Muzyka

wtorek, 1 grudnia 2015

Rozdział 22 : Czy to sen ?




~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Obudziły mnie jakieś hałasy i straszliwy ból głowy. Ociężale wstałam z fotela by sprawdzić źródło hałasu i nie mógł być to nikt inny jak Tony, walący pięściami w konsole od komputera, pewnie nadal szuka odtrutki na pallad. Podeszłam do niego od tyłu i objęłam.



 Pepper: Tony wyluzuj, bicie komputera i tak tu nic nie da.

Tony:O Pepper, przepraszam, że cię obudziłem, ale mnie poniosło.

Pepper: Nic nie szkodzi i tak już miałam wstawać. Masz może coś na ból głowy ?

Tony: Niestety nie. A! na stoliku masz śniadanie i twój nowy przysmak

Pepper: Wielki mi to przysmak.

Tony: Działa trochę jak alkohol, więc możesz wielu spraw nie pamiętać i to też jest przyczyną bólu głowy.

Pepper:I to wszystko wyjaśnia. Jak tam ci noc minęła ?

Podeszłam do stolika by wżąć bidon z jakże przepysznym napojem po czym wróciłam na wcześniejsze miejsce i siadłam na fotelu by wysłuchać chłopaka. Miał rację, że nie pamiętam, a mianowicie nie pamiętam wczorajszego wieczoru, ale za to pamiętam sen, w którym tańczyłam z Tonym i on wtedy powiedział, że mu bardzo na mnie zależy na co odpowiedziałam mu tym samym.



Tony: Bardzo dobrze, spałem jak niemowlę, a ci ?



Pepper: Mi też, ale miałam bardzo dziwny sen



Tony: Mogę wiedzieć jaki ?



Pepper: Że widziałam co robi Rhodey na imprezie, a później tańczyliśmy tu na helikarierze



Tony:To nie był sen



Pepper: Na serio ?! Czyli...



Tony: Tak, ja cię kocham Pep



Nie mogłam w to uwierzyć on mnie naprawdę kocha, no chyba, że to znowu działanie chlorofilu, ale chcę prawdę, bo ja też go kocham. Pokochałam go od pierwszego wejrzenia, do dziś pamiętam jak lecieliśmy razem przez miasto, a potem wylądowaliśmy na czubku statuy wolności i patrzeliśmy na wschód słońca. To było niesamowite przeżycie tak jak te wczoraj i te teraz, każda chwila z nim jest niesamowita.



Pepper: Ja ciebie też i to nawet nie wiesz jak bardzo.



Tony: Chyba wiem, bo czuje to samo do ciebie



Te cudowną chwilę jak zawsze musiał ktoś przerwać to była jedna z agentek T.A.R.C.Z.Y , która przyszła sprawdzić co robimy po czym pewnie zdać szczegółowy raport Furyemu już se to wyobrażam "Anthony Stark i Virginia Potts nie pracują gdyż są zajęci wymianą śliny". Agentka nic nie powiedziała tylko przeszła się po skrzydle i wyszła zostawiając nas samych.



Tony: To na czym skończyliśmy ? A! tak



Znów nasze twarze zbliżyły się do siebie, ale odezwał się alarm, że Tony musi się naładować w tym celu musi lecieć do zbrojowni. Wyłączył alarm i wziął się z ubieranie zbroi, chciałam z nim lecieć więc przed wyjściem go zatrzymałam by na mnie poczekał, widziałam, że chce już coś powiedzieć by została, lecz nie pozwoliłam mu na to i ubrałam kurtkę. Wylecieliśmy z helikariera i po chwili byliśmy w zbrojowni, w której było zimniej niż na Grenlandii i on w takim zimnie chce ściągać koszulkę. Przecież się rozchoruję, a ja na to nie pozwolę.



Pepper: I ty masz zamiar siedzieć w takim zimnie



Tony: Nie. Zaraz powinno włączyć się ogrzewanie



Pepper: Yhym. Widzę, że myślałeś o zimie tworząc ją



Tony: Heh, tworzyłam ją po zimie, gdzie było dość zimno więc pomyślałem i o klimatyzacji na lato



Pepper: Mądra głowa



Ogrzewanie zaczęło działać, a Tony ładować. Usiadłam obok niego na kanapie po godzinie ładowania implant miał 100% i mogliśmy wracać na helikarier, gdy ubierałam kurtkę rozległ się alarm, a do zbrojowni wszedł Rhodey. Tony podszedł do komputera, był to kolejny pierścień Makluan, musimy jak najszybciej się tam znaleźć.

Pepper: Gdzie tym razem jest pierścień

Tony: Prawie na miejscu

James: Czyli w Ameryce Północnej ?

Tony: Tak w stanie Montana

Pepper: Czyli czeka nas wycieczka ?

James: Trzeba wymyślić jaką wymówkę dla mojej mamy

Pepper: I dla mojego

Tony:To wy coś wymyślicie, a ja załatwię samolot   

~~~~Perspektywa Tonego~~~~

Załatwiłem już nam samolot wylecimy jak już będzie ciemno. Wszystko było dobrze, ale coś wewnątrz mnie mówiło, że tak nie jest. Może Mandaryn powrócił ? A jeśli zrobi coś Pepper mają po trzy pierścienie, ale ich szanse nie są wyrównane, bo Pep jest przez nie osłabiona, a na niego nie mają one żadnego wpływu. Zapakowałem do plecaka potrzebne rzeczy i oczywiście zbroję i to jest chyba odpowiedni moment by War-Machine dać Rhodeyemu .

Tony: Macie już coś ?

Pepper: Że ja nadal jestem na helikarierze, a Rhodey nocuję u jakiegoś kumpla

Tony: A my mamy samolot o 19:30

James: Wysłałem mamie esemesa, jest na jakieś sprawie więc możemy iść wziąć jakieś rzeczy

Tony: To ty idź nas spakuj, a ja pójdę razem z Pepper po jej rzeczy

Pepper: Nie musisz idź spakuj siebie, a ja pójdę spakować siebie

Tony: Ale ja chcę iść z tobą

Pepper: To chodźmy

Wyszliśmy ze zbrojowni i skrótami szliśmy do jej domu, jej ojca nie ma więc powinno pójść szybko i bez tłumaczeń. Po kilku minutach byliśmy już w jej pokoju, pakowała do torby jakąś bluzkę i spodnie oraz ładowarkę, powiedziałem, że może jeszcze wziąć jakąś poduszkę i koc, bo po w samolocie nie ma. Gdy mieliśmy już wychodzić Pepper poszła do toalety, a jak wyszła to coś mi nie grało.

Tony: Skarbię, o co chodzi ?

Pepper: To nic ważnego

Tony: Przecież widzę. Mi możesz wszystko powiedzieć

Pepper: Coś to wszystko mi nie gra, mam jakieś złe przeczucia. Chyba się boję  

Tony: Nic się nie martw, jak coś będzie to zawszę cię obronię

Pepper: A jeśli ci coś się stanie ?

Tony: Ej mycha przecież jestem Iron Manem

Przytuliłem ją by dodać jej otuchy i żeby poczuła się bezpieczniej. Teraz nam chyba nic nie przeszkodzi. Odchyliłem jej głowę do góry i popatrzyłem jej prosto w oczy, widziałem w nich tyle troski, czy to możliwe, że to właśnie ona może być tą jedyną na całe życie ? Tak, to ona jestem przekonany, że będę ją kochać do końca swojego życia. Zbliżałem się powoli by ją pocałować, na początek delikatnie musnąłem jej usta, po czym przedłużyłem pocałunek, a ona odwzajemniła gest, na reszcie nikt nam nie przeszkadzał. Trwaliśmy tak przez kilka minut, gdy uznaliśmy, że musimy już wracać do Rhodeygo. Wziąłem jej torbę, a on zamknęła drzwi i wróciliśmy do zbrojowni, gdzie czekał Rhodey z naszymi rzeczami. Dałem mu War-Machin, który też zmieniał się w plecak, był nieźle zaskoczony i podobała mu się nazwa, więc nie chciał jej zmieniać, po drodze będzie miał czas by poczytać instrukcję.  Teraz wystarczyło zadzwonić po taksówkę by zawiozła nas na lotnisko. Po piętnastu minutach byliśmy na lotnisku, a do startu zostało dziesięć minut. Weszliśmy na pokład i zajęliśmy miejsca Rhodey koło okna, po środku Pepper i ja. Lot będzie trwał około pięciu godzin, według naszego czasu będziemy tam o wpół do drugiej w nocy, a według nich dwie godziny wcześniej. Po godzinie lotu byłem już ledwo żywy, a nie chciałem spać. Pepper spała na moim ramieniu, a Rhodey zasnął oparty o okno samolotu, a ja czuwałem.

~~~~Perspektywa Gena~~~~

Rozgryzłem labirynt i przeszedłem już do szesnastego wymiaru, jeszcze cztery i będę w domu. Nic mnie już nie powstrzyma, zgładzę Iron Mana i Księżną Makluan. Będę najpotężniejszy na całym świecie, wprowadzę nową monarchię, wszyscy będą mi posłuszni, a każdy kto mi się sprzeciwi zginie marnie. Ale opanowanie świata mi nie wystarczy, opanuję także wszechświaty, upadłe anioły i wszystkie inne demony staną się moimi sługami. Mam trzy pierścienie i ta cała księżna też, chyba, że zdobyła ich już więcej, ale to i tak nic nie zmienia, bo je odzyskam. Szedłem przez szesnasty wymiar, wymiar Miasto Kości, naprawdę ohydne miejsce, nie dość, że śmierdzi śmiercią to na każdym kroku pod moimi nogami chrupią kości, a nie spałem już przez sześć dni i padam z nóg, ale nie poddam się zmęczeniu, ja muszę wypełnić przeznaczenie.

