Muzyka

wtorek, 3 listopada 2015

(Bonus xD) Fragmenty pieśni o sobie zakreślone przez Pepper

Z drzwi powyrywajcie zamki !
Drzwi same wyrwijcie z futryn !

Nie będziesz więcej brał rzeczy z drugiej i trzeciej ręki, nie będziesz patrzył oczami zmarłych, ani karmił się widmami z książek.

Zawsze w drodze, zawsze na szlaku [...]

Wszystko pędzi przed siebie, nic nie ginie,
A umrzeć jest czymś innym niż można by  sądzić, i lepszym.

Jeśli nikt na całym świecie nie wie o moim istnieniu-jestem zadowolony,
I jeśli każdy i wszyscy wiedzą o mnie-jestem zadowolony

Zapisuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy,  którą kocham,
Jeśli zatęsknicie za mną, szukajcie mnie pod podeszwą buta.

Ledwie będziecie widzieć, kim jestem i co oznaczam,
Ale i tak będę wam niósł zdrowie,
Będę filtrem i fibrem waszej krwi.

Nie uda się mnie chwycić za pierwszym razem - nie traćcie otuchy,
Nie znajdziecie mnie w jednym miejscu - szukajcie w innym,
Gdzieś się zatrzymam, czekając na was.

Dziecko spadło:" Co to jest trawa ?" przynosząc mi pełne jej garście;
Co mogłem odpowiedzieć dziecku ? Przecież nie wiem więcej niż  ono.
 Myślę, że to chorągiew moich uczuć utkana z ufnej zieleni.

Albo myślę, że to chusteczka Pana Boga,
Pachnący dar i pamiątka upuszczona umyślnie


Albo  myślę, że trawa sama jest dzieckiem [...]

Albo myślę, że to wciąż ten sam hieroglif,
Który znaczy: Kiełkując w wielkich krajach i  małych,
Rosnąć pośród białych ludów i czarnych, [...]

Teraz wydaje mi  się, że to  piękny, niestrzyżony włos mogił.

" Ludzie mówią, że przyjaciele nie niszczą się nawzajem. Cóż oni wiedzą o przyjaciołach ?"

