Muzyka

czwartek, 12 listopada 2015

Rozdział 19 : Czy może być jeszcze gorzej ?


~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Udało mi się przekonać lekarkę do tego, że mówię prawdę, prosiłam ją o wypis lecz nie chciała mi go dać, bo musi zrobić jakieś badania. No niech jej będzie zostanę jeszcze przez kilka dni, tylko czy ja tek kilka dni wytrzymam. Muszę jeszcze znaleźć ten pierścień, by Mandaryn znowu go nie posiadł. Wróciłam do swojej sali i siadłam na łóżku sprawdzając telefon, miałam dwa nie odebrane połączenia od taty, ciekawe co chciał. Może zaraz przyjedzie, może on przekona doktor Annę, by mnie wypisała, za dwa dni halooween, chciałabym je spędzić ze znajomymi, a nie w szpitalu. Siedziałam i z nudów zaczęłam przeglądać jakiś magazyn, zaciekawił mnie jeden artykuł dotyczący właśnie halloween, były tam różne legendy związane z tym świętem. Nie usłyszałam, że ktoś wszedł do mojej sali. Zauważyłam osobnika, gdy siadł na łóżku i odchylił gazetę.



Tony: Hej, przeszkadzam ?



Pepper: Nie, właściwie cieszę się, że przyszedłeś, bo strasznie się nudę. O widzę, że znalazłeś koszulkę



Tony: Doktor Yinsen znalazł jakąś. Jak tam po rozmowie z doktor Anną ?



Pepper: Na początku mi nie uwierzyła, ale już jest okej, ale nie chce dać mi wypisu



Tony: Szkoda, bo ja właśnie dostałem, ale nie martw się będę cię odwiedzał



Pepper: O jaki łaskawca się znalazł, będzie mnie odwiedzać



Tony: Jak nie to nie



Pepper: I tak wiem, że będziesz to robić



Tony: I masz rację, przejdziemy się ?



Pepper: Chyba pozwiedzać szpital



Tony: Ja już zwiedzałem nie raz, może teraz ty ?



Pepper: Okej i tak już nie wytrzymuję w tej sali



Wyszliśmy z mojej sali i kierowaliśmy się ku wyjściu, by posiedzieć na szpitalnym dziedzińcu. Mieliśmy już wychodzić, gdy karetka, która przyjechała zagrodziła nam drogę. Drzwi karetki otworzyły się, a ja nie mogłam uwierzyć kogo tam ujrzałam to był mój tata w makabrycznym stanie próbowałam się coś dowiedzieć od osób, które tom były czyli sanitariuszy, pielęgniarek i lekarzy, ale oni nic. Zaczęłam się wydzierać i już chciałam podbiec bliżej, lecz Tony mnie powstrzymał i odciągnął na bok.



Tony: Pepper uspokój się. Nie płacz będzie dobrze. Zaraz wszystko się dowiemy



Pepper: Nie będzie ! A jak już jest to zawsze przychodzi drugie nieszczęście. Mam już tego dość



Tony: Jestem z tobą, wiem jak się czujesz



Pepper: Czy ja nie mogę żyć w spokoju ?!






W tym momencie świat załamał mi się po raz kolejny, w ciągu tygodnia już drugi raz. Najpierw bałam się o Tonego i teraz to się powtarza z tatą. Siadłam na podłodze w recepcji, a twarz schowałam w rękach i pozwoliłam wylecieć łzom. Tony nic już nie mówił poczułam tylko jak mnie przytula, więc zrobiłam to samo i teraz wypłakiwałam się w jego koszulkę. Przez to wszystko nie miałam nawet siły wstać. Siedziałam na podłodze wtulona w Tonego, gdy poczułam jak bierze mnie na ręce.



Pepper: Zostaw mnie tu



Tony: Na zimnej podłodze, nie ma mowy



Dalej mnie niósł, a mi było obojętne czy ta podłoga była zimna. Dalej płakałam i moczyłam koszulkę mojemu przyjacielowi. Wróciliśmy do mojej sali, położył mnie na łóżku i siadł obok. Ja teraz wypłakiwałam się w poduszkę, on cicho siedział obok mnie i trzymał z rękę. Zaczęłam powoli się uspokajać i chciałam iść dowiedzieć się co z tatą, czy w ogóle żyje.



Tony: Na pewno ? Jesteś tego pewna ?



Pepper: Jak nigdy do tond



Tony: Okaj, ale idę z tobą



Pepper: Dziękuję



Tony: Za co ?



Pepper: Za to, że jesteś i za wszystko inne



Tony: Od tego są przyjaciele



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Widziałem w jej oczach jak cierpi, chodź chciała to ukryć za maską uśmiechu. Szliśmy korytarzem najpierw do recepcji by dowiedzieć się kto zajmuje się ojcem Pepper. Okazało się, że to doktor Yinsen. Ruszyliśmy w kierunku jego gabinetu, ale tam nikogo nie zastaliśmy, więc postanowiliśmy iść do doktor Anny. Na szczęście była w swoim gabinecie. Pepper stanęła nie pewnie przed drzwiami i przez chwilę wahała się czy zapukać.



Anna: Proszę ! 



Tony: Dzień dobry, nie przeszkadzamy ?



Anna: Nie, proszę. O co chodzi ?



Pepper: O mojego tatę, nie wiem co się z nim dzieję



Anna: Nie wiem za dużo tylko tyle, że doktor Yinsen zabrał go na blok operacyjny



Pepper: A to coś poważnego ?



Anna: Jak tylko się coś dowiem od razu wam powiem. Tony mogę z tobą porozmawiać na osobności ?



Tony: Dobrze. Pepper zaczekasz chwile na mnie ?



Pepper: Jasne, ja pójdę po blok



Anna: Tony cieszę się, że ją wspierasz to dla niej bardzo dramatyczne wydzrzenia, a stres bardzo jej szkodzi więc uważaj na nią, weź ją na herbatę, by chwilę się odprężyła, bo znów może zemdleć



Tony: A jak nie będzie chciała iść ?



Anna: To uspokajaj ją na miejscu, ale żeby zbytnio się nie denerwowała, myślę że wiesz o tej całej Makluańskiej krwi



Tony: Tak, wiem. A coś nie tak



Anna: Innym razem szczegółowo ci powiem, a teraz idź do niej i pamiętaj by się zbytnio  nie denerwowała



Pokiwałem głową lekarce i wyszedłem do Pepper, nie było jej przed gabinetem, więc pewnie jak wspominała jest przy bloku. Po kilku minutach znalazłem blok i Pep siedzącą zboku na krześle. Podszedłem do niej by spytać jak się czuje. Znów widziałem, że w oczach zbierały się łzy, nie lubiłem jak płaczę, wolę uśmiechniętą Pepper. Siedzieliśmy w milczeniu, sam po sobie wiem, że to teraz jest najlepsze. Po wypadku też lubiłem siedzieć w ciszy, bo pocieszanie jeszcze bardziej mnie dołowało. Spytałem się czy napije się herbaty, pokiwała tylko głową. Byłem w barku i właśnie czekałem, aż kubek się napełni. Wróciłem i podałem jej kubek z gorącą herbatą. Upiła łyk i postawiła obok. Minęła kolejna godzina, aż z sali wyszedł doktor Yinsen, a za nim jechało łóżko z Virgilem, przy łóżku pielęgniarki, jedna trzymała kroplówkę, a inne pchały różny sprzęt i łóżko.



Pepper: Tato, doktorze co z nim



Dr. Yinsen: Zaraz wam wszystko wytłumaczę, a teraz zawiozę go na salę po operacyjną i sprawdzę zapisy monitorów



Tony: Zaczekamy. Pepper spokojnie już będzie dobrze






 
Pepper: Wiem, ale nadal się o niego martwię



Tony: Nie masz się już o co martwić, doktor Yinsen wie co robić



Po kilku minutach doktor Yinsen wyszedł z sali i zaprosił nas do swojego gabinetu, gdzie wszystkiego mieliśmy się dowiedzieć.



Dr. Yinsen: Operacja przebiegła pomyślnie, choć nie ukrywam stan nadal jest nie za dobry. Przewiduję, że może być nie przytomny przez jakiś tydzień, bo ma rozległe uszkodzenia. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do żadnych powikłań, ani krwotoków.



Pepper: A co się dokładniej mu stało ?



Dr. Yinsen: Dostaliśmy wiadomość, że miał wypadek samochodowy. I że tylko panienki ojciec został ranny, a zniszczone samochody były dwa. Pana Pottsa i opancerzony wojskowy wóz, w którym nikogo nie było.



Tony: Dziwne, wygląda na celowy atak



Dr. Yinsen: Policja już się zajmuję tą sprawą



Pepper wybiegła z gabinetu Yinsena, a ja tuż za nią. Dogoniłem ją tuż przed wyjściem ze szpitala. Czyż by chciała uciec ? Próbowała się wyrwać, zaczynała wierzgać nogami i rękoma rozdzielić moje ręce, nie dałem jej na to szans więc zrezygnowała i znów zaczęła płakać po kilku minutach płacz, znów zmienił się w histerię i zaczęła bić pięścią w poduszkę. Znów po kilku minutach się uspokoiła, usiadłem obok i objąłem ramieniem by wiedziała, że ma we mnie wsparcie.