>>>>.....<<<<<

Koniec rozdziału 22. Mam nadzieję, że was nie nudzę i czekam na komentarze pod postem :).

Kolejny post w czwartek :)

Jak masz pytanie to napisz w komentarzu lub wyślij email :)

piątek, 27 listopada 2015

Rozdział 21 : Zrobię wszystko




~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Znów siedziałem w sali Pepper myśląc o tym czy w jej przypadku nie wystąpi tak samo jak w przypadku Arthura, gdy byłem już blisko rozwiązania, dlaczego uprząż energetyczna zmieniła jego strukturę, nastąpiły nie spodziewane komplikacje i teraz musiałem uważać by nie popełnić tego samego błędu, dziewczyna jest dla mnie zbyt ważna. Siedziałem na krześle najpierw próbowałem na telefonie zapisywać ważne informacje, muszę jak najszybciej rozgryźć te zagadkę. Poczułem lekkie zmęczenie i oparłem ręce o brzeg łóżka, a na nich ułożyłem głowę po czym zasnąłem. Następnego dnia obudziła mnie pielęgniarka, która przyszła podać jakieś leki Pepper i zmienić kroplówkę. Po czym wyszła, a ja rozciągnąłem obolałe kości. Postanowiłem obudzić rudą, być może będzie na mnie zła, ale musimy się jak najszybciej dostać na helikarier im szybciej, tym lepiej.



Tony: Pepper pobudka, musimy gdzieś iść i to szybko



Pepper: Ok, dobra już wstaję, a co to takiego ?



Tony: Wrócę od Anny i wszystko ci wytłumaczę. Tylko mi zaufaj



Pepper: Przecież wiesz, że ci ufam



Tony: To się ubieraj, a ja zaraz wracam 



Wybiegłem z sali i czym prędzej zmierzałem do gabinetu lekarki, Musiałem chwilę zaczekać, gdyż z tego co mi powiedziała jedna z dyżurnych poszła sprawdzić stan jakiegoś dziecka, które przejechało w nocy karetką. Po kilku minutach już siedziałem w jej gabinecie i czekałem jak skończy wypisywać wypis. W nocy jeszcze napisałem esemesa, żeby Rhody "podrzucił" mi auto jak na zamówienie, auto czekało na parkingu, a Rhody powiedział, że ma jeszcze coś do załatwienia przed balem Halloweenowym , on ewidentnie coś przede mną ukrywa, ale dobrze, że mam auto. Wróciłem po Pepper, która była już gotowa. Zanieśliśmy wypis i mogliśmy jechać, oczywiście do zbrojowni, bo moje auto nie umie latać.



Pepper: No to o co chodzi ?



Tony: Rozmawiałem z doktor Anną o twoich wynikach, pierścienie cię zatruwają cię palladem, a ja postaram się to powstrzymać. Oczywiście będziesz mogła używać pierścieni, ale nie będą wywierać już tak dużego wpływu na twój organizm.



Pepper: A jak ci się to nie uda ?



Tony: Raz już byłem blisko odkrycia, ale pewien osobnik mi przeszkodził i wszystko poszło w kąt, ale ciebie "wyleczę" za wszelką cenę



Pepper: Tony, ale ja się zaczynam bać



Tony: Nie masz czego, nic ci przy mnie nie grozi



Dojechaliśmy do zbrojowni by za chwile polecieć na helikarier. Otworzyłem jej drzwi by wyszła, a z tyłu wziąłem jej torbę z rzeczami i poszliśmy do środka zbrojowni. Wpisałem kod dostępu i przywitał nas dobrze znany widok, podszedłem do komputera i wybrałem zbroję Mark I, gdy zjechała na dół ubrałem ją i spytałem Pepper, czy jest gotowa w odpowiedzi usłyszałem "chyba tak" podeszła do mnie, a ja wziąłem ją na ręce i wylecieliśmy ze zbrojowni, a po kilku minutach byliśmy na helikarierze, gdzie "przywitała" nas agentka Hill, która za zadanie miała zaprowadzić nas do Furego, a on z nami do skrzydła medycznego. Doszliśmy do miejsca gdzie czekał na nas Fury, jego twarz jak zwykle nie wyrażała żadnych emocji.



Fury: Witaj Stark, wiesz, że w tym na co ci pozwalam strasznie narażam się komisji



Tony: Wiem i bardzo dziękuję za to, że mi na to pozwoliłeś. A oto właśnie Pepper, wam znana jako księżna



Fury: Nie zmniernie miło poznać, a co dokładnie jest nie tak



Pepper: Mi też miło, zawsze marzyłam by poznać pana. A co do mnie to ja sama nie wiem co ze mną



Tony: Chodzi o pallad, który wchodzi w skład pierścieni i zatruwa organizm, musimy to czym wcześniej zneutralizować, bo w gorszym wypadku możesz......umrzeć






Fury: Ale mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, bo tylko ty możesz powstrzymać Mandaryna



Pepper: A jeśli mi się nie uda, przecież jest Iron Man



Tony: Ale na razie Mandaryn jest ode mnie silniejszy i staje się taki z każdym jednym pierścieniem



Pepper: Właśnie, mogę cię na chwilę, co z tym pierścieniem ?



Tony: Spokojnie mam go, jak przyleciałem pytać Furego o zgodę od razu poleciałem po pierścień



Pepper: To dobrze czyli mamy trzy pierścienie, a Mandaryn



Tony: Też trzy, bo stracił pierścień teleportacji



Pepper: Czyli mamy teleportacji, generacji i wskrzeszania



Fury: Dobra Stark pogadacie przy romantycznej kolacji, a teraz chodźcie



Szliśmy za Furym do skrzydła medycznego, znów dostałem mnóstwo zasad co mi można, a czego nie, jakbym tego nie wiedział z poprzedniej wizyty. Dostałem do dyspozycji całe skrzydło, ale tym razem nie otaczali nas agenci, uzbrojeni po uszy, nikt praktycznie nas nie pilnował, oprócz kilku agentów za drzwiami by nikt tu nie wchodził, oraz kamer, których i tak pewnie nie sprawdza.



Tony: No to zaraz możemy zaczynać, nie martw się



Pepper: Ok, ale jeśli coś pójdzie nie tak ?



Tony: Pepper wszystko będzie dobrze, ja wiem co robię



Pepper: Dobra wierze ci, a teraz z innej beczki pytanie. Jak podczas tego wszystkiego z pierścieniami oszaleje ?



Tony: Nie oszalejesz, w końcu jesteś po tej dobrej stronie, chyba tak



Pepper: Hehe tak, ale obiecaj mi coś



Tony: Zależy co ?



Pepper: Jeśli oszaleje, zrób wszystko by ocalić świat, nie patrz na mnie. Zabierz mi pierścienie, odetnij ręce, a nawet zabij, ale ocal niewinnych. Nie patrz na to, że robisz mi krzywdę, po prostu to zrób



Tony: Nie zrobię tego, jesteś dla mnie ważna, znajdę inny sposób.



Pepper: A jeśli innego sposobu nie będzie ?



Tony: To postaram się je znaleźć



Pepper: Jesteś wspaniałym przyjacielem



Tony: Staram się, no to zaczynamy ?



Pepper: Jasne



Tony: Ok, to teraz przeskanuje twój organizm, musisz wejść do tej szklanej komory



Pepper: Nie wejdę tam, mam klaustrofobię



Tony: To potrwa chwilę, rozmawiaj z mną, a nawet nie zauważysz kiedy się skończy



Pepper: A jak to się zatnie i nie będę mogła się wydostać ?



Tony: Zrobię wszystko by cię stamtąd wydostać, mówiąc prościej rozwalę to



Weszła do środka, a ja włączyłem skaner. Po półtora minucie miałem wszystkie informacje o jej organizmie teraz tylko wystarczyło zmierzyć poziom palladu we krwi i znaleźć rozwiązanie, które wbrew pozorom może okazać się trudne. Byliśmy na herikarierze już kilka godzin, dochodziła już godzina piętnasta, poziom palladu w jej organizmie wynosił 19 %, a z każdym użyciem pierścienia zatrucie palladem wzrasta.  Więc musimy wziąć się za dalsze zwalczanie objawów. Pepper podeszła do miejsc gdzie było widać całą panoramę miasta, a na dworze robiło się już ciemno co oznaczało, że niedługo impreza Halloweenowa się zacznie, ciekawe c tam u Rhodyego. Pomyślałem by na razie objawy neutralizować chlorofilem, ale to na długo nie wystarczy, ponieważ objawy mogą dalej dawać o sobie znać. Przygotowałem "pyszny" sok chlorofilowy i podałem jej do picia.



Tony: Nie za dobre, ale pomaga



Pepper: Co to jest ?



Tony:  Chlorofil, pomoże zniwelować objawy zatrucia palladem



Pepper: Fuj. Którą mamy godzinę ?



Tony: Dochodzi w  pół do dziewiątej, a co ?



Pepper: Bal się rozkręca, a Rhodey świetnie się z Olivią bawi



Tony: Skąd o tym wiesz ?



Pepper: Widziałam to. Kolejna moc makluan się odblokowała  



Tony: Mam się zacząć bać ?! Hahaha



Pepper: Spokojnie, na razie za dużo z tą mocą nie umiem zrobić. A nie wolał byś być na imprezie niż tu ze mną



Tony: A ty chciałabyś być na tej imprezie ?!