*** Opowiadanie z okazji 1000 wyświetleń na blogu. Bardzo się cieszę z tego powodu, więc myślę, że spodoba wam się :) ***


~~~~Perspektywa Gena~~~~

Pepper i ja mieliśmy już po dziewięć lat. Nasi rodzice się przyjaźnili, więc czasami bawiliśmy się razem i wyjeżdżaliśmy na rowerach poza ślepe uliczki aż do samego Parku Jeffersona , którym było nasze osiedle. Za każdym razem, kiedy słyszałem, że za chwilę ma przyjść Pepper, stawałem się jednym wielkim kłębkiem nerwów, ponieważ była to najbardziej niesamowita i zachwycająca istota, jaką stworzył Bóg. Tamtego ranka na sobie jeansy i różowy T-shirt, na którym widniał zielony smok ziejący ogniem pomarańczowego brokatu. Nie sposób wyjaśnić, jak fantastyczny wydawał mi się wtedy ów T-shirt. Pepper jak zwykle pedałowała na stojąco, prostując ręce w łokciach i pochylając się nad kierownicą roweru, a jej fioletowe tenisówki rozmywały się w koliste plamy. Był gorący, parny marcowy dzień. Niebo było bezchmurne, ale powietrze miało cierpki smak, jakby zbierało się na burzę. W tamtym czasie miałem się za wynalazcę, więc kiedy tylko założyliśmy blokady na rowery i rozpoczęliśmy nasz krótki spacer przez park w stronę placu zabaw, opowiedziałem Pepper o moim pomyśle na wynalazek, który nazwałem pierścieniarka. Pierścianiarka miała być gigantyczną armatą wystrzeliwującą na bardzo bliską orbitę wielkie kolorowe kamienie, które tworzyłyby wokół Ziemi pierścienie podobne do tych, jakie ma Saturn. ( Nadal uważam, że to świetny pomysł, ale okazuje się, że zbudowanie armaty zdolnej wystrzeliwać kamienne bryły na bliską orbitę jest dość skomplikowane). Byłem w tym parku już tyle razy, że w pamięci miałem wyrytą jego mapę, wystarczyło więc zaledwie kilka kroków, abym poczuł, że porządek owego świata został zaburzony, chociaż nie od razu potrafiłem stwierdzić, co się zmieniło.

- Gene-cichym, spokojnym głosem odezwała się Pepper

Wskazywała na coś. Dopiero wtedy zorientowałem się, gdzie zaszła zmiana. Kilka metrów przed nami rósł dąb, Gruby, sękaty i wyglądający na wiekowy- to nie było nowe. Po naszej prawej stronie znajdował się plac zabaw- i to też nie było nic nowego. Lecz oto pień dębu bezwładnie opierał się ubrany w szary garnitur mężczyzna. Nie ruszał się. Oto co było nowe. Otaczał go krąg krwi, której zaschnięty strumień wypływał mu z ust. Usta zaś miał otwarte w nienaturalny dla ust sposób. Jego blade czoło obsiadały muchy.

-Nie żyje- oznajmiła Pepper, jakbym sam nie potrafił tego stwierdzić. Zrobiłem dwa kroki w tył. Pamiętam, iż wydawało mi się wtedy, że jeśli wykonam jakiś nagły ruch, mężczyzna może się ocknąć i rzucić na mnie. To mógł być zombie. Wiedziałem, że zombie nie istnieją, ale on z pewnością wyglądał jak zombie. Podczas gdy ja robiłem dwa kroki w tył, Pepper zrobiła dwa równie małe i bezgłośne kroki w przód.

- Ma otwarte oczy-stwierdziła.
-Musimy iść do domu-wymamrotałem.
-Myślałam, że kiedy się umiera, zamyka się oczy.
-Pepper musimy iść do domu i komuś powiedzieć.

Postąpiła jeszcze o krok. Była teraz na tyle blisko, że gdyby wyciągnęła rękę, mogłaby dotknąć stopy mężczyzny.

-Jak myślisz co mu się stało ?-zapytała-Może to narkotyki albo coś takiego.

Nie chciałem zostawiać Pepper samej z martwym facetem, który mógłby się okazać atakującym zombie, jednak nie miałem również ochoty tkwić w miejscu i dyskutować o okolicznościach jego zgonu. Zebrałem się więc na odwagę, zbliżyłem się do Pepper i złapałem ją za rękę.

-Pepper, musimy natychmiast iść do domu !
-Okej, dobra.

Puściliśmy się biegiem w stronę naszych rowerów i poczułem jak serce podchodzi mi do gardła, zupełnie jakby działo się coś ekscytującego, mimo iż wcale tak nie było. Wsiedliśmy na rowery i puściłem Pepper przodem, ponieważ płakałem, a nie chciałem , żeby to zobaczyła. Na podeszwach jaj fioletowych tenisówek ujrzałem krew. Jego krew. Krew martwego faceta. Chwile później byliśmy już z powrotem w swoich domach. Moi rodzice zadzwonili na 911, a kiedy w oddali usłyszałem syreny, chciałem iść zobaczyć wozy policyjne, ale mama mi nie pozwoliła. Potem się zdrzemnąłem. Moja mama jest terapeutką, co oznacza, że jestem naprawdę cholernie przygotowany do życia. Kiedy się więc obudziłem z drzemki, odbyłem z mamą długą rozmowę o cyklu życia i o tym że śmierć jest jego częścią, ale nie częścią, którą powinienem jakoś szczególnie zaprzątać sobie głowę w wieku dziewięciu lat, i poczułem się lepiej. Szczerze mówiąc, nigdy się tą sytuacją nie przejąłem. O czymś to świadczy, jako że miewam skłonność do notorycznego przejmowania się. No bo co: znalazłem martwego faceta. Mały, rozkoszny dziewięcioletni ja i moja jeszcze mniejsza, i jeszcze bardziej rozkoszna koleżanka z podwórka znaleźliśmy mężczyznę, z którego ust lała się krew, i ta krew była na jej małych, rozkosznych tenisówkach, kiedy wracaliśmy rowerami do domu. Wszystko to bardzo dramatycznie i w ogóle, ale co z tego ? Nie znałem tego faceta. Do cholery, ludzie których nie znam, umierają przez cały czas. Gdybym miał przechodzić załamanie nerwowe za każdym razem, kiedy na świecie wydarza się coś okropnego , byłbym bardziej szurnięty niż wściekły makaka. Tamtego wieczoru o dziewiątej poszedłem do swojego pokoju, bo dziewiąta była godziną, o której powinienem być już w łóżku . Mama otuliła mnie kołdrą, powiedziała, że mnie kocha, a ja jej powiedziałem " Do zobaczenie jutro", a ona odpowiedziała :"Do zobaczenia jutro", a potem zgasiła światło i prawie zamknęła za sobą drzwi. Kiedy odwróciłem się na bok, zobaczyłem Pepper Potts stojącą po drugiej stronie okna z twarzą niemal wciśnięta w okienną moskitierę. Wstałem i otworzyłem okno, ale siatka wciąż tkwiła między nami, pikselizując jej twarz.

-Przeprowadziłam śledztwo- oświadczyła dość poważnym tonem. Nawet z bliska siatka rozmazywała jej twarz, ale zdołałem dostrzec, że Pepper trzymała w ręku mały notes i ołówek ze śladami zębów wokół gumki. Spojrzała w dół na swoje notatki - Pani Collman z Jefferson Count powiedziała mi, że facet nazywa się Mark Bettens i mieszkał na Jefferson Road w jednym z tych mnieszkań nad sklepem spożywczym, więc tam poszłam i zobaczyłam tam kilku policjantów , i jeden z nich zapytał mnie, czy pracuję dla szkolnej gazety, a ja powiedziałam, że nasza szkoła nie ma gazety, a on na to, że skoro nie jestem dziennikarką to odpowie na moje pytania. Powiedział mi, że Mark Bettens miał trzydzieści sześć lat. Był prawnikiem. Nie chcieli wpuścić mnie do jego mieszkania, ale drzwi w drzwi z nim mieszkała kobieta o nazwisku Anita Alvays, więc do niej poszłam i zapytałam, czy mogłabym pożyczyć szklankę cukru, a ona zaraz mi powiedziała, że Mark Bettens zastrzelił się z pistoletu. Wtedy zapytałam ją, dlaczego to zrobił, a ona na to, że się rozwodził i był z tego powodu smutny. Tu Margo zmilkła, a ja tylko na nią patrzyłem, na jej szarą twarz, rozświetloną przez księżyc i podzieloną przez splot siatki na tysiąc małych kawałków. jej szeroko otwarte, okrągłe oczy przeskakiwały znad notesu na mnie i z powrotem.

-Mnóstwo ludzi się rozwodzi i się nie zabija-skomentowałem
-Wiem-odparła podekscytowanym głosem- to samo powiedziałam Anicie Alvays. Ale wtedy ona powiedziała...-Pepper przerzuciła kartkę -... powiedziała, że pan Bettens był zgnębiony. Zapytałam co to znaczy, a ona odparła tylko, że powinniśmy się za niego modlić i żebym zaniosła mamie cukier, a ja powiedziałam " nieważne" i wyszłam.

I tym razem nie odezwałem się od razu. Chciałem tylko, aby nie przestawał mówić-ten cichy głos napięty z podniecenia bliskim odkryciem czegoś dawał mi poczucie, że właśnie przydarza mi się coś ważnego.

-Myślę, że chyba wiem dlaczego- powiedział Pepper
-Dlaczego?
-Może popękały w nim wszystkie struny.

Usiłując wymyślić jakąś odpowiedź, wyciągnąłem rękę, nacisnąłem blokadę na dzielącej nas moskitierze i ściągnąłem ją z okna. Postawiłem siatkę na podłodze, ale Pepper nie dała mi szansy powiedzenia czegokolwiek. Zanim zdążyłem z powrotem usiąść, uniosła twarz w moją stronę i szepnęła :

-Zamknij okno.

Więc je zamknąłem. Myślałem, że Pepper odejdzie, lecz ona wciąż stała w tym samym miejscu i tylko na mnie patrzyła. Pomachałem do niej i uśmiechnąłem się, ale jej oczy zdawały się utkwione w czymś za moimi plecami, czymś potwornym, co sprawiło, że z twarzy odpłynęła jej krew, ja zaś zbytnio bałem się, żeby się obejrzeć. Jednak za moimi plecami niczego rzecz jasna nie było-no, może prócz tego martwego faceta. Przestałem machać. Moja głowa znajdowała się teraz na wysokości głowy Pepper i wpatrywaliśmy się w siebie z przeciwległych stron szyb. Nie pamiętam jak to się skończyło - czy ja poszedłem do łóżka, czy ona odeszła. W moich wspomnieniach ta scena nie ma końca. Trwamy tak, na zawsze wpatrzeni w siebie.

Pepper zawsze kochała tajemnice. W obliczu wydarzeń, które nastąpiły potem, nigdy nie opuszczała mnie myśl, że kocha je tak bardzo, że sama stała się tajemnicą.

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 14 : Mandaryn i księżna Makluan

*

