Witam serdecznie wszystkich tu czytających postanowiłam napisać pięknego, durnego one shota przez to, że podczas tłumaczenia piosenki w tłumaczu...xD powstał bardzo dziwne słowo, mianowicie "świder ręczy" nie wiem co to jest, ale okey. I siedząc tak do głowy przyszło mi takie na myśl takie coś jak sprężarka turbosprężynowo-spalinowa czy tak owa istnieje to nie wiem, pewnie nie. A więc nie przedłużając zacznijmy. Krótki, bo kartka z pamiętnika to tylko streszczenie dnia. (ps. dziś są moje urodzin z tegoż to powodu dzisiaj chciałam to wstawić)
20 październik 2016 (czwartek) godz. 21:10
Witaj mój drogi pamiętniczku
Wczoraj wieczorem odkryłem swoją nową miłość jaką są sprężarki. Są one cudowne jej zadaniem jest podwyższenie ciśnienia. Mi się podwyższa jak o niej pomyśle, a me podniecenie sięga zenitu. Skończyłem właśnie matematykę i postanowiłem iść spać. Rano wstałem szybko się ogarnąłem, no trochę mi się zaspało, bo wstałem o 9.
Szybko dotarłem do szkoły i przez cały czas miałem w głowię sprężarki, a jak by użyć ich do zbroi, możne by ją zastosować zarówno jako broń jak i przyśpieszenie. Na lekcjach projektowałem coś nowego, coś co odmieni spojrzenie wszystkich na sprężarki i pokocha je tak jak ja.
Nazwa projektu: sprężarka turbospręzynowo-spalinowa
Zastosowanie: Jeszcze nie wiem
Pomysł: Najinteligentniejszy, najmądrzejszy, najcudowniejszy i najprzystojniejszy Tony Stark
Byłem już w połowie projektu, gdy ktoś bezczelnie zamknął mi zeszyt. Była to Pepper, chyba trochę zezłoszczona, tupnęła nogą i zaczęła:
-W końcu mógłbyś przestać mnie ignorować?! Od rana cię proszę o pomoc, a ty tylko siedzisz nad tym zeszytem i fuuj ślinisz się, ale wracając, możesz mi wytłumaczyć matme??- siadła obok na krześle
-Okay o 16 w zbrojowni?
-Dobra, to do później. A teraz zamierzasz tak tu siedzieć czy idziesz ze mną na dach pośmiać się z Whitney i jej kółeczka teatralnego?
-Chyba zostanę, ale zdaj mi z tego raport- wyszła, a ja otworzyłem zeszyt i zacząłem kończyć projekt
Lekcje dobiegły końca, a ja nie czekając na przyjaciół poszedłem do zbrojowni i zacząłem szukać potrzebnych materiałów, nie zauważając, że dawno już po 16 i Pep jest w zbrojowni. Szedłem z kartonem, gdy na nią wpadłem. Krzyknąłem z przerażenia po czym cały karton z żelastwem spuściłem sobie na stopę i zacząłem skakać i wpadłem jeszcze w inne kartony i nie mogłem się podnieść, a rozweselona ruda tylko to nagrywała i zanosiła się ze śmiechu, gdy biedny ja wstać próbowałem. Po chwili podeszła i podała mi rękę bym wstał, pociągnąłem ją by też leżała w kartonach i sam wstałem, a w zbrojowni rozległ się alarm. Pepper zajęła miejsce przy komputerze, a ja ubrałem zbroję i poleciałem. Nie wiedziałem, że zacznie grzebać w plikach i tu wpadłem. Ja i moje sprężarki, a co do nich to pierwszy test za dobrze nie wyszedł. Za duże ciśnienie i zrobiłem piękną dziurę w budynku. Wróciłem do zbrojowni i zostałem zaatakowany zeszytem.
-Życzę udanej kolacji we dwoje ze spręzarko turbospręzynowo-spalinową - i wyszła ze zbrojowni, a mnie złapał dylemat
-Pepper-sprężarki, sprężarki-Pepper?- ciężka decyzja. Może najpierw skończę projekt po czym nią zachwycę nim i mi wybaczy?
23 października 2016 (niedziela) godzina 17:07
Od sytuacji minęło kilka dni, a ja i moje sprężarki mamy się dobrze, ale Pepper nadal nie chcę mi wybaczyć, no cóż mam sprężarki, a z nimi kocham romansować.
Wróciłem do domu Rhodsów i udałem się do swojego pokoju, gdzie leżała Pepper.
-Co ty tu robisz?
-Romansuję
-Jak to?
-Ty masz swoje sprężarki to ja mogę mieć twoje łóżko!
-A gdzie ja mam spać
-Z kochanką w piwnicy
-Długo jeszcze będziesz się gniewać
-Nie wiem, na razie tak
Muzyka
niedziela, 23 października 2016
piątek, 30 września 2016
Rozdział 31: Dziesiąty pierścień Makluan
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Po ponad 3 godzinach lekarka wyszła z sali od razu do niej podbiegliśmy.
Rhodey: I co z nim ?
Anna: Stan był dosyć poważny, ale udało nam się to opanować. Przetoczyliśmy mu krew i teraz wszystko powinno być dobrze, musi tylko odpocząć i nie przemęczać się.
Pepper: A jak znowu mu się pogorszy, a nie będzie w szpitalu
Anna: Jeżeli podczas straty przytomności nie dostanie drgawek wystarczy, że położycie mu coś pod głowę i poczekacie aż się ocknie.
Rhodey: Czyli powinno być dobrze
Anna: Tak. A teraz odsuńcie się, bo będziemy go przewozić z powrotem do sali
Odsunęliśmy się od drzwi, a pielęgniarki wyprowadziły łóżko z Tonym podpiętym do tlenu i kroplówki. Był taki blady...mimo zapewnień lekarki, że jest dobrze martwiłam się i to strasznie.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Czułem się dobrze, jak bym latał. Tak lekko i ... nie umiałem określić tego uczucia, jakby wszystkie moje zmartwienia zniknęły. Chciałbym, żeby tak było już zawsze, ale coś kazało mi otworzyć oczy.
Pierwsze co zobaczyłem to oślepiające mnie światło i szpitalny sufit. Przetarłem oczy i rozejrzałem się dookoła, po czym do sali weszła Pepper.
Pepper: O już się przebudziłeś. Dobrze się czujesz ?
Tony: Dobrze jak nigdy wcześniej. Możemy wracać już do domu ?
Pepper: Musisz zostać dobę na obserwacji i nie możesz się przemęczać
Tony: Co ?! Muszę zostać tu do jutra przecież ja się tu na śmierć zanudzę
Pepper: Dasz radę. Masz telefon... a po za tym ja będę przy tobie
Tony: Nie. Tylko się zamęczysz. Wróć do domu i odpocznij
Pepper: Właśnie się zmieniłam z Rhodeym, bo był u Ciebie cały dzień. W sumie czytał jakąś książkę, ale był
Tony: Ale do rana jeszcze dużo czasu
Pepper: No i co z tego ?