Pepper: Od dawna na żadnej nie byłam więc tak



Tony: No to zrobimy ją tu, na herikarierze



Wziąłem telefon, do którego podłączałem słuchawki podałem jej jedną prosząc do tańca. W słuchawkach leciała piosenka "What you mean to me"  , a my bujaliśmy się wtuleni do siebie w jej rytm i w jednej chwili zdobyłem się na odwagę by jej to powiedzieć.



Tony:Pepper, chciałbym ci powiedzieć, że zależy mi na tobie i to bardzo



Pepper: Ooo, Tony to bardzo miłe, też mi na tobie zależy i nie chciałabym cię stracić



Tony: I chciałbym ci powiedzieć, że cię kocham



Nie odpowiedziała mi nic na to tylko cmoknęła mnie w policzek i bardziej we mnie wtuliła i tak nam upłynęła reszta wieczoru tańcząc i wygłupiając się do różnych piosenek, ale w mich myślach zostanie tylko taniec do tej pierwszej, bo wyraża wszystko co czuję do Pepper. Gdy dochodziła już pierwsza w nocy zaczęliśmy odczuć zmęczenie i usnęliśmy na wielkim, skurzanym fotelu. Przykryłem nas kocem i mogliśmy w spokoju spać, czułem od niej ciepło, którego dawno nie czułem, a w serce jak by zabiło, miałem teraz wrażenie, że moje serce bije od teraz tylko dla niej.



>>>>.....<<<<



Witam po przerwie, mi mniejszym oświadczam, że blok jest odwieszony i wraca do życia z podwójną siłą. Pewnie zauważyliście, że wygląd bloga się zmienił, a co najważniejsze mam nadzieje, że się podoba. Czekam na wasze komentarze co do notki i do zobaczenia w krotce :). Martuśka wita was z powrotem i mam nadzieje, że was nowym notkami nie zanudzę. Pamiętajcie każdy kom jest dla mnie ważny, nawet anonimowy, więc napisz, a jeśli chcesz coś wiedzieć prywatnie napisz e-mail :)


sobota, 21 listopada 2015

Zawieszam :(

 
Witajcie moi czytelnicy z przykrością zawiadamiam, że blog zostaje zawieszony z powodu próbnych egzaminów oraz nadrobienia zaległości w nauce, bo całkowicie poświęciłam się blogowi, ale nie martwcie się powrócę ze zdwojoną siłą. Postaram się wrócić przed kolejnym miesiącem. Mam nadzieję, że nie zapomnicie o mnie przez ten czas :) . No to blog zawieszony do odwołania. Przepraszam :( . Do zobaczenia.