~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Chłopaki odprowadzili mnie do domu, po czym odeszli, na moje nieszczęście muszę jeszcze odrobić lekcje, ale nie ma taty, więc się nie dowie, o której odrabiam lekcje, bo bym miała przerypanę. Też są plusy mam jutro na dziewiątą i cztery lekcje, dosyć spokojne. Wbiegłam na górę do swojego pokoju spojrzałam na plan, czyli tak angielski, biologia, matematyka i plastyka Spoko lekcje ( nie licząc matmy) tylko zadane z angielskiego i biologii, szybko się z ty uwinę i tata nawet się nie dowie. Położyłam swoją torbę na biurku i spostrzegłam, że głowa miśka świeci na różowo, dziwne... czyżby się coś miało stać ? Odkręciłam mu głowę, a pierścień, zaczął świecić jeszcze mocniej, ni wiedziałam co mam zrobić, co to znaczy, może one łączą się ze sobą, czyli to może znaczyć, że gdzieś tu może kręcić się Mandaryn, trzeba bardziej uważać, schowałam go znowu do miśka, a miśka do pudełka, a pudełko do szafy, jutro go z tam tond wyciągnę, może do jutra przestanie świecić. Spakowałam lekcje, wzięłam pidżamę i poszłam się umyć, niby myłam włosy u Tonego, ale reszta nadal się kleiła. Wskoczyłam pod prysznic i złapała mnie myśl, jaki nieszczęście może spotykać jednego człowieka i to tak młodego, ale z tego co słyszałam jestem jego przyjaciółką, więc może na mnie liczyć. Po kilku minutach wyszłam z łazienki, kierując się do pokoju nie opuszczała mnie myśl o Tonym i o pierścieniu, może skoro jest geniuszem pomoże mi w rozgryzieniu zagadki pierścienia, jaszczur powiedział, że mam znaleźć przyjaciół, którym ufam, a mu ufam, więc chyba mogę mu o tym powiedzieć, ale czemu nie mogę pod żadnym pozorem ufać starym, no nic cza robić t co każe jaszczur.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Leżałem o łóżku i myślałem o Pepper, gdy znów przyszedł strach, że mogę ją stracić, w końcu przyjaciele są dla mnie najważniejsi. Na mój telefon przyszedł komunikat ze zbrojowni, że wykryto makluańską energię, czyżby nas kochany Gene chciał się zabawić, proszę bardzo jestem gotowy. Wybiegłem z domu, biegnąc do zbrojowni zauważyłem, że coś świeci mi w kieszeni. Odblokowałem drzwi weszłam, komputerowi nakazałem namierzyć Mandaryna, a sam sprawdziłem co mi świeci, a tak to był pierścień, zapomniałem, że cały czas mam go przy sobie. Kilka minut późnej leciałem w stronę wyznaczonego miejsca, gdzie znajdował się Mandaryn. Co on robi ?? Czyżby czegoś szukał, ale czego, nie ważne i tak mu przeszkodzę.



<Połączenie przychodzące od Jemsa Rhodsa. Odebrać ?>



Tony: Coś się stało Rhody, bo nie ukrywam jestem zajęty



James: Stało się to że nie ma cię w domu. Gdzie ty jesteś ?



Tony: Lecę na odwiedzinki do Mandarynki, a co ?



James: Mama zaraz wraca i co mam jej powiedzieć? Masz natychmiast wracać, on może mieć kolejny pierścień, a z każdym jednym je...



Tony: Jest coraz bardziej potężny, tak wiem, ale chyba szuka kolejnego, bo mój pierścień świeci, więc może łatwo go zlokalizować, ale mam go w hermetycznych, ołowianych komorach transportowych



James: Poczekaj ja tylko wskoczę po tłumacza



Tony: Czyli tak zwane super kieszenie, gdzie go nie wykryje, ale jest odbierany jeszcze jeden sygnał, ale bardzo słaby, więc ani ja, ani Mandaryn nie możemy go namierzyć



Mandryn: Witaj Stark, a co ciebie tu sprowadza ?



Tony: Co jak... ty.. pierścień teleportacji.... Ty mnie sprowadzasz czego chcesz ?



Mandaryn: Dostałem przekaz, że pojawi się druga osoba, która ma mnie pokonać i chcę ją zniszczyć, ale..



Tony: Za słaby sygnał.. tak wiem. A może to dobrze, że ktoś cię powstrzyma



Mandaryn: Głupcze ty nic nie wesz, to moje przeznaczenie, a nie jakiegoś tam pierwszego osobnika, którego upolują sobie Makluanie, musze tę osobę zniszczyć.



No i zniknął, nic mi nie pozostało jak wrócić z powrotem, tylko co ten popapraniec ma na myśli, czyżby drugi Mandaryn, tylko czy nie gorzej popaprany od Gena, no nic chyba będzie trzeba zniszczyć obojgu. Tylko co jak ten drugi będzie dobry.. mam całkowity mętlik w głowie. Chyba muszę się z tym przespać, jutro szkoła, do której niestety z woli mojego ojca muszę chodzić, przecież materiały mam opanowane na 3 lata dalej niż omawiamy w szkolę. To bez sensu, na szczęście mogę tam spędzać czas z Pepper, a to jest fajne i do tego jutro mamy tylko 4 lekcje.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Wstałam o 6, bo nie mogłam już spać a do szkoły mam jeszcze 3 godziny. Przypomniało mi się o pierścieniu, sprawdziłam go już ni świecił więc postanowiłam go zawiesi na szyi, bo znów w śnie pojawił się jaszczur i powiedział, że w najbliższym czasie pojawi się ten cały Mandaryn, a coś mi mówi, że to będzie dzisiaj. Zawiesiłam go na łańcuszku od Tonego i schowałam na razie pod pidżamę i poszłam do łazienki ogarnąć się. O godzinie 7 byłam już gotowa, więc postanowiłam zrobić sobie śniadanie, czyli kanapkę z serem żółtym, w trakcie, gdy zajadałam się kanapką zadzwonił do mnie telefon z początku myślałam, że to tata coś zapomniał i chcę, żebym mu podrzuciła w drodze doszkoły, ale gdy spojrzłam na wyświetlacz był to Tony.



Tony: Hej Pepper, śpisz jeszcze ?



Pepper: Od jakoś 6 rano nie, a co ?



Tony: O to super, mogę wpaść do ciebie ?



Pepper: Okay, tylko przyjdź nie wpadaj



Tony: To lepiej otwórz szybko okno od pokoju



Pepper: Co ?! Ty w zbroi jesteś ?!



Rozłączył się, a ja czym prędzej otworzyłam okno i wpadł mi blaszka, cały poturbowany. Czy on całą noc latał w zbroi ? No nic zbroja otworzyła się, bałam się co zobaczę, że Tony będzie w masakrycznym stanie, a on wyszedł cały i zdrowy. Odetchnęłam z ulgą, w myślach byłam przygotowana na najgorsze, wygląda na to, że wziął zmasakrowaną zbroję, ale po czym ?

Pepper: Jak ty możesz mnie tak straszyć ?!




Tony: Jak słodko martwiłaś się, mogę ją tu zostawić, no wiesz nie chcę brać takiej zmasakrowanej ze sobą




Pepper: Wiesz co mam przeczucie, że będzie ci potrzebna, a jeźeli nie to tak na wszelki wypadek






Tony: Okay, a co ty taka w strachu ?



Pepper: Nie wiem, może to przez koszmar, ale skoro mówisz, że chcesz zostawić to twoja decyzja



Tony: Pep spokojnie mam w telefonie specjalną aplikacje i zbroja, w każdej chwili może do mnie przylecieć



Podszedł do mnie i mnie przytulił, nie wiem dlaczego, ale w tej chwili poczęłam się bezpieczna jak nigdy do tond. Przez chwile zastanawiałam się czy odwzajemnić uścisk i zrobiłam to. Te chwile przerwał nam mój telefon i kto to był ? Tak mój ojciec, chciał bym mu przyniosła teczkę z aktami, którą zostawił na biurku w swoim gabinecie. Zaczęłam się pakować, a do ręki wzięłam teczkę.



Pepper: No co tak stoisz, ruszaj się musimy jeszcze iść do mojego taty !!



Tony: Okay no przecież idę, nie gorączkuj się, a jak tak w ogóle ręka ?



Pepper: W porządku, to idziemy ?



Tony: Już, już tylko ją schowam czy chcesz mieć ją tak rozłożoną w pokoju ?



Pepper: Ruchy !!



Tony zmienił zbroję w plecak i położył na łóżku po czym wyszliśmy i zmierzaliśmy w stronę agencji FBI. Za dwadzieścia 9 byliśmy już w szkole pierwsza lekcja to angielski ,wszyscy siedzieliśmy osobno, na lekcji omawialiśmy "Pieśń o sobie" Walta  Whitmana, boże w tamtym roku chyba sto razy próbowałam to przeczytać, ale nic z tego pamiętam, że zakreśliłam tam kilka wersów, które mi się spodobały, muszę ja chyba sobie zapisać i przywiesić na tablicy. Biologia  minęła mi szybko, ale teraz matma no ja nie wytrzymam, ale siedzę z Tonym, a on matmę kuma, więc nie jest tak źle. Przerwa tak jak zawsze szybko minęła, w klasie matematycznej siadłam przy oknie i wgapiałam się w budynki i ulice, w pewnym momencie mój wzrok przykuli panikujący ludzie, nie wiedziałam co się dzieje do chwili, gdy nie spojrzała w górę, to był ten rycerz ze snu. Momentalnie zaczęłam tracić kontakt ze światem.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Właśnie skończyłem szkic nowej zbroi, postanowiłem pogadać z Pepper, ale gdy na nią spojrzałem nie wyglądała za dobrze, czyżby źle się czuła, z minuty na minutę wyglądała coraz gorzej, nagle zaczęła się suwać z krzesła, a nauczyciel był zajęty tłumaczeniem przykładów i nawet nie zwrócił na to uwagi, więc musiałem wziąć to we własne ręce.



Tony: Profesorze, koleżanka, źle się czuję, zemdlała



Profesor: O Bożę, co ja mam zrobić ?! Połóż ją w bezpiecznej pozycji, a ja sprawdzę czy jest higienistka.



Tony: Dobrze, tylko nich pan się pośpieszy. Hallo Pepper, słyszysz mnie, po butka, nie śpimy, otwieramy oczy.



Whitney: Nie widzisz, że ona udaje, zostaw ją



Tony: Whitney zamilcz !



W tej chwil do klasy wrócił profesor z higienistką i sekretarką, która już pewnie powiadomiła jej ojca o całym zajściu, tylko czy znajdzie na to czas, powinien znaleźć czas, przecież to jego córka. Higienistka powiedziała, żebym pomógł ją zanieść do jej gabinetu. Z ty mnie miałem kłopotu, po drodze Pepper na chwilę ocknęła się i powiedziała, żebym wezwał zbroję. Ok czyli coś musi się dziać. Położyłem ją na łóżku i wyszedłem wezwać zbroję, po kilku minutach była za szkołom, złożyłem i poleciałem wyżej, by sprawdzić co się dzieje oczywiście Mandaryn, akurat teraz musiał się pojawić, ma te wyczucie.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu, mrugnęłam kilka krotnie by poprawić jakość widzenia. Po szafkach i ich zawartościach stwierdzam, że jestem w gabinecie higienistki, ale gdzie ona jest podniosłam się na łokciach i spostrzegłam, że przez koszulkę prześwituje światło, pierścień znów zaczął świecić. Schowałam go w pieniści i wymknęłam się przez okno i pobiegłam w kierunku jakieś ślepej uliczki, gdy dobiegłam do końca postanowiłam założyć pierścień, moje ciało pokryła jakaś zbroja. mogłam w nie latać, w niej poukrywane były różne dziwne bronie, oprócz tego mogłam wykorzystywać moc pierścienia. Wzbiłam się w powietrze by zlokalizować Mandaryna, daleko nie było szukać, bo walczył z ... Tonym. Widać, że mieli już ze sobą do czynienia. Podleciałam, jeszcze mnie nie zauważyli więc...



Księżna Makluan: Witaj Mandarynie, w końcu się spotykamy



Mandaryn: Czyli mnie ma powstrzymać jakaś dziewczynka, lepiej idź się pobaw lalkami



Księżna Makluan: Nie jakaś dziewczynka tylko Księżna Makluan głąbie



Tony: Czyli... ja może odejdę, a wy se to wyjaśnijcie



Księżna Makluan: Zaczekaj Iron Manie z tobą też muszę pogadać, ale najpierw zajmę się Mandarynem