Pepper: Myślę, że to nie był wypadek



Tony: Tylko kto by chciał śmierci twojego ojca



Pepper: Jest agentem FBI każdemu złoczyńcy się naraził



Tony: A masz konkretne podejrzenia ?



Pepper: Nie



Anna: Mam dla ciebie dobrą wiadomość Virginio. Stan twojego taty się powoli poprawia






Pepper: Chociaż jedna dobra wiadomość. Mogę do niego pójść ?



Anna: Tak, ale nadal jest nie przytomny



Tony: Puść z tobą ?



Pepper: Nie musisz, dam radę



Tony: Ale nie uciekniesz  ?






Pepper: Nie



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Poczułam się lepiej, gdy usłyszałam, że stan taty się poprawia. Chciałam go jak najszybciej zobaczyć. Lekarka wpuściła mnie do sali, a moim oczom ukazał się widok mojego taty wyglądającego jak mumia. Cały był zawinięty w bandaże a na twarzy miał maskę tlenową, niby kardiomonitor pokazywał, że żyję, ale nie widziałam ruchów kratki piersiowej. Podeszłam bliżej i usiadłam na krześle łapiąc go za rękę by wiedział, że jestem przy nim. Po cichu mówiłam mu wszystko co mi się przytrafiło, wiedziałam, że mnie usłyszy, ale chciałam po prostu komuś bliskiemu się wyżalić. Siedziałam przy nim, gdy jego oczy na chwile się otworzyły. Wstałam z krzesła pytając czy wszystko w porządku. Jego kratka podniosła się po czym upadła, a kardiomonitor zaczął piszczeć. Wyleciałam na korytarz.



Pepper: Mój tata ! Potrzebuję lekarza ! Pomóżcie mu !



Tony: Pepper co się dzieję ?



Pepper: Mój tata on umiera



Tony: Przecież lekarze mówili, że wszystko dobrze



Pepper: Ale on umiera teraz !



Do sali wbiegła doktor Anna, a chwilę po niej przyszedł doktor Yinsen. Przez drzwi słyszałam jak krzyczą do siebie, a za chwilę wybiega pielęgniarka, po czym wraca z defibrylatorem i innymi sprzętami.



Anna: 360 J pierwsze wyładowanie. Uwaga strzelam.



Dr. Yinsen: Dobra mamy go.



Anna: Akcja serca miarowa jest już dobrze.



>>>>....<<<<<



Koniec kolejnego rozdziału, myślę, że się podoba i czekam na wasze opinie :)




wtorek, 10 listopada 2015

Rozdział 18 : Wszystko gra ?


*Uwaga ! Wulgaryzmy*



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Obudziłem się gdzieś około godziny trzeciej w nocy siadając jak oparzony na łóżku, bo miałem koszmar. Znów powróciły wspomnienia z wypadku, nie daruję tego Genowi, od tak zabił mojego ojca wysadzając samolot, a ja przeżyłem dzięki zbroi, Rhodemu i implantowi, ale to w tym śnie nie było najgorsze, ale to, że Mandaryn zabijał najbliższe mi osoby zaczynając od Roberty, którą powiesił na drzewie i mieczem rozciął brzuch, z którego wypadły wszystkie wnętrzności, kolejną ofiarą był Rhody, którego uwięził w jakimś dziwnym pomieszczeniu, przypominającym łazienkę w starym szpitalu psychiatrycznym i przykuty jest do rury łańcuchem, a raczej wisi. Ręce w nadgarstkach są przywiązane łańcuchem  nad głową, a on sam wisi z jakieś pół metra nad ziemią. By go ocalić mam nie dość, że go znaleźć to jeszcze rozwiązać pięć zagadek. Udało mi się go znaleźć i rozwiązać cztery zagadki, ale Mandaryn ustalił określony czas i gdy byłem już przy końcu piątej zagadki by uwolnić Rhodeyego czas mi się skończył, a Rhodyego rozszarpały i pocięły piły. Została Pepper ją najbardziej chciałem ocalić. Spojrzałem za siebie gdzie wysunął się monitor. Pepper była przyczepiona do łoża, które od dołu do góry była naszpikowana różnymi sprzętami, które zadawały bolesną śmierć. Usłyszałem głos tego skurwiela.



Mandaryn: Biedna Pepper chciałbym jej odpuścić, ale to nie możliwe, skoro jest taka ważna dla ciebie



Tony: Ty jebany popaprańcu, wypuść ją i załatwmy to między sobą. Po co ich zabijasz ?



Mandaryn: Byś przed śmiercią cierpiał, patrząc jak giną najbliższe ci osoby



Tony: Ty się zacznij leczyć, najlepiej na nogi, bo na głowę już za późno  !!!



Mandaryn: Jesteś żałosny Stark !!!



Tony: Gadaj gdzie jest Pepper !!!



Mandaryn: Tam gdzie to wszystko się zaczęło. Radzę ci się pośpieszyć



Monitor znikł, a głos zamilkł, ale o co mu chodziło z tym "Tam gdzie to wszystko się zaczęło". Gdzie ja go poznałem , poznałem go w sklepie jego ojczyma, może właśnie tam jest Pepper. Biegłem do chińskiej dzielnicy, dotarłem do sklepu i wyważyłem drzwi. Rozglądałem się po sklepie, ale nie było tam nic, nie było Pepper. Siadłem na krawężniku i myślałem. Tony myśl gdzie to wszystko się zaczęło... Ja i Pepper pierwszy raz spotkaliśmy się w banku, ale Gena tam nie było. Zaraz akademia przecież tam to się zaczęło, tam się w trójkę spotkaliśmy. Wstałem i jak najszybciej mogłem przemieszczałem się ku akademii jutra. Wpadłem tam z wielkim hukiem i zacząłem biec korytarzem krzycząc jej imię, dotarłem do końca korytarza i pobiegłem po schodach na pierwsze piętro.



Tony: Pepper !!



Pepper: Tony ?! Tony pomóż mi !!



Tony: Zaraz, gdzie jesteś ?



Pepper: W sali biologicznej, szybko !!



Wbiegłem do sali, była tam. Widok był jeszcze bardziej przerażający niż na monitorze, miała na sobie białą szpitalną koszulę, całą we krwi. A gdy do niej podszedłem ten pajac aktywował test. Z sufitu wysunął się laser i zaczął iść w jej stronę, a ja żeby go zatrzymać znów musiałem rozwiązać zagadkę, a raczej ułożyć wzór i znów miałem ograniczony czas, czyli dopóki laser nie przetnie Pep na dwie części. Tak udało mi się zatrzymałem laser, teraz mogłem ją uwolnić. Podbiegłem do maszyny tortur, ale kolejna niespodzianka, bo to nie były zwykłe uprzęże, do ich otworzenia potrzeba pilota, ale nie mam czasu go szukać, wziąłem coś co było przyczepione z boku i tym próbowałem to rozwalić, ale nic z tego muszę znaleźć inne wyjście, wszedłem za mechanizm by znaleźć kable odpowiedzialne za uprzęże. Zalazłem i przeciąłem, udało uwolniłem Pepper, złapałem za rękę  i zacząłem ciągnąć ją za sobą ku wyjściu, miałem zamiar zabrać nas do zbrojowni z myślą, że tam będziemy bezpieczni, lecz pomyliłem się tam też Mandaryn zastawił pułapkę, gdy wpisałem hasło i drzwi otworzyły się, a ze środka wyleciały śrubokręty, zdążyłem ich uniknąć wszystkich, ale nie Pepper, nie uniknęła dwóch, obydwa wbiły się w brzuch jeden w lewy bok, a drugi prawie na środku.



Pepper: Tony.... ja... ja krwawie



Tony: Nie, nie tylko nie to



Przez chwilę trzymała rękę na lewym boku, z kąt najbardziej krwawiło, po czym osunęła się na ziemię. Podbiegłem do niej błagając by nie zamykała oczu, niech wytrzyma, jebany Gene, pierdolony Mandaryn, czemu on tak chcę mi wszystko odebrać ? Co takiego oni mu zrobili, co ja mu zrobiłem ?



Tony: Pepper bądź silna nie zamykaj oczu, proszę



Pepper: Nie, ja... ja... nie.. dam... rady



Tony: Nie zostawiaj mnie



Pepper: Tony... nie...płacz. Ja zawszę będę przy...Tobie



Zamknęła oczy, umarła na moich rękach. W tym momencie się obudziłem, byłem w szpitalu w sali po operacyjnej,  obok mnie była Pepper, którą zbudziłem siadła na łóżku i złapała z moje ramię.



Pepper: Tony wszystko w porządku ? Co się dzieje ?



Tony: Pepper ty żyjesz, jak ja się cieszę



Odetchnąłem z ulgą i przytuliłem ją by wiedzieć, że to dzieję się na prawdę. Wiem, że to był sen, ale był strasznie realistyczny. Powiedziałem jej, że to tylko koszmar, a ona chciała wiedzieć co takiego mi się śniło, więc także to jej opowiedziałem. To wszystko bardzo mnie zdenerwowało.



Pepper: Spokojnie Tony, to tylko sen, ja tu jestem jeszcze nie umarłam, a Mandaryn podróżuje soie po wymiarach



Tony: A wiesz kim na prawdę jest Mandaryn ?



Pepper: Nie, a ty wiesz ?