Tony: Nic
Rudowłosa siadła na krześle obok łóżka, a ja dopiero teraz zauważyłem, że jej włosy są dłuższe niż zapamiętałem. Z zamyśleń wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu.
<zlokalizowano sygnaturę pierścienia>
Pepper: Co ?
Tony: Kolejny pierścień się uaktywnił. Musimy iść !
Pepper: Tony! nie możesz nie dawno co się wybudziłeś, a już szukasz kolejnego powodu by trafić do szpitala
Tony: To tylko kilka zadrapań i siniaków, bywało gorzej. Dam radę. Dzwoń po Rhodeyego, że za kilka minut widzimy się w zbrojowni
Pepper: Ale, Tony ! Słuchaj mnie ! A nie !! Ugh..
Pobiegłem prosto do gabinetu doktorka by wypisał mi wypis. Coraz lepiej się czułem, nawet implant mi nie sprawiał problemów. Wparowałem do pomieszczenia, że Dr. Yinsen o mało zawału nie dostał. Hehe nic tak nie chwyta za serce jak zawał ! A mi się humor włączył. Co było w tej kroplówce ?! Po kilku sekundach zostałem zbadany, a na twarzy Ho możne było zauważyć zdziwienie, ale wypis dostałem i czym prędzej z Pep wyszedłem ze szpitala.
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Nie byłam do końca przekonana do tego by Tony opuszczał jeszcze szpital, ale nie zamiemierzam się z nim kłócić. Najwyżej będziemy tego żałować, a jak nie to tym lepiej dla nas. Gdy dotarliśmy do zbrojowni Rhodey już tam był, wpisaliśmy kod i byliśmy już w środku. Zanim ubraliśmy zbroje i wylecieliśmy niańka się włączyła.
Rhodey: Nie jestem przekonany
Pepper: Ja też, ale oślej łące nie wytłumaczysz
Tony: Co proszę ?! Nie ważne. Doktor nic nie miał więc... Dobra nie chcę o tym gadać lećmy
Wylecieliśmy ze zbrojowni i postanowiliśmy skrócić swoją drogę wylatując w przestrzeń kosmiczną, gdy mojej systemy przestały działać lekko spanikowałam, ale po kilku sekundach było już dobrze. Nie dryfowałam w kosmosie tylko powoli zbliżałam się razem z przyjaciółmi leciałam ku Ziemi i Egiptu. Zawsze chciałam go zobaczyć. Po nie spełna godzinie byliśmy na miejscu.
Pepper: No i jesteśmy co teraz ?
Tony: Nie wiem ile nam to zajmie, więc może na wszelki wypadek poszukajmy jakiegoś noclegu
Rhodey: Gdzie ty w ostatniej chwili noclegi znajdziesz ?!
Tony: W jakimś tanim motelu. Przecież to tylko jedna noc, no chyba że wolisz spać w zbroi, ale nie sądzę by było to wygodnie szczególnie w twoim pancerzu
Pepper: Na pewno nigdzie w głowę się nie walnąłeś. Jesteś od tej operacji taki inny
Tony: Mówiąc inny masz na myśli ?
Pepper: Prawie na niczym ci nie zależy
Tony: Zależy mi na znalezieniu pierścieni przed Genem
Rhodey, Pepper: Yhym
Po niedługim czasie znaleźliśmy mały motel koło lotniska i wynajęliśmy pokój. Stwierdziliśmy, że jeden nam starczy. Tylko dziwnie się czułam nie mając przy sobie żadnych rzeczy, no ale mówi się trudno. Wysłałam wiadomość do taty i wyszliśmy.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Szukaliśmy świątyni, ale dookoła tylko piasek i kamienie. Nagle idąc poczułem uderzenie. To była Rescue, nie widziałem jej twarzy, ale wiedziałem, że jest nieźle wkurzona.
Pepper: Tu nic nie ma !
Tony: Jest piasek
Zaczęła mnie atakować mnie... piaskiem i kamieniami ?
Pepper: Masz tu swój piasek
Rhodey: Pepper rzuć bardziej w lewo
Pepper: Po co ?
Rhodey: Chyba coś widziałem
Tony: Świątynia! Rhodey, Pepper mamy ją
Zbliżyłem się do "ściany" i szedłem wzdłuż niej nagle przede mną wrosły dwa ogromne słupy i schody w dół.
Tony: No to zbroje w dół, latarki i idziemy
Pepper: Tony?! Coś ze mną nie tak
Nagle ubrania dziewczyn zaczęły się... przepalać? I na jej ciele pojawiały się ogniste znaki, runy. Ruda zabrała pierwsze co jej wpadło w ręce, okryła się i wybiegła ze świątyni, biegnąc tylko w sobie znanym kierunku. Wybiegłem za nią, ale nigdzie jej nie było, założyłem zbroje i postanowiłem jej poszukać. Mijała kolejna godzina, zbroja nadal nie aktywna, komórka też. Nie wiedziałem co robić, gdy już traciłem nadzieję dostrzegłem ją na jednym z bloków.
Tony: Pepper szukam cię już od 2 godzin
Pepper: Ja przepraszm, ale wchodząc do świątyni miałam wizję. A co jeśli przez te pierścienie stanę się zła?
Tony: Nie staniesz
Pepper: Skąd wiesz?
Tony: To proste. Istnieje dobro i zło. Jedni popełniają przestępstwa, a drudzy im zapobiegają. Dwie przeciwne siebie strony, niczym dzień i noc. Linia pomiędzy nimi jest wyraźna. A przynajmniej powinna być. Ty jesteś po tej dobrej, więc nie możesz stać się zła, jesteś najlepszą osobą jaką znam
Pepper: Dzięki
Tony: To co idziemy po pierścień i do motelu?
Pepper: Tak
Wróciliśmy do świątyni po pierścień, zdziwił nas brak próby, ale to co zobaczyliśmy było jeszcze bardziej zaskakujące, a za razem przerażające.
piątek, 5 sierpnia 2016
Rozdział 30: Polegli
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Wskaźniki w zbroi coraz bardziej wychodziły poza normy, a ich ataki nie ustawały, a wręcz przeciwnie stawały się coraz silniejsze. Czułem, że jeszcze bardziej opadam z sił.
<Poziom mocy spada poniżej normy. Odradzana jest dalsza walka>
Tony: Komputer cała moc do pola siłowego
<Nie polecam>
Tony: Wykonaj... Już !!