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 20 : Plan niby idealny, ale nie

~~~~Perspektywa Whitney~~~~
Kilka godzin przed atakiem Virgila



Długo myślałam nad planem zemsty na tym rudzielcu, a tu taka niespodzianka, jej ojciec ma wypadek i trafia do szpitala. Biedna Pepper zostanie sierotką i już nikt jej nie obroni przede mną, będę mogła w spokoju się jej pozbyć i Tony znów będzie należał do mnie, tylko do mnie i nikt już nigdy mi go nie odbierze. Z szuflady biurka wygrzebałam maskę, a z szafy wyciągnęłam swój czarny kombinezon. Poczekam tylko jak się ściemni i zakradnę się do Stark International, potrzebuję kilka rzeczy z sejfu Starka i laboratorium i mogę iść do szpitala. Mamy jesień więc około siedemnastej powinno się zacząć ściemniać, więc muszę wyruszyć. Było po siedemnastej wyszłam na dach swojego domu i sprawdzałam czy mam wszystko co mi potrzebne do wejścia do firmy. Biegłam po dachach, aż w końcu dotarłam. Przez lornetkę sprawdziłam czy teren przed firmą jest czysty. Przed budynkiem stało kilku ochroniarzy, chyba cza skorzystać z tylnego wejścia. Sunęłam się po ścianie na linie, do drzwi przyczepiłam pluskwę, która wysadziła zamek i mogłam wejść do środka. Sejf znajdował się na pierwszym piętrze, gdzie jest najwięcej ochrony, przez którą muszę się przedrzeć nie zauważona. Czyżby tu szedł nas kochany O' Brian, sługusek tatusia.



Whitney: Dzień dobry, a może raczej dobranoc



O' Brian: Co ty tu robisz ? Zaraz wezwę ochronę



Whitney: Raczej nie






  
Poraziłam go paralizatorem i padł, a ja przyjęłam jego formę. Szłam wzdłuż korytarza odsyłając gdzieś agentów  dając im fałszywy alarm, zostawiłam tylko tego co ma hasło do sejfu.



Whitney: Ty zostań i otwórz mi drzwi, pan Stane prosił bym mu przyniósł pewną rzecz



Ochroniarz: Już się robi panie O' Brian



Whitney: Dziękuję



Także potraktowałam go paralizatorem i wciągnęłam do środka. W środku znalazłam broń oraz jakiś latający dysk, po czym kierowałam się na piąte piętro do laboratorium tym razem zmieniając się w jakąś kobietę, która tam pracowała. Do kieszeni chowałam różne przydatne  ubstancję by przyrządzić substancję, która spowoduję zatrzymanie się serca. Znalazłam wszystkie potrzebne substancję. Wyszłam z laboratorium i z firmy, udało mi się. Ściągnęłam maskę, szłam w stronę domu by tam w spokoju sporządzić. Już prawie koniec, teraz tylko czekać by wszystko dobrze się złączyło. Po 22 tata wrócił z pracy. Jak zawszę nawet nie zwrócił na mnie uwagi, traktuję mnie jak powietrze, a jak już to tylko mnie poniża. Ja bardzo podziękuję za takiego ojca, jeszcze pożałuje, że tak mnie traktował. Nigdy mi nie powiedział, że mnie kocha, a co dopiero przytulił. Schowałam szkatułkę z substancją pod łóżko. Rano jak tylko ojciec wyjdzie do pracy ja pójdę do szpitala na małe odwiedzinki do agenta Pottsa.



Następny dzień



Było po 4 leżałam w łóżku i słyszałam jak za ścianą wstaję mój ojciec. Koło 5 wyszedł z domu, jako szef bardzo szybko do niej wychodzi, ale to lepiej dla mnie. Ubrałam strój i wyciągnęłam z pod łóżka szkatułkę. Wyszłam przez okno zmierzając do szpitala, gdzie leży mój cel. Dotarłam tam w niecałe pół godziny zmieniając się w pielęgniarkę weszłam do środka. Na liście chorych znalazłam nazwisko i numer sali. Virgil Potts sala 201, o rudy szympans też tu jest, ale nim zajmę się kiedy indziej. Weszłam do jego sali mijając się z lekarką, która nic nie podejrzewała. Podeszłam do niego zmieniając się już w siebie.



Whitney: Haha, dzień dobry panie Potts, był pan cudownym agentem, ale na każdego przychodzi pora. Czasami za późno, czasami za wcześnie, ale teraz czas na pana



Virgil: Kim...kim ty... jesteś ? Czego chcesz ?



Whitney: Jestem twoim koszmarem, ostatnim co zobaczysz w swoim życiu, twoją śmiercią. Jestem Madam Mask i pragnę zemsty na pana córce, pragnę się pana pozbyć



Virgil: Nie waż się nawet jej tknąć



Whitney: Bo co mi zrobisz dziadziusiu ?



Do kroplówki wlałam zwartość flakonika ze szkatułki. Po czym wymknęłam się ze szpitala. Na szczęście nikt mi mnie nie zauważył, bo nikt ni wezwał ochrony. Weszłam na przeciwny dach by obserwować czy coś się dzieje. Po chwili przed szpital wyszedł Tony, a mi w głowie siedział widok mnie i jego już na zawszę.



Whitney: Już nie długo będziesz mój   



Tony wrócił z powrotem do szpitala, a ja do domu, muszę obmyślić plan co dalej. Teraz muszę odsunąć Starka od Potts i zadać jej ból, będę powoli ją męczyć, dręczyć aż po woli z bólu skona.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Nie wiedziałam co się dzieje, nie mogłam pozbierać myśli. Siedzę z Tonym w sali, przychodzi do nas lekarka i mówi, że z tatą jest już wszystko dobrze, a gdy idę do niego dostaje jakiegoś ataku, nie wiadomo skąd późnij go inkubują, a ja znów czuję ten strach, znów jestem w klatce. Nie mam wyjścia, znów zaczynam płakać, czuje się bez silna, nie mogę nic zrobić. Siedzę teraz na korytarzu, a obok mnie Tony trzymający moją dłoń w akcie, że jest przy mnie i wspiera mnie. Po kilku minutach z sali wyszła doktor Anna, a za nią Ho. Razem z Tonym podeszłam do lekarzy by dowiedzieć się co z tatą.



Anna: Pepper, spokojnie oddychaj



Pepper: Jak mam być spokojna skoro nie wiem co z moim ojcem !!



Dr. Yinsen: Możesz być spokojna, z twoim tatą jest już wszystko dobrze. Za niedługo może opuścić już szpital



Tony: Widzisz Pepper już wszystko w porządku. Chodźmy może napić się herbaty, co ty na to ?



Pepper: Yhym..



Dr. Yinsen: Anthony co ty tu robisz ? Myślałem, że jak tylko dostałeś wypis od razu stąd wyszłeś



Tony: Ale teraz bardziej potrzebny jestem tutaj



Anna: Nawet nie wiesz jak bardzo



Poszliśmy z Tonym do barku i po raz kolejny kupił mi herbatę. Przynajmniej w tym wszystkim mam przyjaciela, na którym mogę zawsze polegać, ale jak znając życie ściągnę na niego wszelkie nieszczęście. Siadłam przy stoliku, a Tony podał mi kubeczek z herbatą w sumie to nie miałam na nic ochoty. Skrzyżowałam ręce na piersiach i wpatrywałam się w kubek z herbatą i rozmyślając co sę dzieje.



Tony: No to słucham



Pepper: Co ?



Tony: No słucham co cię gryzie ?



Pepper: Mnie ? Nic, nic takiego



Tony: Właśnie widzę



Pepper: Dlaczego tu jesteś ? Czemu mnie wspierasz ?



Tony: Jestem tu, bo jesteś moją przyjaciółką i zostanę z tobą do puki stąd nie wyjdziesz



Pepper: Nie zostaniesz, mówisz tak tylko by mnie pocieszyć. Takie coś jak przyjaźń w moim przypadku nie istnieje. Przekonałam się o tym już nie raz, tylko czekali aż się potchne by tylko mnie dobić !



Tony: Spokojnie Pepper, jestem przy tobie i będę do puki będę mógł



Pepper: Czyli przez chwilę. A gdzie Rhodyego zgubiłeś ?!



Tony: Właśnie w tej chwil czeka bez sensu czeka na mnie w zbrojowni, bo ja tracę tu czas by ciebie wspierać !!! A ty masz to wszystko w nosie !!



Pepper: To na co jeszcze czekasz idź do niego, idź do tej swojej puszki !!



Tony: No to idę



Tony wstał z krzesła przewracając je na podłogę, a mi do oczu cisnęły się łzy. Może źle zrobiłam wrzeszcząc na niego. Nie wytrzymałam łzy postanowiły wyjść, a ja postanowiłam dogonić Tonego i go przeprosić. Wstałam z miejsca, miałam gdzieś, że byłam w koszuli szpitalnej, miałam gdzieś, że jestem na boso, miałam gdzieś że na dworze padał deszcz i było zimno. Wybiegłam z szpitala by dogonić Tonego był już na końcu wjazdu do szpitala. Biegłam co sił w nogach i wołałam go. Odwrócił się, a ja rzuciłam mu się na szyję i zaczęłam jeszcze bardziej płakać.









 
Pepper: Tony ja cię przepraszam, ty byłeś cały czas przy mnie, a ja...



Tony: Nie Pepper to ja przepraszam nie potrzebnie się uniosłem. Przeżywasz teraz ciężkie chwile, a ja na siłę staram ci się pomóc, gdy ty potrzebujesz spokoju. Ja już lepiej pójdę



Pepper: A jeżeli ja nie chcę, żebyś poszedł, albo ja chcę iść z tobą



Tony: No to zostanę z tobą, bo wątpię by cię wypuścili. A teraz wracajmy, bo się rozchorujesz



Wróciliśmy do szpitala, jak ja nienawidzę takich miejsc. Byłam tam kilka minut, a zmokłam do suchej nitki Tony miał kurtkę więc tak nie zmókł, wróciliśmy do mojej sali. Było mi strasznie zimno, więc pierwsze co zrobiłam to przebrałam się w suche ubrania i wskoczyłam pod kołdrę, Tony chciał usiąść na krześle, ale ja wskazałam mu miejsce koło siebie, posłuchał mnie i położył się koło mnie. Nie wiem czy tak zachowują się przyjaciele, ale tak czułam się lepiej. Leżałam, a szczęka sama mi latała.



Tony: Zimno ci



Pepper: No może troszeczkę



Tony: To nie było pytanie tylko stwierdzenie. Przytul się do mnie. Ja nie gryzę



Pepper: Ale czy tak się zachowują przyjaciele ?



Tony: Ale ty zimna jesteś. A co masz na myśli ?



Pepper: No leżą razem w łóżku, przytulają się w nim, spędzają  ze sobą tyle czasu



Tony: Myślę, że tak właśnie zachowują się  przyjaciele



Pepper: A z kim idziesz na bal Halloweenowy ?



Tony: Sam, a chciałem iść z tobą



