. Przeszkodzić Mandarynowi (ten czarny rycerz) w misji
  6. Moim przodkami są jaszczurki
  7. Jaszczurka będzie mnie przygotowywać do znalezienia pierścieni
  Dobra nadal nie mogę pokładać myśli. I jak to się stało, że mam pierścień ze snu. Ok muszę się jeszcze zdrzemnąć chwile. Kartę z zapiskami schowałam, by nikt jej nie znalazł i tylko ja mogę o niej wiedzieć. I to samo muszę zrobić z pierścieniem, może zrobię zawieszkę, by zawsze mieć go przy sobie. Później nad tym pomyślę. Położyłam się z powrotem do łóżka, lecz zasnąć już nie mogłam. Postanowiłam iść się przebrać i przede wszystkim wymyć. Poszłam do łazienki, weszłam pod prysznic i pozwoliłam odprężyć się moim wszystkim mięśniom. Ciepła woda spływała po mnie a ja czułam się spokojniejsza. Wyszłam z pod prysznica, wytarłam i ubrałam. Wróciwszy do pokoju zaczęłam szukać kosmetyczki i rozpakowywać się, znalazłam ją po 10 minutach. Usiadłam przy toaletce i zaczęłam się malować. Po skończonym make-up'ie poczułam jak dopadł mnie głód  i zeszłam do kuchni zrobić mi i tacie śniadanie. Wstawiłam wodę na herbatę i wzięłam się za robienie kanapek. Po zaledwie 15 minutach do kuchni wszedł tata.

Pepper: Dzień dobry tatku. Śniadanie i herbata gotowe

Virgil: Widzę, że ktoś ma tu dobry dzień

Pepper: Nie wiem czy do końca bym nazwała dobrym, ale jest okay

Virgil: To może jak zjemy pójdziemy na ścianę wspinaczkową na hale ?

Pepper: Mi tam pasi. Lubię się wspinać

Virgil: To świetnie. Ten dzień spędzimy razem, na różnych atrakcjach

Pepper: Tak się cieszę, że będziemy razem. Tylko ty i ja, żadnej pracy

Virgil: Tak żadnej pracy

Po skończonym śniadaniu posprzątałam i poszłam się przygotować do wspinaczki, ale ja się cieszę, e spędzę tą niedziele z tatą, bo jutro muszę już iść do szkoły. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Przebrałam się w sportowe ciuchy, a tata w dresy i pojechaliśmy na hale sportową, by pospinać się. Założyłam się z tatą o 5 dolców, że o wiele szybciej wejdę na samom górę, ojciec przyjął zakład

Pepper: Już po tobie

Virgil: Zobaczymy

Na trzy ruszyliśmy w górę. Przyznam tata ma wigor i to nie mały, z początku byliśmy na równi, ale wyprzedziłam tatę gdzieś w połowie ścianki. I tak  5 dolców moje !!

>>>>>......<<<<<<
Koniec kolejnego rozdziału. Czekam na waszą opinie jak się podoba.
I w sprawie ankiety. Nie wiem dlaczego ale nie chce pojawić się jej tytuł, a mianowicie "Co sądzisz o moich one shotach, czy podoba ci się moje łączenie postaci" chciałabym, żebyście na nią odpowiedzieli :) To do kolejnego :)

czwartek, 22 października 2015

One shot 2 kontynuacja 1






~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Znalezienie Randyego zajęło mi dosłownie 3 minuty, błąkał się gdzieś koło sali biologicznej, dziwne bo dziś nie mamy biologii i w tej chwili mamy wolne. Grupa 2 miała angielski, a jam mam szczęście, bo jestem w 1, razem z Tonym i od dziś z Randym, a biedny Rhody musi siedzieć i słuchać pani. Oj biedny, biedny, a z resztą od kiedy ja się nim przejmuje. Pff... Sam jest sobie winien, cza było się tak dobrze uczyć z angielskiego. Nie



Pepper: Hej ! Randy ! idziesz ze mną na dach, mamy teraz wolną godzinę



Randy: Okejka



Pepper: Tonego już poznałeś, więc musimy się śpieszyć byś poznał Rhodyego



Randy: Dobra, Rhody to też przezwisko tak ? Fajnie, że chcesz poznać mnie ze swoimi przyjaciółmi



Pepper: Nie ma sprawy. Naprawdę Rhody to James Rhods, jego mama jest prawniczką, więc nie radzę z nim zadzierać



Randy: Dzięki za ostrzeżenie



Wchodziliśmy po schodach, gdy jakiś baran z starszej klasy pociągnął mi z bara i  straciłam równowagę. W locie poczułam, że ktoś mnie złapał tym kimś był mój towarzysz Randy.



Randy: Aty gdzie się wybierasz ?



Pepper: Dzdzdz.. Dzięki Randy



Randy: Nie ma za co, jak bym mógł pozwolić, żeby coś ci się stało. Czeba uważać



Pepper: Czy ty minie podrywasz?