Wyszczeliłam w niego z pierścienia, nie zdążył się obronić i poleciał na budynek, lecz szybko się pozbierał i zaczął atakować mnie, nie miałam zbyt dużego doświadczenia waliki w tym czymś, dobra w ogóle, ale jeszcze się nauczę, odkryłam jak aktywuję się pole ochronne, ale to i tak nie pomagało powalił mnie na ziemię. Po mojej stronie stanął Iron Man i zaczął go atakować, dlatego też miałam szansę się uwolnić i razem atakowaliśmy Mandaryna, ale to także nic nie dawało miał doświadczenie, a ja nic zero, a sam Iron Man se nie radzi. Mandaryn pogroził i zniknął, a ja chciałam pogadać z Iron Manem, chciał już odlatywać więc musiałam go zatrzymać.



Księżna Makluan: Iron Manie zaczekaj !!






Tony: Przepraszam, ale nie mam czasu, muszę wracać



I poleciał no nic cza się pośpieszyć by być przed nim



>>>.....<<<<



Koniec ciąg dalszy nastąpi.
Czekam na wasze komentarze i do zobaczenia :)
* księżna makluan w moich wyobrażeniach :)

sobota, 31 października 2015

Rozdział 13: Spięcie





~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Byliśmy w zbrojowni, Tony opowiadał mi o zbrojach, co mnie bardzo zaciekawiło. Wcześniej nic oprócz "swoich" spraw mnie nie obchodziło, nawet lekcje. Powiedział, że może zbudować mi zbroje. Hymm.. może jak ją dostanę to oddam mu za śmieciarkę.. trzeba to rozmyślić, kurde znowu odzywa się ta diaboliczna strona. Dobra spokój, idziemy teraz po Rhodyego i do pizzerii " Las Palmas"na Midtown. Nigdy tam jeszcze nie byłam, ale Tony z Rhodym mówią, że robią tam najlepszą pizze w Nowym Jorku, pozostaje mi tylko uwierzyć im na słowo. Po 15 minutach byliśmy już przy pizzerii, nie mogę z tej nazwy "Las Palmas". Weszliśmy do pizzerii i siadaliśmy w ostatnim wolnym stoliku, super akurat jest przy oknie. Uwielbiam patrzyć przez okno, mogę dostrzec świat innych ludzi normalnie kino na żywo, zaczęliśmy gadać, gdy podeszła do nas kelnerka. Zamówili dwie pizze, na pytanie dlaczego aż dwie dostałam odpowiedź, że Rhody ma duży apetyt. Kelnerka przyniosła nam pizze, mieli racje jest pyszna, po dwuch kawałkach miałam, bo naprawdę duża ta pizza i na serio Rhody potrafi dużo zjeść, gdzie to mu się mieści, no nic chyba muszę do toalety.



Pepper: To ja zaraz, muszę pilnie do toalety



James: Tylko nie do takiej toalety jak Tony



Pepper: Czyli .. ?



James: Że idzie i nie wraca



Pepper: Tony nie mów, że w kiblu się spłukujesz hhaha ! Ok ja zaraz wracam



Tony: Ja się w kiblu nie spłukuje !



Weszłam do pomieszczenia z kabinami i kogo spotkałam pannę słodka gadka do Tonego, tak chodzi mi o tą całą Whitney. To ja próbuję być dla niej miła, a ta uważa mnie za jakiegoś śmiecia, no ja kiedyś nie wytrzymam i jej przypierdolę !! Ale na początku będę miła.



Pepper: Hejka Whitney



Whitney: My się znamy. Bo sobie nie przypominam, żadnej rudej szkarady



Pepper: Chodzimy do tej samej klasy i nie jestem żadną szkaradą !!



Whitney: To ty lustra w domu nie masz






Pepper: No faktycznie, pożyczyłam ci jak powiedziałaś, że ci pękło jak się przeglądałaś. To kiedy mogę je odzyskać



Whitney: Nie będę zniżać się do twojego poziomu



Pepper: Chyba podwyższać, bo ja żeby zniżyć się do twojego musiałabym się na podłodze położyć, ale i tak będę na wyższym. No to żegnaj, nie miłego dnia i ciuss...



Hahha! Chyba siadłam na jej ambicje, bo zrobiła się czerwona jak cegła i wyszła trzaskając drzwiami. Oj chyba blondi ciśnienie skoczyło hahaha. Wyszłam z kabiny, umyłam ręce i z powrotem wróciłam do chłopaków. Zdziwiło mnie to, że tak szybko zniknęła pizza, no cóż przynajmniej mniej siedzenia bezczynnie. Usiadłam obok Rhodyego, bo znowu pojawiła się pewna osoba, która zajęła moje miejsce, tak to znowu Whitney i zaczęła kleić się do mojego nowo poznanego kolegi, a może już przyjaciela, nie wiem cza by było z nim pogadać, czy moglibyśmy zostać przyjaciółmi.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



W czasie gdy Pepper była w toalecie ja z Rhodym kończyłem jeść pizze, nagle z hukiem otworzyły się drzwi od kibla, myślałem, że to Pepper się na coś zdenerwowała, ale nie to była Whitney, czyżby było jakieś spięcie i mnie przy tym nie było ? Miałem nadzieje, że pani Perfekcyjna nas nie zauważyła, ale byłem w wielkim błędzie, bo zaledwie po kilku sekundach na miejscu w którym siedziała Pepper teraz siedzi Whitney.. i ten jej przesłodzony głosik.



Whitney: Hej Tony mogę się przysiąść ?



Tony: Przecież już siedzisz



Pepper: Już.. je...stem..... Co ty tu robisz ?



Whitney: Tony mnie zawołał bym się przysiadła



Tony: Co?? Ja..



Pepper: Okay spoko, Rhody posuniesz się chciałabym siąść koło okna



James: Już się przesuwam. Dobra to może ja pójdę po coś do picia, to co chcecie ?



Tony: To ja poproszę sok marchewkowo-jabłkowo-bananowo, a ty Pepper co byś chciała



Pepper: Sok wieloowocowy, dzięki



Whitney: Mi weź dietetyczną colę



James: Okay, czyli sok marchewkowo-jabłkowo-bananowo, wieloowocowy i cole



Whitney: Dietetyczną !



Świetnie ja chcę z tond wyjść jak najszybciej, no może mógł bym tu posiedzieć, ale bez Whitney. A Rhody wymyślił sobie napoje, no okay. Po kilku minutach wrócił z tacą pełną napoi, czego chyba Pepper, bo wpatrzona była w okno, chyba nie polubiły się z Whitney, ba na pewno, a w ogóle kto lubi Whitney, chyba tylko ten kto nie poznał jaj drugiej strony, czyli połowa szkoły. Nie znoszę jak robi z siebie ofiarę, a wszyscy jej wierzą. Wziąłem swój sok i Pepper.



Tony:  Pepper... Pepper... ziemia do Pep, nie śpimy żyjemy...



Pepper: Jestem, jestem.. mówiłeś coś ?



Tony: Rhody wrócił z napojami, proszę to twój



Pepper: Dzięki, to ja jeszcze pójdę po słomkę i wracam



  
Tony: Siedź ja pójdę



Pepper: Nie musisz, ja zaraz wrócę... Widzę że masz ciekawsze zajęcie



Whitney: No właśnie nie musisz. Tony ma o wiele więcej ciekawszych zajęć niż usługiwanie takim rudym małpą jak ty



Pepper: Właśnie widzę musi usługiwać takiemu poczwarnemu pustakowi, który nic nie potrafi, a i nadal czekam na lustro



Jej ten konflikt robi się coraz bardziej zażarty, chyba za niedługo przerobi to się w otwartą wojnę. Pepper poszła po słomkę, a Whitney poniżona siedziała z fochniętą miną, chwile potem wróciła ruda ze słomką i zajęła miejsce na przeciwko Whitney, co chyba obydwóm się bardzo nie podobało. Zaczęliśmy gadać o różnych sprawach, ale Pep znowu była nie obecna. Whitney pod pozorem pójścia do toalety wstała i z premedytacją wylała na Rudą całą swoją cole, według niej to był nie chcący, ale my widzieliśmy te "nie chcący" teraz to będzie zadyma.



Whitney: Oj wybacz..



Pepper: Osz tyy... małpo ja ci zaraz pokażę, co to znaczy zadrzeć ze mną



Tony: Odpuść nie warto



James: Popieram. Lepiej chodźmy



Za późno Pepper rzuciła się na plecy Whitney, oczywiście była o wiele lżejsza od Whitney, więc ta nawet się nie zachwiała, ale ma słaby punkt, tak obcasy, Pepper najpierw waliła jak popadnie, przez co wyproszono je z knajpy, ale prawdziwa wojna rozpoczęła się na ulicy próbowałem je rozdielić, ale nic z tego. Blondyna, która kiedyś chodziła na lekcje obrony zaczęła je wykorzystywać, ale ruda i tak sobie świetnie dawała radę najpierw pociągła ją za włosy i kopnęła w kostkę przez co straciła równowagę i upadła pociągając za sobą Pep zaczęły się na wzajem przygwożdżać do ziemi, na początku przewagę miała większa, czyli Whitney, ale ruda zrobiła coś czego się nie spodziewaliśmy, wyślizgła się z pod blondyny i przywaliła prosto w nos. Whitney zaczęła lecieć krew i pobiegła do pobliskiego baru, pewnie do toalety. Podszedłem do niej i pomogłem wstać było widać, że jest bardzo zmęczona po walce, ledwo co stała na nogach, ale upierała się, że da radę lecz chwilę potem upadła, znów pomogłem jej wstać i znów upierała się przy swoim "dam radę sama" właśnie widzę, gdy znów miała upaść złapałem ją i wziąłem na ręce, próbowała się wyrwać, ale ni dała rady. Razem z Rhodym postanowiliśmy zabrać ją do nas, bo Roberta jest na rozprawię i raczej do wieczora jej nie będzie, gadaliśmy szeptem, gdyż Pepper usnęła, ale słodko wygląda...Tony opanuj się to twoja przyjaciółka.... Dotarliśmy do domu, położyłem ją na sofie w salonie i poszedłem po apteczkę i lód by opatrzyć jej rany, nie były zbyt poważne małe zadrapania po paznokciach, kilka siniaków i zdarty lewy łokieć i do tego od walnięci w nos spuchnięty prawy nadgarstek, nie źle jej przywaliła, ale należało się jej, przynajmniej nie będzie z nią zadzierała. Gdy wróciłem z potrzebnymi rzeczami Pepper miała otwarte oczy i nieprzytomny wzrok.



Pepper: Gdzie ja jestem ? Co się stało



Tony: Jesteś u nas, nie pamiętasz bójki z Whitney ?



Pepper: Coś tam pamiętam...Aućć boli mnie ręka



Tony: No, nie za dobrze ona wygląda, masz przyłóż lód, trochę złagodzi



Pepper: Dzięki. Fuj cała się lepie



Tony: Po coli, mogę ci pożyczyć jakieś ubrania o ile zgodzisz się założyć męskie ciuchy



Pepper: Byłabym bardzo wdzięczna



Tony: Nie ma sprawy zaraz przyniosę i pokażę ci gdzie jest łazienka.



Pepper: Okej



Poszedłem do pokoju po jakieś rzeczy dla Pepper, Z szafy wygrzebałem jakąś koszulkę, ale nie mam żadnych spodni, które by na nią pasowały, a jej są całe z coli no nic może zaraz jeszcze coś znajdę. Wróciłem do salonu i podałem jej koszulkę mówiąc, że nie mam jej dać jakich spodni i zaprowadziłem do łazienki. Powiedziałem że jak chce może umyć głowę. Gdy ubrała koszulkę, która długością sięgała połowy ud i umyła głowę, wszedłem do środka stała oparta o wannę, a ja nastawiłem jej pranie dorzucając kilka swoich rzeczy.



Pepper: Mówiłeś, że to koszulka nie sukienka haha






    
Tony: Przynajmniej nie potrzebne ci spodnie. Idziemy coś oglądać. Rhody właśnie wyszedł na jakiś wykład, więc zostaliśmy sami.



Pepper: Okej jestem za, a masz jakieś ciekawe filmy ??



Tony: Zobaczy się co leci w telewizji, jeśli nic nie znajdziemy przekopiemy płyty DVD.



Pepper: No to chodźmy