Pepper: Na serio ? Ale ja już obiecałam Genowi, że z nim pójdę






Tony: Pepper ja muszę ci coś powiedzieć i to bardzo ważnego, ale nie gniewaj się na mnie



Pepper: No okej, obiecuję że nie będę na ciebie zła



Tony: Bo tak na prawdę Gene jest Mandarynem



Pepper: Teraz żartujesz sobie ze mnie. Wysłałam jednego ze swoich przyjaciół gdzieś do jakiegoś wymiaru. Więc jaszczur miał racje, żebym nie ufała starym przyjaciołom.



Tony: Przykro mi, ale to czysta prawda. Możesz mi uwierzyć, albo nie, ale ja też się z nim przyjaźniłem, uważałem za najlepszego przyjaciela tuż po Rhodym, a on wbił mi nóż w plecy



Pepper: To nie Gene, którego znam, a znam go od małego. Prawdę mówiąc to razem się wychowaliśmy, nasze matki się przyjaźniły, ale Zang i mój ojciec nie przepadali za sobą, więc po śmierci mojej mamy tylko ja trzymałam się z Genem, był zawsze obok gdy mi dokuczali, wspierał mnie najbardziej po śmieci mamy i w każdej innej sytuacji. Jednym słowem był dla mnie jak brat.



Tony: Ten Gene już dawno umarł. Teraz jest Gene zaślepiony władzą przejęcia pierścieni, gotowy posunąć się do najgorszego świństwa.



Pepper: Dzięki za ostrzeżenie



Tony: Ej, nie smuć się. Będzie dobrze



Pepper: Teraz już wiem, bo jesteś tu



Tony: I będę zawsze, gdy będziesz mnie potrzebować



Pepper: Dziękuje.           Za wszystko



Tony: Oglądamy coś ?



Pepper: Jak zauważyłeś nie ma tu telewizora



Tony: Wiem, ale ja mam telefon, a w nim wszystko



Pepper: No to oglądamy



Tony włączył jakiś film, w który się wciągnęłam. Był na prawdę fajny, ale co dobre to się szybko kończy, było już koło północy, a mnie oczy prawie same się zamykałam, poczułam, że Tony wstaję , a gdy spytałam gdzie idzie odpowiedział, że do toalety i, że zaraz wraca. Niestety nie wiem czy wrócił, bo zasnęłam.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Wyszedłem do toalety, a gdy wróciłem Pepper już spała, przykryłem ją kołdrą i wyłączyłem telefon. Siedziałem obok jej łóżka i patrzyłem jak śpi, może ja faktycznie ją kocham ? Jak jest przy mnie to czuję się inaczej, nie umiem tego określić te uczucie, gdy ją pierwszy raz zobaczyłem, gdy mnie dotknie czuję się spokojniejszy. Gdy tak myślałem do sali weszła pielęgniarka. Pokazałem jej by była cicho, a ona tylko uśmiechnęła się i ostrożnie zamknęła drzwi. A mi si przypomniała rozmowa z doktor Anną, chyba pójdę z nią pogadać. Kierowałem się do jej gabinetu, ostrożnie zapukałem, bo nie chciałem jej przeszkadzać. Podziwiam lekarzy jak tak długo muszą tu siedzieć.



Anna: Proszę



Tony: Dobry wieczór, ja chciałbym porozmawiać o Pepper



Anna: O Anthony, siadaj. A co tam u niej ?



 Tony: Zasnęła, a  chciałbym się dowiedzieć czemu tak jest



Anna: Po tym jak dowiedziałam się o tej Makluańskiej krwi zrobiłam szczegółowe badania. I tu nie chodzi  o samom krew, ale to do czego jest potrzebna, czyli do uaktywnienia tych całych pierścieni. Pepper po prostu nie jest przygotowana na ich moc. Gdy uruchomi się cykl komórki krwi bardziej się uaktywniają, przez co robi się słabsza, a stres tylko to potęguje



Tony: A można coś z tym zrobić ?



Anna: Niestety nie. Nie wyczyścimy jej organizmu, ale możemy to zniwelować, czyli będzie używać pierścieni, ale nie będą tak na nią wpływać, ale tu jest kolejny problem






Tony: Jaki ?



 Anna: Nie wiem jak to zrobić



Tony: Mogę zobaczyć wyniki ?



Anna: Proszę bardzo



Tony: Jestem pewien, że ja już kiedyś wdziałem. Tak ja już na pewno to widziałem



Anna: Ale, jak ? Wiesz co czeba  zrobić ?



Tony: Tak wiem, ale muszę coś załatwić, a pani musi mi zaufać



Anna: Dobrze, postaram się



Wyszedłem z gabinetu lekarki i czym prędzej  musiałem dostać się do zbrojowni, gdyż takie coś widziałem tylko u jednej osoby, tak u Living Laser też takie miał. Czas złożyć wizytę T.A.R.C.Z.Y. a raczej Furemu. Muszę go poprosić o pozwolenie korzystania z tych  urządzeń co wtedy jak badałem Arthura. Ubrałem zbroje i wyleciałem na helikarier. Dostałem się do środka i poprosiłem o spotkanie z Nickiem. Wszedłem do bazy głównej, już czekał na mnie Fury



Fury: Co cię do mnie sprowadza Stark ?



Tony: Pamiętasz jak pomagałem Arthurowi Parxowi jak przez uprząż jego organizm był zatruty ?



Fury: No kojarzę, ale co to ma do rzeczy ?


Tony: Pewnie już wiesz, że pojawiła się mieście konkurentka Mandaryna



Fury: Tak przy okazji wysyłając go w inny wymiar



Tony: To moja przyjaciółka ona potrzebuję pomocy, bo inaczej umrze



Fury: I zapewne chcesz prosić o sprzęt badawczy

 
Tony: Tak. Proszę tylko ona będzie potrafiła je zniszczyć



Fury: Ale jak nabałaganisz to będziesz sprzątać



Tony: Dziękuję



Widziałem, że wahał się codo podjęcia decyzji, ale zgodził się. Wróciłem do szpitala by o wszystkim powiadomić lekarkę i do Pepper.  Powiedziała tylko bym przyszedł z nią jutro po wypis. Muszę rano o wszystkim ją powiadomić i jak najszybciej dostać się z nią na helikrier.



>>>>.......<<<<



Koniec rozdziału
Postaram się dodawać regularnie, czyli wtorki, czwartki, sobotę a nie raz w niedzielę   

niedziela, 15 listopada 2015

One Shot: Specjalny :)


***Specjalny one shot dla Anny Katari z okazji urodzin :D ***



Tony



Siedziałem w zbrojowini i czekałem na Pepper, bo miałem dla niej niespodziankę z okazji rocznicy, dokładnie rok temu, 14 lutego, tak to było w walentynki przełamałem się i wyznałem jej co do niej czuję, okazało się, że ona czuję to samo do mnie. Bardzo kocham Pepper i nie wyobrażam sobie co by było gdybym ją stracił. Nic nie mówiłem mojej książnicę o moich planach co do walentynek, bo chcę by była to niespodzianka. Ten dzień zaplanowałem bardzo szczegółowo, ponieważ ten dzień ma być zapamiętany do końca życia, jako najlepszy dzień. Jest godzina piętnasta, a stolik w restauracji mamy zarezerwowany na 18 nadzieję mam,że Pepper po wskazówkach trafi do zbrojowni. A ja mam czas by się przygotować. Po romantycznej kolacji we dwoje mam zamiar zabrać ją do parku i tam mam dla niej wiele niespodzianek. Poszedłem jeszcze na chwilę do domu by się przebrać, bo koszulkę, którą miałem na sobie ubrudziłem czarnym smarem Roberta mnie zabije, bo to już kolejna koszulka.



Pepper



Dzisiaj był 14 luty walentynki, jak ja nie cierpię walentynek, dokoła tylko chodzą zakochańce i się migdalą, sama mam chłopaka, ale ludzie zlitujcie się kto całuję się co pięć kroków. A mój kochany Toneczek nie odzywa się do mnie od rana, a w szkole był jakiś dziwny, jakby starał się coś przede mną ukryć, nie ma to jak mieć za chłopaka geniusza, który ukrywa pełno tajemnic, tak było z Iron Manem sama musiałam rozszyfrować prawdę bo szanowny pan Stark nie zamierzał mi tego tak szybko mówić, a Rhodyemu to od razu pokazał. Siedziałam z moim dobrym kumplem telewizorem i słuchałam co się w świecie dzieje, gdy telefon w kieszeni zawibrował, co oznaczało, że dostałam SMS, a kto go napisał oczywiście, że Tony " Cześć skarbie, mogłabyś wysłać mi lekcje z fizyki". Co przecież był na fizyce, w ogóle co dziwne dziś cały dzień był w szkolę, no ale nasz geniusz pewnie nie zanotował no nic. Poszłam na górę i wyciągnęłam z torby zeszyt z fizyki, gdy go otworzyłam wypadła koperta z serduszkiem otworzyłam ją w środku była karteczka, a na niej napisane :
Będę patrzył w Twoje oczy
I całował usta Twe,
I dziękował będę Bogu,
Że Ty ciągle kochasz mnie...

Kolejna podpowiedź tam gdzie pierwszy raz cię pocałowałem :)
Oj Tony mógłbyś się bardziej postarać, przecież pierwszy raz pocałowałeś mnie w moim salonie, gdy opatrywałam ci rany po bójce z Whiplashem. To było cudowne. Siedziałeś na sofie, a ja siadłam ci na kolana by omyć rany na twarzy, gdy skończyłam spojrzałeś mi głęboko w oczy, a po chwili nasze twarze zbliżyły się do siebie, a usta pogrążyły się w namiętnym pocałunku. Zeszłam do salonu by poszukać koperty, a była ona pod wazonem, na który nigdy nie zwracałam uwagi. Wyciągnęłam kopertę i kolejny wierszyk:
Był w mym życiu jeden dzień,
Dzień, w którym Cię poznałem.
Tylko ten dzień liczy się,
Bo wtedy pokochałem!

Tym razem oprócz wierszyka nic nie było, a poznaliśmy się w parku, gdy biegałam wpadłam na ciebie, przewracając się i skręcając kostkę, zaniosłeś mnie do szpitala i czekałeś tam do puki nie wyszłam i nie odprowadziłeś mnie do domu. Wróciłam do swojego pokoju by się ubrać. Szybko ubrałam czarne leginsy i luźną szarą bluzę. Zeszłam na przedpokój ubrałam buty, czapkę i paszcz po czym skierowałam się w stronę parku, na pierwszej ławce dostrzegłam przywiązany balon w kształcie serca, a do niego kopertę z serduszkiem, co oznaczało, że to od Tonego, ale on jest kochany. Czym prędzej podbiegłam do balonika i otworzyłam kopertę :
Czy pamiętasz jak to było
Gdy byliśmy sam na sam ?
Bicie serca mi mówiło,
Że dla siebie Ciebie mam.

To było w zbrojowni, no to teraz zbrojownia. Niby trzy proste zagadki, a zajęło mi to prawię godzinę. Szybkim krokiem poszłam do zbrojowni. Po kilku minutach dotarłam na miejsce, wstukałam kod i drzwi się otworzyły. Weszłam do środka i ostrzegłam uśmiechniętego Tonego opartego o komorę ze zbroją.