Randy: Ja, jak bym śmiał



Pepper: Okej. A ten upadek skończyłby się tylko kilkoma siniakami



Randy: Ale uniknęłaś ich



Pepper: Nom, dobra idziemy, bo nie poznasz Rhodyego



Randy: Już idę



Otworzyłam drzwi i byliśmy na dachu Akademii. Nigdzie nie widziałam Rhodyego, pewnie dlatego, że siedzieli tam gdzie zawszę, czyli za kominem. Sprawdzanie miałam z głowy, bo było doskonale widać Tonego, chyba tłumaczył mu coś przy tym gestykulując rękami, wymachiwał nimi na wszystkie stony. Omal ze śmiechu nie pękłam, Randy gdy to zobaczył też zaczął się śmiać, aż go zgięło w pół. Ze łzami w oczach, oczywiście ze śmiechu, podeszliśmy do nich.



Pepper: Tony zapisz się do kółka teatralnego, świetnie gestykulujesz. Hahahahaha!!



Tony<zawstydzony>: Od kiedy tu jesteście?



Randy: Od około 5 minut, ale Pepper ma rację zapisz się do kółka teatralnego. Hahahaha



Tony: Ok, ale przestańcie się już ze mnie śmiać



Pepper, Randy: Ale my nie możemy



Pepper: To wyglądało komicznie!



Tony: Rhody?



James: Tak ?



Tony: Powiedz im coś !



James: Sorry wole nie podpadać rudej, skrzydeł nie mam, żeby latać



Tony: Ugh... Dzięki! Ja po prostu gadałem z Rhodym i mnie trochę poniosło



Randy: Trochę, chyba bardzo !!



Pepper: Dobra, dobra geniuszu. Po lekcjach idziecie ze mną i Radym do kawiarni ?



James: Mi pasuję, a tak w ogóle jestem James Rhods, ale dla przyjaciół Rhody



Randy: A ja po prosty Randy



James: Tony to idziesz z nami ?



Tony: No ja nie wiem mam dużo pracy



Randy: No nie daj się prosić. Zresztą jutro piątek, zdążysz odrobić lekcje



Tony: Nie chodzi mi o lekcje



Randy: Ok, nie wnikam w twój wolny czas, ale fajnie by było jak byś poszedł



Tony: Pójdę jak Pep poprosi



Pepper: Chyba śnisz



Tony: Ok..