Tony: Niestety tak, ale nie chcę ci mówić, by cię nie narażać



Pepper: I tak się mu narażam jako księżna Makluan



Nie wiedziałem co jej odpowiedzieć, więc tylko głupio się uśmiechnąłem i z powrotem położyłem na tym jakże wygodnym łóżku. Widziałem, że Pepper chce puść do siebie na co nie chciałem pozwolić, nie dawno śniło mi się, że umarła, a ona chce sobie tak po prostu wyjść.



Tony: Pepper zostań ze mną do rana, bo ja się boję, że znowu będę mieć koszmar.



Pepper: Weź mnie nie rozśmieszaj. Wielki Iron Man boi się koszmarów haha



Tony: Hehe teraz jestem Tony, a Tony boi się nie tylko koszmarów



Pepper: Haha przestań mówić  jak sześcioletnie dziecko.



Tony: A jak nie przestanę..?



Pepper: To nie zostanę z tobą



Tony: W takim razie przestane. Czyli zostaniesz ?



Pepper: Tak Toneczku, mamusia z tobą zostanie



Tony: Mamusiu.... ?



Pepper: Tak synusiu...?



Tony: Dasz mi buziaka na dobranoc ?



Peppper: Nie !



Tony: Buuu... zła mama, mama zła



Zaczęliśmy się śmiać, staraliśmy się być cicho, ale to było trudniejsze niż myślałem. Po jakieś godzinie uspokoiliśmy się. Tym razem pierwszy zasnąłem ja.



 ~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Tony zasnął, a ja wpatrywałam się w niebo za oknem, myśląc o tych makluańskich sprawach. Może nie dawałam po sobie poznać, ale bardzo przejęło mnie to wszystko, te sprawy makluan, a do tego te bardziej przyziemne spawy, a właśnie za 3 dni bal halloweenowy, ciekawe czy do tego czasu wypuszczą nas z tond. Chciałam wrócić do siebie, ale Tony przygniótł mnie swoją ręką i znów przyszło do mnie pytanie, gdzie jego koszulka. No nic na pewne pytania nie poznamy odpowiedzi. Odwróciłam się do niego tyłem i usnęłam. Obudziłam się o siódmej rano, Tony jeszcze spał. Starałam się wyjść, jak najciszej by go nie obudzić. Lecz moje starania poszły na marne.



Tony: Już uciekasz, aż tak się ze mną źle śpi ?



Pepper: Tak, muszę już iść i sorki ja cię obudziłam, nie chciałam



Tony: Nie obudziłaś mnie. No to do później.






Pepper: Do później



Wyszłam z jego sali i poszłam do swojego pokoju, wiem, że gdy byłam w hibernacji tata przyniósł mi rzeczy, wyciągnęłam z torby luźną żółtą bluzkę i ciemne jeansy oraz kosmetyczkę. Weszłam do łazienki w mojej sali, bosz jak tu domestosem śmierdzi. Szybko się ubrałam i postanowiłam pójść porozmawiać z lekarką im szybciej tym lepiej, bo czym bardziej zwlekam, tym jestem bardziej niepewna. Wyszłam z pokoju, nie wiedziałam, gdzie ma gabinet, więc postanowiłam popytać się pielęgniarek, ale miałam pecha z pierwszą, kto takie babsztyle w takim miejscu zatrudnia. Ja się grzecznie pytam gdzie znajduje się gabinet doktor Anny, ona wyjeżdża mi, że ona GPS nie jest, ale była milsza, która nawet podprowadziła mnie do jej gabinetu.



Pepper: Dzień dobry, doktor Kashumez, zgadza się



Anna: Mów mi doktor Anna właśnie miałam iść do ciebie, bo dostałam wyniki, możemy je przejrzeć wspólnie



Pepper: Właśnie przyszłam w sprawie tych badań



Anna: Nie mam zbyt dobrych wiadomości, wyniki wyszły źle



Pepper: Bo nie miały prawa wyjść dobrze



Anna: A czemu tak sądzisz ?



Pepper: Na początku może mnie pani wziąć za wariatkę, ale ja nie jestem w 100% człowiekiem, mam w sobie zasiane smocze nasienie, a co z tym się wiążę makluańką krew



Anna: Ładna bajeczka, ale z badań wynika, że masz raka szpiku, białaczkę



Pepper: Mówiłam, że weźmie mnie pani za wariatkę, ale ja mówię prawdę, proszę podać mi rękę



~~~~Perspektywa Anny~~~~

Dziewczyna miała rację wzięłam ją za wariatkę, ale gdy podałam jej rękę, a gdy spojrzała mi w oczy to jak bym przeniosła się w inne miejsce i wtedy zrozumiałam, że dziewczyna mówi prawdę. Widziałam co się z nią działo, gdy przez te dwa dni była nieprzytomna.  



Anna: Dobra teraz ci wieże



Pepper: Więc mogę na panią liczyć



Anna: Oczywiście, zawsze i wszędzie



Pepper: I to ma zostać między nami



Anna: Tak, to ja wpiszę w kartotece, że to zwykłe przemęczenie



Dziewczyna poprosiła o wypis, chciałam bardziej poznać jej możliwości. Możecie myśleć, że chcę na niej poeksperymentować, ale ja chcę poznać bardziej jej organizm, by wiedzieć jak później mam pomóc więc odmówiłam. Wyszła a ja wróciłam do uzupełniania kartoteki.

piątek, 6 listopada 2015

Rozdział 16 : Między światami




~~~~Perspektywa Gena~~~~



Po tym jak oberwałem z dziesiątego pierścienia makluan przeniosłem się w inny wymiar, tylko jaki to wymiar. Z tego co mi wiadomo jest dwadzieścia wymiarów i im dalszy to gorszy, muszę się z powrotem dostać do naszego wymiaru, tylko problem w tym, że muszę przejść przez wszystkie te by dostać się do naszego. Głupia zdzira, nie miała co ze mną zrobić to wysłała mnie do innego wymiaru, jeżeli dobrze sądzę to jestem w pierwszym, a muszę dość do dwudziestego. Od czwartego wymiaru pojawiają się coraz gorsze demony, na siódmym są upadłe anioły, strasznie wredne i nachalne. Musiałem tylko znaleźć sposób by przemieszczać się, bo pierścień teleportacji spadł mi przy uderzeniu, ale skoro dało się tutaj wejść to da się wyjść. Dookoła otaczała mnie ciemność i prawie nic nie widziałem, postanowiłem iść w lewo, gdyż dostrzegłem tam, coś co dawało światło, może to przejście. Nie wiem co mnie spotka w kolejnym wymiarze, ale jestem gotów by pokazać na co mnie stać inaczej nie nazywam się Mandaryn, muszę zemścić się na Starku i tej całej księżnej Makluan. Doszedłem do źródła światła, to było coś w stylu labiryntu. Muszę się stąd wydostać jak najszybciej, ale ten labirynt, co róż się zmienia układ, cały czas ujawniają się nowe drogi, a znikają stare. To bez sensu od kont tu jestem nic tylko błądzę. Gene skup się ! Jesteś Mandarynem ! Dasz radę ! głupi labirynt cię nie powstrzyma, ja muszę spełnić swoje przeznaczenie i zdobyć wszystkie dziesięć pierścieni, a przez tę krowę za miast czterech pierścieni mam trzy. Stałem przed nowo odkrytym korytarzem, gdy przez ścianę zaczęły przenikać demony pierwszego stopnia, co oznacza, że zbliżam się do kolejnego wymiaru.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Operacja trwała dalej, a ja nie mogłam już usiedzieć spokojnie na miejscu. Najpierw siedziałam spokojnie i zaczęłam kopać w nogę drugiego krzesła, a potem chodzić jak opętana pod drzwiami, za którymi operowali Tonego, nie mogłam ta myśl, że mogłam stracić przyjaciela przerażała mnie. Rhody mnie wspierał, ale to mi nie pomagało, jeszcze bardziej dołowało. Sunęłam się po ścianie i schowałam twarz w ręce w końcu nie miałam już czy płakać, postanowiłam iść przemyć twarz wodą. Pani Rhods nie było bo musiała iść na rozprawę w sprawie jakieś tam kobiety, która coś zrobiła, ale nie słuchałam, większy strach był o Tonego. Przemyłam twarz wodą, bo na całej twarzy miałam rozmazany tusz do rzęs, wymyłam rozmazane ślady i wyszłam po drodze weszłam do barku, kupić sobie coś do picia, po czym wróciłam do Rhodyego i czekaliśmy na wieści o Tonym, z minuty na minutę te czekanie było coraz gorzej, a ja byłam u kresu wytrzymałości, co zauważył Rhody.



James: Pepper będzie dobrze, nie przejmuj się Tony jest silny



Pepper: Nie nienawidzę tego słowa, jest w nim więcej kłamstw niż w całym życiu można usłyszeć



James: Oj Pepper trochę optymizmu, musimy uwierzyć, że się uda



Pepper: Rhody....



James: Tak Pepper



Pepper: Ja nie umiem...