Tony: Hej skarbie ! Wszystkiego najlepszego z okazji walentynek i rocznicy !
Pepper: Tony jesteś cudowny !
Tony: Wiem, wszystko dla mojej najdroższej Pep
Pepper: Ale skromny to już nie, ale w końcu za to cię kocham
Podeszłam do niego i przytuliłam dając buziaka w policzek.
Tony: No to idziemy
Pepper: Gdzie ?
Tony: Niespodzianka !
Wyszliśmy ze zbrojowni i szliśmy powolnym krokiem przez park. Byliśmy w samym środku parku gdy usłyszeliśmy wrzaski.
Anna: Ty idioto ! Jak nie wiesz gdzie jesteśmy ?!
Yoh: Uspokój się i nie krzycz na mnie, bo sama nie wiesz gzie jesteśmy !



Anna: Jesteś imbecylem !



Yoh: Hah ten imbecyl jest królem szamanów !



Anna: I to tylko dlatego, że ja cię trenowałam



Yoh: Sam dał bym radę



Anna: Chyba zejść na tamten świat, a ja nie miałabym ochoty szukać cię po świecie duchów



Yoh: Dobra, przepraszam zaraz dowiem się gdzie jesteśmy



Tony: Jesteście w central parku w Nowym Jorku



Anna: W Nowym Jorku ?! Yoh musimy wrócić, tylko gdzie jest przejście



Peppper: Przejście ?!  To skąd i kim wy jesteście ?



Yoh: Jestem Yoh  Asakura, wygrałam turniej szamanów, a gwiazda przeznaczenia przeniosła nas tu, ale nie wiem w jakim celu



Anna: Jestem Anna Kyoyama-Asakura, narzeczona Yoh i królowa szamanów



Tony: Czyli wy jesteście szamanami ?



Yoh: Ja jestem szamanem, Anna to medium ?



Pepper: Ile wy macie lat ?



Anna: Piętnaście, a co ?



Pepper: I już narzeczeni. Wooo to my mamy po siedemnastce



Anna: Bo wy nie umiecie tego załatwiać



Tony: Może w sobie podyskutujecie o damskich spawach, a ja pogadam z Yoh



Pepper: Zamilcz nie widzisz, że rozmawiam ?!



Anna: Chyba mogę cię polubić, a co dokładnie tu robice



Tony: Dziś są walentynki chciałem zrobić niespodziankę Pep, a tak zapomnieliśmy ja jestem Tony, a to Pepper



Yoh: To może my nie będziemy wam przeszkadzać ?



Pepper: Nie przeszkadzacie z Tonuśkiem możemy przełożyć to wszystko, prawda ? A i mam jeszcze jedno pytacie jeśli pozwolicie ??



Tony: Możemy



Yoh: Pytaj śmiało



Pepper: Co ci lata nad głową ?



Yoh: Chodzi ci o Amidamaru, to jest mój duch stróż, dziwię się, że go widzisz, Amidamaru przywitaj się



Amidamaru: Witaj miło mi poznać, bardzo szanuję twoich przodków



Pepper: Co ? Skąd ? Czy ty...



Amidamaru: Tak wyczułem smocze nasienie



Tony: Ja tam nic nie widzę, ale za to widzę Whiplasha !



Pepper: Co ?! Gdzie masz plecak ?!



Tony: Zostawiłem w zbrojowni, Yoh, Anna chodźcie z nami



W czwórkę, a raczej w piątkę, bo ducha wielkiego samuraja też liczę pobiegliśmy do zbrojowni, postanowiliśmy im zaufać i powiedzieć o Iron Manie oni powiedzieli kim są, więc co nam szkodzi, Tony wstukał kod do zbrojowni i w kilka chwil był gotowy do wylotu. Siadłam na obrotowym fotelu, a obok mnie stanęła Anna  wpatrywała się w miejsce gdzie miałam wszystkie czynności życiowe. Tony podszedł do mnie i cmoknął w policzek, a mnie ogarną strach, że już mogę go nie zobaczyć. Rzuciłam mu się na szyję.



Pepper: Masz mi wrócić cały i zdrowy. Rozumiesz ?



Tony: Tak nie martw się za niedługo wrócę. Kocham Cię



Pepper: Ja ciebie też i to nie wiesz jak bardzo



Anna: Yoh leć z nim



Yoh: No to lecimy Iron Manie, Amidamaru trochę się rozerwiemy co ty na to ?



Amidamaru: Z wielką przyjemnością przyjacielu



Tony wziął Yoh i wylecieli ze zbrojowni szukać Whiplasha. Znaleźli go koło Stark Internasional, pewne polował na łysielca. Widziałam to co Tony, czyli Whiplasha na swoim przeklętym dysku. Zauważył ich i już szykował się do ataku, Yoh powiedział  by postawił go na ziemi i tam sprowadził.



Yoh



Whiplash: Haha Iron Manie jesteś żałosny i jeszcze do tego przyprowadzasz jakiegoś dziciaka



Yoh: Nie jakiegoś zwykłego dzieciaka. Amidamaru forma ducha. Amidamaru do miecza.



Tony: Już po tobie Whiplash !



Yoh: No to co z  nim robimy ?



Amidamaru: Ja bym go zniszczył jak armię króla 500 lat temu.



Tony: Yoh ja twojego ducha nie słyszę, ale musimy pozbyć się Whiplasha



Yoh: To na co jeszcze czekamy



Tony zaczął strzelać do tego popaprańca z czegoś co wystrzeliwało  z rąk, a ja postanowiłam zaatakować go niebiańskim cieciem, strąciłem go z dysku i spadł na drzewo. Podbiegłem by sprawdzić co się z nim stało. Nie było go.



Pepper



Siedziałam z Anną w zbrojowni wdziałam, że martwi się o Yoh chociaż go wyzywała to po jej minie widać, że go kocha. Znam to po sobie, bo też zaprzeczałam swoim uczuciom do Tonego, a teraz nie wyobrażam sobie życia bez niego.



Pepper: Ej... będzie dobrze



Anna: Wiem, ale ten strach, który był przy turnieju znów powrócił



Pepper: Wiem co czujesz, bo czuje to za każdym gdy on wylatuję na misję



Anna: Może się wydawać, że ja go poniżam, ale ja w niego wieże.






Pepper: Mam tak samo. Nie lubię wyrażać swoich uczuć, ale jak powiem to mu to jest inaczej, sama spróbuj.






Anna: Na pewno spróbuję



Tony: Pepper jesteś tam ?



Pepper: Cały czas, a coś się stało



Tony: Whiplash zniknął i nie wiem gdzie się podział możesz spróbować go namierzyć ?



Pepper: Już się robi.... Nie ma go nigdzie, jakby wyparował



Tony: To nic tu po nas. Yoh wracamy 



Po kilku minutach wrócili z powrotem od razu pobiegłam do Tonego by go uściskać. Po chwili spojrzałam na Annę nie pewnym krokiem podchodziła do Yoh, gdy była wystarczająco blisko przytuliła go.



Yoh



Wróciliśmy do bazy Iron Mana, stałem i patrzałem na zbrojownie jak wygląda i na wielki komputer, po chwili podeszła do mnie Anna i przytuliła. Co się z nią stało, gdzie wrzeszcząca Anna, która ma dla mnie męczące treningi i która opieprza mnie za każdym razem, co ta dziewczyna z nią zrobiła, ale szczerze mówiąc wolę taką Annę, ale to nie koniec zaskakujących zbliżyła się do mojego ucha i głosem, którym tylko ja mogłem usłyszeć powiedziała " Kocham Cię". Zdębiałem, a gdy wszystko do mnie dotarło przytuliłem ją i nie chciałem już nigdy puszczać, naprawdę ją kocham, chociaż nie raz już nie mogę słuchać jej narzekań. Ciekawe c stało się z tym całym Whiplashem.



Whiplash



Oberwałem z jakiegoś strumienia z światłem i spadłem z mojego dysku wprost na drzewo, a z drzewa w krzaki, nie mogłem si ruszyć, bo zostałem uszkodzony w miejsce, które jest odpowiedzialne za daną czynność, ale po chwili ktoś do mnie podszedł, myślałem, że to Iron Man, albo ten dzieciak, ale to była jakaś kobieta w czarnym kostiumie i w masce.



Madam Mask: O proszę, proszę kogo my tu mamy, szanownego pana Whiplasha



Whiplash: Kim ty jesteś i czego chcesz ?



Madam Mask:   Jestem Madam Mask i chcę zemsty, a ty możesz mi pomuc



Whiplash: A co a z tego będę miał ?



Madam Mask: Zniszczysz Iron Mana



Whiplash: W takim razie wchodzę w to, ale nie mogę się ruszać



Wzięła mnie na jakąś latającą deskę, która sprawiła, że byliśmy nie widzialni i zabrała mnie do kryjówki na obrzeżach miasta. Po czym wyjawiła mi cały plan działania. Chodziło jej o nie jaką Pepper Potts, ja mam odciągnąć uwagę Iron Mana, a ona zajmie się dziewczyną.


Koniec...



Myślę, że urodzinowy one shot ci się spodoba ;) Shaman King mam nadzieję, że obejrzany w całości i się połapiesz :) Specjalnie też dla ciebie pojawia się Whiplash.  Na roczek - czerwony smoczek. Na trzy latka - "Chatka Puchatka". Na pięć latek - parostatek. Na siedem lat - rowerek "Skrzat". A na osiemnastkę co? No oczywiście, że nasz blaszak w sukience księżniczki i diademem :P  Oraz dużoooo weeeennnnyy każdego dnia :) Przyjmij serdeczne życzenia od doktor Strugally :) :) :)  

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 19 : Czy może być jeszcze gorzej ?


~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Udało mi się przekonać lekarkę do tego, że mówię prawdę, prosiłam ją o wypis lecz nie chciała mi go dać, bo musi zrobić jakieś badania. No niech jej będzie zostanę jeszcze przez kilka dni, tylko czy ja tek kilka dni wytrzymam. Muszę jeszcze znaleźć ten pierścień, by Mandaryn znowu go nie posiadł. Wróciłam do swojej sali i siadłam na łóżku sprawdzając telefon, miałam dwa nie odebrane połączenia od taty, ciekawe co chciał. Może zaraz przyjedzie, może on przekona doktor Annę, by mnie wypisała, za dwa dni halooween, chciałabym je spędzić ze znajomymi, a nie w szpitalu. Siedziałam i z nudów zaczęłam przeglądać jakiś magazyn, zaciekawił mnie jeden artykuł dotyczący właśnie halloween, były tam różne legendy związane z tym świętem. Nie usłyszałam, że ktoś wszedł do mojej sali. Zauważyłam osobnika, gdy siadł na łóżku i odchylił gazetę.



Tony: Hej, przeszkadzam ?



Pepper: Nie, właściwie cieszę się, że przyszedłeś, bo strasznie się nudę. O widzę, że znalazłeś koszulkę



Tony: Doktor Yinsen znalazł jakąś. Jak tam po rozmowie z doktor Anną ?



Pepper: Na początku mi nie uwierzyła, ale już jest okej, ale nie chce dać mi wypisu