Udało mi się wydostać, ale nie mogłem nawet utrzymać się na nogach. Widziałem jak na miejsce przyjeżdża policja. Wszyscy szybko się zmyli, a ja chcąc odlecieć upadłem. Czułem coraz większy i promieniujący ból w klatce piersiowej i opadłem na ziemię. Zamglonym wzrokiem widziałem jak ktoś do mnie podbiega, a dalej ??
Dalej tylko ciemność.
~~~~Perspektywa Gena~~~~
Gene: Dalej moi sprzymierzeńcy zacznijmy walkę o wolność. Uwolnimy się stąd i podbijemy ludzki świat ! Do ataku
Zaczęliśmy walkę z Bogiem Śmierci, już tylko on stał mi na drodze do zemsty na tym zakłutym łbie. Coraz więcej moich sprzymierzeńców ginęło, a nie zadało mu nawet najmniejszej rany. Rozkazałem silniejszym demonom go atakować naraz ze wszystkich sił, ale on wytworzył wokół siebie niebieski płomień i spalił każdego. Po kolei wiedziałem jak giną, a ja się przyglądałem.
Gene: Durne demony nie umieją walczyć, a głupiego człowieka to w chwilę ci opętają
Przypadkowa dusza: Nie mamy z nim szans. On rządzi tym wymiarem
Gene: Nie denerwuj mnie, durna tylko masz odciągnąć jego uwagę, a ja go zaatakuje i wam pokaże, że jakbym chciał to sam bym go pokonał.
Przypadkowa dusza: To po co prosiłeś o pomoc nas ?!
Gene: Pozwoliłem ci zadawać zbędne pytania ?! I nie takim tonem
Pognała do przodu, a ja zacząłem skradać się od tyłu do mojego celu. Bóg zaczął atakować przynętę więc przeszedłem do ataku. Byłem tuż na nim i już miałem wykonać cięci, gdy zostałem odrzucony do tyłu i walnąłem o jakąś skałę. Mimo wielkiego bólu postanowiłem powstać i jeszcze raz zaatakować, tym razem musi mi się udać. On nie może być silniejszy ode mnie. Chciałem użyć pierścienia, ale przypomniała mi się sytuacja ze ścianą. Tym razem zostałem przez niego sprowadzony do parteru. Zdołałem się uwolnić, lecz rzucił we mnie swoimi kolcami, które przeszły przeze mnie i zbroję. Czułem ogromny ból, nie tylko fizyczny, ale także mentalny. W mojej głowie wyświetlały mi się momenty mojego życia, wytykając moje błędy. Czułem, że to mój koniec, ale żeby zginąć tak haniebnie...
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Ogarniało mnie jakieś dziwne uczucie, jakby coś miało zaraz się wydarzyć. Wzięłam do ręki telefon by sprawdzić, która jest godzina. Zobaczyłam jakieś dwa komunikaty.
<Komunikat 1: Zbroja Mark II poważnie uszkodzona. Stan: Nie do użytku>
<Komunikat 2: Zbroja Mark II została pozbawiona zasilania. Użytkownik: Zalecana konsultacja z lekarzem>
No i wykrakałam. Wzięłam swoje rzeczy i wybiegłam z domu próbując dodzwonić się do Tonego, ale nie odbierał. Dobra Rhodes w tobie nadzieja. Jeden sygnał, drugi.
James: Pepper ?!
Pepper: Gdzie jesteś ?
James: Właśnie przyjechałem do szpitala, bo
Pepper: Bo Tony w nim jest
James: Tak, właśnie. Skąd wiesz
Pepper: Tony, zbrojownia, telefon, komunikaty, a ty ?
James: Numer pierwszego kontaktu
Pepper: Aha
Biegłam ile sił do szpitala, nie raz potykając się o własne nogi i prawie wywalając. Po piętnastu minutach byłam na miejscu podbiegłam do recepcji.
Pepper: Anthony Edward Stark
P. z recepcji: Z rodziny ?
Pepper: Narzeczona
P. z recepcji: Sala nr. 320, drugie piętro
Pepper: Dziękuje
Pobiegłam szybko do sali, a na korytarzu spostrzegłam Rhodeyego. Chciałam, go ochrzanić, że Tony leży, a on sobie tak beztrosko łazi po korytarzu zamiast przy nim być. Już otwierałam buzię...
James: Z Tonym wszystko dobrze, ma tylko kilka siniaków, jak chcesz możesz wejść
Pepper: A żebyś wiedział, że wejdę
Chciałam chwycić już za klamkę, ale ogarnęło mnie jeszcze dziwniejsze uczucie.
James: Czemu się wahasz ?
Pepper: Mam jakieś złe przeczucia
James: Przecież lekarz mi powiedział, że wszystko dobrze i tylko jest nie przytomny
Pepper: No to...okej
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam Tonego podłączonego do maszyn monitorujących. Podeszłam bliżej i siadłam na krześle.
Pepper: Wiesz, że jesteś największym durniem jakiego znam ?
James: Też tak sądzę
Pepper: Ja chyba przez niego niedługo zawału dostanę, ale cieszę się, że żyje
James: Kochasz go ?
Pepper: Tak, mimo, że czasem mam ochotę go zabić
James: Ja też
Pepper: Co ?! Też go kochasz ?! Czyż byś był gejem ?!
James: Co ?! Co ty wygadujesz ?!
Pepper: Och powiem Olivii !!
James: Ja mówię, że też się cieszę, że żyje
Pepper: No okej, tylko sobie żartowałam
James: A ty nie miałaś być u Whitney ?
Pepper: Byłam i to był pierwszy i ostatni raz. Jej dom wygląda jak by jednorożec tam się zrzygał
James: Hahahaha
*************3 godziny później************
James: Pepper idź już do domu. Jest już prawie 5
Pepper: Nie. Muszę wiedzieć, że z Tonym jest dobrze
James: Będę dzwonić jak coś będzie się działo
Pepper: Dobra, no to idę, ale pewnie sama wcześniej tu wrócę
Miałam już wychodzić z sali, gdy usłyszałam pisk maszyn. Spojrzałam do tyłu, a na monitorze pojawiła się ciągłą linia
Pepper: Tony !! Tony !!
James: Szybko biegnij po lekarza
Wybiegłam na korytarz
Pepper: Potrzebny lekarz !
Przybiegłam z doktorką, a ta zaczęła sprawdzać wszystko po kolei
Anna: Musimy szybko zabrać na sale operacyjną
Pepper: Co się dzieje ?
Anna: Później wszystko wyjaśnię
Wywieźli go z sali i szybko zabrali na salę operacyjną, a nam kazali czekać....
Jedna godzina...
Druga godzina...
Trzecia godzina...