I znów wybuchłam niekontrolowanym płaczem, to wszystko moja wina, mogłam szybciej przylecieć, albo w ogóle go tam nie puszczać. Prze za mnie może umrzeć, jestem beznadzieją, nic mi nigdy nie wychodzi, nawet przyjaciela nie umiem powstrzymać, a co dopiero ocalić świat przed zagładą, chyba te jaszczurki muszą sobie znaleźć inną księżną, bo ta nie da rady. Nagle z sali wybiegły dwie pielęgniarki całe we krwi, myślałam, że serce zaraz mi wyskoczy. Krzyczały do innych pielęgniarek, że potrzebują więcej krwi. I dalej nie wiem co było, moim oczom ukazała się ciemność oraz poczułam, że ktoś mnie podtrzymuję i coś krzyczy, ale nie wiem co....i cisza połączona z ciemnością.



~~~~Perspektywa Rhodyego~~~~



Nie mogłem pozbierać myśli i racjonalnie myśleć, najpierw Pepper dzwoni do mnie, że Tony jest w szpitalu i bym zadzwonił do mamy, lecę do szpitala na  łeb, na szyję, Pepper jest u kresu wytrzymałości, myślę, że łączy ich coś więcej niż przyjaźń, ale żadne z nich nie chce się do tego przyznać, jeśli naprawdę coś do siebie czują, to prędzej czy później i tak wszystko wyjdzie na jaw. Późnej siedzę z Pepper pod salą operacyjną i wybiegają dwie pielęgniarki we krwi i krzyczą, że jej potrzebują więcej, czyżby Tonemu się pogorszyło, o nie Rhody myśl pozytywnie, a na dodatek Pepper mdleje, albo z przerażenia, albo z przemęczenia. Czekaj, a czy Pepper ostatnio nie zemdlała na lekcji ? A może ona jest na coś chora...nie Rhody, znów panikujesz nie potrzebnie, opanuj trochę tą niańkę i uspokój się. Pepper na serio jest lekka, postanowiłem zawołać lekarza, bo nie reagowała na moje słowa, po kilku minutach podeszła do nas lekarka, na oko miała ze trzydzieści lat, na plakietce miała napisane Anna Kashumez lekarz endokrynolog.



Anna:Długo już jest nieprzytomna ?



James: Nie mniej niż pięć minut.



Anna: A wiesz czy to już wcześniej się zdarzało, że mdlała



James: Nie wiem, ale ostatnio zemdlała na lekcji



Anna:Będę musiała to zbadać, a mógłbyś zadzwonić po kogoś, jest niepełnoletnia i potrzebuję zgody na jej leczenie



James:Mogę zadzwonić po jej ojca, ale nie wiem czy będzie mieć czas by przyjechać, jest bardzo zapracowany.



Anna: Rozumiem, ale dobrze by było, bo potrzebuję wiadomości o jej stanie zdrowia, czyli książeczkę, wszystkie badania i inne to jak jej ojciec odbierze powiadom mnie to przekaże mu co potrzebuję.






James: Dobrze, a w razie czego to moja mama mogła by to podpisać



Anna: Pod warunkiem jeśli jej ojciec się zgodzi



Lekarka zawołała sanitariusza, a ten wziął Pepper i zaniósł do sali obserwacji, nie mogłem tam wejść, więc po telefonie do ojca Pepper wróciłem pod salę operacyjną, siedziałem pół godziny i za drzwi po siedmiu godzinach wyszedł doktor Yinsen z kilkoma pielęgniarkami, powiedział bym zadzwonił po mamę by przyszła do jego gabinetu. Zrobiłem jak kazał, czyli zadzwoniłem po mamę. Odebrała po trzecim sygnale.



James: Mamo właśnie skończyła się operacja Tonego i doktor Yinsen prosi byś przyszła do jego gabinetu, bo musi z tobą porozmawiać.



Roberta: Dobra James, zaraz będę właśnie byłam po rzeczy Pepper o które prosiła lekarka.



James: Dobrze to ja czekam, ale jak coś się dowiesz to mi powiesz ??



Roberta: Tak, czekaj na mnie



Mama przyjechała do szpitala i najpierw poszła do doktor Annay Kashumez i podpisała zgodę na badanie Pepper, po czy razem poszliśmy do doktora Yinsena, znał nas od kąt Tony miał wypadek, więc pozwolił mi być przy rozmowie o stanie jego zdrowia. Po minie widziałem, że nie wszystko poszło dobrze, ale chciałem to usłyszeć od siwego doktora, nie wiem, może to przez jego wiek, ale ufam mu bez granicznie w sprawie zdrowia Tonego i jeśli powie, że będzie dobrze to tak będzie.



Roberta: I co z Tonym doktorze.



Dr. Yinsen: Operacja przebiegła pomyślnie, ale stan nadal jest ciężki, podczas tego "wypadku" reaktor mocno ucierpiał, więc musiałem go wymienić, miał szczęście, bo akurat miałem zapasowy, ale to może być ostatni raz ponieważ zużyłem do tego ostatnie resztki czystego metalu, a zdobycie niego jest bardzo trudne. Tony musi zacząć na siebie uważać, bo jeszcze jeden taki wybryk i skończy w kostnicy. No nic musimy czekać, aż stan się poprawi



Roberta: Oczywiści doktorze, ja już tego dopilnuję



Dr. Yinsen: No to na razie tyle



James: Kiedy będziemy mogli się z nim zobaczyć



Dr. Yinsen: Gdy tylko stan się poprawi



James: Rozumiem, a może pan się dowiedzieć co z tą dziewczyną co go tu przywiozła



Dr. Yinsen:Oczywiście zaraz poproszę lekarza, który się nią zajmuję. A mogę wiedzieć kto to ?



Roberta: Doktor Anna Kashumez



Dr. Yinsen: Czyli jest w dobrych rękach, mimo młodego wieku jest bardzo wybitną lekarką



Razem z doktorem Yinsenem poszliśmy w stronę sali obserwacyjnej, w której leżała nadal nieprzytomna Pepper. Doktor wszedł do sali, a my czekaliśmy przed na doktor Annę, po chwili wyszedł doktor Yinsen razem z doktor Kashumez, która w ręku trzymała jakąś teczkę, pewnie skierowania by zbadać Pepper



Dr. Yinsen: Państwo chcą się dowiedzieć co jest z Virginią



Anna: A więc jeszcze nie mamy dokładnych wiadomości, musimy nadal szukać przyczyny omdleń, na razie pobrałam krew do podstawowych badań, ale z powodu dużych ilości chorych wyniki będą dopiero za tydzień, teraz musimy czekać, aż się obudzi.



Roberta: Mam nadzieję, że to nic poważnego



Anna: Nie ma co się martwić na zapas, oddycha samodzielnie, więc nie musi to być nic poważnego. Dość długo się nie budzi co może oznaczać, że organizm się regeneruję. Ale też musimy zrobić tomografię jak się wybudzi bo zobaczyłam dość dużego guza z tyłu głowy, żeby sprawdzić czy nie to jest czasem przyczyną omdlenia.



Roberta: Dziękuję za informacje, dobra James ja muszę lecieć na kolejną rozprawę, a ty jak chcesz możesz zostać, ale przez to masz mi nie zaniedbywać szkoły, zrozumiano ?



James: Tak mamo, to do zobaczenia w domu



Mama znów pognała do pracy, a ja spytałem się doktor Anny czy mogę wejść do Pepper. Zgodziła się, nie wiedziałem czy Pepper mnie słyszy czy nie, ale mówiłem do niej, powiedziałem wszystko co wiem o stanie zdrowia Tonego. Miałem nadzieję, że mnie słyszy, ale za dobrze to ona nie wyglądła była strasznie blada. Po godzinie "gadania do Pepper" wyszedłem z sali i poszedłem spytać się doktora Yinsena o Tonego, powiedział, że przebudził się na chwilę, ale znów zasnął, co oznaczało poprawę stanu, czyli na stan stabilny, ale to zawsze może się zmienić. Gdy usłyszałem, że z Tonym wszystko dobrze z ulgą wróciłem do domu, ale nadal martwił mnie stan Pepper, ale doktor Kashumez
powiedziała, że nie ma co się martwić na zapas, więc jestem spokojny, a samą doktor chwalił doktor Yinsen.

>>>>.....<<<<<


Koniec kolejnego rozdziału. Mam nadzieję, że spodoba się :) Czekam na komentarze. 
Nie ma kolorów :( a to z mojego czystego lenistwa

środa, 4 listopada 2015

Rozdział 15 : Porachunki







~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Tak ! Udało mi się, dotarłam tu przed Starkiem, ściągnęłam pierścień i poszłam pod okno od gabinetu higienistki, wyjście nie było problemem, ale wejście musiałam się trochę pofatygować, oj albo szybko urosnę, albo zacznę nosić dwumetrowe szpilki jak panna Stane. Na szczęście w gabinecie nikogo nie było więc położyłam się na "łóżku". Ma się to wyczucie, bo akurat wróciła higienistka, a za nią szedł mój przyjaciel, szybki jest, ale ja i tak byłam szybciej . Pepper górą, a Stark dołem, yea nigdy mnie nie prześcignie. Powiedziałam higienistce, że już wszystko dobrze, a pewnie zemdlałam dlatego, że nic nie jadłam, za co mi się od niej oberwało. Wyszliśmy razem z Tonym i higienistką z gabinetu ona poszłam w stronę pokoju nauczycielskiego, pewnie do wychowawczyni zgłosić, że ze mną już wszystko dobrze. Była jeszcze przerwa, więc spacerowaliśmy po korytarzu akademii, chciałam coś powiedzieć, zacząć temat, ale chyba pierwszy raz w życiu nie wiem co powiedzieć. Szliśmy głównym holem, gdy moją uwagę przykuł wielki plakat na tablicę z ogłoszeniami, mianowicie za tydzień 31 października, to był podajrzę piątek miał się odbyć bal Halloweenowy, mogło by być fajnie, tylko nie mam z kim iść na ten bal, Tony już pewnie od dawna ma parę, a mianowicie mam na myśli pannę idealną, Rhody pewnie idzie z tą Emilią do której cały czas się ślini. Tylko ja zostałam sama. Razem z Starkiem stałam i wgapiałam się w plakat, gdy nagle ktoś oplótł mnie od tyłu, na początku się wzdrygnęłam, ale trochę się uspokoiłam, gdy usłyszałam znajomy mi głos. Czyżbym już miała parę na bal ?



Gene: Hej piękna ! Masz już parę na bal ?



Pepper: Nie i chyba nie będę miała, a ty ?
   



Gene: Jeżeli się zgodzisz to będę miał, to jak ?



Pepper: Spoko, no to idziemy razem.



Gene: Super, przyjadę po ciebie



Pepper: Będę czekać. To do zobaczenia



Zadzwonił dzwonek ostatnia lekcja i do domu. Czy ten dzień mógłby być piękniejszy ?