Tony: Szkoda, bo ja właśnie dostałem, ale nie martw się będę cię odwiedzał



Pepper: O jaki łaskawca się znalazł, będzie mnie odwiedzać



Tony: Jak nie to nie



Pepper: I tak wiem, że będziesz to robić



Tony: I masz rację, przejdziemy się ?



Pepper: Chyba pozwiedzać szpital



Tony: Ja już zwiedzałem nie raz, może teraz ty ?



Pepper: Okej i tak już nie wytrzymuję w tej sali



Wyszliśmy z mojej sali i kierowaliśmy się ku wyjściu, by posiedzieć na szpitalnym dziedzińcu. Mieliśmy już wychodzić, gdy karetka, która przyjechała zagrodziła nam drogę. Drzwi karetki otworzyły się, a ja nie mogłam uwierzyć kogo tam ujrzałam to był mój tata w makabrycznym stanie próbowałam się coś dowiedzieć od osób, które tom były czyli sanitariuszy, pielęgniarek i lekarzy, ale oni nic. Zaczęłam się wydzierać i już chciałam podbiec bliżej, lecz Tony mnie powstrzymał i odciągnął na bok.



Tony: Pepper uspokój się. Nie płacz będzie dobrze. Zaraz wszystko się dowiemy



Pepper: Nie będzie ! A jak już jest to zawsze przychodzi drugie nieszczęście. Mam już tego dość



Tony: Jestem z tobą, wiem jak się czujesz



Pepper: Czy ja nie mogę żyć w spokoju ?!






W tym momencie świat załamał mi się po raz kolejny, w ciągu tygodnia już drugi raz. Najpierw bałam się o Tonego i teraz to się powtarza z tatą. Siadłam na podłodze w recepcji, a twarz schowałam w rękach i pozwoliłam wylecieć łzom. Tony nic już nie mówił poczułam tylko jak mnie przytula, więc zrobiłam to samo i teraz wypłakiwałam się w jego koszulkę. Przez to wszystko nie miałam nawet siły wstać. Siedziałam na podłodze wtulona w Tonego, gdy poczułam jak bierze mnie na ręce.



Pepper: Zostaw mnie tu



Tony: Na zimnej podłodze, nie ma mowy



Dalej mnie niósł, a mi było obojętne czy ta podłoga była zimna. Dalej płakałam i moczyłam koszulkę mojemu przyjacielowi. Wróciliśmy do mojej sali, położył mnie na łóżku i siadł obok. Ja teraz wypłakiwałam się w poduszkę, on cicho siedział obok mnie i trzymał z rękę. Zaczęłam powoli się uspokajać i chciałam iść dowiedzieć się co z tatą, czy w ogóle żyje.



Tony: Na pewno ? Jesteś tego pewna ?



Pepper: Jak nigdy do tond



Tony: Okaj, ale idę z tobą



Pepper: Dziękuję



Tony: Za co ?



Pepper: Za to, że jesteś i za wszystko inne



Tony: Od tego są przyjaciele



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Widziałem w jej oczach jak cierpi, chodź chciała to ukryć za maską uśmiechu. Szliśmy korytarzem najpierw do recepcji by dowiedzieć się kto zajmuje się ojcem Pepper. Okazało się, że to doktor Yinsen. Ruszyliśmy w kierunku jego gabinetu, ale tam nikogo nie zastaliśmy, więc postanowiliśmy iść do doktor Anny. Na szczęście była w swoim gabinecie. Pepper stanęła nie pewnie przed drzwiami i przez chwilę wahała się czy zapukać.



Anna: Proszę ! 



Tony: Dzień dobry, nie przeszkadzamy ?



Anna: Nie, proszę. O co chodzi ?



Pepper: O mojego tatę, nie wiem co się z nim dzieję



Anna: Nie wiem za dużo tylko tyle, że doktor Yinsen zabrał go na blok operacyjny



Pepper: A to coś poważnego ?



Anna: Jak tylko się coś dowiem od razu wam powiem. Tony mogę z tobą porozmawiać na osobności ?



Tony: Dobrze. Pepper zaczekasz chwile na mnie ?



Pepper: Jasne, ja pójdę po blok



Anna: Tony cieszę się, że ją wspierasz to dla niej bardzo dramatyczne wydzrzenia, a stres bardzo jej szkodzi więc uważaj na nią, weź ją na herbatę, by chwilę się odprężyła, bo znów może zemdleć



Tony: A jak nie będzie chciała iść ?



Anna: To uspokajaj ją na miejscu, ale żeby zbytnio się nie denerwowała, myślę że wiesz o tej całej Makluańskiej krwi



Tony: Tak, wiem. A coś nie tak



Anna: Innym razem szczegółowo ci powiem, a teraz idź do niej i pamiętaj by się zbytnio  nie denerwowała



Pokiwałem głową lekarce i wyszedłem do Pepper, nie było jej przed gabinetem, więc pewnie jak wspominała jest przy bloku. Po kilku minutach znalazłem blok i Pep siedzącą zboku na krześle. Podszedłem do niej by spytać jak się czuje. Znów widziałem, że w oczach zbierały się łzy, nie lubiłem jak płaczę, wolę uśmiechniętą Pepper. Siedzieliśmy w milczeniu, sam po sobie wiem, że to teraz jest najlepsze. Po wypadku też lubiłem siedzieć w ciszy, bo pocieszanie jeszcze bardziej mnie dołowało. Spytałem się czy napije się herbaty, pokiwała tylko głową. Byłem w barku i właśnie czekałem, aż kubek się napełni. Wróciłem i podałem jej kubek z gorącą herbatą. Upiła łyk i postawiła obok. Minęła kolejna godzina, aż z sali wyszedł doktor Yinsen, a za nim jechało łóżko z Virgilem, przy łóżku pielęgniarki, jedna trzymała kroplówkę, a inne pchały różny sprzęt i łóżko.



Pepper: Tato, doktorze co z nim



Dr. Yinsen: Zaraz wam wszystko wytłumaczę, a teraz zawiozę go na salę po operacyjną i sprawdzę zapisy monitorów



Tony: Zaczekamy. Pepper spokojnie już będzie dobrze






 
Pepper: Wiem, ale nadal się o niego martwię



Tony: Nie masz się już o co martwić, doktor Yinsen wie co robić



Po kilku minutach doktor Yinsen wyszedł z sali i zaprosił nas do swojego gabinetu, gdzie wszystkiego mieliśmy się dowiedzieć.



Dr. Yinsen: Operacja przebiegła pomyślnie, choć nie ukrywam stan nadal jest nie za dobry. Przewiduję, że może być nie przytomny przez jakiś tydzień, bo ma rozległe uszkodzenia. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do żadnych powikłań, ani krwotoków.



Pepper: A co się dokładniej mu stało ?



Dr. Yinsen: Dostaliśmy wiadomość, że miał wypadek samochodowy. I że tylko panienki ojciec został ranny, a zniszczone samochody były dwa. Pana Pottsa i opancerzony wojskowy wóz, w którym nikogo nie było.



Tony: Dziwne, wygląda na celowy atak



Dr. Yinsen: Policja już się zajmuję tą sprawą



Pepper wybiegła z gabinetu Yinsena, a ja tuż za nią. Dogoniłem ją tuż przed wyjściem ze szpitala. Czyż by chciała uciec ? Próbowała się wyrwać, zaczynała wierzgać nogami i rękoma rozdzielić moje ręce, nie dałem jej na to szans więc zrezygnowała i znów zaczęła płakać po kilku minutach płacz, znów zmienił się w histerię i zaczęła bić pięścią w poduszkę. Znów po kilku minutach się uspokoiła, usiadłem obok i objąłem ramieniem by wiedziała, że ma we mnie wsparcie.



Pepper: Myślę, że to nie był wypadek



Tony: Tylko kto by chciał śmierci twojego ojca



Pepper: Jest agentem FBI każdemu złoczyńcy się naraził



Tony: A masz konkretne podejrzenia ?



Pepper: Nie



Anna: Mam dla ciebie dobrą wiadomość Virginio. Stan twojego taty się powoli poprawia






Pepper: Chociaż jedna dobra wiadomość. Mogę do niego pójść ?



Anna: Tak, ale nadal jest nie przytomny



Tony: Puść z tobą ?



Pepper: Nie musisz, dam radę



Tony: Ale nie uciekniesz  ?






Pepper: Nie



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Poczułam się lepiej, gdy usłyszałam, że stan taty się poprawia. Chciałam go jak najszybciej zobaczyć. Lekarka wpuściła mnie do sali, a moim oczom ukazał się widok mojego taty wyglądającego jak mumia. Cały był zawinięty w bandaże a na twarzy miał maskę tlenową, niby kardiomonitor pokazywał, że żyję, ale nie widziałam ruchów kratki piersiowej. Podeszłam bliżej i usiadłam na krześle łapiąc go za rękę by wiedział, że jestem przy nim. Po cichu mówiłam mu wszystko co mi się przytrafiło, wiedziałam, że mnie usłyszy, ale chciałam po prostu komuś bliskiemu się wyżalić. Siedziałam przy nim, gdy jego oczy na chwile się otworzyły. Wstałam z krzesła pytając czy wszystko w porządku. Jego kratka podniosła się po czym upadła, a kardiomonitor zaczął piszczeć. Wyleciałam na korytarz.



Pepper: Mój tata ! Potrzebuję lekarza ! Pomóżcie mu !



Tony: Pepper co się dzieję ?



Pepper: Mój tata on umiera



Tony: Przecież lekarze mówili, że wszystko dobrze



Pepper: Ale on umiera teraz !



Do sali wbiegła doktor Anna, a chwilę po niej przyszedł doktor Yinsen. Przez drzwi słyszałam jak krzyczą do siebie, a za chwilę wybiega pielęgniarka, po czym wraca z defibrylatorem i innymi sprzętami.



Anna: 360 J pierwsze wyładowanie. Uwaga strzelam.



Dr. Yinsen: Dobra mamy go.



Anna: Akcja serca miarowa jest już dobrze.



>>>>....<<<<<



Koniec kolejnego rozdziału, myślę, że się podoba i czekam na wasze opinie :)




wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 18 : Wszystko gra ?


*Uwaga ! Wulgaryzmy*



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Obudziłem się gdzieś około godziny trzeciej w nocy siadając jak oparzony na łóżku, bo miałem koszmar. Znów powróciły wspomnienia z wypadku, nie daruję tego Genowi, od tak zabił mojego ojca wysadzając samolot, a ja przeżyłem dzięki zbroi, Rhodemu i implantowi, ale to w tym śnie nie było najgorsze, ale to, że Mandaryn zabijał najbliższe mi osoby zaczynając od Roberty, którą powiesił na drzewie i mieczem rozciął brzuch, z którego wypadły wszystkie wnętrzności, kolejną ofiarą był Rhody, którego uwięził w jakimś dziwnym pomieszczeniu, przypominającym łazienkę w starym szpitalu psychiatrycznym i przykuty jest do rury łańcuchem, a raczej wisi. Ręce w nadgarstkach są przywiązane łańcuchem  nad głową, a on sam wisi z jakieś pół metra nad ziemią. By go ocalić mam nie dość, że go znaleźć to jeszcze rozwiązać pięć zagadek. Udało mi się go znaleźć i rozwiązać cztery zagadki, ale Mandaryn ustalił określony czas i gdy byłem już przy końcu piątej zagadki by uwolnić Rhodeyego czas mi się skończył, a Rhodyego rozszarpały i pocięły piły. Została Pepper ją najbardziej chciałem ocalić. Spojrzałem za siebie gdzie wysunął się monitor. Pepper była przyczepiona do łoża, które od dołu do góry była naszpikowana różnymi sprzętami, które zadawały bolesną śmierć. Usłyszałem głos tego skurwiela.