Cały czas wszyscy się zmieniali, coś przynosili, coś wynosili, a mi żołądek podchodził do gardła.
piątek, 29 lipca 2016
Rozdział 17 : Makluańska krew
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Dziwnie się czułam, chyba znów odleciałam tak jak wtedy w szkole, tylko tym razem było inaczej, nie wiem ile jestem nie przytomna, ale zdaje mi się, że tamtym razem było to o wiele krócej. To zabrzmi nie logicznie nie wiedziałam co się dookoła dzieje, ale wiedziałam, tylko winnej formie, a skąd, miałam informatora, jeżeli myślicie, że słyszałam Rhodyego, pielęgniarkę czy też lekarkę to jesteście w błędzie, a jeśli myślicie, że to ten cały makluański jaszczur to macie rację, on był moim informatorem, dotychczas tylko go słyszałam, ale dziś dopiero go ujrzałam. Przez dwa dni byłam w tak jakby transie. Jaszczur mówił, że to ma mnie przygotowywać do jakieś wielkiej wojny między światami i z Mandarynem, powiedział mi, że wysłałam go do innego wymiaru, ale on z tam tond może się wydostać, ale nie za szybko, bo stracił pierścień teleportacji i że muszę go szybko zabrać, jak tylko wyjdę, podał mi miejsce, w który się znajduję. A teraz nauka z jaszczurem oko w oko.
Makluańczyk: Dobrze moje dziecko, informowałem cię co się dzieję, ale nie powiedziałem ci istotnej rzeczy
Pepper: A to niby czemu nie mogłeś mi powiedzieć ?
Makluańczyk: Bo musimy o tym pogadać, a w transie przygotowawczym nie mogłaś rozmawiać
Pepper: No to co było, aż tak ważnego, że nie mogłeś mi powiedzieć , tylko musimy to przedyskutować ?
Makluańczyk: Otóż jak już wiesz zasiałem w tobie smocze nasienie co oznacza, że masz makluańską krew
Pepper: No okey, ale dlaczego to takie ważne ?
Makluańczyk: Gdy ty byłaś w hibernacji, doktorka pobrała ci krew do badań, od razu mówię, że nie wyjdą dobrze przez zmienioną strukturę.
Pepper: I co w związku z tym mam zrobić ?
Makluańczyk : Do wyboru są dwa wyjścia, albo upozoruję twoją śmierć wyłączając u ciebie funkcje życiowe, ale osobiście nie jestem za tym
Pepper: A te drugie wyjście ? Bo chyba nie chcę być uważana za trupa
Makluańczyk: Powiesz wszystką prawdę lekarce, bo gdy będzie potrzebna ci pomoc, ktoś musi ci jaj udzielić
Pepper: Ta bo mi uwierzy, prędzej w psychiatryku mnie zamknie !
Makluańczyk: Dlatego przez hibernacje obudziłem jeden z twoich darów, wystarczy gdy w chwil, kiedy ci nie uwierzy złapiesz ją za rękę i popatrzysz głęboko w oczy. Ujrzy w nich prawdę, ja tego dopilnuję
Pepper: Dobra, czyli mam z nią pogadać !
Makluańczyk: To do zobaczenia moje dziecko. Pamiętaj lud makluan jest z tobą
I tymi słowami wybudził mnie z transu, wiedziałam, że jestem w szpitalu, ale i tak byłam zdziwiona. Zaczęłam rozglądać się po sali, której leżałam, miałam podpiętą kroplówkę i był środek nocy, ale na korytarzu świeciły się światła, nie słyszałam by ktoś chodził więc wyszłam z sali i kierowałam się w stronę barku, prze całą tą hibernację strasznie zgłodniałam.
~~~~Perspektywa Gena~~~~
Demony zaczęły krążyć po całym labiryncie już nie wiedziałem gdzie mam iść, miałem nadzieję, że mnie nie zauważą, ale w ciągu kilku sekund okrążyły mnie, zamykając w czarnej kuli, muszę ją przełamać by się wydostać. Demony przechodzą także z wymiaru do wymiaru, czyli muszę iść w stronę, gdzie jest ich najwięcej, użyłem pierścienia ognia, udało się przełamałem demonowom uwięź i zacząłem szukać źródła skąd wylatują. Nie mało brakowało, przejście do drugiego wymiaru miałem tuż przed nosem, ale znów labirynt zmienił położenie, muszę rozszyfrować te zmiany, by dotrzeć do drugiego wymiaru, nie wytrzymałem strzeliłem chmurę kwasu, by zniszczyła ścianę, ale stało się odwrotnie chmura odbiła się od ściany labiryntu i wleciała we mnie, aktywowałem pole siłowe i chmura rozproszyła się. Zacząłem szukać spokojniejszego miejsca, ale także takiego bym mógł obserwować jak się zmienia. Obawiam się, że to może zająć mi więcej czasu niż na początku myślałem. Siadłem na najwyższym punkcie, którym znalazłem. Zauważyłem wcześniej, że układ zmienia się co pół godziny, ale nie wiedziałem w jakim schemacie i to muszę odkryć.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Powoli zacząłem się wybudzać z narkozy, w sali było ciemno, ledwo co widziałem, więc albo umarłem, albo jest środek nocy. Mam nadzieję, że to drugie, bo nie chcę jeszcze umierać. Usiadłem na łóżku, a światła na korytarzu trochę oświetlały salę, poczułem, że coś jest nie tak, a poza tym strasznie bolało mnie wokół implantu. Chciałem już wstać i iść do doktora Yinsena by dał mi coś na ten ból, gdy nagle coś przemknęło przez korytarz, a ja zauważyłem tylko cień, który szybko zniknął. Byłem ciekawy co to było, mam nadzieję, że żaden wróg nie wie, że tu jestem, bo z tego nic dobrego nie wyniknie. Odpiąłem się od kroplówki i kardiomonitora. Na palcach podszedłem do drwi, po cichu je otwierając, rozglądnąłem się czy nikt nie idzie. Droga wolna, poszedłem w stronę gdzie zniknął cień. Doszedłem za nim do toalet, cień wszedł do damskiej, więc to ona i pewnie jest pacjentką, lub pracownicą, nic tu po mnie, ale za nim wrócę pójdę sobie kupić coś na ząb. Doktor Yinsen jest pewnie zajęty, więc nie będę mu przeszkadzać, poproszę o leki później. Wszedłem do pomieszczenia z maszynami, w której były różne przekąski, zimne i gorące napoje. Z kieszeni wygrzebałem drobne i wrzuciłem do maszyny wybierając kod, rogalik miał już wypaść, gdy zablokował się o szybę.