Lekcja minęła mi szybko, ale o co chodzi Tonemu, cały czas wydaje się być obrażony, tylko na co ? Czyżby to była moja wina ? Muszę z nim pogadać, ale teraz muszę śpieszyć się do domu, bo tata mnie zabije w ciągu lekcji wysłał mi chyba pięćdziesiąt wiadomości typu "po lekcjach szybko do domu", "Musimy pogadać" itd. Gdy dotarłam do domu tata o dziwo był, no cóż skoro wysłał te esemesy to musi być, ale jak zwykle, gdy zaczął mówić dostał  telefon z pracy i wyleciał, a mnie zaczęło burczeć w brzuchu, więc za kierunek docelowy wybrałam kuchnie. Zjadłam to co przygotował tata. Poszłam do swojego pokoju odłożyć torbę i sprawdzić co z pierścieniem, na szczęście nic się nie działo, dlatego też przewiesiłam torbę przez ramię, chowając pierścień w miśku i wyszłam z domu kierując się w stronę azylu Starka, po dwudziestu minutach byłam na miejscu, oczywiście na miejscu zastałam naszego geniusza, a gdzie by indziej.



Pepper: Tony ! Chyba musimy pogadać !



Tony: Tak ? Niby o czym ?



Pepper: O twoim zachowaniu, od kont wyszliśmy z gabinetu higienistki zachowujesz się co najmniej dziwnie mogę wiedzieć dlaczego ?



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Pracowałem właśnie nad ulepszeniami do Mark 1, kiedy do zbrojowni z wielkim impetem wleciała, rozłoszczona Pepper i zaczęła wypytywać co się ze mną dzieje ? Hymm.. może to, że na bal idzie z Genem,  największym idiotą pod słońcem, który nie zapominajmy jest także Mandarynem, a jeśli coś jej zrobi. Ale przecież nie powiem jej prawdy, bo mnie wyśmieje. Chciałem uniknąć odpowiedzi, tak jak zazwyczaj robiłem, gdy Roberta mnie o coś wypytywała, ale Pep była jeszcze bardziej uparta.



Pepper: No słucham uważnie !



Tony: Nic po prostu zły dzień i jeszcze pojawiła się ta cała Księżna Makluan, po prostu nie wiem co mam robić



Pepper: Tony widzę, że coś jest jeszcze oprócz tego i wiesz, że jestem twoją przyjaciółką



Tony: Upartą przyjaciółką, wiem



Pepper: Tylko uparte są coś wartę. Hehhe, ale teraz na serio możesz mi powiedzieć wszystko



Tony:  Tak , wiem, ale to nic ważnego



Pepper podeszłam bliżej mnie i złapała za ramię. Odwróciłem głowę w jej stronę i spojrzałem w te duże, śliczne, karmelowe oczy....Boże Tony, co ty gadasz, uśmiechnąłem się do niej i wróciłem do poprzedniego zajęcia. Potrzebowałem klucza francuskiego, więc poprosiłem Pepper by mi go podała.



Tony: Dzięki



Pepper: Proszę, chyba telefon ci dzwoni



Tony: Przecież mój telefon leży podłączony do komputera, bo przesyłam danę



Pepper: To nie wiem, ale coś świeci ci w kieszeni






Tony: Pierścień.. czemu on świeci przecież w pobliżu nie ma Mandaryna, komputer od razu by mnie powiadomił



    
Pepper: Skąd ty masz ten pierścień ?



Tony: Ojciec odkrył świątynie Makluan, w której znalazł ten pierścień, a co ?



Pepper: Tony, bo ja chciałam ci to powiedzieć wcześniej, ale ty...



Sięgnęła ręką do torby i odpięła miśka, który świecił na różowo, nie mogłem poskładać myśli, czyżby Pepper była Księżną Makluan... nie mogę w to uwierzyć. Patrzyłem zdziwionym wzrokiem co ona robi, odkręciła głowę miśkowi, a z niej wyciągnęła pierścień Makluan. Zaczęła mi wyjaśniać dlaczego ma ten pierścień i sny. Wtedy włączył się alarm. Pewnie Mandaryn już szuka pierścieni, mój szybko schowałem do "super kieszeni" by osłabić sygnał, w pięć sekund byłem gotowy by do niego lecieć, ale Pep mnie powstrzymywała, powiedziałem, że tylko się z nim "rozmówię" i zaraz wracam, a ona na to, że nie będzie mnie za dziesięć minut to tam się zjawi i policzy, nie tylko z Mandarynem, ale także i ze mną. Wyleciałem ze zbrojowni i pognałem w stronę Mandaryna, był na obrzeżach, blisko starych kutrów rybackich. Czyli, albo chciał rozmawiać z Maggią by mu pomogli w odnalezieniu pierścienia, albo jego systemy źle mu wskazały miejsce sygnału. Nie myliłem się jednak to pierwesze, spotkanie z Maggią. Podsłuchałem kawałek ich rozmowy, bo Mandaryn mnie zauważył i teleportował się za mnie zamykając w klamrze, nie mogłem się uwolnić strzelałem z repursorów, ale to nic nie dawało, postanowiłem wystrzelić mini rakietę prosto w hełm, poskutkowało, puścił mnie, zaczął atakować mnie wszystkimi pierścieniami, które posiadał.



<Zbroja, została poważnie uszkodzona>



Tony: Co ?! Dobra czas już się z tobą rozprawić



Mandaryn: Masz rację Stark za długo już się z tobą bawię !



Tony: Komputer ! Cała moc do unibemu.



<Stan mocy 8 %.Propozycja odrzucona>



Tony: Propozycja !? Proponować to ja mogę wypad do kina. Wykonać !!



Wystrzeliłem z unibemu, za dużo to nie dało, ale miałem czas by kawałek odlecieć i się schować. Niestety szybko mnie znalazł, a ja miałem tylko 1% mocy i nie miałem sił by uciekać, to chyba mój koniec. Mandaryn wymierzył we mnie pierścieniem. Zamknąłem oczy, ale ataku nie było i Mandaryna też. Co się stało ? Chciałem się oglądnąć co się działo wokół, ale ból mi na to nie pozwolił. Ostatnie co ujrzałem to była Pepper w zbroi Księżnej Makluan, a potem ciemność.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Po tym jak Tony wyleciał ze zbrojowni siadłam na fotelu i obserwowałam co się dzieję. Widziałam jak leci na obrzeża, jak obrywa od teko sukin kota. Nie wiem z jakiej racji się o niego, aż tak martwiłam, może coś do niego tam w głębi czułam, jedno jest pewne muszę mu pomóc i to jak naj szybciej, bo napierśnik jest uszkodzony. Z powrotem na pierścień założyłam pierścień i wyleciałam ze zbrojowni, chciałam dotrzeć tam jak najszybciej. Gdy byłam na miejscu zobaczyłam coś przerażającego, zbroję w opłakanym stanie, widziałam, że próbuje wstać i się bronić, ale nie ma na to siły Mandaryn wymierzył w niego z pierścienia, nie mogłam na to pozwolić więc rzuciłam się na niego, na szczęście nie zdążył wystrzelić, polecieliśmy na ziemię, po czym wzbiliśmy się w powietrze i wystrzeliłam w niego z pierścienia i zniknął, albo się teleportował, albo wysłałam go w inny wymiar. No cóż na razie mam go z głowy. Podleciałam do Tonego.



Pepper: Tony !! Tony !! Słyszysz mnie, już obudź się !! Proszę !



Nic zero reakcji, poleciłam z nim do szpitala, wparowałam z nim do środka krzycząc o pomoc, podbiegł do mnie siwy doktor w grubych, okrągłych okularach, przyłożył stetoskop do jego kratki piersiowej.



Dr. Yinsen: Tętno i puls słaby, trzeba szybko działać ! Szybko na blok z nim !



Pepper: Ale co się dzieję, mogę pomóc ?



Dr. Yinsen: Wystarczająco pomogłaś, ale jakbyś mogła to zadzwoń po panią Rhods



Zadzwoniłam do Rhodyego i wyjaśniłam wszystko i powiedziałam żeby wezwał swoją mamę. Pobiegłam w stronę bloku by coś się dowiedzieć, ale lekarz powiedział, że nie jestem nikim z rodziny, ani nie mam praw do wiedzy o jego zdrowiu medycznym, musiałam czekać na panią Rhods i mieć nadzieję, że ona mi coś powie. Siadłam na krześle pod blokiem operacyjnym i czekałam. Pół godzinny czekałam na panią Rhods, aż w końcu się zjawiła.



Roberta: Virginio co się stało

 
Nie mogłam jej odpowiedzieć byłam zbyt roszczęsiona na to , jedyne na co mnie było stać to sunąć się na podłogę i płakać. Po kilku minutach na miejsce przybył jeszcze Rhody i zaczął mnie pociszać, przez co jeszcze gorzej się czułam. Minęła pierwsza godzina od kond operują Tonego, a mi po woli puszczają wszystkie nerwy.



>>>>.....,<<<<



Koniec, trochę krótki, ale da się nadrobić :)
Czekam na opinie i do następnego :)

wtorek, 3 listopada 2015

(Bonus xD) Fragmenty pieśni o sobie zakreślone przez Pepper

Z drzwi powyrywajcie zamki !
Drzwi same wyrwijcie z futryn !

Nie będziesz więcej brał rzeczy z drugiej i trzeciej ręki, nie będziesz patrzył oczami zmarłych, ani karmił się widmami z książek.

Zawsze w drodze, zawsze na szlaku [...]

Wszystko pędzi przed siebie, nic nie ginie,
A umrzeć jest czymś innym niż można by  sądzić, i lepszym.

Jeśli nikt na całym świecie nie wie o moim istnieniu-jestem zadowolony,
I jeśli każdy i wszyscy wiedzą o mnie-jestem zadowolony

Zapisuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy,  którą kocham,
Jeśli zatęsknicie za mną, szukajcie mnie pod podeszwą buta.

Ledwie będziecie widzieć, kim jestem i co oznaczam,
Ale i tak będę wam niósł zdrowie,
Będę filtrem i fibrem waszej krwi.

Nie uda się mnie chwycić za pierwszym razem - nie traćcie otuchy,
Nie znajdziecie mnie w jednym miejscu - szukajcie w innym,
Gdzieś się zatrzymam, czekając na was.

Dziecko spadło:" Co to jest trawa ?" przynosząc mi pełne jej garście;
Co mogłem odpowiedzieć dziecku ? Przecież nie wiem więcej niż  ono.
 Myślę, że to chorągiew moich uczuć utkana z ufnej zieleni.

Albo myślę, że to chusteczka Pana Boga,
Pachnący dar i pamiątka upuszczona umyślnie


Albo  myślę, że trawa sama jest dzieckiem [...]

Albo myślę, że to wciąż ten sam hieroglif,
Który znaczy: Kiełkując w wielkich krajach i  małych,
Rosnąć pośród białych ludów i czarnych, [...]

Teraz wydaje mi  się, że to  piękny, niestrzyżony włos mogił.

" Ludzie mówią, że przyjaciele nie niszczą się nawzajem. Cóż oni wiedzą o przyjaciołach ?"

*** Opowiadanie z okazji 1000 wyświetleń na blogu. Bardzo się cieszę z tego powodu, więc myślę, że spodoba wam się :) ***