Zeszliśmy do salonu oglądać telewizję, jak zwykle nic ciekawego wspólnie postanowiliśmy przypomnieć się dzieciństwo i obejrzeć  "Gdzie jest Nemo". W środku bajki dołączył do nas Rhody i w trójkę oglądaliśmy bajkę. Wieczorem ubrania Pepper były już suche, więc mogła się przebrać i iść, co też uczyniła, chciałem ją odprowadzić, ale ból w kratce przypominał o ładowaniu. Ból był prawie nie do wytrzymania, zgoił mnie w pół.



Pepper: Tony nic ci nie jest ??

     
Tony: Nic mi nie jest wszystko gra



James: Powiedzmy jej, ale najpierw chodźmy do zbrojowni



Tony: Dobra, to chodźmy, chodź Pepper z nami, muszę ci coś ważnego powiedzieć



Doszliśmy do zbrojowni ściągnąłem bluzkę i podłączyłem implant do ładowarki. Wyjaśniłem Pepper co to za mechanizm, dlaczego go mam i w jaki sposób w ogóle doszło do tego, że go mam.



Pepper: Czyli te kółeczko utrzymuje cię przy życiu. Tak ?



Tony: To kółeczko to implant i tak bez tego nie mogę żyć



Pepper: Tok mi przykro z tego wszystkiego. To się nie mieści w głowie ile nieszczęścia cię spotkało, a ja narzekałam że mój ojciec spędza ze mną za mało czasu



Tony: Nie ma co się smucić, ja się cieszę, że żyję i mam takich wspaniałych przyjaciół jak ty i Rhody



James: Się wie. No to co idziemy cię odprowadzić Pepper ?



Pepper: Jak chcecie to możecie



Poszliśmy odprowadzić Pepper. Po 30 minutach byliśmy z powrotem, poszedłem pod prysznic i do łóżka przed zaśnięciem moje myśli zaprzątała mała, chuda, rudowłosa, wojownicza dziewczyna, czyż bym na serio się zakochał ??



>>>>.......<<<<



Oto rozdział. W komentarzach wyraźcie swoją opinie, czekam. Miał być trochę wcześniej, ale miałam problemy z internetem, ale jest nie długo kolejny :**   

wtorek, 27 października 2015

Rozdział 12: Akademia Jutra





~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Gadałem z Rhodym o tym by pokazać Pepper zbrojownie, skoro wie kim jest Iron Manie i jej ufam to może pomoże nam w zbrojowni, jej ojciec jest agentem FBI będziemy mieć informatora. Rhody poszedł do toalety, bo skacze tak od pół godziny. Wreszcie pozwoliłem mu iść do toalety, a ja postanowiłem pogadać z Pepper, bo od początku jest jakaś nie obecna, myślałem, że coś przykrego Whitney jej powiedziała, ale chyba to coś poważniejszego, ale zaryzykowałem i wtrąciłem o Whitney, chyba musimy jeszcze pogadać, bo to przecież typowa blondynka. Pepper słodko myśli, a szczególnie jak marszczy czoło.



Pepper: A powiesz mi dlaczego zerwaliście ?



Tony:  Zdradzała mnie na prawo i lewo



Pepper: Czyli wy ten tego ?



Tony: Co ?! Nie, kijem bym jej nie dotknął



Pepper: Ale byłeś z nią..



Tony: Bo nie chciałem jej zranić



Pepper: Ale ona to zrobiła... A skąd to wiesz ?



Tony: Nie zraniła mnie. Jestem Iron Manem ja wiem wszystko



Pepper: Hah.. Muszę się zabezpieczyć. Nie możesz mnie tak szybko poznać



Tony: Ja też wolę cię pozna jako Tony, a nie Iron Man, a mogę wiedzieć co cię tak gryzie ?



Pepper: Nic poważnego. Ale mam 2 pytania, 1 gdzie Rhody i 2 a zdradzała cię z tobą tylko nie z tobą no wiesz jako Iron Manem ?



Tony: 1 poszedł do kibla, a 2 a wiesz, że tak. Hahhah



Pepper: Hahaha na serio ? No nie mogę. Dobra spoważniejmy




Tony: Wiesz, że mnie nie oszukasz ja to widzę



Pepper: Zastanawiam się dlaczego mi zaufałeś i czy ja też mogę



Tony: Nie wiem dlaczego ci zaufałem, ale czuję, że to dobra decyzja. Ja ci zaufałem więc ty też możesz mi zaufać. Obiecuje, a jak nie możesz mnie zabić, albo przysięgnę ci na paluszek hehe



 
Pepper: Czy ty oglądasz Hanneh Montanne ? Czy jakiś inny beznadziejny program dla małolat ?



Tony: Heh nie ważne



Po sączonych lekcjach spotkałem się z Rhodym przed szkołą i czekaliśmy na Pepper bo zatrzymał ją dyrektor Nara, ciekawe co od niej chciał, czyżby już pierwszego dnia coś nawywijała, Rhody chyba nadal nie był przekonany do mojego pomysłu, pokazania Pepper zbrojowni no, ale trudno wszystkim nie dogodzę. Zbrojownia to mój drugi dom, więc jeżeli mam zaprzyjaźnić się z Pepper musi wiedzieć gdzie mnie szukać. Po pięciu minutach dołączyła do nas Pepper i ruszyliśmy w kierunku domu Rhodyego wszystko było by pięknie, gdyby nie Gene, czy jak kto woli Mandaryn tylko nie każdy o tym wie. Spotkaliśmy go prawie w centrum. Szedł nie zwracając uwagi do póki nas nie minoł, zatrzymał się i odwrócił



Gene: Pepper ? Czy to na prawdę ty ?


Pepper: Gene. Tak to ja, dawno się nie widzieliśmy


Gene: Nawet nie wiesz jak tęskniłem za tobą, dlaczego wtedy nie przyszłaś ?



Pepper: Ja też tęskniłam i to nie wiesz jak. Tatami zabonił

 
To całe szczęście, że wtedy zabronił, może teraz też tak będzie tak samo. Nie wiem dlaczego, ale nie mogłem znieść widoku jak się tulili, czyż bym był zazdrosny...pff.. a może jednak.. e,, nie Tony nie możesz, nie możesz jej bardziej narażać na bezpieczeństwo, już wie, że jestem Iron Manem, a jeśli jakiś wróg się dowie i postanowi jej coś zrobić. Nie pozwolę na to. Moje życie jest do bani przez podwójne życie. Chciałbym mieć tą jedyną, ale w takim układzie to nie możliwe, więc wolę poświęcić swoje szczęście i dawać ludziom bezpieczeństwo. Po kilku minutach  skończyli już gadać jak to się stęsknili za sobą i w ogóle...bla...bla...bla... A właściwie to od kiedy Gene za kimś tęsknił, albo miał uczucia. Czyżby Pepper była tak ważną dla niego osobą, by tylko dla niej był miły.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



No ja nie wieże przed chwilą spotkałam swojego dawnego przyjaciela i byłego chłopaka, czy ten dzień może być jeszcze lepszy. Poznałam dwójkę nowych znajomych w tym do jednego nabieram większego zaufania.. tak mam na myśli Tonego no i mam przyjaciela, ale według jaszczura mam mu nie ufać, chyba wole posłuchać się jego skoro ten sen okazał się prawdziwy Może powiem o nim właśnie Tonemu, ale to jak udowodni mi, że mogę mu zaufać. Pożegnałam się z Genem i poszliśmy z Rhodym i Toym pod ich dom, tuż za nim stał wielki opuszczony magazyn do którego weszliśmy, myślałam, że sobie ze mnie żarty stroją, niby co tu jest tak ciekawego co mogli by mi pokazać, weszliśmy po schodach tu stały dwa fotele i stary telewizor, do którego podłączona była konsola do gier, a kawałek dalej stał kosz do koszykówki, jednak to nie był koniec wycieczki, bo za następnym zakrętem były kolejne schody tym razem prowadzące w dół, zeszliśmy na sam dół i moim oczom ukazały się przeogromne, metalowe drzwi, prawie ścięło mnie z nóg, a co dopiero będzie w środku. Tony wstukał jakiś kod po czym drzwi się rozsunęły, a my mogliśmy wejść do środka, moim oczom ukazało się jakieś laboratorium z różnymi przedziwnymi rzeczami, o których nigdy wcześniej nie słyszałam, na prawym samym środku stała jakaś żelazna trumna? Przywieszona na środku dźwigu, a dokoła były jakiś sejfy z numerkami na drzwiach. Podeszłam do trumny, gdy ta nagle się sunęła a od tyłu podszedł Tony.



Tony: Poznaj zbroję Markt I, jak z nazwy wynika jest to moja pierwsza zbroja, są także inne



Pepper: Będę mogła je zobaczyć ? Proszę



James: Tony mama dzwoni, muszę lecieć



Tony: Ona to ma wyczucie, Szkoda jak skończę wrócę i może pójdziemy na pizze co ty na to Pepper ?


Pepper: No, spoko to do zobaczenia James


James: Mów mi Rhody, w końcu jesteśmy przyjaciółmi tak ?



Pepper: Postaram się zapamiętać Rhody



James: No od razu lepiej. Do zbaczenia



Tony,Pepper: Pa !



Tony: A więc jesteśmy sami



Pepper: Na to wygląda, no to ja chcę zobaczyć garderobę Iron Mana



Tony: Już się robi



Podszedł do wielkiego komputera i zaczął coś wpisywać, gdy naglę dźwig poruszył się zamykając zbroję Mark I pod sejf numer 1 i przemieszczał się w stronę 2, podeszłam do Tonego, który teraz stał przy tym ustrojstwie, które podaje zbroje.



Tony: To jest zbroja Mark II, jest taka sama jak zwykła lecz jest czerwono-biała i ma ulepszone niektóre opcje, na przykład ma większą moc repursorów.



Pepper: Aham, czyli każda jest inna nie tylko pod względem kolorów



Tony: Tak jakby. Dobra dalej. Zbroja zwiadowcza lub jak kto woli Mark III, wygląda jak podstawowa zbroja, jest granatowa, potrafi stawać się niewidzialna. Jest prawie nieuzbrojona to znaczy ma tylko repulsory. Ok kosmiczna jak sama nazwa wskazuje służy do pobytu w kosmosie. Z tylu posiada coś w rodzaju jetpacka.



Pepper: Kosmiczna inaczej Mark IV, tak ?



Tony: Yhym, pilna uczennica z pani panno Potts



Pepper: Och! Dziękuję profesorze Anthony. No to jedziemy dalej ?



Tony: Hulk Buster, Mark V jest to największa zbroja i najsilniejsza, jej pancerz jest prawie niezniszczalny. Ok. Dalej Arktyczna Mark VI jest zbudowana by przetrwać najzimniejszą temperaturę, mogę być w niej bezpieczny nawet na środku Grenlandii.



Pepper: Wow, to już wszystkie zbroje ?



Tony: Na razie tak, ale buduję specjalną zbroję  dla Rhodyego, mogę ci pokazać, ale nie mów mu to ma być niespodzianka



Pepper: Okay, nie dowie się, chyba że ty mu powiesz hehe



Tony: A więc to jest zbroja dla Rhodyego, nazwa robocza to War Machine, ale w każdej chwili będzie mógł ją zmienić



Pepper: Ja bym zostawiła taką nazwę, a teraz opowiadaj o niej, jestem bardzo ciekawa



Tony: Zbroja służy do walki, ma ulepszone podstawowe wyposażenie zbroi, dodatkowe rakietnice i działka. Zbroja ma podobny rozmiar, pancerz oraz siłę ataku bezpośredniego jak Hulk Buster . Jest wolniejsza i mniej odporna na temperatury od Mark1



Pepper: Wow po raz któryś tam, to chyba fajnie mieć taką zbroje



Tony: Chciałabyś mieć własną zbroję ?



Pepper: I ty się jeszcze pytasz. No jasne



Tony: Da się zrobić



Pepper: Na serio ?



Tony:Yhym. To idziemy po Rhodyego i na pizze ?



Pepper: No to chodźmy



Tony zamknął i zablokował drzwi po czym ruszyliśmy w stronę domu po Rhodyego i na pizze do pizzerii na 4 rogu Manhattanu.

niedziela, 25 października 2015

Rozdział 11 : Pierwszy dzień w Akademii