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Gdy szłam do barku usłyszałam, że ktoś za mną idzie. Na początku myślałam, że to moja chora wyobraźnia płata mi figle, ale gdy zobaczyłam cień za sobą, szybko weszłam do toalety. Kroki oddalały się, aż w końcu ich nie słyszałam i wyszłam z toalet zmierzając w wcześniej ustalony cel, czyli barek. Gdy byłam blisko usłyszałam jakieś hałasy dobiegające z pomieszczenia do którego właśnie zmierzałam. Powoli weszłam do środka, bałam się, że to jakiś bandyta co chce monety z maszyny. Odetchnęłam z ulgą gdy ujrzałam Tonego, po pierwsze, że żył, a po drugie, że to nie bandyta. Podeszłam bliżej, a on siłował się z automatem, nie powiem ten widok był prze zabawny.
Pepper: Haha. Czekaj pomogę ci, mam w tym wprawę
Tony: O Pepper, co ty tu robisz ?
Pepper: Trzymaj. Nie wiem dopiero się obudziłam. A ty jak się czujesz ?
Tony:Dzięki. Ja dopiero też co wstałem. A gdzie Rhody ? Nie ma go z tobą ?
Pepper: Nie, za dużo to ja nie wiem o twojej operacji tu leżę
Tony: A tobie też coś zrobił ?
Pepper: Nie, nic mi nie zrobił po prostu. Nie ważne pogadamy o tym kiedy indziej.
Tony: Dlaczego ?
Pepper: Tony to nie jest na to miejsce i czas, jak z tond wyjdziemy to ci wszystko wyjaśnię
Tony: Okej, ale wiesz, że jesteśmy przyjaciółmi i możesz na mnie liczyć
Pepper: Tak wiem, a ty na mnie. Tony
Tony: Tak Pepper ?
Pepper: Chyba zgubiłeś koszulkę
Tony: Hehe.....no chyba właśnie zgubiłem, bo nie wiem gdzie jest
Pepper: Oj Tony, Tony. Cieszę się, że żyjesz
Tony: Ja też
Z tego szczęścia miałam ochotę go przytulić, lecz nasz geniusz chyba umie czytać w myślach i zrobił to przede mną, tą chwilę przerwała nam doktorka, która chyba nie była zadowolona z tego, że w środku nocy tak głośno się zachowujemy.
Anna: Widzę panno Potts, że już się lepiej czujemy, zresztą pan też panie Stark, ale to nie oznacza, że musicie od razu budzić cały szpital.
Pepper Tony: Przepraszamy
Anna: Przeprosiny przyjęte, a teraz wracać do swoich sal
Pepper: Tylko kupię sobie wodę do picia
Anna: Dobra, rano powinny być panny wyniki badań krwi, będziemy musiały pogadać
Pepper: Tak, będziemy musiały pogadać. To dobranoc
Anna: Dobranoc.
Lekarka odeszła, wstukałam kod wody i gdy wypadła wzięłam ją i od razu odkręciłam, upijając łyk zauważyłam, że Tony jaszcze nie odszedł i patrzył na mnie wyczekującym wzrokiem, chyba jeszcze dziś będę musiała mu wszystko powiedzieć, ale Pepper Potts postanowiła udawać głupią blondynkę, która nie wie o co chodzi.
Pepper: Coś nie tak ?
Tony: Tak, mi nie chcesz nic powiedzieć, a z jakąś lekarką będziesz gadać ?
Pepper: Dobra, powiem ci wszystko, ale w miejscu gdzie nikt nas nie usłyszy
Tony: To może chodźmy do mojej sali, z tego co wiem to tylko ja leżę na sali po operacyjnej.
Pepper: To chodźmy
Tony objął mnie ramieniem i poszliśmy do jego sali. Gdy weszliśmy Tony siadł na łóżku w miejscu gdzie ma znajdować się głowa, a ja po turecku w miejscu nóg. Zaczęłam mu mówić o hibernacji i o mkluańskiej krwi i dlaczego muszę porozmawiać z lekarką, powiedziałam mu też, że wysłałam Mandaryna w inny wymiar i o tym, że zgubił pierścień teleportacji, który musimy znaleźć jak wyjdziemy. Po tym wyznaniu płożyliśmy się koło siebie i zaczęliśmy rozmawiać i śmiać się, a ja nawet nie wiem kiedy usnęłam.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Leżałem z Pepper i gadaliśmy, lecz gdy zadałem jej pytanie nie odpowiedziała, popatrzyłem na jej twarz. Zasnęła, ale ona słodko śpi.....Tony ogar to twoja przyjaciółka.... Przykryłem nas kołdrą i sam zasnąłem.
>>>>>.......<<<<<
Koniec rozdziału 17, mam nadzieję, że się podoba i czekam na komentarze :)
Bardzo proszę o nie bo dzięki nim wiem, że mam dla kogo pisać :) Komentarze od anonimów także miło widziane. A zdjęcie przedstawia demony, które otoczyły Mandaryna.
Czekam także na pytania :)
Rozdział 23: Ósmy pierścień Makluan
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Lecieliśmy około trzech godzin Pep spała, a ja chodziłem nerwowo po samolocie. Bałem się, że wypadek znów się powtórzy,że Mandaryn zaraz się pojawi, że znów stracę najbliższe mi osoby, że stracę Pepper, dla której warto żyć. Na początku próbowałem się uspokoić siedząc na miejscu i tłumacząc sobie, że Mandaryn jest w innym wymiarze, ale kto wie czy on nie wróci ? Poszedłem po wodę do picia i już nie wróciłem na miejsce zacząłem " latać " po samolocie. I chyba tym przebudziłem Pepper.
Pepper: Już dolecieliśmy ?
Tony: Nie, śpij. Wszystko jest dobrze
Pepper: To dlatego chodzisz jak wściekły po całym samolocie ?
Tony: To wszystko po tym wypadku, boje się, że to może się powtórzyć
Powolnym krokiem podeszła do mnie i położyła ręce na ramionach, po czym przytuliła, a ja ją.
Pepper: Rozumiem i widzę, że w ogóle przez to oka nie zmrużyłeś
Tony: Aż tak to widać ?
Pepper: Wyglądasz jak zombie. Chodź
Podała mi swoją dłoń, a z naszych siedzeń wzięła poduszkę i koc po czym rozłożyła jedno z siedzeń z przodu i powiedziała bym się położył, a sama usiadła na siedzeniu za moją głową. Zaczęła bawić się moimi włosami. Po czym poczułem jej dłonie na twarzy, a na ustach jej usta.
Pepper: Prześpij się trochę
Tony: Ale...