Pepper: No dobra. Tony no proszę, fajnie będzie



Podeszłam do niego przymilając się do czasu aż się zgodził. Tak ma się urok osobisty. Gadaliśmy, aż do dzwonka, kiedy Rhody po dzwonku poszedł na lekcję, poszłam z nim, bo musiałam do toalety, bo zaraz chyba nie wytrzymam, miałam iść na tamtej przerwie, ale już dzwonek zadzwonił  i musiałam pędem wracać do klasy, jak bym mogła spóźnić się na kochaną fizykę. Dobra koniec tych rozmyśleń kiedy Pepper miała iść do kibla. Pięknie wszystkie kabiny zajęte.



~~~~Perspektywa Tony ~~~~



Pepper poszła do toalety, a ja zostałem sam na sam z tym całym Randym, nikogo oprócz nas na dachu nie było. Hymmm..... Dobra okazja by zepchnąć go z dachu... kusząca propozycja, ale nie. Postanowiłam podczas jej nie obecności i pogadać z nim po męsku.



Tony: Widzę, że ślinisz się na widok Pep



Randy: Ja, ja się nie ślinię



Tony: Nie wcale, tylko wodospad Niagara wypływa ci z ust



Randy: Aż tak to widać, że mi się aż tak podoba ?



Tony: Daruj sobie, Pep jest moja



Randy: Nie, nie jest twoja, bo nawet ze sobą nie chodzicie



Tony: Jeszcze. Ale nie chcę się kłócić, chce tylko pogadać, siadaj. No nie bój się z dachu cię nie zepchnę, tylko pod\gadamy jak kolega z kolegą



Randy: Okay . To o czym chcesz ze mną pogadać ?



Tony: To ty jesteś tym całym ninją ??



Randy: Co ja ? nie, nie, coś ci się chyba pomieszało



Tony: Kłamać to ty nie umiesz



Randy: No dobra, ale jak się dowiedziałeś ?



Tony: Bez powodu geniuszem mnie nie nazywają



Pepper: O jak miło moi Przyjaciele wreszcie się dogadują



Pepper wróciła z toalety i poczochrała mnie po głowie po czym siadła między mną, a Randym i rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż do dzwonka. Ostatnia lekcja WOS i do domu, no nie do końca do domu, bo idziemy do kawiarni, ale się cieszę, cieszę się z każdej chwili, którą mogę spędzić z Pep. Lekcja dłużyła mi się nie miłosiernie, a ten głąb, z którym gadałem nie dawno gadałem, podsiadł mnie i siadł z Pepper, więc skazany byłem na Happyego. Jest ! w końcu koniec lekcji, zebraliśmy się pod szkołą, czekaliśmy na Rhodyego, który musiał coś załatwić. Po pięciu minutach, szliśmy już w stronę kawiarni. Siadaliśmy w stoliku przy oknie, miejsca były czteroosobowe, znów miejsce koło Pep zajął Randy, więc siadłem na przeciwko niej, co z jednej strony było lepsze, bo mogłem na nią patrzyć, przez chwile patrzyliśmy sobie w oczy, kiedy podeszła do nas kelnerka i złożyliśmy zamówienie, po czym pan wyrywacz zajętych dziewczyn, zaczął opowiadać arcy ciekawą opowieść ze swojego życia, 30 minut później szliśmy przez park, ten palant kleił się do Pep. No nie ja zaraz nie wytrzymam



James: Tony, wszystko w porządku ?



Tony: Było by gdyby ten palant nie kleił się do Pep



James: Widzę, że ktoś tu jest zazdrosny. Wyluzuj nie ma z Tobą szans



Tony: Skąd wiesz ?



James: Widzę jak na ciebie patrzy, ona cię kocha



Tony: Na serio ?



James: No tak, taki geniusz, a nie widzi, że podoba się dziewczynie



Trochę się uspokoiłem, ale ten dupek dorwał kwiaty od sprzedawcy, który właśnie przechodził i podszedł z nimi do Pepper, która szukała czegoś w torebce



Randy: Piękne kwiaty, dla śliczniej dziewczyny



Pepper: O ! Randy nie musiałeś są piękne



O NIE !!!! Teraz już nie wytrzymałem. Podszedłem do tego podrywacza i z całej siły przywaliłem mu w ten jego durny ryj !



Pepper: Tony ! Co ty robisz ?!



Randy: Tak się bawimy



 ~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Nie mogłam zrozumieć co tu się dzieje. Tony przywalił Randyemu w twarz. Randy się wykurzył i to ostro z resztą jak Tony i oddał mu waląc pod oko. Oj zostanie ślad. Zaczęli bić się na samym środku parku, próbowałam ich rozdzielić, ale nic z tego, zostałam odepchnięta, aż upadłam na ziemię, chciałam spróbować jeszcze raz, ale powstrzymał mnie Rhody



James: Pepper daj spokój, bo jeszcze ci się coś stanie



Pepper: Oszalałeś ? Tony jest o wiele silniejszy od Randyego !



Bałam się, bo jeśli Tony coś zrobi Rendyemu to pójdzie siedzieć, a jak pójdzie siedzieć to nie wiem co ja zrobię, chyba oszaleje. Ja go kocham i nie zamierzam odwiedzać w więzieniu ani poprawczaku. Randy był już w opłakanym stanie, Tony miał tylko rozwalony łuk brwiowy, i kilka zadrapań oraz podpuchnięte oko, Randy ledwo stał na nogach, ale walczył dalej, gdy podbiegła jakaś dziewczyna.



Thresa: Randy ! Co ty do cholery wyprawiasz ?!



Randy: Theresa ?! Co ty tu robisz?



Theresa: Spokojnie Randy, choć ze mną



Randy: Dobrze



Randy upadł Tony chciał mu jeszcze poprawić, ale go powstrzymałam. Dziewczyna z tego co usłyszałam miała na imię Theresa, a więc Theresa wzięła Randyego pod pachę i odeszli.



Pepper: Boże, Tony jak ty wyglądasz



Tony: A jak mam wyglądać ?



Pepper: Jak siódme nieszczęście, choć do mnie trzeba coś z tobą zrobić



Tony: Aż tak źle ?



James: Stary masakrycznie, dobra wy idźcie, a ja załatwię Tonemu wymówkę dla mamy



Poszłam z Tonym w stronę mojego domu. Tata pewnie w pracy, więc nie zobaczy Tonego i nic nie powie Robercie. Doszliśmy do domu, otworzyłam drzwi i zaprowadziłam Tonego na sofę w salonie.



Pepper: Czekaj tu zaraz przyjdę



Tony: Nigdzie nie uciekam



Poszłam do kuchni po miskę, do której nalałam wody by zmyć krew z jego twarzy i oczywiście po apteczkę, żeby opatrzyć łuk, przydałby się jeszcze lud, ale w lodówce mam tylko groszek. No nic musi starczyć. Wróciłam do Tonego z potrzebnymi rzeczami. Zaczęłam omywać twarz, gdy zbliżałam się do oka, widziałam jak krzywi się z bólu choć robiłam to jak najdelikatniej. Zmyłam całą krew, po czym opatrzyłam łuk i podałam groszek.



Pepper: Gotowe ! Trzymaj groszek i trzymaj przy oku, bo będzie siniak



Tony: Dzięki



Pepper: Spoko a teraz mów co ci odbiło



Tony: Nikt oprócz mnie nie będzie kupować ci kwiatów



Pepper: Ale ty mi nie kupujesz kwiatów



Tony: To zacznę



Pepper: Skąd taka zmiana



Tony: No, bo....ja.....Cię Kocham
Tak Kocham Cię       

Pepper: O Tony ! ja ciebie też

Tony: Na prawdę ?

Pepper: Tak ! Ty mój wariacie !!

Tony odłożył groszek na stół i zaczął się do mnie zbliżać, a ja do niego. Nasze usta spotykały się, a mnie przeszył przyjemny dreszcz. Jak ja o tym marzyłam. Tony pogłębił pocałunek, a ja czułam jak rozpływam się w jego ramionach. To było cudowne, ale przerwał nam dźwięk kluczyka w drzwiach. No tak już dosyć późno tata skończył zmianę. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni, a po chwili do salonu wszedł tata

Virgil: O cześć Tony, co ty tu robisz ?

Tony: Dobry wieczór panie Potts ja właśnie miałem wychodzić

Virgil: Co ci się stało

Pepper: Jakiś dzieciak rzucił w niego kamieniem i postanowiłam opatrzyć mu to

Virgil: Aha, dobrze, że to nic poważniejszego

Tony: No to ja idę. Dobranoc

Pepper: Czekaj odprowadzę cię

Virgil: Dobranoc

Odprowadziłam Tonego do drzwi

Pepper: No to do zobaczenia

Tony: Mam taką nadzieję

Uśmiechnął się łobuziarsko, a ja zamknęłam drzwi, żeby tata nie widział i pocałowałam go jeszcze raz

Pepper: No to pa

Tony: To do jutra. Przyjdę po ciecie

Pepper: Ok

Tony cmoknął mnie w policzek po czym odszedł w stronę swojego domu, patrzyłam do puki nie zniknął mi za zakrętem. Weszłam do domu i pobiegłam do swojego pokoju, zamknęłam drzwi i z uśmiechem pod nimi usiadłam. Po kilku minutach poczęłam zmęczenie i poszłam spać. To najlepszy dzień w moim życiu

>>>>>>............<<<<<<
Koniec one shota, specjalnie dla Black Viv Randy dostał od Tonego, ale także chciałam jej podziękować za szablon. Czekam na waszą opinie, a wkrótce kolejny rozdział :). 

środa, 21 października 2015

Rozdział 9 : Zakupy