~~~~Perspektywa Gena~~~~

Pepper i ja mieliśmy już po dziewięć lat. Nasi rodzice się przyjaźnili, więc czasami bawiliśmy się razem i wyjeżdżaliśmy na rowerach poza ślepe uliczki aż do samego Parku Jeffersona , którym było nasze osiedle. Za każdym razem, kiedy słyszałem, że za chwilę ma przyjść Pepper, stawałem się jednym wielkim kłębkiem nerwów, ponieważ była to najbardziej niesamowita i zachwycająca istota, jaką stworzył Bóg. Tamtego ranka na sobie jeansy i różowy T-shirt, na którym widniał zielony smok ziejący ogniem pomarańczowego brokatu. Nie sposób wyjaśnić, jak fantastyczny wydawał mi się wtedy ów T-shirt. Pepper jak zwykle pedałowała na stojąco, prostując ręce w łokciach i pochylając się nad kierownicą roweru, a jej fioletowe tenisówki rozmywały się w koliste plamy. Był gorący, parny marcowy dzień. Niebo było bezchmurne, ale powietrze miało cierpki smak, jakby zbierało się na burzę. W tamtym czasie miałem się za wynalazcę, więc kiedy tylko założyliśmy blokady na rowery i rozpoczęliśmy nasz krótki spacer przez park w stronę placu zabaw, opowiedziałem Pepper o moim pomyśle na wynalazek, który nazwałem pierścieniarka. Pierścianiarka miała być gigantyczną armatą wystrzeliwującą na bardzo bliską orbitę wielkie kolorowe kamienie, które tworzyłyby wokół Ziemi pierścienie podobne do tych, jakie ma Saturn. ( Nadal uważam, że to świetny pomysł, ale okazuje się, że zbudowanie armaty zdolnej wystrzeliwać kamienne bryły na bliską orbitę jest dość skomplikowane). Byłem w tym parku już tyle razy, że w pamięci miałem wyrytą jego mapę, wystarczyło więc zaledwie kilka kroków, abym poczuł, że porządek owego świata został zaburzony, chociaż nie od razu potrafiłem stwierdzić, co się zmieniło.

- Gene-cichym, spokojnym głosem odezwała się Pepper

Wskazywała na coś. Dopiero wtedy zorientowałem się, gdzie zaszła zmiana. Kilka metrów przed nami rósł dąb, Gruby, sękaty i wyglądający na wiekowy- to nie było nowe. Po naszej prawej stronie znajdował się plac zabaw- i to też nie było nic nowego. Lecz oto pień dębu bezwładnie opierał się ubrany w szary garnitur mężczyzna. Nie ruszał się. Oto co było nowe. Otaczał go krąg krwi, której zaschnięty strumień wypływał mu z ust. Usta zaś miał otwarte w nienaturalny dla ust sposób. Jego blade czoło obsiadały muchy.

-Nie żyje- oznajmiła Pepper, jakbym sam nie potrafił tego stwierdzić. Zrobiłem dwa kroki w tył. Pamiętam, iż wydawało mi się wtedy, że jeśli wykonam jakiś nagły ruch, mężczyzna może się ocknąć i rzucić na mnie. To mógł być zombie. Wiedziałem, że zombie nie istnieją, ale on z pewnością wyglądał jak zombie. Podczas gdy ja robiłem dwa kroki w tył, Pepper zrobiła dwa równie małe i bezgłośne kroki w przód.

- Ma otwarte oczy-stwierdziła.
-Musimy iść do domu-wymamrotałem.
-Myślałam, że kiedy się umiera, zamyka się oczy.
-Pepper musimy iść do domu i komuś powiedzieć.

Postąpiła jeszcze o krok. Była teraz na tyle blisko, że gdyby wyciągnęła rękę, mogłaby dotknąć stopy mężczyzny.

-Jak myślisz co mu się stało ?-zapytała-Może to narkotyki albo coś takiego.

Nie chciałem zostawiać Pepper samej z martwym facetem, który mógłby się okazać atakującym zombie, jednak nie miałem również ochoty tkwić w miejscu i dyskutować o okolicznościach jego zgonu. Zebrałem się więc na odwagę, zbliżyłem się do Pepper i złapałem ją za rękę.

-Pepper, musimy natychmiast iść do domu !
-Okej, dobra.

Puściliśmy się biegiem w stronę naszych rowerów i poczułem jak serce podchodzi mi do gardła, zupełnie jakby działo się coś ekscytującego, mimo iż wcale tak nie było. Wsiedliśmy na rowery i puściłem Pepper przodem, ponieważ płakałem, a nie chciałem , żeby to zobaczyła. Na podeszwach jaj fioletowych tenisówek ujrzałem krew. Jego krew. Krew martwego faceta. Chwile później byliśmy już z powrotem w swoich domach. Moi rodzice zadzwonili na 911, a kiedy w oddali usłyszałem syreny, chciałem iść zobaczyć wozy policyjne, ale mama mi nie pozwoliła. Potem się zdrzemnąłem. Moja mama jest terapeutką, co oznacza, że jestem naprawdę cholernie przygotowany do życia. Kiedy się więc obudziłem z drzemki, odbyłem z mamą długą rozmowę o cyklu życia i o tym że śmierć jest jego częścią, ale nie częścią, którą powinienem jakoś szczególnie zaprzątać sobie głowę w wieku dziewięciu lat, i poczułem się lepiej. Szczerze mówiąc, nigdy się tą sytuacją nie przejąłem. O czymś to świadczy, jako że miewam skłonność do notorycznego przejmowania się. No bo co: znalazłem martwego faceta. Mały, rozkoszny dziewięcioletni ja i moja jeszcze mniejsza, i jeszcze bardziej rozkoszna koleżanka z podwórka znaleźliśmy mężczyznę, z którego ust lała się krew, i ta krew była na jej małych, rozkosznych tenisówkach, kiedy wracaliśmy rowerami do domu. Wszystko to bardzo dramatycznie i w ogóle, ale co z tego ? Nie znałem tego faceta. Do cholery, ludzie których nie znam, umierają przez cały czas. Gdybym miał przechodzić załamanie nerwowe za każdym razem, kiedy na świecie wydarza się coś okropnego , byłbym bardziej szurnięty niż wściekły makaka. Tamtego wieczoru o dziewiątej poszedłem do swojego pokoju, bo dziewiąta była godziną, o której powinienem być już w łóżku . Mama otuliła mnie kołdrą, powiedziała, że mnie kocha, a ja jej powiedziałem " Do zobaczenie jutro", a ona odpowiedziała :"Do zobaczenia jutro", a potem zgasiła światło i prawie zamknęła za sobą drzwi. Kiedy odwróciłem się na bok, zobaczyłem Pepper Potts stojącą po drugiej stronie okna z twarzą niemal wciśnięta w okienną moskitierę. Wstałem i otworzyłem okno, ale siatka wciąż tkwiła między nami, pikselizując jej twarz.