~~~~Perspektywa Pepper ~~~~

Ta... Poniedziałek, super. Jak mi się nie chce, a dziś jak na złość mój pierwszy dzień szkoły. Leżałam w łóżku i tak se myślałam jak to mi się nie chce iść do szkoły, gdy do mojego pokoju jak wicher wtargnął tata. I chyba jak nigdy dotąd był tak uśmiechnięty. Czy tylko ja nie jestem szczęśliwa z tego powodu, że idę do Akademii. Hahah.... ta nazwa jest bez sensu Akademia Jutra, kto w ogóle ją wymyślił...dobrze, że nie istnieje Akademia Księżniczek, no wtedy to bym jebła i nie wstała. Ok. Kto rano wstaje, ten się nie wysypia...czy jak to tam szło. Po 5 minutach wypełzłam z łóżka kierując się ku łazienki, tu też zwanej łaźni. No dobra czas się ogarnąć umyłam twarz, by nie było widać śpiochów, po skończonej czynności, czyli tak zwanej rannej toalety wróciłam do pokoju. Z szafki wyciągnęłam czerwone rurki i beżowy sweter z serduszkiem na środku całe szczęście, że tu nie trzeba nosić mundurków. Przysiadłam się do toaletki było dopiero 15 minut po 7, więc mam jeszcze czas. Nałożyłam krem korygujący niedoskonałości, pomalowałam rzęsy i eyelinerem namalowałam leciutkie kreski, by podkreślić i nadać gęstość rzęsą. Po doprowadzeniu się do stanu, w którym mogę pokazać się na oczy ludziom przypomniałam sobie o pierścieniu..co ja mogę z nim zrobić zaczęłam rozglądać się po pokoju, gdy mój wzrok przykuła mała maskotka-zawieszka. Bingo to jest to ! Już wiem co zrobię. Podeszłam do półki by wziąć maskotkę był to mały bialutki miś z serduszkiem. Wróciłam z nią do biurka, z szuflady wygrzebałam nożyczki i obcięłam mu łeb, znalazła także plastikową kulkę z automatu też po pierścionku, znalazłam też Magika (klej), wydłubałam trochę waty i wkleiłam połówki kulki do niej schowałam pierścień i przykręciłam głowę. Idealnie, Pep, ale ty jesteś genialna, teraz tylko trzeba spalić listę, ale na razie włożę ją do miśka. Po kończeniu dopięłam miśka do torebki, którą zawszę noszę przy sobie.

Viril: Kochanie ! Śniadanie już na stole schodzisz ?

Pepper: Już idę !

Virgil: Gotowa na dzień w szkolę ?

Pepper Jak powiem, że nie to będę mogła zostać w domu ?

Virgil: Nie ma takiej opcji, a teraz jedź śniadanie i jedziemy

Pepper: Nie jestem głodna, Kupie se drożdżówkę

Virgil: Jak tam chcesz. To jedziemy

Wyszliśmy z domu, gdzieś za dwadzieścia ósma i po kilku minutach już byłam w Akademii. Tata rzucił tylko jakiś tekst w stylu  powodzenia i odjechał, a ja weszła do tego okropnego miejsca, gdzie mieli mnie czegoś nauczyć. Przy wejściu od razu znalazłam sekretariat. Zapukałam do drzwi i weszłam. Przywitała mnie młoda kobieta, wątpię by była dyrektorką, więc albo nauczycielka, albo sekretarka.