~~~~Perspektywa Pepper ~~~~


Gdy już Iron Man odleciał i wypomniałam  sobie, że nie zrobiłam tego co chciałam odwróciłam się i rozglądałam po salonie, było po 5 rano, a ja nie wiedziałam co z sobą zrobić. Ciocia Angela jeszcze spała, więc ja poszłam do kuchni, zrobić sobie śniadanie, bo zaczęło burczeć mi w brzuchu. W szafce znalazłam swoje wczorajszo kupione mussli, wsypałam do miski i zalałam mlekiem . Odłożyłam wszystko na miejsce po czym wróciłam do salonu i włączyłam telewizor, zaczęłam przeszukiwać kanały w poszukiwaniu czegoś ciekawego i trafiłam na " Harrego Pottera " leciały po kolei wszystkie czesci, akurat udało mi się na pierwszą " Kamień Filozoficzny ". Oglądałam zaciekawiona i pałaszowałam mussli. W przerwie na reklamy zaniosłam miskę do zmywarki, po czym zauważyła, że ciocia wstała, a teraz stała w drzwiach.



Angela:   Widzę, że jednak mężczyźni umieją wychowywać dobrze dziecidzieci

Pepper: O ! Ciocia obudziłam cię ? Jak tak to przepraszam

Angela: Nie, nie obudziłaś. To ja też zjem i jedziemy do księgarni i centrum handlowego na małe zakupy

Pepper: Tak szybko ? Dopiero 8:30

Angela: No co szkoda dnia

Moją ciocia zjadła śniadanie, po czym ubrałyśmy  się. Ja ubrałam czrne leginsy, czarną podkoszulkę, a na to zarzuciłam mój przy duży biały sweterek-to chyba moje najlepsze ciuchy. Ciocia Angela jak zwykle wygląda świetnie, białą luźną koszulę z ćwiekami na kołnierzu wsadzone w miętowe rurki, a do tego wszystkiego szpilki w kolorze spodni, jednak ja wolę moje trampki. Wyszłyśmy z domu i zmierzałyśmy ku windzie, gdy ciotka przeszukując torebkę w poszukiwaniu kluczy, które zostały na szafce. Ciocia wróciła po nie po czym zjechałyśmy na parter i wsiadłyśmy do samochodu. Jechaliśmy do księgarni. Miałam już wszystkie książki, teraz tylko po zeszyty. Najlepiej do marketu.

Pepper: To do marketu ?

Angela: Nie do Empika. To jest NY muszę cię wyposażyć w najlepsze rzeczy

Pepper: A tatę na to stać. Za dłużej wypłaty to on nie ma

Angela: Pep, spokojnie. Wszystko pod kontrolą

Po 20 minutach wyszłyśmy z empika. Miałam zeszyty najlepszej jakości, piurnik, długopis, zakreślacze BIG i korektor. Zmierzałyśmy w stronę centrum handlowego by kupić mi nowe ubrania, które będą z pewnością lepsze od tych co mam teraz. Minęły 2 godziny od kond tu jesteśmy, ja cała opakowana torbami, a ciocia non stop przynosi mi jakieś ciuchy, które mam mierzyć i jak pasują mam brać. Zwiedziłyśmy wszystkie sklepy i z dosłownie każdego wychodziłam z całą torbą. Wyszłyśmy z ostatniego sklepu i zjechałyśmy na podziemny parking, wszystkie torby wrzuciłam do bagażnika i odjechałyśmy, po drodze ciocia wskoczyła jeszcze do spożywczaka po produkty na obiad.