Pepper: Proszę bez żadnych, ale będę cały czas przy tobie, obiecuję
Zamknąłem oczy i czułem tylko jak mnie głaska i całe emocje jakie we mnie były jakby naglę opadły. Teraz wiedziałem, że mogę spokojnie zasnąć. Pepper przemieściła się i siadła obok mnie łapiąc mnie za rękę. Po kilku minutach zasnąłem miałem z początku fajny sen, który z czasem zmienił się w koszmar. Leciałem z Pepper na wakacje do Włoch wszystko było dobrze, rozmawiałem przez telefon z Rhodeym, który tam się przeprowadził i miał odebrać nas z lotniska. Pepper poszła na tył samolotu by przygotować się do lądowania, gdy znów ten oślepiający błysk, warkot gasnącego silnika i wybuch. Zdążyłem założyć zbroję i biec w stronę Pepper, ale nie było jej tam. Samolot zaczął płonąć i spadać, a ja nadal nie mogłem jej znaleźć. Spostrzegłem jak coś spada i to była ona, Jak najszybciej zerwałem się do lotu, ale nie mogłem jej dogonić. Leżała już na ziemi i nie żyła, pozwoliłem jej zginąć....
Ze snu wybudziła mnie Pepper, która siedziała obok, a Rhodey stał nade mną
Pepper: Tony ! Obudź się ! Jestem tu, nic się nie dzieje !
James: Tony to tylko zły sen
Tony: Pepper ?!
Pepper : Tak, jestem tu
Odetchnąłem z ulgą, że wszyscy jesteśmy bezpieczni za pół godziny powinniśmy wylądować. Rhodey poszedł do toalety, a ja zostałem z Pepper. Jej twarzy nie opuszczał wyraz troski, przytuliłem ją by się trochę rozweseliła.
Pepper: Tony martwię się o Ciebie, nie chcę by stała ci się krzywda
Tony: Ja też się o Ciebie martwię, nawet nie wiesz jaki miałem okropny sen
Pepper: Na szczęście to tylko sen. A co z Rhodeym powiemy mu o nas ?
Tony: Jak on powie nam o Olivi
Pepper: Heh sam z siebie chyba tego nie powie
Tony: Ja już zadbam o to by powiedział
Wylądowaliśmy w stanie Montana teraz wystarczy znaleźć świątynie makluan. Zatrzymaliśmy pierwszą taksówkę jaką zobaczyliśmy i pojechaliśmy za miasto. Na miejscu zastaliśmy podmokły teren, z którego ziem wysunęła się świątynia. Ostrożnie weszliśmy do środka pacząc pod nogi by nie uruchomić żadnej pułapki. Doszliśmy do komnaty, w której znajdował się pierścień był on w ustach strażnika. Podszedłem do strażnika i wyciągnąłem pierścień tym samym aktywując test. Grim Reaper wziął do ręki kosę a ja z Rhodey założyliśmy zbroję.
Tony: Pepper schowaj się gdzieś, a ja z Rhodeym zdamy test
Pepper: Pomogę wam
Tony: To zbyt niebezpieczne, a do tego pallad w twoich pierścieniach
Reaper: Czy jesteś godzien ?
James: Standardowa gadka musi być. No to co niszczymy gościa i spadamy
Tony: Taki mam zamiar
Zaczęliśmy atakować Reapera, ale nasze ataki na nic się nie zdawały, on atakował nas swoją kosą, a my go repursorami. Rhodey wypuścił na niego prawie cały swój arsenał, ale to i tak nic nie dawało.
Tony: Jaki jest cel testu ?
Reaper: By opanować przyszłość musisz znieść ból z przeszłości. Zapanuj nad bólem
Dostałem od "mrocznego żniwiarza" i poleciałem na ścianę, a pierścień wypadł mi z ręki. Rhodey pobiegł by podnieść pierścień, ale z nim pojawił się Reaper i przeciął go w pół swoją kosą, a jego zbroja wyłączyła się po czym skoczył na mnie, wystrzeliłem w niego z unibeamu. Zniknął.
Tony: No i po problemie
Pepper: Tony uważaj !
Odwróciłem się, ale z późno. Zostałem przecięty kosą
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
To było straszne, najpierw Rhodey, a teraz Tony ich zbroje nie działały. Schowałam się z kolumną by ta mumia mnie nie zobaczyła. Rozglądnęła się dookoła po czym wróciła na swoje miejsce. Chciałam ich jakoś wybudzić, bo wpadli w jakiś trans. Podeszłam najpierw do Tonego
Pepper: Tony, skarbie słyszysz mnie ?
Odpowiedziała ni cisza, chciałam jakoś ściągnąć hełm, ale nie mogłam, zaczęłam walić pięściami w zbroję
Pepper: Tony, proszę nie zostawiaj mnie tu samej. Wróć do mnie
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Howard: Tony, synu słyszysz mnie ?
Tony: Tato ?! ty żyjesz ?!
Howard: Z tego co mi wiadomo to tak. To musiał być nie zły sen
Tony: Rozrusznik, gdzie on jest. Wszystko jest po staremu. Mam nadzieję, że to był tylko sen, bo nie należał do miłych
Howard: No, ale już po wszystkim
Tony: Nie, nie jest jesteśmy w samolocie. Tym samolocie. Tato jesteśmy w niebezpieczeństwie !
Znów ten sam ból i spadanie jakby w nicość. Później szpital, Rhodey, początki Iron Mana, pierwsza misja, pierwszy widok Pepper na lotnisku, bank, maggia i reszta misji.
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Nadal krzyczałam do Tonego, nie wiedziałam co mam robić, ogarnęłam mnie panika. Dobra Pepper weź się w garść, co by zrobił Rhodey, gdyby mu się zdarzyła taka sytuacja, myśl !
~~~~Perspektywa Rhodeya~~~~
Biegłem za jakimiś krzykami, dotarłem na swoje podwórko, a tam był Tony w rozbitej zbroi. Od razu zadzwoniłem po karetkę, gdy przyjechała i go zabrała, a za nią pojechałem z mamą. Dotarliśmy na miejsce. Operowali go, gdy po kilku godzinach wyszedł doktor Yinsen. Zabrał moją mamę na bok by z nią pogadać po czym podeszła do mnie.
Roberta: James bardzo mi przykro, ale już więcej nie zobaczysz Tonego
James: Nie, nie to przecież nie możliwe
Roberta: Ależ tak, musisz się z tym pogodzić
Od środka rozdzierał mnie wewnętrzny ból, którego nie mogłem opisać, to tak strasznie bolało. Jakby ktoś zabrał mi część siebie i wrzucił do miksera po czym zmiksował i kazał samemu się pozbierać.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Przeniosłem się w inne miejsce. Byłem w firmie, gdzie był Stane i rada zarządu dyskutująca o... nie ja w to nie wieże Stane wyprodukował całą masę pancerzy, takich jak mój i sprzedał wojsku, ale jak to się stało.. jak on zdobył schematy ? Podszedłem do okna, a tam ulicą maszerowały w pierwszym rzędzie Halkbustery, zaraz za nimi zbroje zwiadowcze, mark I i Iron Monger, a na dodatek wszystkie nazywały się zbroje Stane, nawet firma Stane Internasional nie mogłem pojąć jak do tego doszło. A ten stary dziad mnie zwolnił, mnie, firma była moja, to mój ojciec razem ze mną ją budował, a nie ta podstępna gnida. Ubrałem zbroję by raz na zawsze rozprawić się z ty łysielcem, gdy do środka wleciały zbroje War-Machine i otoczyły mnie dookoła. Strzeliłem w nie repulsorami, ale to na nic. Przecież stworzyłem na nich prawie nie zniszczalny pancerz. Otoczyłem się polem energetycznym. Zbroja była poważnie uszkodzona.