Sekretarka: Dzień dobry ty pewnie jesteś Virginia Patricia Potts zgadza się ?

Pepper Tak to ja w całej okazałości

Sekretarka: Super! Dyrektor Nara zaraz powinien się pojawić

Pepper: Dobrze, to ja mam poczekać na korytarzu ?

Sekretarka: Nie usiądź sobie tu. Może wody do picia. Dyrektor się trochę spóźni, więc nie będziesz od początku lekcji

Pepper: Nie dziękuję, a mogę wiedzieć co mam pierwsze ?

Sekretarka: Ty jesteś klasa 1C, więc ma pierwszą masz fizykę, zaraz skseruję ci plan lekcji

Pepper: Dziękuję, a dyrektor nie musi się spieszyć, nie lubię fizyki

Sekretarka: Jak chyba prawie każdy uczeń w tej szkolę

Pepper: A istnieje taki ktoś kto lubi fizykę ?

Naszą miłą pogawędkę przerwał zdyszany dyrektor, który nie zwracając a nic innego uwagi. Dał mi gest ręką, żebym weszła do jego gabinetu. Wyjaśnił mi zasady bezpieczeństwa i te inne duperele po czym skierowaliśmy się w stronę sali fizycznej, gdzie jak nazwa wskazuje odbywają się lekcje fizyki. Dotarliśmy pod salę 220, z której było słychać jak ktoś dawał wykład na temat pól magnetycznych, na pewno to nie był nauczyciel tylko jakiś uczeń, ale...zaraz, zaraz ja znam ten głos. Tak ja doskonale znam ten głos to przecież głos Iron Mana, który pokłócił się z modulatorem głosu, albo i z całą zbroją. Dyrektor otworzył drzwi i wszedł pierwszy, a ja zaraz zanim i co zgadłam przy tablicy stał chłopak, który jest Iron Manem, uśmiechnął się o mnie o ja odwzajemniłam. nauczyciel kazał mu wrócić do ławki, która była w rzędzie przy, którym stałam.

Tony: Znowu się spotykamy

Pepper: Na to wygląda

Prof. Klein:   Panie Anthony Stark, do ławki już !

Tony: No przecież idę, idę

Dyrektor Nara: Dzień dobry, przepraszam, że przeszkadzam w prowadzeniu lekcji, ale chciałbym przedstawić wam nową uczennicę. Oto Virginia Patricia Potts, od dzisiaj wasza nowa koleżanka.

Pepper:  Hejka


Prof. Klein: Dobrze panno Potts usiądź dziś koło panny Stane, a od kolejnej lekcji będziesz mogła już zmienić miejsce

Pepper: Dobrze, a która to panna Stane ?


Dyrektor Nara: Ta blondynka w środkowym rzędzie, obok pana Starka, który jak zauważyłem panią zna i oprowadzi pannę po Akademii, bo ja mam dużo spraw do załatwienia. Zgadza się panie Stark

Tony: Z miłą chęcią oprowadzę pannę Potts po akademii

Dyrektor Nara wyszedł z klasy, a ja udałam się do wyznaczonego mi miejsca czyli koło panny Stane, chciałam, być miła i gdy siadłam przy niej podałam jej rękę i chciałam powiedzieć "Hej nazywam się Pepper" ledwo wypowiedziałam Hej, a ona burkła i odwróciła się w stronę Anthonego i coś mówiła do niego słodziutkim głosem, od którego zaczęło przewracać mi się w jelitach. Po skończonej lekcji fizyki, musiałam znaleźć swoją szafkę C11, ale miałam ułatwione zadanie, bo miałam przewodnika, którego gdzieś mi wcięło jak się pakowałam. No nic trzeba se poradzić samej. Zamyślona wychodziłam z klasy, gdy przed oczami wyskoczyła mi blondyna

Whitney: Tony jest mój ! I masz się trzymać od niego z daleka

Pepper: Ale my się nawet nie znamy. On mnie ma tylko oprowadzić po szkolę

Whitney: To czemu się ta na ciebie patrzy ?

Pepper: Jak patrzy nie rozumiem ?

Tony: Whitney zostaw ją w spokoju. Chodź ze mną Virginio

Pepper: Ok. Idę

Rozeszliśmy się w dwie różne strony, a ja nadal byłam pogrążona w myślach, a szczególnie przy śnie i jakim cudem pierścień ze snu jest prawdziwy. Z zamyśleń wyrwał mnie o głowę wyższy brunet.

Tony: Jaki masz numer szafki ?

Pepper: YY.... Co ? A szafka C11

Tony: O super czyli mamy wszyscy razem ja mam C10, a Rhody C09. Virginio ?

Pepper: Nie mów mi Virginia, ja jestem Pepper

Tony: Podoba mi się, chciałbym zapoznać cię z Rhodym, to ten ciemnoskóry przy szafce z książką od historii-to chyba jego jedyna miłość heh

Pepper: Hha na serio ?

Tony: Tak poświęca jej 24 na dobę

Pepper: Skąd to wiesz ?

Tony: Mieszkam z nim od czasu, gdy jego mama stała się moją prawną opiekunką. O! Rhody to jest Pepper, Pepper to jest Rhody

Pepper,James: Cześć

James: Idziemy na dach, teraz mamy wolne, chyba że ty Pepper masz jakieś zajęcia ?

Pepper: Nie, na nic się jeszcze nie zapisałam, a angielski ma ta druga grupa jak mi wiadomo

Tony: No to na dach chyba jesteśmy jedyni, bo reszta w tym czasie jest w sklepiku, albo na boisku więc możemy porozmawiać

Pepper: A niby o czym nie możemy przy innych rozmawiać, przecież każdy gada o czym chce

Tony: Ale nie każdy wie, że jestem Iron Manem. Poznałaś mój sekret, więc po lekcjach chciałbym ci cos pokazać. Ale na razie tylko ja i Rhody znamy te miejsce, więc ufamy ci, że nikomu nie powiesz



Pepper: Przecież obiecałam, a ja obietnic nie łamie

Chłopaki coś omawiali, a ja usiadłam na murku i znowu pogrążyłam się w myślach nie tylko o śnie, Makluanach, Mandarynie i całym tym przeznaczeniu, myślałam czy mogę im zaufać skoro oni zaufali mi. Zadzwonił dzwonek, czeka mnie 45 minut siedzenia. Zauważyłam, że Rhody zniknął a do mnie podszedł Tony.

Tony: Nie przejmuj się Whitney, to zwykła zouza

Pepper: A ja myślałam że twoja dziewczyna ?

Tony: Nie to już czas przeszły. Zerwaliśmy, bo okazała się jak już wspomniałem zouzą 