Pepper: Ciociu możemy zajechać jeszcze do drogerii ?

Angela: Tak. Właśnie muszę kupić nową szminke, a ty czego potrzebujesz ??

Pepper: Dopełnić kosmetyczkę, bo jadę na rezerwach. Prawie wszystko już zużyłam i nie mam czym się malować. Nie potrzebuje dużo, bo mocno się nie maluje.

Angela: Okej. Dobra akurat po drodze jest fajna drogeria. Fajnie że się malujesz, ale czemu tak słabo ?

Pepper: Nie lubię mieć tony tapety na twarzy

Angela: Nie przesadzaj

Pepper: Ale ja nie przesadzam

Dojechałyśmy do drogerii. Znalazłam wszystkie potrzebne kosmetyki, czyli krem BB rozświetlający, nawilżający mam w domu , eyeliner, tusz do rzens oraz moją ulubioną truskawkową pomadke do ust z witaminami , niestety bardzo często mi pękają. Wpakowałam się do samochodu i odjechałyśmy do domu. Obładowana weszłam do " swojego" pokoju, rozpakowałam rzeczy do szkoły i ubrania , co było bez sensu bo jutro wieczorem wracam już do swojego domu. Wykończona wyszłam na balkon odpocząć. Myślałam o Iron Manię, chciałabym z nim pogadać. Czułam, że mogę mu zaufac, bardziej niż komuś innemu. Dziwne znam go przelotnie, ale chyba jak jest bohaterem to musi przecież być godnym zaufania. Po za tym chyba jesteśmy w tym samym wieku. Fajnie z jego strony, że zabrał mnie na małą " wycieczkę " po NY.

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Po tym jak odstawiłem ją z powrotem na balkon, z którego ją wziołem, normalnie niczym współczesna wersja Romeo i Juli tylko oni byli kochankami. Wróciłem do zbrojowni by naprawić zbroję. Dziewczyna jest bystra, tak jak przypuszczałem, bo szybko zorientowała się kim jest Iron Man, ale coś czuje, że mogę jej zwufać. Mam nadzieję, że spotkam ją w Akademii Jutra, bo jest blisko jej domu. Siedziałem w zbrojowni i ulepszałem zbroje, a mianowicie zwiększam moc repursorów. Stwierdziłem, że przyda się po ostatnim spotkaniu z Whiplashem, a i jeszcze zbroja zwiadowcza, gdyby taka akcja jak z Maggią się powtórzyła, co mam nadzieję, że nie, ale wierząc w ich możliwość, oprócz spiskowania z Tong i na padania właśnie na banki, no na nic więcej ich nie stać, brak, zero ambicji. Pod czas moich rozmyślań do zbrojowni wszedł Rhody

James: Co tym razem majsterkujesz ? Nie mow, że nową zbroję

Tony:Nie, naprawiam starą zbroję i zwiększa moc repursorów

James:Zwiadowczą ?! Tony ona nadaje się tylko na złom, czyli jak byś budował nową

Tony:Nie przesadzaj, w zbroi Mark 1 skończyłem już z repursorami, a w zwiadowczej nie ukrywam trochę pracy będzie, ale jak się streszcze to jeszcze dzisiaj skończe jestem w połowie

James: Tony wiesz, że nie możesz się tak przemęczać

Tony: Tak mamusiu. Wiem, ale to mnie odpręża

James: Odpręża cię ! Chyba, aż za bardzo, bo zqpominasz o ładowaniu implantu !

Tony:Dobra nie denerwuj się ! Bo miałem ci coś ważnego do powiedzenia, ale skoro wrzeszczysz już teraz to po tym na zawał zejdziesz !

James:Ok jestem już spokojny. Gadaj co nawywijałeś

Tony: Ja nic ! Ale ktoś jeszcze wie kim jest Iron Man, ale nie wie jak się nazywam

James: Co ? Jak to ? Nie wie kim jest Anthony Stark ?

Tony:No nie wie, ale wkrótce się przekona . Może nawet pokaże jej zbrojownię ?

James:Tony nie mów, że powiedziałeś to tej całej córce agenta FBI. Ile ty ją znasz ?