Stane: Poddasz się w końcu Stark ?
Pepper: Dalej Tony, walcz nie poddawaj się. Bądź silny
I wtedy zrozumiałem to był ten test. Miałem zapanować nad bólem przeszłości i przyszłości
Tony: Stane wbij sobie do tego łysego, durnego łba ja się nigdy nie poddam
Stane: Zetrzeć go na proch !
Tony: To jet moja zbroja, on mi nic nie zrobi to ja ją zaprogramowałem. To tylko durny sen
Zbroje zniknęły, a za oknem pojawił się Reaper, który ponownie machnął kosą przecinając wszystko, a ja wróciłem do rzeczywistości.
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Siły mi opadały, ale uparcie waliłam w zbroję krzycząc by do mnie wrócił. Nie miałam już siły, klękłam przed nim na podłodze, a po moich policzkach spłynęły łzy.
Pepper: Tony ja cię proszę wróć do mnie, co ja zrobię, gdy zabraknie cię w moim życiu. Proszę ocknij się już z tego durnego transu
I tu się chyba zdarzył cud zbroja ponownie się aktywowała, a on podszedł do mnie i pomógł mi wstać
Tony: Byłem, jetem i zawszę będę przy tobie, już nigdy cię nie opuszczę
Pepper: Tony na reszcie, nawet nie wiesz co ja czułam. Ale wróciłeś
Tony: To dzięki tobie
Żniwiarz znów nas zaatakował, a ja próbowałam obudzić Rhodeya
Tony: To już nie jest sen, żniwiarz chce mnie porąbać na kawałki. Pepper co ty robisz ?
Pepper: Próbuję go obudzić, a co ?!
Tony: Schowaj się i nie wychodź, ja to zrobię
Pepper: O nie. Drugi raz na przecięcie was tą kosą gościowi nie pozwolę
Założyłam wszystkie pierścienie co miałam, a moje ciało pokryło się zbroją księżnej i wystrzeliłam w strażnika jednym z pierścieni, poleciał na drugi koniec komnaty, a Tony wziął się za obudzenie Rhodyego
Tony: No Rhodey czas się obudzić
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Wniknąłem do głowy Rhodeygo by go wybudzić uświadamiając go, że to tylko zły sen udało mu się on także przezwyciężył swój lęki i był razem z nami. Reaper znów na nas biegł, ale jego gorący temperament ugasiła Pepper, zamieniając go w bryłę lodu, a ja strzeliłem w niego repursorem, rozwalając na milion drobnych kawałków. Udało nam się zdaliśmy test i mogliśmy wracać do domu.
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Udało się zdobyliśmy kolejny pierścień i zostały jeszcze dwa. Radość mnie rozpierała. Podeszłam do Tonego który pomagał wstać Rhodeymu. Ściągnęłam pierścienie chowając do torebki, gdy zrobiło się mi słabo, chciałam coś powiedzieć, ale nogi mi się załamały i upadłam powoli tracąc świadomość. Podbiegli do mnie, a świat mi się zamazywał.
Tony: Pepper trzymaj się za nie długo będziemy w samolocie
James: Co z nią ?
Tony: Długa historia
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Pepper znów po użyciu zemdlała, ale miałem w samolocie coś na ten wypadek mianowicie chlorofil, który miał spowalniać działanie palladu w organizmie. Wziąłem ją na ręce, co nie było dla mnie problemem, bo była bardzo lekka i zabrałem do samolotu po czym dożylnie podałem jej substancję zawierającą śladowe ilości chlorofilu. Po godzinie ocknęła się, ale znów skutki, prawie nic nie pamiętała. Gdy Pepper była nie przytomna miałem czas by wszystko wyjaśnić Rhodeymu, ale to go chyba zanudziło i zasnął.
Tony: Hej już wszystko w porządku, mamy kolejny pierścień
Pepper: O fajnie. Gratuluję
Tony: Ale to ty załatwiłaś strażnika
Pepper: Na serio ?
Tony: Tak, za nie długo wszystko sobie przypomnisz, a teraz odpoczywaj, a ja przyniosę ci wodę
Pepper: Dziękuję
~~~~Perspektywa Pepper~~~~
Dolecieliśmy na miejsce, a ja już pamiętałam wszystko, nawet najmniejszy szczegół. Była szósta rano, a ja po mimo, że przez pół drogi spałam położyłam się na kanapie w zbrojowni i usnęłam.
~~~~Perspektywa Tonego~~~~
Pepper zasnęła na kanapie, więc przykryłem ją kocem by nie zmarzła. O ósmej Rhodey postanowił wrócić do domu, a ja zostałem z śpiącą Pep w zbrojowni, sam poczułem lekkie zmęczenie i postanowiłem się rozłożyć na fotelu obok kanapy. Powieki zrobiły się ciężkie po czym całkowicie się zamknęły.
>>>>....<<<<
Koniec kolejnego rozdziału myślę, że się spodobał :)
Kolejna część we wtorek :)
Skomentuj notkę bym wiedziała, że mam dla kogo pisać :)
Masz dla mnie radę, napisz ją w komentarzu :)
Każda rada się przyda :)
środa, 8 czerwca 2016
Rozdział 29: Spojrzeć w twarz śmierci
Gene
Cały czas podróżuje po tych cholernych wymiarach i nic, pustka, jestem w 18 wymiarze, czyli jeszcze 2 i się wydostane i zemszczę się na Iron Manie i jego bandzie. Dotychczas chodziłem samotnie, ale potrzebowałem w razie wypadku kogoś kto mnie ochroni. Przekupiłem te durne dusze, że jak się wydostanę to ich też uwolnię. Hahha głupie, dają się tak łatwo nabrać.
Pepper
Spałam sobie słodko w moim ciepłym łóżeczku, gdy mój telefon zaczął dzwonić. Ugh... zabije, uduszę, zakopie i jeszcze wiele innych rzeczy. Obróciłam się w stronę szafki nocnej by wziąć telefon. Na wyświetlaczu pojawiła się Whitney.
Pepper: Halo ?
Whitney: Hej Pepper pamiętasz o imprezie ?
Pepper: Jakiej imprezie ?