sobota, 24 października 2015

Rozdział 10 : Smocze nasienie




~~~~Perspektywa Pepper ~~~~



Dziś była sobota, jest późne popołudnie, a ja siedzę bezczynnie i nie mam pojęcia co z sobą zrobić. Może zacznę się pakować, bo za kilka godzin przyjedzie po mnie tata i wrócimy do domu, co do czego, ale ja bym chciała jeszcze tu zostać. Ciocia powiedziała, że tato specjalne gadał z szefem by dał mu wolne, gdyż chciał spędzić ze maną czas za nim pójdę do szkoły. To miłe weście spędzi ze mną czas, może też da się namówić na park rozrywki ?? Cza będzie to przemyśleć. No nic biorę się za pakowanie, zacznę od książek i zeszytów pójdą na sam dół walizki, myślałam, że zajmą trochę więcej miejsca, ale urania i tak wszystkie mi się nie zmieszczą, a jeszcze miejsce na laptopa. Ciocia Angela przed chwilą wyszła do sklepu więc będzie za jakieś 15 minut. Poukładałam osobno w walizce koszulki i spodnie oraz inne części garderoby, starałam upchać się jak najwięcej. Próbując zamknąć ją siadłam na niej, skakałam, ale to nie pomogło... Oj Pepper czeba przytyć do takich spraw...Gdy tak siłowałam się z walizką ciocia wróciła ze sklepu



Angela:Pep, słońce co ty robisz ?



Pepper: Pakuję się



Angela: Może ci pomogę ?



Pepper: Yhym.. tym razem poproszę o pomoc



Angela: Dobra ja siądę, a ty spróbuj zapiąć



Pepper: Ok, ale nadal nie idzie



Angela: To siadaj obok mnie, może razem się uda



Jak postanowiłyśmy tak zrobiłyśmy, ale nadal nic, zero efektu. Nagle rozległ się dzwonek do drzwi, pewnie tata już przyjechał, ciotka poszła otworzyć drzwi, a jak nadal walczyłam z walizką.



Virgil: Gotowa ?



Angela: Walczymy jeszcze z walizką. Pomożesz nam ?



Virgil: No dobra. Co z nią jest ?



Pepper: Cześć tatku, pomożesz ?



Virgil: A mam inne wyjście....



Pepper: No za bardzo nie masz



Angela: Dobra wskakuj na walizkę, a my zamykamy



Pepper: Jest! udało się, ale jeszcze trochę rzeczy zostało



Virgil: To weżnie się je na luza do auta, albo do tory ci się  jeszcze zmieści



Tata wziął walizkę i poszedł na dół zanieść do samochodu ja w tym czasie do torby spakowałam kosmetyki, laptopa i ładowarki oraz dociskałam jak najwięcej ubrań, a resztę spakowałam do reklamówki i zeszłam za tatą do samochodu. Pożegnaliśmy się jeszcze z ciocią i odjechaliśmy do domu. Do domu nie mieliśmy zbyt daleko jakieś 15 minut drogi, ale to Nowy Jork tu życie rozpoczyna się po zmroku, więc utchneliśmy w kilku kilometrowym korku. no świetnie, po około godzinnym staniu w korku wreszcie dotarliśmy do domu. Byłam tak zmęczona, e nawet nie miałam siły przebrać się w piżamę, więc położyłam się spać w ubraniach. Wtuliłam się w poduszkę i powoli zasnęłam i znowu sen z cyklu tych chorych, ale tym razem był zupełnie inny, ponieważ nie było już parku, ani mojego "przyjaciela", ani nigdzie nie widziała tej czarnej postaci przypominającego rycerza. Stałam przed jakąś świątynią ?? Nie wiem co to było, ale to mnie z jednej strony przerażało, a z drugiej czułam, że muszę tam wejść. Nie namyślając się długo weszłam do tej dziwnej świątyni, na portalu drzwi widniały jakieś chińskie znaczki, które po chwili rozmyły się i widniały dwa napisy. Pierwszy to Świątynia Makluan, a więc trafiłam to jest jakaś świątynia, a drugi to Czy jesteś godzien, ale jak mam być godna skoro nawet nie wiem o co chodzi, nagle napis znów się zmienił: Jeśli jesteś godzien drzwi same się przed tobą otworzą. Czyli rozumiejąc to mam podejść do drzwi, a jeśli jestem godna to się otworzą. Ok. Podeszłam do drzwi i dotknęłam ręką. Nagle cała ziemia zaczęła się część, a drzwi do świątyni otworzyły się. Niepewnie weszłam do środka, gdy rozbłysnął się jakiś promień i ujrzałam wielki fotel przypominający tron. Tron zaczął się obracać, a ja ujrzałam jakąś przerośniętą jaszczurkę



Makluańczyk: Nie lękaj się moje dziecko






Pepper: Nie jestem twoim dzieckiem      



Makluańczyk: Nie do końca moim, ale z mojej krwi, jesteś moją potomkinią



Pepper: Nie, nie prawda jestem człowiekiem, a ty, ty jakąś jaszczurką !



Makluańczyk: Nie jestem jaszczurką, jestem Makluańczykiem, a w tobie jest smocze nasienie więc urodziła cię moja wybranka, w której zasiałem te nasienie, ale wiedz, że w pewnym mężczyźnie też je zasiałem, jego potomek szuka pierścieni, ale on nie ma w sercu tyle dobra co ty musisz więc przeszkodzić mu i zdobyć je, by na świecie pozostało dobro, potomek ten chce rządzić światem, wprowadzić tyranie i tylko ty możesz go powstrzymać









Pepper: Ty sobie jaja robisz ? Nie wierze ci jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni



Makluańczyk: Przewidywałem, że mi nie uwierzysz, ale przekonam cię do tego na sam koniec. A teraz powiem ci co masz zrobić. Kilka tysięcy lat temu Mandaryn ten, w którym zasiałem nasienie miał 4 synów, ale żaden z nich nie był godzien posiadać 10 pierścieni, więc porozrzucał je po świecie do każdego z nich dając test godności, a mi zostawił 10 i oddaje go tobie. Nikomu go nie pokazuj. Zdobądź sojuszników, którym zaufasz, ale pod żadnym pozorem nie ufaj starym przyjaciołom znajdź nowych, godnych, którzy ci w tym pomogą w misji zdobycia pierścieni



Pepper: Nadal w to nie wierze



Makluańczyk: Podejdź tu moje dziecko. Oto przekazuję ci ten pierścień, który ma za zadanie cię chronić, gdy go założysz staniesz się księżną Makluan. Powstrzymasz to i uratujesz wszechświat Makluanie liczą na ciebie. I dlatego też miewałaś te sny, by cię przygotowały do spotkania ze mną, ja teraz przez sny także będę się konsultował. Życzę powodzenia



Pepper: Co ? ja... nic...nie rozumiem



Zanim skończyłam mówić świątynia wróciła, do wyglądu przed rozmową z istotą, która sądzi że jestem jej potomkinią. Nagle zaczęłam spadać w ciemną otchłań i dopiero się obudziłam. W dłoni poczułam, że trzymam jakiś przedmiot. Co ? Nie wierze czy to ten sam pierścień co w moim śnie?? Czy to wszystko prawda?? Ja już kompletnie ni nie rozumiem.....Poukładajmy to co powiedziała mi ta przerośnięta jaszczurka, ale dopiero jest 5 rano. No nic lepiej zrobię to teraz by nie zapomnieć.
Wzięłam do ręki jakąś kartkę i długopis i zaczęłam analizować fakty:



     






   Fakty od jaszczura :
  1. Świat leży w moich rękach
  2. Nie ufać nikomu, a przede wszystkim dawnym przyjaciołom
  3. Znaleźć sojuszników ( nowych przyjaciół)
  4. Znaleźć pierścienie
  5. Przeszkodzić Mandarynowi (ten czarny rycerz) w misji
  6. Moim przodkami są jaszczurki
  7. Jaszczurka będzie mnie przygotowywać do znalezienia pierścieni
  Dobra nadal nie mogę pokładać myśli. I jak to się stało, że mam pierścień ze snu. Ok muszę się jeszcze zdrzemnąć chwile. Kartę z zapiskami schowałam, by nikt jej nie znalazł i tylko ja mogę o niej wiedzieć. I to samo muszę zrobić z pierścieniem, może zrobię zawieszkę, by zawsze mieć go przy sobie. Później nad tym pomyślę. Położyłam się z powrotem do łóżka, lecz zasnąć już nie mogłam. Postanowiłam iść się przebrać i przede wszystkim wymyć. Poszłam do łazienki, weszłam pod prysznic i pozwoliłam odprężyć się moim wszystkim mięśniom. Ciepła woda spływała po mnie a ja czułam się spokojniejsza. Wyszłam z pod prysznica, wytarłam i ubrałam. Wróciwszy do pokoju zaczęłam szukać kosmetyczki i rozpakowywać się, znalazłam ją po 10 minutach. Usiadłam przy toaletce i zaczęłam się malować. Po skończonym make-up'ie poczułam jak dopadł mnie głód  i zeszłam do kuchni zrobić mi i tacie śniadanie. Wstawiłam wodę na herbatę i wzięłam się za robienie kanapek. Po zaledwie 15 minutach do kuchni wszedł tata.

Pepper: Dzień dobry tatku. Śniadanie i herbata gotowe

Virgil: Widzę, że ktoś ma tu dobry dzień

Pepper: Nie wiem czy do końca bym nazwała dobrym, ale jest okay

Virgil: To może jak zjemy pójdziemy na ścianę wspinaczkową na hale ?

Pepper: Mi tam pasi. Lubię się wspinać

Virgil: To świetnie. Ten dzień spędzimy razem, na różnych atrakcjach

Pepper: Tak się cieszę, że będziemy razem. Tylko ty i ja, żadnej pracy

Virgil: Tak żadnej pracy

Po skończonym śniadaniu posprzątałam i poszłam się przygotować do wspinaczki, ale ja się cieszę, e spędzę tą niedziele z tatą, bo jutro muszę już iść do szkoły. Wszystko co dobre, szybko się kończy. Przebrałam się w sportowe ciuchy, a tata w dresy i pojechaliśmy na hale sportową, by pospinać się. Założyłam się z tatą o 5 dolców, że o wiele szybciej wejdę na samom górę, ojciec przyjął zakład

Pepper: Już po tobie

Virgil: Zobaczymy

Na trzy ruszyliśmy w górę. Przyznam tata ma wigor i to nie mały, z początku byliśmy na równi, ale wyprzedziłam tatę gdzieś w połowie ścianki. I tak  5 dolców moje !!

>>>>>......<<<<<<
Koniec kolejnego rozdziału. Czekam na waszą opinie jak się podoba.
I w sprawie ankiety. Nie wiem dlaczego ale nie chce pojawić się jej tytuł, a mianowicie "Co sądzisz o moich one shotach, czy podoba ci się moje łączenie postaci" chciałabym, żebyście na nią odpowiedzieli :) To do kolejnego :)