Tony: Sama się domyśliła, a po za tym ufam jej

James:  Jak cię wyda nie chcę mówić a nie mówiłem i pocieszsć cie, że sekret Iron Mana się wydał

Tony:Dramatyzujesz

Rhody wyszedł ze zbrojowni pewnie poczytać o czymś z historii, a ją wziąłem się za zbroję zwiadowczą może dodam jeszcze trochę uzbrojenia. To tak na wypadek gdyby ktoś mnie zaatakował. Szybko mi z leciały 4 godziny, ale skończyłem to chyba mój rekord. Podłączyłem implant do ładowania. Usiadłem na fotelu i znów moje myśli przeszły na rudą... Czemu cały czas o nie  myślę... Tony ogarni się... Może przelece się po mieszcie. Tak to jest myśl polece na patrol. Leciałem nad miastem, miałem nadzieję spotkać rudą i pogadać, ale nigdzie jej nie było, wróciłem do zbrojowni. Żadnych alarmów, no nic chyba pójdę się zdrzemnąć. Tak to jest myśl. Zablokowałem drzwi i poszedłem do domu. Byłem w swoim pokoju i ległem na łóżku po czym zasnąłem.

>>>>>.....<<<<<

Dziś rozdział trochę krótszy, ale myśle, że się spodoba. Jutro może pojawić się kontynuacja one shota więc zapraszam :)

wtorek, 20 października 2015

Rozdział 8 : 2 dniowa przeprowadźka






~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Iron Man podrzucił mnie do domu i odleciał. To dziwne, ale chyba lubię metalową puszkę, która może nawet nie być człowiekiem. Świetnie Pep teraz jeszcze wystarczy, że zakolegujesz się z telewizorem i tosterem, będzie super. Oprócz tego zastanawiałam się kim był ten chłopak, który mnie z tam tond wydostał, Iron Man jest strasznie szybki ciekawe jak tak szybko go odstawił do domu ? Chyba, że ten chłopak jest Iron Manem.... Nie bzdury już plotę, chyba te porwanie już mi wali na głowę, rzeczywiście muszę odpocząć bo za 3 dni, licząc od jutra idę do szkoły. W trakcie moich rozmyśleń nad pytaniem "czy Iron Man jest człowiekiem i kim jest mój wybawca", zadzwonił tata i przekazał mi, żebym spakowała rzeczy na 2 dni, bo będę nocować u ciotki. Nawet się cieszę, bo dawno jej nie widziałam i bardzo ją lubię. Pamiętam jak byłam jeszcze mała i ciocia przyjechała do Orlando na urodziny mamy i upiekłyśmy pełno mufinek i ciastek z czekoladą. Poszłam do pokoju i zaczęłam pakować rzeczy, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi, tata uprzedzał, że przyjedzie po mnie ciocia, ale że aż tak szybko. No nic zeszłam na dół i przez wizjer ujrzałam ciotkę. Otworzyłam jej drzwi, a ona weszła do środka z uśmiechem



Angela: Cześć skarbie, gotowa ?



Pepper: No nie do końca dopiero zaczęłam się pakować

Angela: Dobra to ja poczekam, a ty idź



Pepper: Zaraz wrócę



Angela: Może ci pomóc ?



Pepper: Nie. Poradzę sobie



Wbiegłam na górę, stanęłam przed szafą i zaczęłam przeglądać. Bosze jakie ja mam beznadziejne ubrania, ale ok poproszę jutro tatę o kasę na nowe. Wzięłam kilka koszulek, sweter, bluzę, piżamę i kilka par spodni. Pędem pognałam do łazienki po kosmetyczkę i wrzuciłam do walizki, dorzuciłam jeszcze ładowarki i laptopa. Zasunęłam zamki i razem z walizką zeszłam na dół. Ciocia uśmiechnęła się do mnie i wsadziła walizkę do bagażnika. Zamknęłam dom i usiadłam na miejscu pasażera obok cioci i ruszyliśmy do jej mieszkania w samym środku miasta. Angela nie ma męża, a to dziwne bo jest naprawdę ładna, ma super ciuchy w ogóle podoba mi się jej styl. Oparłam się o szybę i patrzyłam na mijane domy, budynki, sklepy, gdy naglę odezwała się ciocia



Angela: Nie martw się będzie dobrze. Jutro idziemy kupić ci książki i do centrum handlowego. Czeba jakoś wyglądać w pierwszym dniu szkoły