-Przeprowadziłam śledztwo- oświadczyła dość poważnym tonem. Nawet z bliska siatka rozmazywała jej twarz, ale zdołałem dostrzec, że Pepper trzymała w ręku mały notes i ołówek ze śladami zębów wokół gumki. Spojrzała w dół na swoje notatki - Pani Collman z Jefferson Count powiedziała mi, że facet nazywa się Mark Bettens i mieszkał na Jefferson Road w jednym z tych mnieszkań nad sklepem spożywczym, więc tam poszłam i zobaczyłam tam kilku policjantów , i jeden z nich zapytał mnie, czy pracuję dla szkolnej gazety, a ja powiedziałam, że nasza szkoła nie ma gazety, a on na to, że skoro nie jestem dziennikarką to odpowie na moje pytania. Powiedział mi, że Mark Bettens miał trzydzieści sześć lat. Był prawnikiem. Nie chcieli wpuścić mnie do jego mieszkania, ale drzwi w drzwi z nim mieszkała kobieta o nazwisku Anita Alvays, więc do niej poszłam i zapytałam, czy mogłabym pożyczyć szklankę cukru, a ona zaraz mi powiedziała, że Mark Bettens zastrzelił się z pistoletu. Wtedy zapytałam ją, dlaczego to zrobił, a ona na to, że się rozwodził i był z tego powodu smutny. Tu Margo zmilkła, a ja tylko na nią patrzyłem, na jej szarą twarz, rozświetloną przez księżyc i podzieloną przez splot siatki na tysiąc małych kawałków. jej szeroko otwarte, okrągłe oczy przeskakiwały znad notesu na mnie i z powrotem.

-Mnóstwo ludzi się rozwodzi i się nie zabija-skomentowałem
-Wiem-odparła podekscytowanym głosem- to samo powiedziałam Anicie Alvays. Ale wtedy ona powiedziała...-Pepper przerzuciła kartkę -... powiedziała, że pan Bettens był zgnębiony. Zapytałam co to znaczy, a ona odparła tylko, że powinniśmy się za niego modlić i żebym zaniosła mamie cukier, a ja powiedziałam " nieważne" i wyszłam.

I tym razem nie odezwałem się od razu. Chciałem tylko, aby nie przestawał mówić-ten cichy głos napięty z podniecenia bliskim odkryciem czegoś dawał mi poczucie, że właśnie przydarza mi się coś ważnego.

-Myślę, że chyba wiem dlaczego- powiedział Pepper
-Dlaczego?
-Może popękały w nim wszystkie struny.

Usiłując wymyślić jakąś odpowiedź, wyciągnąłem rękę, nacisnąłem blokadę na dzielącej nas moskitierze i ściągnąłem ją z okna. Postawiłem siatkę na podłodze, ale Pepper nie dała mi szansy powiedzenia czegokolwiek. Zanim zdążyłem z powrotem usiąść, uniosła twarz w moją stronę i szepnęła :

-Zamknij okno.

Więc je zamknąłem. Myślałem, że Pepper odejdzie, lecz ona wciąż stała w tym samym miejscu i tylko na mnie patrzyła. Pomachałem do niej i uśmiechnąłem się, ale jej oczy zdawały się utkwione w czymś za moimi plecami, czymś potwornym, co sprawiło, że z twarzy odpłynęła jej krew, ja zaś zbytnio bałem się, żeby się obejrzeć. Jednak za moimi plecami niczego rzecz jasna nie było-no, może prócz tego martwego faceta. Przestałem machać. Moja głowa znajdowała się teraz na wysokości głowy Pepper i wpatrywaliśmy się w siebie z przeciwległych stron szyb. Nie pamiętam jak to się skończyło - czy ja poszedłem do łóżka, czy ona odeszła. W moich wspomnieniach ta scena nie ma końca. Trwamy tak, na zawsze wpatrzeni w siebie.

Pepper zawsze kochała tajemnice. W obliczu wydarzeń, które nastąpiły potem, nigdy nie opuszczała mnie myśl, że kocha je tak bardzo, że sama stała się tajemnicą.

niedziela, 1 listopada 2015

Rozdział 14 : Mandaryn i księżna Makluan

*

~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Chłopaki odprowadzili mnie do domu, po czym odeszli, na moje nieszczęście muszę jeszcze odrobić lekcje, ale nie ma taty, więc się nie dowie, o której odrabiam lekcje, bo bym miała przerypanę. Też są plusy mam jutro na dziewiątą i cztery lekcje, dosyć spokojne. Wbiegłam na górę do swojego pokoju spojrzałam na plan, czyli tak angielski, biologia, matematyka i plastyka Spoko lekcje ( nie licząc matmy) tylko zadane z angielskiego i biologii, szybko się z ty uwinę i tata nawet się nie dowie. Położyłam swoją torbę na biurku i spostrzegłam, że głowa miśka świeci na różowo, dziwne... czyżby się coś miało stać ? Odkręciłam mu głowę, a pierścień, zaczął świecić jeszcze mocniej, ni wiedziałam co mam zrobić, co to znaczy, może one łączą się ze sobą, czyli to może znaczyć, że gdzieś tu może kręcić się Mandaryn, trzeba bardziej uważać, schowałam go znowu do miśka, a miśka do pudełka, a pudełko do szafy, jutro go z tam tond wyciągnę, może do jutra przestanie świecić. Spakowałam lekcje, wzięłam pidżamę i poszłam się umyć, niby myłam włosy u Tonego, ale reszta nadal się kleiła. Wskoczyłam pod prysznic i złapała mnie myśl, jaki nieszczęście może spotykać jednego człowieka i to tak młodego, ale z tego co słyszałam jestem jego przyjaciółką, więc może na mnie liczyć. Po kilku minutach wyszłam z łazienki, kierując się do pokoju nie opuszczała mnie myśl o Tonym i o pierścieniu, może skoro jest geniuszem pomoże mi w rozgryzieniu zagadki pierścienia, jaszczur powiedział, że mam znaleźć przyjaciół, którym ufam, a mu ufam, więc chyba mogę mu o tym powiedzieć, ale czemu nie mogę pod żadnym pozorem ufać starym, no nic cza robić t co każe jaszczur.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Leżałem o łóżku i myślałem o Pepper, gdy znów przyszedł strach, że mogę ją stracić, w końcu przyjaciele są dla mnie najważniejsi. Na mój telefon przyszedł komunikat ze zbrojowni, że wykryto makluańską energię, czyżby nas kochany Gene chciał się zabawić, proszę bardzo jestem gotowy. Wybiegłem z domu, biegnąc do zbrojowni zauważyłem, że coś świeci mi w kieszeni. Odblokowałem drzwi weszłam, komputerowi nakazałem namierzyć Mandaryna, a sam sprawdziłem co mi świeci, a tak to był pierścień, zapomniałem, że cały czas mam go przy sobie. Kilka minut późnej leciałem w stronę wyznaczonego miejsca, gdzie znajdował się Mandaryn. Co on robi ?? Czyżby czegoś szukał, ale czego, nie ważne i tak mu przeszkodzę.



<Połączenie przychodzące od Jemsa Rhodsa. Odebrać ?>



Tony: Coś się stało Rhody, bo nie ukrywam jestem zajęty



James: Stało się to że nie ma cię w domu. Gdzie ty jesteś ?



Tony: Lecę na odwiedzinki do Mandarynki, a co ?



James: Mama zaraz wraca i co mam jej powiedzieć? Masz natychmiast wracać, on może mieć kolejny pierścień, a z każdym jednym je...



Tony: Jest coraz bardziej potężny, tak wiem, ale chyba szuka kolejnego, bo mój pierścień świeci, więc może łatwo go zlokalizować, ale mam go w hermetycznych, ołowianych komorach transportowych



James: Poczekaj ja tylko wskoczę po tłumacza



Tony: Czyli tak zwane super kieszenie, gdzie go nie wykryje, ale jest odbierany jeszcze jeden sygnał, ale bardzo słaby, więc ani ja, ani Mandaryn nie możemy go namierzyć



Mandryn: Witaj Stark, a co ciebie tu sprowadza ?



Tony: Co jak... ty.. pierścień teleportacji.... Ty mnie sprowadzasz czego chcesz ?



Mandaryn: Dostałem przekaz, że pojawi się druga osoba, która ma mnie pokonać i chcę ją zniszczyć, ale..



Tony: Za słaby sygnał.. tak wiem. A może to dobrze, że ktoś cię powstrzyma



Mandaryn: Głupcze ty nic nie wesz, to moje przeznaczenie, a nie jakiegoś tam pierwszego osobnika, którego upolują sobie Makluanie, musze tę osobę zniszczyć.