Mandaryn: Biedna Pepper chciałbym jej odpuścić, ale to nie możliwe, skoro jest taka ważna dla ciebie



Tony: Ty jebany popaprańcu, wypuść ją i załatwmy to między sobą. Po co ich zabijasz ?



Mandaryn: Byś przed śmiercią cierpiał, patrząc jak giną najbliższe ci osoby



Tony: Ty się zacznij leczyć, najlepiej na nogi, bo na głowę już za późno  !!!



Mandaryn: Jesteś żałosny Stark !!!



Tony: Gadaj gdzie jest Pepper !!!



Mandaryn: Tam gdzie to wszystko się zaczęło. Radzę ci się pośpieszyć



Monitor znikł, a głos zamilkł, ale o co mu chodziło z tym "Tam gdzie to wszystko się zaczęło". Gdzie ja go poznałem , poznałem go w sklepie jego ojczyma, może właśnie tam jest Pepper. Biegłem do chińskiej dzielnicy, dotarłem do sklepu i wyważyłem drzwi. Rozglądałem się po sklepie, ale nie było tam nic, nie było Pepper. Siadłem na krawężniku i myślałem. Tony myśl gdzie to wszystko się zaczęło... Ja i Pepper pierwszy raz spotkaliśmy się w banku, ale Gena tam nie było. Zaraz akademia przecież tam to się zaczęło, tam się w trójkę spotkaliśmy. Wstałem i jak najszybciej mogłem przemieszczałem się ku akademii jutra. Wpadłem tam z wielkim hukiem i zacząłem biec korytarzem krzycząc jej imię, dotarłem do końca korytarza i pobiegłem po schodach na pierwsze piętro.



Tony: Pepper !!



Pepper: Tony ?! Tony pomóż mi !!



Tony: Zaraz, gdzie jesteś ?



Pepper: W sali biologicznej, szybko !!



Wbiegłem do sali, była tam. Widok był jeszcze bardziej przerażający niż na monitorze, miała na sobie białą szpitalną koszulę, całą we krwi. A gdy do niej podszedłem ten pajac aktywował test. Z sufitu wysunął się laser i zaczął iść w jej stronę, a ja żeby go zatrzymać znów musiałem rozwiązać zagadkę, a raczej ułożyć wzór i znów miałem ograniczony czas, czyli dopóki laser nie przetnie Pep na dwie części. Tak udało mi się zatrzymałem laser, teraz mogłem ją uwolnić. Podbiegłem do maszyny tortur, ale kolejna niespodzianka, bo to nie były zwykłe uprzęże, do ich otworzenia potrzeba pilota, ale nie mam czasu go szukać, wziąłem coś co było przyczepione z boku i tym próbowałem to rozwalić, ale nic z tego muszę znaleźć inne wyjście, wszedłem za mechanizm by znaleźć kable odpowiedzialne za uprzęże. Zalazłem i przeciąłem, udało uwolniłem Pepper, złapałem za rękę  i zacząłem ciągnąć ją za sobą ku wyjściu, miałem zamiar zabrać nas do zbrojowni z myślą, że tam będziemy bezpieczni, lecz pomyliłem się tam też Mandaryn zastawił pułapkę, gdy wpisałem hasło i drzwi otworzyły się, a ze środka wyleciały śrubokręty, zdążyłem ich uniknąć wszystkich, ale nie Pepper, nie uniknęła dwóch, obydwa wbiły się w brzuch jeden w lewy bok, a drugi prawie na środku.



Pepper: Tony.... ja... ja krwawie



Tony: Nie, nie tylko nie to



Przez chwilę trzymała rękę na lewym boku, z kąt najbardziej krwawiło, po czym osunęła się na ziemię. Podbiegłem do niej błagając by nie zamykała oczu, niech wytrzyma, jebany Gene, pierdolony Mandaryn, czemu on tak chcę mi wszystko odebrać ? Co takiego oni mu zrobili, co ja mu zrobiłem ?



Tony: Pepper bądź silna nie zamykaj oczu, proszę



Pepper: Nie, ja... ja... nie.. dam... rady



Tony: Nie zostawiaj mnie



Pepper: Tony... nie...płacz. Ja zawszę będę przy...Tobie



Zamknęła oczy, umarła na moich rękach. W tym momencie się obudziłem, byłem w szpitalu w sali po operacyjnej,  obok mnie była Pepper, którą zbudziłem siadła na łóżku i złapała z moje ramię.



Pepper: Tony wszystko w porządku ? Co się dzieje ?



Tony: Pepper ty żyjesz, jak ja się cieszę



Odetchnąłem z ulgą i przytuliłem ją by wiedzieć, że to dzieję się na prawdę. Wiem, że to był sen, ale był strasznie realistyczny. Powiedziałem jej, że to tylko koszmar, a ona chciała wiedzieć co takiego mi się śniło, więc także to jej opowiedziałem. To wszystko bardzo mnie zdenerwowało.



Pepper: Spokojnie Tony, to tylko sen, ja tu jestem jeszcze nie umarłam, a Mandaryn podróżuje soie po wymiarach



Tony: A wiesz kim na prawdę jest Mandaryn ?



Pepper: Nie, a ty wiesz ?



Tony: Niestety tak, ale nie chcę ci mówić, by cię nie narażać



Pepper: I tak się mu narażam jako księżna Makluan



Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, więc tylko głupio się uśmiechnąłem i z powrotem położyłem na tym jakże wygodnym łóżku. Widziałem, że Pepper chce puść do siebie na co nie chciałem pozwolić, nie dawno śniło mi się, że umarła, a ona chce sobie tak po prostu wyjść.



Tony: Pepper zostań ze mną do rana, bo ja się boję, że znowu będę mieć koszmar.



Pepper: Weź mnie nie rozśmieszaj. Wielki Iron Man boi się koszmarów haha



Tony: Hehe teraz jestem Tony, a Tony boi się nie tylko koszmarów



Pepper: Haha przestań mówić  jak sześcioletnie dziecko.



Tony: A jak nie przestanę..?



Pepper: To nie zostanę z tobą



Tony: W takim razie przestane. Czyli zostaniesz ?



Pepper: Tak Toneczku, mamusia z tobą zostanie



Tony: Mamusiu.... ?



Pepper: Tak synusiu...?



Tony: Dasz mi buziaka na dobranoc ?



Peppper: Nie !



Tony: Buuu... zła mama, mama zła



Zaczęliśmy się śmiać, staraliśmy się być cicho, ale to było trudniejsze niż myślałem. Po jakieś godzinie uspokoiliśmy się. Tym razem pierwszy zasnąłem ja.



 ~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Tony zasnął, a ja wpatrywałam się w niebo za oknem, myśląc o tych makluańskich sprawach. Może nie dawałam po sobie poznać, ale bardzo przejęło mnie to wszystko, te sprawy makluan, a do tego te bardziej przyziemne spawy, a właśnie za 3 dni bal halloweenowy, ciekawe czy do tego czasu wypuszczą nas z tond. Chciałam wrócić do siebie, ale Tony przygniótł mnie swoją ręką i znów przyszło do mnie pytanie, gdzie jego koszulka. No nic na pewne pytania nie poznamy odpowiedzi. Odwróciłam się do niego tyłem i usnęłam. Obudziłam się o siódmej rano, Tony jeszcze spał. Starałam się wyjść, jak najciszej by go nie obudzić. Lecz moje starania poszły na marne.



Tony: Już uciekasz, aż tak się ze mną źle śpi ?



Pepper: Tak, muszę już iść i sorki ja cię obudziłam, nie chciałam



Tony: Nie obudziłaś mnie. No to do później.






Pepper: Do później



Wyszłam z jego sali i poszłam do swojego pokoju, wiem, że gdy byłam w hibernacji tata przyniósł mi rzeczy, wyciągnęłam z torby luźną żółtą bluzkę i ciemne jeansy oraz kosmetyczkę. Weszłam do łazienki w mojej sali, bosz jak tu domestosem śmierdzi. Szybko się ubrałam i postanowiłam pójść porozmawiać z lekarką im szybciej tym lepiej, bo czym bardziej zwlekam, tym jestem bardziej niepewna. Wyszłam z pokoju, nie wiedziałam, gdzie ma gabinet, więc postanowiłam popytać się pielęgniarek, ale miałam pecha z pierwszą, kto takie babsztyle w takim miejscu zatrudnia. Ja się grzecznie pytam gdzie znajduje się gabinet doktor Anny, ona wyjeżdża mi, że ona GPS nie jest, ale była milsza, która nawet podprowadziła mnie do jej gabinetu.



Pepper: Dzień dobry, doktor Kashumez, zgadza się



Anna: Mów mi doktor Anna właśnie miałam iść do ciebie, bo dostałam wyniki, możemy je przejrzeć wspólnie



Pepper: Właśnie przyszłam w sprawie tych badań



Anna: Nie mam zbyt dobrych wiadomości, wyniki wyszły źle



Pepper: Bo nie miały prawa wyjść dobrze



Anna: A czemu tak sądzisz ?



Pepper: Na początku może mnie pani wziąć za wariatkę, ale ja nie jestem w 100% człowiekiem, mam w sobie zasiane smocze nasienie, a co z tym się wiążę makluańką krew



Anna: Ładna bajeczka, ale z badań wynika, że masz raka szpiku, białaczkę



Pepper: Mówiłam, że weźmie mnie pani za wariatkę, ale ja mówię prawdę, proszę podać mi rękę



~~~~Perspektywa Anny~~~~

Dziewczyna miała rację wzięłam ją za wariatkę, ale gdy podałam jej rękę, a gdy spojrzała mi w oczy to jak bym przeniosła się w inne miejsce i wtedy zrozumiałam, że dziewczyna mówi prawdę. Widziałam co się z nią działo, gdy przez te dwa dni była nieprzytomna.  



Anna: Dobra teraz ci wieże



Pepper: Więc mogę na panią liczyć



Anna: Oczywiście, zawsze i wszędzie



Pepper: I to ma zostać między nami



Anna: Tak, to ja wpiszę w kartotece, że to zwykłe przemęczenie



Dziewczyna poprosiła o wypis, chciałam bardziej poznać jej możliwości. Możecie myśleć, że chcę na niej poeksperymentować, ale ja chcę poznać bardziej jej organizm, by wiedzieć jak później mam pomóc więc odmówiłam. Wyszła a ja wróciłam do uzupełniania kartoteki.