Pepper: Wiem, ale tato mówi, że wygląd się nie liczy tylko to co mamy w środku



Angela: Z charakterem się zgodzę, ale nie z wyglądem



Pepper: Heh. Nie nawiedzę swojego wyglądu



Angela: No coś ty Pep jesteś śliczna tylko muszę ci to pokazać



Ciocia uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłam gest. Ja śliczna, chyba ciocia oczu nie ma, nie dość, że chuda jak kościotrup to na dodatek ruda. W starej szkole przezywali mnie od Marchewek po przez Papryczki i deski bo nie mam tak dużego biustu jak inne dziewczyny, ale ci co mnie w chociaż jakimś  stopniu mówili mi Pepper, bardzo przyzwyczaiłam się do tego przezwiska, więc często nie reaguję na imię Virginia. Dojechałyśmy na miejsce, ciocia chciała wziąć ode mnie walizkę, ale ja powiedziałam, że dam radę i weszłyśmy do windy po czym do mieszkania, było schludne i przytulne, ciotka pokazała mi tymczasowy mój pokój po czym poszła robić kolację. Chciałam jej pomóc, a ona powiedziała, żebym się rozpakowała, powiedziała mi też, że w sofie znajdę pościel, a na dnie szafy są poszewki. Pościeliłam sobie posłanie i poszłam do kuchni zobaczyć jak idzie cioci z kolacją, akurat kończyła układać kanapki na talerzu.  Podeszłam do blatu zalałam kubki z herbatą po czym skierowałyśmy się na kanapę do  salonu. Włączyłyśmy telewizor i zajadałyśmy kanapki. Po skończonej kolacji pomogłam pozmywać naczynia. Wróciłam do swojego tymczasowego pokoju, dorwałam się do laptopa i wyskoczyło, że Laura jest dostępna, ale czy to dobry pomysł by teraz do niej pisać, może jest zajęta i nie ma czasu. Od kiedy pamiętam Laura wszystko przekładała na wieczór i czasami nie mogła się wyrobić. Jutro na niej napisze jak tylko wkrótce z miasta.



~~~~Perspektywa Tonego ~~~~



Wyszedłem że zbrojowni blokując wszystko. W głębi duszy miałem nadzieję, że Roberta już śpi, albo nie będzie się pytać dlaczego uciekłem, ale chyba zgłupiałem, Roberta nigdy nie odpuszcza. To dziwne jestem Iron Manem prawie codziennie mam do czynienia z większym zagrożeniem, przed którym każdy tchórzy, a ja się z tym zmierzam, a boje się matki swojego kumpla. Czy oby ja jestem do końca zdrowy umysłowo, czy lepiej zgłosić się do psychiatry. Do mojego tymczasowego domu chciałem jak najdłużej nie wracać, ale to by tylko pogorszyło sprawę no cóż raz kozie śmierć jak to się mówi. Wszedłem do domu, ledwo zamknąłem drzwi, a w progu od salonu już stała pełna furii Roberta



Roberta: Anthony Edwardzie Starku gdzieś ty był i dlaczego uciekłeś w trakcie, gdy musieliśmy porozmawiać o ważnej sprawie, mając to na myśli mówię szkoła









Tony: Ja byłem się przejść musiałem coś przemyśleć, a tu nie mogłem się skupić






Pan Rhods: Kłamie !! To Tony powiedź jak facet, facetowi, która ci tak zakręciła w głowie. Czyż by chodzi o tą córkę Stena ?      



Tony: Z Whitney już dawno skończyłem, nawet nie wiem dlaczego z nią byłem......zaraz wiem... ale to moja sprawa. Ale chyba jest pewna osoba, która rzeczywiście zawróciła mi w głowie



Roberta: Czyli mam rozumieć, że ta cała akcja to tylko dlatego, że się zakochałeś ?



Tony: Ale ja się n.....






James: Tak mamo Tony się zakochał w dziewczynie, którą poznał przypadkiem. A teraz możemy iść chcę, żeby Tony pomógł mi fizyki, bo jutro mamy sprawdzian



Roberta: Dobrze odpuszczę ci ten jeden raz Tony, ale rozmowa o szkole i tak cię nie ominie



Tony: Dobrze rozumiem, to się już więcej nie powtórzy



Rhody szturchnął mnie łokciem dając znak, żebyśmy już poszli do swoich pokoi. Wchodziliśmy po schodach, a Roberta bezczynnie opadła na sofę i zaczęła rozmawiać o czymś z mężem. Jems poszedł do swojego pokoju, a ja do łazienki, umyć się i przebrać w piżamę. Wziąłem krótki prysznic po czym gotowy do spania wróciłem do swojego pokoju. Leżałem już w łóżku, gdy naglę przypomniała mi się akcja z Rhodym. Czym prędzej pognałem do jego pokoju



Tony: Co to miało być ?!



James: Ocaliłem ci tyłek



Tony: Zakochał się w przypadkowo poznanej dziewczynie   



James: Ale przynajmniej dała ci spokój



Tony: A jak będzie chciała ją poznać ??



James: To do tej pory jakąś znajdziesz



Tony: Ty nic nie rozumiesz !!