No i zniknął, nic mi nie pozostało jak wrócić z powrotem, tylko co ten popapraniec ma na myśli, czyżby drugi Mandaryn, tylko czy nie gorzej popaprany od Gena, no nic chyba będzie trzeba zniszczyć obojgu. Tylko co jak ten drugi będzie dobry.. mam całkowity mętlik w głowie. Chyba muszę się z tym przespać, jutro szkoła, do której niestety z woli mojego ojca muszę chodzić, przecież materiały mam opanowane na 3 lata dalej niż omawiamy w szkolę. To bez sensu, na szczęście mogę tam spędzać czas z Pepper, a to jest fajne i do tego jutro mamy tylko 4 lekcje.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Wstałam o 6, bo nie mogłam już spać a do szkoły mam jeszcze 3 godziny. Przypomniało mi się o pierścieniu, sprawdziłam go już ni świecił więc postanowiłam go zawiesi na szyi, bo znów w śnie pojawił się jaszczur i powiedział, że w najbliższym czasie pojawi się ten cały Mandaryn, a coś mi mówi, że to będzie dzisiaj. Zawiesiłam go na łańcuszku od Tonego i schowałam na razie pod pidżamę i poszłam do łazienki ogarnąć się. O godzinie 7 byłam już gotowa, więc postanowiłam zrobić sobie śniadanie, czyli kanapkę z serem żółtym, w trakcie, gdy zajadałam się kanapką zadzwonił do mnie telefon z początku myślałam, że to tata coś zapomniał i chcę, żebym mu podrzuciła w drodze doszkoły, ale gdy spojrzłam na wyświetlacz był to Tony.



Tony: Hej Pepper, śpisz jeszcze ?



Pepper: Od jakoś 6 rano nie, a co ?



Tony: O to super, mogę wpaść do ciebie ?



Pepper: Okay, tylko przyjdź nie wpadaj



Tony: To lepiej otwórz szybko okno od pokoju



Pepper: Co ?! Ty w zbroi jesteś ?!



Rozłączył się, a ja czym prędzej otworzyłam okno i wpadł mi blaszka, cały poturbowany. Czy on całą noc latał w zbroi ? No nic zbroja otworzyła się, bałam się co zobaczę, że Tony będzie w masakrycznym stanie, a on wyszedł cały i zdrowy. Odetchnęłam z ulgą, w myślach byłam przygotowana na najgorsze, wygląda na to, że wziął zmasakrowaną zbroję, ale po czym ?

Pepper: Jak ty możesz mnie tak straszyć ?!




Tony: Jak słodko martwiłaś się, mogę ją tu zostawić, no wiesz nie chcę brać takiej zmasakrowanej ze sobą




Pepper: Wiesz co mam przeczucie, że będzie ci potrzebna, a jeźeli nie to tak na wszelki wypadek






Tony: Okay, a co ty taka w strachu ?



Pepper: Nie wiem, może to przez koszmar, ale skoro mówisz, że chcesz zostawić to twoja decyzja



Tony: Pep spokojnie mam w telefonie specjalną aplikacje i zbroja, w każdej chwili może do mnie przylecieć



Podszedł do mnie i mnie przytulił, nie wiem dlaczego, ale w tej chwili poczęłam się bezpieczna jak nigdy do tond. Przez chwile zastanawiałam się czy odwzajemnić uścisk i zrobiłam to. Te chwile przerwał nam mój telefon i kto to był ? Tak mój ojciec, chciał bym mu przyniosła teczkę z aktami, którą zostawił na biurku w swoim gabinecie. Zaczęłam się pakować, a do ręki wzięłam teczkę.



Pepper: No co tak stoisz, ruszaj się musimy jeszcze iść do mojego taty !!



Tony: Okay no przecież idę, nie gorączkuj się, a jak tak w ogóle ręka ?



Pepper: W porządku, to idziemy ?



Tony: Już, już tylko ją schowam czy chcesz mieć ją tak rozłożoną w pokoju ?



Pepper: Ruchy !!



Tony zmienił zbroję w plecak i położył na łóżku po czym wyszliśmy i zmierzaliśmy w stronę agencji FBI. Za dwadzieścia 9 byliśmy już w szkole pierwsza lekcja to angielski ,wszyscy siedzieliśmy osobno, na lekcji omawialiśmy "Pieśń o sobie" Walta  Whitmana, boże w tamtym roku chyba sto razy próbowałam to przeczytać, ale nic z tego pamiętam, że zakreśliłam tam kilka wersów, które mi się spodobały, muszę ja chyba sobie zapisać i przywiesić na tablicy. Biologia  minęła mi szybko, ale teraz matma no ja nie wytrzymam, ale siedzę z Tonym, a on matmę kuma, więc nie jest tak źle. Przerwa tak jak zawsze szybko minęła, w klasie matematycznej siadłam przy oknie i wgapiałam się w budynki i ulice, w pewnym momencie mój wzrok przykuli panikujący ludzie, nie wiedziałam co się dzieje do chwili, gdy nie spojrzała w górę, to był ten rycerz ze snu. Momentalnie zaczęłam tracić kontakt ze światem.



~~~~Perspektywa Tonego~~~~



Właśnie skończyłem szkic nowej zbroi, postanowiłem pogadać z Pepper, ale gdy na nią spojrzałem nie wyglądała za dobrze, czyżby źle się czuła, z minuty na minutę wyglądała coraz gorzej, nagle zaczęła się suwać z krzesła, a nauczyciel był zajęty tłumaczeniem przykładów i nawet nie zwrócił na to uwagi, więc musiałem wziąć to we własne ręce.



Tony: Profesorze, koleżanka, źle się czuję, zemdlała



Profesor: O Bożę, co ja mam zrobić ?! Połóż ją w bezpiecznej pozycji, a ja sprawdzę czy jest higienistka.



Tony: Dobrze, tylko nich pan się pośpieszy. Hallo Pepper, słyszysz mnie, po butka, nie śpimy, otwieramy oczy.



Whitney: Nie widzisz, że ona udaje, zostaw ją



Tony: Whitney zamilcz !



W tej chwil do klasy wrócił profesor z higienistką i sekretarką, która już pewnie powiadomiła jej ojca o całym zajściu, tylko czy znajdzie na to czas, powinien znaleźć czas, przecież to jego córka. Higienistka powiedziała, żebym pomógł ją zanieść do jej gabinetu. Z ty mnie miałem kłopotu, po drodze Pepper na chwilę ocknęła się i powiedziała, żebym wezwał zbroję. Ok czyli coś musi się dziać. Położyłem ją na łóżku i wyszedłem wezwać zbroję, po kilku minutach była za szkołom, złożyłem i poleciałem wyżej, by sprawdzić co się dzieje oczywiście Mandaryn, akurat teraz musiał się pojawić, ma te wyczucie.



~~~~Perspektywa Pepper~~~~



Obudziłam się w jakimś pomieszczeniu, mrugnęłam kilka krotnie by poprawić jakość widzenia. Po szafkach i ich zawartościach stwierdzam, że jestem w gabinecie higienistki, ale gdzie ona jest podniosłam się na łokciach i spostrzegłam, że przez koszulkę prześwituje światło, pierścień znów zaczął świecić. Schowałam go w pieniści i wymknęłam się przez okno i pobiegłam w kierunku jakieś ślepej uliczki, gdy dobiegłam do końca postanowiłam założyć pierścień, moje ciało pokryła jakaś zbroja. mogłam w nie latać, w niej poukrywane były różne dziwne bronie, oprócz tego mogłam wykorzystywać moc pierścienia. Wzbiłam się w powietrze by zlokalizować Mandaryna, daleko nie było szukać, bo walczył z ... Tonym. Widać, że mieli już ze sobą do czynienia. Podleciałam, jeszcze mnie nie zauważyli więc...



Księżna Makluan: Witaj Mandarynie, w końcu się spotykamy



Mandaryn: Czyli mnie ma powstrzymać jakaś dziewczynka, lepiej idź się pobaw lalkami



Księżna Makluan: Nie jakaś dziewczynka tylko Księżna Makluan głąbie



Tony: Czyli... ja może odejdę, a wy se to wyjaśnijcie



Księżna Makluan: Zaczekaj Iron Manie z tobą też muszę pogadać, ale najpierw zajmę się Mandarynem

Wyszczeliłam w niego z pierścienia, nie zdążył się obronić i poleciał na budynek, lecz szybko się pozbierał i zaczął atakować mnie, nie miałam zbyt dużego doświadczenia waliki w tym czymś, dobra w ogóle, ale jeszcze się nauczę, odkryłam jak aktywuję się pole ochronne, ale to i tak nie pomagało powalił mnie na ziemię. Po mojej stronie stanął Iron Man i zaczął go atakować, dlatego też miałam szansę się uwolnić i razem atakowaliśmy Mandaryna, ale to także nic nie dawało miał doświadczenie, a ja nic zero, a sam Iron Man se nie radzi. Mandaryn pogroził i zniknął, a ja chciałam pogadać z Iron Manem, chciał już odlatywać więc musiałam go zatrzymać.



Księżna Makluan: Iron Manie zaczekaj !!






Tony: Przepraszam, ale nie mam czasu, muszę wracać



I poleciał no nic cza się pośpieszyć by być przed nim



>>>.....<<<<



Koniec ciąg dalszy nastąpi.
Czekam na wasze komentarze i do zobaczenia :)
* księżna makluan w moich wyobrażeniach :)