Whitney: No u mnie. Dziś wieczorem. Będzie Super !! Aaa!
Pepper: Whitney !! Moje uszy !
Whitney: Przepraszam, ale strasznie się cieszę
Pepper: Tak ja też. Do zobaczenia
Rozłączyłam się, przewróciłam na drugi bok i próbowałam zasnąć, ale mój telefon znów zaczął dzwonić. Tym razem był to Tony
Pepper: Lepiej się streszczaj nie mam humoru
Tony: Chciałem się spytać czy masz ochotę na lody ?
Pepper: Nie !
Tony: Ze mną nie pójdziesz ?
Pepper: Tak z tobą nie pójdę
Tony: Za późno, bo już jestem
Pepper: A ja jestem nie ogarnięta
Tony: Piętnaście minut ci starczy ?
Pepper: Nie
Tony: Odmierzam czas od teraz. Start !
Pepper: Nienawidzę cię
Tony: Też cię kocham.
Rozłączył się, a ja wywlekłam się z łóżka i poczłapałam do szafy, na dworze nie wydawało się być aż tak zimną. Z szafy wyciągnęłam szare jeansy, koszulkę z w czarno-białe paski z czerwonymi ustami na środku i do tego czarną bluzę na zamek. Kosmetyczka i biegiem do łazienki. Szybko zrobiłam codzienny makijaż ubrałam się, schowałam telefon do spodni i pobiegłam ubierać buty. Dzwoni telefon, dzwoni Tony. Hah zgadłam !
Tony: Już ?
Pepper: Buty ubieram
Tony: Ok
Pepper: A co cię na lody wzięło ?
Tony: A tak jakoś, a nie mogę zaprosić dziewczyny na lody ?
Pepper: Możesz, możesz, ale ja spałam
Tony: Śpiąca Królewna
Pepper: Dostaniesz
Tony: Dobra, dobra wyłaź
Z powrotem schowałam telefon i wyszłam. Tony chodził w kółko i wyglądał jak nudzący się pięciolatek, zaraz, zaraz przecież on właśnie nim jest. Złapałam go za rękę i poszliśmy w stronę miasta. Jedno muszę przyznać Nowy Jork jest piękny wczesną wiosną. Dotarliśmy do kawiarenki, gdzie sprzedawali lody, a mi coś nie pasowało w zachowaniu Tonego. Zamówiliśmy lody i usiedliśmy.
Pepper: No dobra, co się dzieje ?
Tony: Czy od razu musi się coś dziać ?
Pepper: Dziwnie się zachowujesz
Tony: Po prostu mam jakieś dziwne, złe przeczucie, że coś złego się wydarzy
Pepper: Nie wiadomo co by się działo, ale do kiedy jesteśmy razem jest dobrze i się nie przejmuj
Tony: Postaram się
Pepper: A teraz uśmiech i jemy
Skończyliśmy jeść lody, gdy także mnie też ogarnęło dziwne uczucie, a jeśli to nie jest bez podstawne i na serio ma się coś wydarzyć i to nic przyjemnego.
Tony: Pepper ?
Pepper: Tak ?
Tony: Teraz ty masz dziwną minę
Pepper: Tak, bo muszę dzisiejszą noc spędzić u Whitney
Tony: A jednak
Pepper: Tak. Wiesz co może ja bym może już poszła się szykować ?
Tony: Ok. To pójdę cię odprowadzić
Pepper: Spoko
Zapłaciliśmy za lody i wyszliśmy. Do prawdy miałam dużo czasu, bo aż 4 godziny, ale zawsze więcej niż mniej.
Tony: Do zobaczenia
Pepper: Do zobaczenia
Tony
Pożegnałem się z Pepper i poszedłem do zbrojowni, bo miałem mnóstwo poprawek w zbroi.
Nim się spostrzegłem minęły 2 godziny, a w zbrojowni zaczął wyć alarm.
Tony: Co się dzieję ?
<Nieznana sygnatura w ilości 3 osób przemieszcza się po mieście w pobliżu Stark Internasional>
Tony: No to lecimy to sprawdzić
<Radzę naładować implant >
Tony: A ja radzę mi nie matkować, bo przerobię cię na automatyczny otwieracz do puszek !
Ubrałem zbroję i wyleciałem ze zbrojowni. Byłem nie daleko firmy, ale nic takiego nie widziałem.
Nagle poczułem, że owija mnie coś. Były to bicze Whiplasha
Whiplash: Witaj Iron Manie
Tony: O witaj, wiesz jak się stęskniłem !
Iron Monger: O ! naprawdę
Usłyszałem głos, aż skóra ścierpła mi, bo dobrze znałem ten głos. Znałem aż za dobrze był to Obadiash. Nagle poczółem porażenie, a na ekrnie pojawiły mi się ostrzeżenia o nadmiernej energii. Utworzyłem pole siłowe i wydostałem się z biczy, ale wpadłem na Titanium Mana, który mnie unieruchomił. Nie mogłem się uwolnić, już wiem jak czuła się piłka na ostatnim w-fie. Dostałem syfonem energetycznym, a zaraz potem Monger przywalił mi, że przez krótki czas nie mogłem się pozbierać
Pepper
Gdy byłam już gotowa wyszłam z domu kierując się do Whitney. Za co bóg mnie tak pokarał, że muszę tu być. Nie chciało mi się nic, ale w końcu przyszłam tu trochę pomyszkować, a więc pora zacząć.
Pepper: Mogę do toalety ?
Whitney: Ta, jasne u góry
Pepper: Dzięki
Weszłam na górę i znalazłam pokój Barbie. Dobra jak bym była wydoroślanym łbem to gdzie bym miała jakiś notes czy coś. Pod łóżkiem, tak jestem dobra mam pamiętnik. Zaczęłam czytać, ale nie zdążyłam, bo Whitney zaczęła mnie wołać. Szybko zaczęłam robić zdjęcia i wysyłać do Starka.
Nadeszła noc, a ja nie mogła zasnąć...
niedziela, 5 czerwca 2016
Dzień Dobry. Powracam !!
Witajcie z powrotem :)
Wiem dawno mnie nie było, ale powracam do bloga. Szczerze mówiąc trochę się stęskniłam za pisaniem i przeżywaniem przygód z naszymi bohaterami. I jeszcze raz bardzo was przepraszam, że musieliście tak czekać szczególnie Anne Katari, która przez ten cały czas pytała się o IMAA, a więc już dziś można spodziewać się rozdziału .
Nadal nie wiem jak to będzie z notkami, bo szczerze mówiąc mam ograniczony dostęp do laptopa,(tylko lekcje) ale jak mogę to czerpie jak najwięcej by tu coś napisać.
Dziękuję tym co wytrwali w mojej przerwie i nie zapomnieli :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)