Zdenerwowany wyszedłem z jego pokoju czy on nie rozumie, że ja mam dosyć pustych lal, które tylko lecą na mój majątek i sławę. Jeżeli bym chciał mieć dziewczynę to na pewno taką, która pokochała by mnie takiego jakim jestem, a nie mój spadek po ojcu, żeby darzyła mnie prawdziwym, szczerym uczuciem, kochała za błędy, była ze mną mimo wszystko, ale czy taka istnieje, wątpię więc do końca życia będę sam ! . A z drugiej strony jest ta nowo poznana Virginia, jest ładna co z pewnością znaczy, że jest jak te inne, ale chciałbym dać jej szanse, bo wydaje się w porządku. Sam już pogubiłem się w swoich myślach. W głębi wieżę, że jest inna, ale przecież mogę się mylić dlatego chce ją poznać mam nadzieje, że nie okaże się tylko ładna. Po tych rozmowach, krótkich rozmowach ze mną jako Iron Manem mam wrażenie, że jest szczera i bystra kompletne przeciwieństwo Whitney, która okazała się fałszywą materialistką. Nie mogłem zasnąć cały czas myślałem o rudej, czy to możliwe, że ja naprawdę się zakochałem, nie ja nie chcę się zawieść, nie chcę cierpieć przez głupotę. Przecież to nie możliwe, gdybym mógł kochać nie zerwał bym z Whitney, ale ja do niej nic nie czułem, byłem z nią, bo nie chciałem zranić jej uczuć, które swoją drogą okazały się fałszywe. Budzę si po 3 w nocy i nie mogę zasnąć. Ubrałem spodnie i bluzę po czym wykradłem się do zbrojowni. Dochodziła 4 nad ranem i postanowiłem się przelecieć po mieście.



~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Zasnęłam późno, nie mogłam poukładać sobie w głowię dlaczego tata tak nagle odsyła mnie do ciotki, żeby mnie się pozbyć, czy żeby zaopiekowała się mną, bym nic głupiego nie zrobiła po tym porwaniu. Nie jestem aż tak głupia, mam silną psychikę i byle co jej nie złamię. Zasnęłam około godziny 2 w nocy i co ? i znowu ten sam sen, tylko tym razem widziałam twarz chłopca.... zaraz, zaraz czy to nie ten sam co wyrwał mnie z rąk Maggi, czemu bierze udział w moim śnie ? dlaczego w nim ginie ? Cały sen wydawał się taki sam poza szczegółem z chłopcem tym razem widzę jego śmierć. Chłopaka porywa wielki, czarny ptak ląduje z nim między innymi trupami, które tworzą okrąg, a jego ciało leży na samym środku. Co to ma być ? Ptak wydziera mu coś dziobem z klatki piersiowej, to coś świeci na niebiesko po czym gaśnie, ptak pazurami przecina mu brzuch po czym odlatuje. Podbiegam do niego on niewyraźnie wypowiada "Zawszę będę przy Tobie" po czym umiera i znów pojawia się czarna postać i mówi nie zrozumiale i celuje we mnie mieczem. Znów budzę się oblana zimnym potem i nie mogę zasnąć. Jest 4 nad ranem a ja nie mam co ze sobą zrobić więc po cichu wychodzę na balkon. Stoję jakieś niecałe 5 minut, gdy przede mną pojawia się Iron Man



Tony: Dzień dobry, a co to nie możemy spać ?



Pepper: Dzień dobry, a czy dobry to się okaże i tak nie mogę spać



Tony: To widzę, że nie jestem jedyny



Pepper: To dziwnie zabrzmi, ale czy ty w ogóle jesteś człowiekiem ?



Tony: W 100 procentach, a dlaczego się pytasz ?



Pepper: Odpowiedź jest jeszcze dziwniejsza



Tony: A więc słucham



Pepper: Chyba cię lubię, wydajesz się być spoko



Tony: To mi miło, mogę ci co pokazać ?



Pepper: No jasne



Blaszka wziął mnie w pasie i  odlecieliśmy, lecieliśmy nad miastem było jeszcze przed świtem. Miasto spało, a ja podziwiałam widok miasta z góry było piękne.



Pepper: Ale piękny widok



Tony: Zgadzam się jest cudowny, ale chce ci pokazać coś jeszcze lepszego



Wylądowaliśmy na pochodni "Statuy wolności" właśnie wschodził świt, słońce dopiero wyłaniało się za horyzontu. Nieziemski widok, podeszłam trochę bliżej, mimo, że miałam na sobie długi rękaw było mi zimno.



Tony: Zimno ci ?



Pepper: Troszkę, ale to nic. Tu jest tak pięknie ta chwila mogła by trwać wieczność



Tony: Zgadzam się, ale nie pozwolę ci się rozchorować. Chodź lecimy



Pepper: Okej. Mam jeszcze jedną sprawę, która mnie gryzie



Tony:  Tak ?



Pepper:  Bo wiesz wydaje mi się, że ten chłopak to ty



Tony: Co ?! Ja.... nie.... nie jestem...... tym chłopakiem



Pepper: Nie umiesz kłamać słychać to, ale nie martw się twój sekret jest bezpieczny nikomu ni powiem, masz moje uroczyste słowo



Tony: Dobra masz mnie ! Ale obiecujesz że nikomu nie powiesz?



Pepper:  Tak obiecuje, a nawet jeśli to nie mam komu



Tony: To do zobaczenia ?



Pepper: Do zobaczenia. Nie martw się milczę jak grób



Tony: Mam nadzieję, bo jak nie to zraz wezmę cię i zrzucę do wody



Pepper: Na serio ?



Tony: Nie przecież żartuję

Uśmiechnęłam się do niego zamykając balkon, a on odleciał. Mam nadzieję, że jeszcze go spotkam, może nawet chodzi do tej samej szkoły co ja mam iść. Zobaczymy, ale z tego wszystkiego zapomniałam zapytać się do jak ma na imię. Szlag by to, ale wkrótce się dowiem, przede mną nie ma tajemnic.            



>>>>>>>...........<<<<<<<<
Koniec rozdziału 8 mam nadzieję, że się spodoba.